wtorek, 19 września 2017

"Bliżej Teatru" - przygotowanie - pierwsze spotkanie

W sobotę ruszamy z nowym projektem. Już się nie mogę doczekać. Już prawie mam wszystko przygotowane, a na pewno przemyślane. Mam sekwencję zadań, żeby trochę metodą Sokratesa doprowadzić do wniosków. Bez zbędnego gadania. Wszystko praktyczne. Dużo osób się zapisało. Może uda się stworzyć jeszcze szersze środowisko teatralne. Zobaczę też czy moje doświadczenie okaże się cenne dla innych. 
Fundamentalne pytanie brzmi "po co komu teatr?". Moje zdanie przedstawiłem na konferencji: analogia z piłką nożną - od IV ligi do ekstraklasy. Trzeba stworzyć popyt. Wszystko na siebie wzajemnie pracuje. Potrzebna jest konkurencja i myślący ludzie. 
Od lat to robimy, ale własnym sumptem. Teraz damy konkret innym. To ważny moment, myślę. 
Bardzo ważne będzie spotkanie z Łukaszem, żeby pomóc ludziom w pracy z aktorem. Konkretnie i praktycznie. On to umie robić świetnie. 

czwartek, 14 września 2017

jeszcze po nawałnicy.

Ciągle to robi wrażenie... zrobione w drodze powrotnej.

Konferencja Kultury - podsumowanie

Na konferencji - choć pełen obaw na początku - zrobiłem to, o co poprosił mnie prof. Śliwonik. Dość zabawnie wyszło z dyrektorem Orzechowskim, ale on podszedł do mnie po konferencji i ładnie się zachował. Na pewno już mnie zapamięta. To ważne. Bo to szansa dla Chojnic, żeby móc w przyszłości zaprosić Teatr Wybrzeże tak jak to mi się udało kiedyś w ramach projektu "Teatr Polska". Rozmawialiśmy o możliwościach i jak to wygląda od strony finansowo - technicznej. 


Pozostaje jeszcze sprawa sensu takiej konferencji. Nie do końca rozumiem czy to się na cokolwiek przełoży, ale trzeba poczekać. Prof. Śliwonik z wielkim taktem prowadził panele. Bardzo konkretnie i sensownie. Jest w tym ogromna klasa. Zgadzam się ze wszystkim o czym profesor mówił. Bardzo odpowiada mi jego "ton". Opowiedziałem o ambicjach. O problemach. Świetnie wypowiedzieli się ludzie z Ofensywy Teatralnej. Bardzo rzeczowo. Widać, że to nie są działania pozorowane. Tylko naprawdę im zależy. I na pewno z taką determinacją uda im się. Daniel Jacewicz zaprosił mnie do siebie na warsztaty. Nie byłem jeszcze w Bramie. To na pewno będzie ciekawe. 


Kuriozalne dla mnie było wystąpienie aktorki zawodowej, która na pewno chciała dobrze, ale wyszło nie najlepiej, kiedy skarżyła się, że nie mają garderobianej i aktorzy muszą sami się ubierać (!). Potem było jeszcze gorzej - "reżyserzy każą nam wchodzić głębiej w rolę, a nie idą za tym dodatkowe gratyfikacje" (niedokładny cytat). Niestety takimi zdaniami pani aktorka (która reprezentowała szersze grono) kompromituje swój zawód. Takie jest moje zdanie. Choć jest jeszcze druga możliwość: że właśnie tak pracuje się (bądź myśli) w teatrach (na pewno nie wszystkich) zawodowych. Niedługo się o tym przekonam. Nie chce mi się wierzyć, że można w ogóle coś takiego wyartykułować - że KAŻE im się głębiej wchodzić w role. Bardzo roszczeniowe. 
W tym momencie przypomina mi się zdanie, które usłyszałem od mojego mistrza: to nie jest tak, że teatr jest niezbędny. Będzie niezbędny jak stworzysz taką sytuację. 
Jak zakładałem teatr przeanalizowałem (z biegiem lat) dlaczego ludzie teatru nie lubią. I doszedłem do wniosków oczywistych - trzeba stworzyć (!) popyt. Stąd te projekty nasze, które mają stworzyć KONTEKST teatralny w Chojnicach. Oczywiście trafiam na próbę upolitycznienia moich działań przez mojego ojca i jeszcze bardziej idiotyczne komentarze, że "komunizm ma się we krwi", albo że "dostałem cokolwiek po znajomości". 4 lata pracowałem w za darmo po 40 h w tygodniu czasami więcej kosztem wszystkiego innego. Inwestowałem w uczenie siebie, moich aktorów. Na wszystko sobie zapracowałem i nikt mnie nie złamie póki chce mi się tyle robić. 
Jak mi się przestanie chcieć, wrócę do języka angielskiego i zacznę zarabiać pieniądze. 






piątek, 8 września 2017

sens nauki

As I felt a surge of good energy (which does not happen to me lately) I tried to explain to my daughter the sense of learning. Of learning anything, but I was actually thinking about learning a language. I had to think about it to avoid commonplace and cliche and to try to be as honest as I am in my "stories for children"...
The English language has given me friendship, travel, experience, opportunities.
The meaning of it all I see in this piece:
https://www.youtube.com/watch?v=mwGnCIdHQH0
it is so unbelievably touching. But first you need to know the language to be able to understand it and then feel.
I guess that is it!

czwartek, 31 sierpnia 2017

Jak to działa - "Goonies" - Spielberg


Nie znam słabego filmu Spielberga. Chyba rozpoznałbym ten styl z zamkniętymi oczami (gdyby tak można było oglądać filmy). W zasadzie ten styl najbardziej mi pasuje ze wszystkich reżyserów, których śledzę. Jest w tym dużo sprytu - nieoczywistych rozwiązań, ciekawych połączeń. Reżyser chyba bardzo świadomie z takich elementów buduje swoje opowieści.
Każda historia ma swój szkielet. On potem (chyba) zastanawia się jak dany element można by przerobić tak, żeby był bardziej interesujący. Jest w tym dużo precyzji i myślenia również detalicznego.
GOONIES - stary film, który oglądałem jak byłem dzieckiem. Oglądałem z milion razy jak to dzieci mówią.
Jeden wątek eksploruje tajemniczą wieź między młodym bohaterem, a One-eyed Willy'm - młody zwraca się bezpośrednio do niego, traktuje go podmiotowo, zostawia część jego złota dla niego. Spielberg idzie krok dalej: jeszcze jedno podobieństwo między nimi realizuje się w postaci maszyny w domu bohatera i maszyn-pułapek Williego. Subtelne, ale do wychwycenia.
Świetnie wykorzystuje bohaterów: np. Rosalina nie mówi po angielsku, jest postacią comic relief, nie stanowi istotnej osi fabuły, ale to ona odkrywa klejnoty zamiast kulek w finalnej scenie. Świetny zabieg, że to ktoś z "drugiego rzędu". Do tego rozwinięty i inaczej niż dotychczas jest wykorzystany fakt jej nieznajomości angielskiego.
Wykorzystanie konceptów: bad guys łapią Chunk'a i chcą z niego wydobyć informację. Jak można poprowadzić taką scenę? Można mu grozić pistoletem pewnie albo wykorzystać cokolwiek innego równie oczywistego związanego koncepcyjnie z bad guys. Nie, tu Spielberg jest supersprytny - oni torturują go wkładając mu palce do miksera!!! Genialne. (Chunk uwielbia jedzenie). Wzięcie jego cechy charakteru i przerobienie jej na jego niekorzyść - doskonałe.
Albo ten moment kiedy Bad Guys gubią pistolet na statku pirackim i są zmuszeni grozić szablami. Ergo stają się piratami. Łączy to "stare" z "nowym".
Te wszystkie zabiegu służą historii ubogacając ją. Tworzą warstwę "wow" i budzą zainteresowanie u odbiorców.
https://www.youtube.com/watch?v=oFxWv4-sC1Q
Tu jest kilka scen, które nie weszło do filmu. Bardzo jestem ciekaw dlaczego. Mi się wydaje, że brakuje im precyzji w dynamice, bo założenia sceny w stosunku do całości wydają mi się słuszne (szczególnie tej pierwszej sekwencji). Na pewno rezygnacja z ośmiornicy była dobrym pomysłem - widać, że "za dużo". (choć w filmie na końcu jeden z bohaterów mówi, że najgorsza była ośmiornica - ale można to zwalić na karb imaginacji).

czwartek, 24 sierpnia 2017

Wolność

Za Grotowskim powtarzam, że granie bycia w klatce nie jest graniem tylko smutku. Podstawowym zadaniem grania tematu klatki jest próba poradzenia sobie z sytuacją, wewnętrzna walka, szukanie radości być może, oswajanie się.  Grotowski pisze, że mierzi go smutek na twarzy aktorów, którzy grają temat "klatki". 
Myślę, że Grotowski dotyka czegoś co dla niego jest oczywiste, ale dla innych (normalnych!) nie, że teatr nie może być rzeczywistością i nie może być oczywistą kliszą kopiującą stereotypy. Nawet jeśli widzowie przeglądają się w spektaklu jak w lustrze, to dlatego, że uświadamiają sobie to, co pod spodem. Nieświadome, skrywane.  
To bardzo ważna myśl. Nie schlebiać widowni proponując im konstrukty, które prowadzą tylko do pokiwania głowami "tak właśnie jest i kropka". 

W reżyserii obcuje się z materiałem, który już istnieje. Jak pisałem wcześniej ma swoją wewnętrzną sieć arterii. W pracy teatralnej im większe odejście od oryginału, tym większe ryzyko, że całość wymknie się spod kontroli. U mnie wkurza mnie to strasznie - kilkanaście razy robiłem spektakle, które nie były dobre, bo zlekceważyłem autora uważając siebie za mądrzejszego. Wkurza mnie też u innych - nazywanie Hamletem spektaklu, który wypacza ideę Hamleta. Wkurza mnie, choć z drugiej strony jestem w stanie te poszukiwania zrozumieć patrząc na to jak do tego dochodzi - że to często zaczyna się od przestawiania kilku małych akcentów, które nagle nadają treści inny niepożądany wymiar. 
Pracuję teraz nad strukturą do "Ballady". I powiedziałem pani profesor (z którą to robię), że największy problem w Balladynie jest taki... że Balladyna zawsze zabije Alinę. (i większość o tym fakcie wie przed pójściem na spektakl). Ergo, trzeba tu szukać czegoś ciekawszego, co jednocześnie ciągle będzie Słowackim. 

Wolność pisania natomiast to coś niesamowitego. Szczególnie jak się tyle lat było zależnym od innych autorów. Jest tyle dróg, w które można pójść. Wszystko można zmienić. Podporządkować innej logice. Ostatecznie wypłynąć na taką głębię (duc in altum) swojego ja. To, co powstaje, to już nie synteza kilku osób (jak w przypadku spektaklu), ale intymne spotkanie z sobą samym. Teatr rzadko daje taką możliwość - tu jest kilka filtrów przez które przechodzi materiał. Reżyser, aktorzy, scenarzyści etc. To, co powstaje to już nie jest Moje, ale Nasze. To oczywiście ma swoje plusy, do których należy spotkanie się np. reżysera z inną wrażliwością. Ja wiem jak podchodzę do danego tematu, ale ciekawi mnie co z tym zrobi aktor. 

Odczuwam ogromną przyjemność, kiedy mam teraz okazję tworzyć opowiadania od zera. 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Zapowiedź faszyzmu - Adresat nieznany - audio

http://ninateka.pl/audio/adresat-nieznany-kathrine-kressmann-taylor

Pszoniak i Frycz. Mistrzowie bez wątpienia. Bardzo inteligentna opowieść, która wydarza się w listach jednego bohatera do drugiego - partnerów bizesowych i przyjaciół. Teatr jest tu pomiędzy słowami. Dotyka (choć nie rozwija a szkoda) zafascynowania jednego z bohaterów Hitlerem. Warto posłuchać. 

niedziela, 20 sierpnia 2017

"Jeszcze jeden oddech" Kalanithi

Książka ta jest zbiorem faktycznych zdarzeń z życia neurochirurga, który w jednym momencie z podmiotu stał się przedmiotem (jak sam to opisuje). Dowiaduje się o raku. I życie zmierza już w zupełnie inną stronę. 
Na okładce firmują książkę "mądra, niosąca nadzieję". Bez wątpienia warto ją przeczytać. Dla mnie z kilku powodów - do najważniejszych zaliczam zmianę sposobu patrzenia z lekarza na pacjenta. Nie mogę się zgodzić, że ta książka niesie nadzieję. Może to wynika z mojego sposobu patrzenia, ale ja nie zauważam tam nadziei. Ona raczej uświadamia, że śmierć czasami jest lepszym wyborem niż życie w pewnych okolicznościach. 

Kwintesencją dla mnie jest ten fragment na zdjęciu.
Zatrzymałem się nad kilkoma zdania na dłużej - tzn nie mogłem czytać dalej: kiedy jego kolega chirurg dowiaduje się, że ma raka, i pyta się Paula czy jego życie miało sens, czy dokonał właściwych wyborów... Nie chce tego rozwijać.
Jest tam jeszcze jedno zdanie, którego nie mogę zacytować (nie mogę znaleźć), ale sprowadzające się do takiego wniosku: że słowa mają ogromną moc. On pisze jak Mankell (przypuszczam), żeby zostawić coś po sobie. Teatr jest tak ulotny. Do tego najczęściej jednak nadajemy charakter materiałowi, który jest istnieje na własnych prawach. Ma swoje wewnętrzne napięcia, konflikty. Pisanie jest innym procesem. Gdybym mógł jeszcze raz wybrać, wybrałbym pisanie. Ale już chyba za późno na takie decyzje. 15 lat uczyłem się teatru i jeszcze mi się to wymyka. A teraz zacząć pisać? Uczyć się od początku?


piątek, 18 sierpnia 2017

"Głosy Pamano" Cabre

Jestem wielkim fanem tego pisarza. To w sumie chyba najsmutniejsza jego książka. Spotykają się dwa światy - walka jednostki i współczesność, która ma, za przeproszeniem, w dupie czas przeszły. Bohater pomylił się ze wszystkim próbując przybliżyć córce (błąd) własną postawę. Jego dziecko nawet nie reaguje. Krótko mówiąc przeminiemy, nasze motywacje nie mają znaczenia, historia nas osądzi po swojemu, i tak to nie ma znaczenia. Nic nie ma znaczenia. Piszę te słowa myśląc też o tym co dzieje się u nas w kraju, ale też o tym co dzieje się w bliskich mi Stanach. To, co powiedział Trump o "both sides" in Charlotesville jest przerażające. Nigdy nie przypuszczałbym, że prezydent kraju może (chyba nieświadomie) nie potępić nazizmu - zrelatywizować całe wydarzenie. Pierwsze przypuszczenie jest takie, że to jest jego elektorat, więc on nie chce im podpaść. Ale mam nadzieję, że ta logika nie jest zgodna z prawdą. "Świat jest zły. Trzeba zgasić światło, żeby nie patrzeć na nędzę świata". Jak u Cabre - nic nie ma tak naprawdę sensu. Egzystujemy. Miniemy. Wszystko można. Wartości mogą zostać odwrócone.
Poza tym świetnie się to czyta, choć czasami można się pogubić. Bardzo podoba mi się jego styl - te istniejące różne czasy w jednej przestrzeni; zmienianie podmiotów. Wszystko to bardzo ciekawe.


środa, 16 sierpnia 2017

Malarz. Artysta. Jim Carrey

https://www.youtube.com/watch?v=upg2XiZ8Dmc
Zbieram materiały na warsztaty dla młodzieży, żeby zachęcić ich do zagłębiania się w sztukę. Ale szukam czegoś im bliskiego. Jakiejś platformy, która by ich zaciekawiła. W gruncie rzeczy tu chodzi tylko o ciekawość innego spojrzenia na świat. Jim świetnie to wyraża w tym video.
Expressing yourself. Od 1:09 mówi o tym jak czytać jego sztukę. Bardzo bezpośrednio. Bo tak właśnie jest.



niedziela, 13 sierpnia 2017

wichura - dwa dni po - 13 sierpnia - rano - Chojnice i okolice

Zdjęcia dwa dni po wichurze. Ludzie się napracowali, żeby przywrócić porządek w mieście. Wczoraj cały dzień jeździły karetki i wozy strażackie. Nie wyobrażam sobie, co przeżywały te dzieciaki pod namiotami.
przed:
i po:

Wzgórze Ewangelickie też bardzo ucierpiało:


droga od strony mleczarni:

sobota, 12 sierpnia 2017

wichura - 11 sierpnia 2017 - Chojnice - Park 1000lecia

Poszedłem pobiegać do parku. Strach w oczach dzieci. I jakiś rodzaj niedowierzania. Jakbyśmy zapomnieli co potrafi natura.






środa, 9 sierpnia 2017

Jak to działa - "Scent of a woman" (próba opisu)

Ferrari - Scent of a woman
Scena: wypożyczone ferrari
Temat sceny: kropla przyjemności w oceanie smutnego życia
Konflikt: młody naiwny - przestraszony; stary przebiegły - ryzykujący
im bardziej stary ryzykuje, tym młody jest bardziej przestraszony (nietypowe wiec ciekawe)
rozumiemy motywacje obu: stary - chce chwili przyjemności przez ryzyko; młody - chce staremu sprawić przyjemność
Dramaturgia:
1. Niezadowolony pułkownik
(pomiędzy skrót myślowy - nie widzimy momentu kiedy młody postanowił pozwolić staremu prowadzić)
2. Pułkownik rozkręca się, niebezpieczeństwo rośnie - paradoks: niewidomy cieszy się, a z drugiej strony ryzykuje dwoma życiami
3. Nowy pomysł wzmagający niebezpieczeństwo "how this baby corners" i radość pułkownika
4. Zatrzymuje ich policjant
Pułkownik kłamie, ale my go rozpoznajemy jako pozytywnego bohatera
5. Powrót do stanu sprzed - smutku - "I'm not driving any more"
Scena pięknie się rozwija - kiedy już nie ma co grać niebezpieczeństwem i dynamiką, scena się zatrzymuje (wolniejsze tempo), ale dalej się rozwija przez dialog z policjantem. Ciekawość widza polega na tym czy policjant się domyśli, że Pułkownik nie widzi.
Muzyka nadaje lekki przyjemny charakter latynowski. Dynamika muzyki przekłada się na szybkość samochodu. Ale ciągle scena jest "przyjemna".
Aktor nie dogrywa "na śmieszno". Teksty i tak w tym kontekście będą śmieszne: "don't blame me, I can't see", "left, I knew it", "haven't had a ticket in years"). Subtelność polega tu na zrozumieniu, że można to spokojnie zrobić na serio i i tak będzie działać. Podobnie w obrazie: "you want this" (policjant oddaje dokumenty), "sure" (pułkownik po prostu odbiera nie grając nieudolność).
Arcyciekawie skonstruowana scena. Na dwóch dynamikach. Wydarza się w obrazie: wszystko z samochodem, i w tekście (policjant).
I na dwóch rodzajach konfliktu: pierwszy między bohaterami wynikający z przeciwnego podejścia do tego co się dzieje (i nietypowości sceny), i drugi bazujący na wiedzy widza dotyczącej niewidomego Pułkownika i policjanta (ciekawość czy się domyśli, co się wydarzy).
Policjant nie gra złego (nie jest kontrą do wydarzeń; kontra jest tylko fabularna - sam fakt, że ich policja zatrzymuje). Policjant wpisuje się w nastrój sceny, jakby był przedłużeniem muzyki. Miły chłopak, który szybko rozpoznaje charakter Pułkownika.


Jak to działa - Christmas Vacation - (próba opisu 2)

christmas vacation lights
opis od 1:35
temat: "jak zrobić, żeby to znowu zadziałało"
dramaturgia:
1. włączył - nie zadziałało (przed chwilą działało)
2. frustracja - "bije się" z przewodami; uderza mikołaja; łamie rogi reniferom
3. napinanie się
4. sukces
ad2
wykonanie hiperboliczne, śmieszne przez kontekst świąt, wyżywania się na elem. świątecznych
ad3
śmieszne przez pryzmat wykonania i sensu tego wykonania - polegający z jednej strony na jego niewiedzy (bo to jego żona zrobiła - bawimy się faktem, że my to wiemy;  a z drugiej strony przekonania, że napinanie się pomoże. Bezcenne jego zaskoczenie kiedy się udaje.
ad4 (wyżej: zaskoczenie) i muzyka alleluja - nadaje nastrój podniosły i śmieszny jednocześnie przez zaskoczenie; i przez sam fakt wykorzystania muzyki "alleluja"
Świetnie zbudowana dramaturgia; znowu przerysowanie w wykonaniu (odejście od naturalności), działa komediowo też od strony pomysłu (nie tylko wykonania). Świetne zaskoczenie dla widza kiedy jednak się udaje. Efekt zbliżony do katharsis (w dużym uproszczeniu).


jak to działa - Christmas Vacation (próba opisu)

Christmas Vacation
opis od 0:39
konwencja: komedia
Dlaczego to bawi?
temat sceny: "Clarkowi podoba się ta dziewczyna"; temat rozpoznajemy po jego pierwszym spojrzeniu na nią (nienaturalnie szeroko otwarte oczy w pierwszym momencie spojrzenia) no i po jej urodzie.
scena "wydarza się" w tekście; w obrazie jest tylko moment, kiedy wyciera sobie czoło majtkami koronkowymi; reszta to dialog między nimi bazujący na:
- przejęzyczeniach i pomyłkach (środek założony w scenie niezależny od aktora; już fabularnie zawarty w scenariuszu; będzie działał komediowo lepiej lub gorzej niezależnie od aktora) - np. nippy = nipply, adulteries = adult; on to wykonuje dość subtelnie, nienachalnie
- nienaturalnie się śmieje (1:37); wystarczy spróbować wykonać ten śmiech, żeby złapać dystans, i zrozumieć jak to działa - przez przetworzenie pojęcia śmiechu i znalezienie ciekawej tonacji
- kłamie: widzowie mają wiedzę, że to co mówi o zmarłej żonie to nieprawda; do tego ona jest serio prawie w dramacie - bawimy się jej nieświadomością, co podbija efekt komiczny, ta scena się rozwija - jego kłamstwo idzie w różne strony (znowu sam tekst tu jest dobry)
- tekst podawany w sposób hiperboliczny (jakby w środku się uśmiechał), bawi się frazą zniekształcając ją (np. szybciej podając fragmenty, lub mówiąc wyżej tonacyjnie: "What am I saying nipple?"
- nieplanowana dwuznaczność z jej strony: "Can I take something out for you?" (i jego reakcja)
- uproszczone zadania dla aktorów: "jest mi gorąco" (cel: podbija nasze rozumienie jego zainteresowanie nią), "zapatrzenie w nią" (cel: ten sam), "muszę ją okłamywać" (cel: dzięki temu scena się rozwija, bawi nas fakt, że on ją wkręca), "nieporadność" (cel: cel pierwszy); jej zadanie: "nieświadomość" (cel: bawi nas jej nieświadomość) , "być miłą i atrakcyjną" (fraza dramatyczna: serio)





poniedziałek, 7 sierpnia 2017

never forget about imagination

http://diterlizzi.com/art/

niesamowicie piękne. inspirujące. pobudzające do tworzenia. Tony DiTerlizzi.

środa, 2 sierpnia 2017

Teatr za Murami - trzy pierwsze spektakle

Graliśmy trzy spektakle w zakładach zamkniętych. Doświadczenie poruszające. Przejście przez wszystkie bramki bezpieczeństwa, ludzie, strażnicy, procedury, wymogi.

Stopniowo nam ciśnienie skakało. Najpierw odwiedziliśmy Poprawczak w Chojnicach. Tę przestrzeń już znamy. Pierwszy raz było mniej dyscypliny niż zazwyczaj. Na to trzeba zwrócić uwagę następnym razem. Warsztaty tam będzie prowadził Błażej. Jestem zdania, że trzeba to potraktować wychowawczo i poza teatrem dotknąć tego, z czego oni się śmieją - okrucieństwa. "Władca Much" byłby tutaj idealny. Odcięci od świata młodzi ludzie, i nagle przychodzi pierwsza noc.

Dzień później zagraliśmy w Areszcie Śledczym w Czersku. Tak wdzięcznej i otwartej widowni nie było nigdzie. To było najlepsze granie tego spektaklu. (Te trzy dni pod rząd dają aktorom szansę rozegrać się, a mi przyjrzeć z bliska temu). Wszystko było trafione w punkt. To już taki poziom gdzie nie trzeba niczego dogrywać, szukać tonacji, udawać. Spektakl nabrał wymiaru emocjonalnego nareszcie - wyznanie Sebastiana (świetne poszukiwania prawdy), i zadanie Piotra (akt czwarty pułkownik).

Wczoraj byliśmy w Więzieniu w Czarnem... Długo tego nie zapomnę. Przejście przez bramy, ludzie. Kiedy żegnałem się po spektaklu i powiedziałem, że przyjechaliśmy się podzielić czymś co kochamy, i że teatr faktycznie daje szansę się na chwilę zatrzymać i zastanowić. (w końcu w spektaklu opowiadamy historie o "terrorze" między ludźmi). Jeden z nich powiedział "my się tu 20 lat już zastanawiamy". Poraziło mnie to. Wyobrażam sobie jakiegoś młodego, który przechodzi pierwszy raz  przez bramę. Tam jest ich 1300. Główną drogę nazywają Marszałkowską, która jest "tylko dla nich". Chodniki są dla strażników. Na spacerniaku chodzą odwrotnie do wskazówek zegara, żeby cofnąć czas...



czwartek, 27 lipca 2017

środa, 26 lipca 2017

pytania... Kazanie

Zdałem sobie dziś sprawę z tego, że bardzo mi zależy na łamaniu czwartej ściany. Dlaczego? Czy to jakieś wewnętrzne przekonanie, że nie wystarczy "scena"? Czy to jakaś inwazja z mojej strony? Wmuszanie w widza tezy spektaklu? Muszę być ostrożniejszy z tym. Spektakl zawsze powstaje wobec własnych przekonań w danym momencie. Widz jest zwierciadłem czy uczestnikiem? U Eweliny Marciniak bardzo często jest uczestnikiem. Musiałbym ją zapytać dlaczego ona tak robi. Czy też nie ma wiary w działanie 3 ścian? Jeśli o wiarę tu chodzi. 
Zaraz wchodzimy w decydują fazę: po przeistoczeniu. I tu pojawia się zasadnicze pytanie o interpretację - czy wszyscy jesteśmy w tym, tego częścią? Czy jesteśmy tylko zwierciadłem, odbiorcą. Znowu skłaniam się do pierwszej odpowiedzi. 
I ostatnia sprawa: jeśli jesteśmy wszyscy tego częścią... to jaką metaforę zastosować. Jakim językiem? 

wtorek, 25 lipca 2017

these hard times will not swallow you

na samym dnie - video
http://artdaily.com/?date=07/23/2017#video

poniedziałek, 24 lipca 2017

Kazanie - przeistoczenie (próby kolejne)

Ostatnia próba udowodniła nam, że złapaliśmy wiatr. Jest emocjonalnie. Całe sekwencje dobrze trzymają w napięciu. Pomysł, żeby tę jednorodną historię opowiedzieć pilnując zmian napięć niekoniecznie wynikających z interpretacji jest trafiony. 
Moment przeistoczenia jest silny. Trochę się go przestraszyłem. Paradoksem jest wybór muzyki, chyba siła tego momentu przeistoczenia (muzyka) jest efektem działania w totalnej kontrze. 
Jeszcze dwa dni wytężonych prób w ten weekend i jesteśmy już bardzo blisko. Wyklarował się język sceny z grzechami - ważna lekcja dla mnie - jednak metaforą teatralną, a nie "rzeczywistością" potraktowane. 
Dość dużo wysiłku nas to kosztuje. Ale już byśmy chcieli zacząć to pokazywać. 
Rozmawiałem z Danką o scenografii i ona podpowiedziała coś bardzo ciekawego, i to akurat w tym momencie! Ewa z Raju. 

wtorek, 11 lipca 2017

niedziela, 9 lipca 2017

Kazanie - próby i wnioski

Weekend spędziliśmy pracując nad Kazaniem. Jak zobaczyłem jak to wygląda po tak długiej przerwie to przez moment pomyślałem, że ten spektakl nie uda się. I że źle ustawiłem dramaturgię i w ogóle tezę tego.
Szybko doszedłem do wniosku, że ten tekst zawsze będzie opowiadany. Przestrzeń jest realna. Musimy szukać rozwiązań w aktorze (a czasami w teatrze), które nie powielają się tonacyjnie i intencjonalnie. I zaczęło się powodzić. Zrobiliśmy 3/4 dość precyzyjnie. Oczywiście za dwa tygodnie to musi uleć ponownej weryfikacji na zimno, ale dużo dobrej roboty zostało wykonane. Niezły to eksperyment poza tym. Nigdy nie robiłem czegoś podobnego, pozbawionego jako takiej fabuły. Zadaniem było udramatyzować opowiadanie. Posługujemy się zasadą bardzo mocnych cięć i zmian napięciowych. Jestem bardzo ciekaw jak to zadziała na widza. Spektakl jest mocno prowokacyjny. Jest na granicy mojej wrażliwości jako odbiorca. Gdzieś mocno mi się wdziera w moje myślenie o Bogu.
Błażej musi trzymać się tonacji, bo czasem mu się to wyłącza i podaje informację. (podobną rzecz zauważam u Dominika). Trzeba rozwijać swój zasięg tonacyjny.
I jeszcze jedno: od momentu kiedy Błażej złapał formę postaci zupełnie inaczej się tego słucha. Wyważamy też bardzo dokładnie proporcje między "straszno" a "śmieszno".

piątek, 7 lipca 2017

Miodek - Twój śmiech mnie niepokoi

...jak ktoś jest wielki, to jest normalny. Wspaniałe.

Samotność - próba trzecia i czwarta - wnioski

Teraz już jestem w środku tej historii. Wyklarował się dokładnie temat. W takim momencie zaczynam się zastanawiać nad przypadkiem - wyłuszczyłem Łukaszowi o czym bym chciał, żeby był ten spektakl, i dziś rano znalazłem DOKŁADNIE taki fragment, który powiela moje myśli. Do tego jest tam zdanie, które bardzo chciałem, żeby było "teraz już się można zatrzymać".
"Będę żył wedle moich zasad, a wam nic do tego". Bardzo jestem ciekaw wersji scenicznej. Mam prawie wszystkie sceny wykoncypowane. Dziś dodałem scenę komentowania wyścigu - budowania napięcia. 
Jutro i pojutrze: Kazanie z Błażejem. Od poniedziałku z Viktorią na scenie. 

czwartek, 6 lipca 2017

Samotność - zadania (druga próba)

zadania:
- wzmocnić kontekst kobiety (koniecznie; dlaczego opowiada to dziewczyna)
- ustalić przeciwko czemu ona dokładnie się buntuje; nie ogólnie, tylko konkretnie; i DLACZEGO się buntuje przeciwko establishment; czy to bunt młodego pokolenia? na razie niejasne.
- waga sprawy: postawić dokładnie konflikt w obrazie. Powrót do pytania DLACZEGO.

Dobrze się nam układa już dziś historia. Dramaturgia raczej też, ale:
dlaczego zabieramy widzowi ten czas? W jakim sensie to może być dla widza ważne?

środa, 5 lipca 2017

Samotność - po pierwszej próbie w przestrzeni

...nie układa mi się ta historia w głowie. Obiektywnie patrząc po prostu jeszcze nie wiem czego od tego tak naprawdę chcę. Do tego nie jasne są dla mnie pewne fragmenty. Jak czytałem książkę to wydawało mi się wszystko bardziej przejrzyste. Mamy początek. Dobry. Teatralny. Są pomysły do kilku scen. Ale o czym to robimy? To ani ja, ani Viktoria nie wie. Na razie miejmy nadzieję. 
Przez moment wczoraj pomyślałem, że można by spróbować poprowadzić taki eksperyment, że ona jest w ciągłym biegu, a zegar (?) wyznacza jej przerwy i interwały, a każdy dzień zaczyna się od jej wstania z łóżka, ale na projekcji... 
I tu pytanie, które sobie zawsze zadaję: jak ma się projekcja w tym spektaklu? po co ona jest? 
U Kondrada już sobie odpowiedziałem na to. A tutaj... dziś próba druga. Zobaczymy czy coś się wyjaśni. Dobrze by było ustalić jakąś logiczną kolejność. 
To, co ewidentnie dobre, to to, że historia mi nie jest potrzebna do chyba dość inteligentnych pomysłów. Ale to się okaże...
SCENY do zaakceptowania: biegu, dyrektora z podaniem ręki, scena zwycięzcy (tylko jak uhonorowana), projekcja przed metą i przeniesienie tego w plan żywy (może ze zwolnieniem; wyraźniejszą ekspozycją). 


Wietnam - próba pierwsza w przestrzeni

Próbuję się z tekstem, który sam w sobie nie ma potencjału dramatycznego, ale oderwanie tekstu od jego pierwotnego sensu skutkuje od razu pomysłami scenicznymi. Na razie szukamy tylko sensów, biorąc za temat Aleppo - jako bazę. Konrad zmaga się ze sobą i już by chciał wykonywać dobrze, i nie kuma, że się nie da od razu. 
Próbę zrobiliśmy umiejscawiając akcję w dżungli i grając tą przestrzenią. Jednak jest jeszcze druga opcja - może ciekawsza - postawienie bohatera w stanie traumy powojennej i powodowanie, że wojna mu się przypomina (harmonijka, która łączy dwa światy - teraz i wtedy). Zysk jest taki, że robi się dość uniwersalnie, i to jest też wada zarazem - uniwersalnie w teatrze ergo robi się dość ogólnie - szczególnie jeśli chodzi o wybór języka teatralnego - no bo w tym przypadku trzeba iść abstrakcją - nie karabin, a np. kula albo laska. Poszukiwanie desygnatów jest ciekawe, ale nie chce wypaczyć sensu. 
Ustawiliśmy sekwencję tekstu, którego jest za dużo. 
Zadanie na piątek: ustawić cały scenariusz tekstowo. 

poniedziałek, 3 lipca 2017

od kilku dni

Od kilku dni powtarzam bezwiednie "tylko ze strachu". Oto źródło. 


Tadeusz Kubiak

Tylko ze strachu 

Kochają się przytulają się
Tylko ze strachu
Boją się samotności
Drżą jedno o drugie
Tylko ze strachu
Boją się śmiertelnie
Czarnych cmentarzy uczuć

Nie kłamią tylko wtedy gdy opowiadają sny
Bo snów nie trzeba wybaczać

Między obłudą kobiet a zazdrością mężczyzn
Szukają czego nie ma: miłości

Tylko ze strachu
Tylko ze strachu przed samotnością
Przepędzają od siebie jak psa
Obojętność
Która by ich uleczyła jak sen

Oto jest cała miłość naszego pięknego wieku
Po śmierci Tristana i Izoldy
Romea i Julii
Laury i Petrarki
Beatrycze i Danta
I tych wszystkich nudnych kochanków
I nadzianych uczuciem gołębic
Bez których bardzo często jest źle na świecie
Poetom
I niepoetom także

Tylko ze strachu przed samotnością
Ta dziewczyna słodka w szorstkiej łupinie
Pomarańczowego swetra
Leci ku miłości jak ćma do świecy
Zdmuchnij chłopcze ten obłudny płomyk
Nie funduj jej karuzeli lodów kina
Mając zamknięte serce nie otwieraj jej ciała
Jak różowego owocu: tylko ze strachu
Tylko ze strachu przed samotnością
Która przyjdzie i tak do ciebie
Zagubionego w tłumie jak ziarnko maku ślepe

Nauczmy się samotności
Aby siebie nawzajem nie krzywdzić

Nasza czułość zabija nas
Nasz cynizm zabija innych

Nie wypełniajmy sobą pustki
Którą przeczuwamy w rzece
Nie zastępujmy liścia na gałęzi
Który rośnie bez nas

Nauczmy się samotności
Nie bójmy się samotności

Nauczmy się samotności 

OKR monodramy - finał

wnioski: 
- banał (o czym się opowiada vs przewidywalność widza; do tego dochodzi prowadzenie tematów)
- nie wyciskanie oczywistych emocji: działanie podtekstem lub kontrapuktem
- zmiany w procesie psychologicznym: dawanie czasu na zmianę emocji (szczególnie ważne po powstaniu spektaklu, bo mam tendencję do poganiania aktorów - a to jednak zależy w największej mierze od struktury rytmicznej)
- nie wprowadzać silnych emocji dopóki nieustalimy sprawy, w którą gramy (wrażenie jest a) wymuszania na widzu reakcji a b) my, widzowie nie kumamy skąd t emocja się bierze (z jakich okoliczności)
-  wyczerpywanie się konwencji: zabawa nią, możliwa zmiana - przykład złej konstrukcji: bieganie przed burzą w "Micie" - to powtórzenie nie służy spektaklowi, można by się tym zabawić
- usprawiedliwienie obecności rekwizytów; dosyć oczywiste, ale jednak konstrukcja, która potrafi scalić spektakl tak, żeby był "jednorodny". 
- pytanie o plastykę obrazu... i o abstrakcję... o tym muszę pomyśleć


poniedziałek, 26 czerwca 2017

podsumowanie OKRu w Ostrołęce - w jury 2017


Pierwsze kilka godzin było stresujące. Potem coraz bardziej stawałem się sobą i rozluźniałem. Znowu odkryłem, że z prof. Suchocką mamy wiele wspólnego (kiedyś już to czułem jako recytator). Obecność na omówieniach jury wiele mi wyjaśniła. Na tym etapie dochodzą dodatkowe kryteria (m.in. prof. Śliwonik pilnuje "dobrej" literatury), które powodują, że sama jakość recytacji nie gwarantuje tzw sukcesu. Trudno jest wybrać z tej dużej zdolnej grupy ludzi, do tego widzenie całości jest odmienne w zależności od profesora. 
Miałem rację na ogólnych omówieniach, że ludzie czują się przegrani, bo są niezauważeni w werdykcie. Jakoś jest to zrozumiałe - powstaje w głowie znak zapytania czy to co robię robię dobrze. Z tego powodu muszę powiedzieć, że miałem niesamowite szczęście przez te lata, że mogłem zdobyć weryfikację u takich osób jak prof. Suchocka czy prof. Jun. To wyznaczyło kierunek rozwoju. Nie obrażałem się na porażki tylko wyciągałem wnioski. W zasadzie te poszukiwania i ciągłe zastanawianie się nie mija, ale zdobywa się silniejszą podstawę. Jednak każdy tekst, podobnie jak każdy spektakl to praca "od nowa". 
Przeżyłem na powiatach jedno "załamanie" przez konfrontację wykonawcy z odbiorem. Takich "załamań" w finale słyszałem więcej. Prof. Suchocka powiedziała mi, że jeśli ktoś tak reaguje, to nie powinien tego robić, bo ten zawód jest tylko z ups and downs złożony. Poza tym do kogo się porównywać... do prof. Gajewskiego? To jest inna planeta. 
Ciągle mam wrażenie, że ludzie odchodzą z konkursu, bo brakuje im cierpliwości. Chcieliby wygrywać. To jest dla nich najważniejsze. Konkurs jest TYLKO drogą rozwoju. Żadna wygrana nie czyni recytacji lepszej!
Są instruktorzy, którzy doskonale kumają co jest istotne - Piotr Dehr, Włodek Ignasiński, Jola Hinc Mackiewicz (teatr), Gosia Wojcieszonek (teatr), żeby wymienić pierwszych z brzegu. Świetni specjaliści obecni co roku w finałach. Robiący świetną robotę z ludźmi. 
Najlepiej na konkursie wiersz powiedział... prof. Śliwonik. To było bardzo wzruszające. Sam się chyba wzruszył. 

Nie wiem, co to poezja,
nie wiem, po co i na co,
wiem, że czasami ludzie
czytają wiersze i płaczą,
a potem sami piszą,
mozolnie i nieudolnie,
by od dławiącej ciszy
łkające serce uwolnić.
A kiedy synka stracił
pewien robociarz z Radomia,
o wierszu pomyślał z płaczem
i list napisał do mnie:
"Chłopczyk był śliczny jak róża,
dobre, kochane dziecko...
Wierszyk niech będzie nieduży,
nie religijny- świecki..."
Nie wiem, co to poezja,
jest w niej coś z laski Mojżesza:
strumień dobędzie ze skały,
umie zabijać i wskrzeszać.
Broniewski
Utwierdziłem się w tym, ile wiem - bo profesorowie werbalizowali podobne argumenty. 
Prowadziłem warsztaty, których się obawiałem, ale reakcja była zaskakująco dobra. Gdybym miał szansę jeszcze raz prowadzić warsztaty, to bym zrobił ze strukturyzowania tekstu, bo tego wiele osób nie umie. 
JEST JESZCZE JEDNA SPRAWA... ogromna szansa... żeby tylko się udało. Wtedy będzie zaskoczenie!!!
do zapamiętania: prof. Śliwonik opowiadał jak Danuta Michałowska była w komisji i na omówieniach mówiła do recytatorów tymi słowami "po co zabieracie mi ten czas?" (w jakiej sprawie występujecie).



niedziela, 11 czerwca 2017

Koniec sezonu teatralnego

Ten sezon był jednym z najważniejszych. Częściowo przez Akademię Teatralną, ale też w dużej mierze "Terroryzm" i "Dulska" skutecznie zmieniły mi myślenie teatralne. Inaczej operuję strukturą, inaczej inwestuje w aktorów. Jeśli chodzi o strukturę jestem chłodniejszy w konstruowaniu. Zawsze wiedziałem, których momentów nie lubiłem w spektaklach, ale nie zmieniałem ich - czasami chodziło o błąd aktorski, czasami o błąd koncepcyjny, a czasami wreszcie o sprawy stricte rytmiczne - to ostatnie bardzo często. Jeśli chodzi o aktora, przyglądam się frazie precyzyjniej, wypracowuje słowa klucze - te które niosą emocje. Koncentruje się na rytmice, która "zadziała" - silniejszych kontrastach rytmicznych - żeby aktor mógł swobodnie "poruszać się" w rytmice scen. To szczególnie ważne w takich spektaklach jak "Mit" (ostatnie grane to potwierdziło; dzień wcześniej próba, na której wyczyściliśmy te sprawy rytmiczne), czy "Terroryzm". 
Zobaczymy czy dzięki temu wskoczymy na wyższy poziom. 
Bardzo ciekawie będą wyglądały wakacje - z Błażejem "Kazanie" - już wiem co tam chcę osiągnąć. To może być bardzo ciekawy spektakl i nieoczywisty. Zachęcający (pozornie) do złego. Gdyby to się udało osiągnąć bez przegięcia, to byłoby doskonale. Muszę pilnować się pomysłów, bo niektóre z nich są absurdalne. Powinno być śmiesznie, ale na granicy z "straszno".
Z Viktorią "Samotność Długodystansowca" Silitoe. Mija 10 lat od kiedy pierwszy raz wpadłem na ten tekst. Teraz jako biegająca osoba byłoby świetnie, gdyby to jakoś opowiadało o biegaczach; bez przesady - ale taki ot hołd dla sportu.  (Tu trzeba pomyśleć czy nie połączyć tego z Murakami - książce o biegających). 
Czytam jeszcze Hepnarową - to arcyciekawe. Trudne diabelnie, bo to o tym jak doprowadza się do zniszczenia psychicznego. Konwencja psychologiczna. Nie wiem jeszcze w jakiej "przestrzeni" to umieścić. 
Szukam czegoś dla młodych. Oni muszą się rozwijać. Ale na razie nic nie przychodzi mi do głowy. 
Koniecznie warsztaty dla nauczycieli - to priorytet.  



sobota, 10 czerwca 2017

aktorzy o aktorstwie

ciekawe. i prawdziwe.
https://www.youtube.com/watch?v=Ul_wE953yPQ

mówią o przeżywaniu emocji. o zrozumieniu postaci. czyli tez o procesie PRZED wykonywaniem. To mnie na ten moment zastanawia - proces PRZED. Wedlug mnie dużo ważniejsze niż to co jest na scenie. na scenie już szuka się środków. Zrozumienie i głębie zdobywa się poza rytmami scenicznymi.


wtorek, 6 czerwca 2017

praca z dziećmi - młoda grupa Studia

Tak jak przypuszczałem nie miałbym tyle siły, żeby pracować z dziećmi w tym wieku. Zawsze znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która ma za dużo energii i nie da się wtedy pracować porządnie. Poza tym dla nich to ma być zabawa, a prawda jest taka, że nie da się zrobić porządnego spektaklu bez dyscypliny. 
Zdałem sobie sprawę jak potrzebne są jednak warsztaty dla nauczycieli. Myślę, że jak poczują jaka to przyjemność robić teatr, i poznają "reguły gry" to się mocno zaangażują. Z Adą przez ostatni tydzień weryfikowaliśmy to, co oni dotychczas zrobili. Ja już zapomniałem, że tak robiłem kiedyś teatr - od pomysłu do pomysłu. Teraz najważniejsze jest myślenie koncepcyjne. Potem mogą się pewne założenia nie sprawdzić wobec widza, ale najważniejsze jest prowadzenie historii i próba połączenia widza z bohaterem. To się udało tu osiągnąć. 
Dzieciaki są ciekawe. Najbardziej podobają mi się jednak te spokojniejsze (sic!). Zobaczymy jak one sobie poradzą kiedy będzie widz. Musimy to brać pod uwagę, że jak nie wyjdzie jedna rzecz, to się może posypać następna - przy konstruowaniu przejść między scenami trzeba o tym pamiętać. 
Viktoria zagra "Mit". Zobaczymy czy coś się jeszcze uda jej odkryć w tym, znaleźć emocje. Ja sam jestem ciekaw mojej reakcji po doświadczeniu "Moralności" i "Terroryzmu". 


piątek, 2 czerwca 2017

Czytasz Ty Czytam Ja - Pippi


Coraz lepiej wychodzi nam ten projekt. Doszły dwie nowe dziewczyny - bardzo sprawne głosowo.  Mają fajną otwartość tonacyjną. Wiadomo nad czym trzeba z nimi pracować, ale poziom wyjściowy jest bardzo dobry. Wczoraj na rynku zrobiliśmy pierwsze 20 min. (docelowo powinno być 45 min.) i sprawdziły się założenia. 
Pierwsze: pokazujemy świat Pippi, który jest nieskrępowany ograniczeniami logiczo-społecznymi. Drugie: Annika i Tommy przechodzą drogę - Pippi uczy ich co to znaczy otworzyć wyobraźnię i się dobrze bawić. Trzecie (aktorskie): Poddać się scenie i rozluźnić tonacje, wszystko na świeżo. Czwarte: grać to na ZABAWIE - poszukać trochę dziecka w sobie.
Dobrze uruchamiają sceny akcji i są poumieszczane w dobrych momentach. Do zrobienia została scena szkoły. Tutaj trzeba też też pomyśleć o ciekawej akcji. No i pytanie czy ta scena nie powinna być wcześniej. Zobaczymy co wymyślimy. 

poniedziałek, 29 maja 2017

Teatr Powszechny i awantury

http://natemat.pl/209087,kolejna-granica-zostala-przekroczona-jest-film-na-ktorym-widac-szturm-narodowcow-na-teatr-powszechnym

Nie wiem co o tym myśleć. Próbuje konstuwoać jakiś własny pogląd na to. Przemyśleć to. Przeraża mnie ta agresja, a z drugiej strony wydaje mi się, że po prostu jedna strona nie rozumie drugiej. I odwrotnie. Teatr jeśli prowokuje, to tylko w cudzysłowie. Mówi raczej przypatrz się temu. Zobacz to z bliska. (w życiu nie będziesz miał takiej okazji). To znaczy nikt nie stawia w teatrze aksjomatów. Tylko tezy. Niesprawdzone założenia, które potrafią zaboleć, wzruszyć, wkurzyć. Po drugiej stronie barykady, mamy ludzi, którzy jak widać mają za co walczyć za własną wiarę nie kumając zupełnie tego, o czym napisałem wcześniej. 
Przeczytałem gdzieś no ale teatr ma służyć ludziom. To, co opisałem wcześniej według mnie absolutnie służy ludziom poprzez możliwość zatrzymania się, skonfrontowania się z własną stancą. I tu następuje nieporozumienie. Im się wydaje, że to jest rzeczywistość, która jeśli tak pokazana, to tak bezwględnie jest. A to tylko pole do dyskusji. Ale to bardzo trudny temat. 
Ostatnia sprawa czy teatrowi potrzebne są takie spory. No ale bądź tu mądry. Jak rozmawiać rozsądnie z widzem... Wchodzić w dialog... 

piątek, 26 maja 2017

w jury finału OKru

Kopnął mnie zaszczyt i ogromne wyróżnienie. Profesor Śliwonik oczekuje ode mnie, że poprowadzę warsztaty z finalistami - 50 najlepszych z całej Polski. Problem w tym, że większości wydaje się, że są bardzo dobrzy. Mnie zresztą też się tak wydawało po wygraniu OKR'u. Ale dopiero rok później byłem dużo bardziej świadomy, kiedy miałem za sobą rok pracy w Stajni Pegaza. Ewa Ignaczak skutecznie udowodniła mi, że niewiele umiem jako aktor. Aktorstwo i recytacja to dwie diametralnie różne sprawy. Dobry recytator raczej nie jest dobrym aktorem (choć to raczej teza niż stwierdzenie).
Za czasu mojego startowania w tym konkursie większość recytatorów koncentrowała się na przekazie, na jak najbliższym zespoleniu z tekstem. Atrakcyjność formy nie była tak ważna. Teraz, mam wrażenie, (mam prawie co roku finalistę OKRu, więc obserwuję tendencje), recytacja idzie w aktorstwo - bardzo atrakcyjne, formalne, z przygaszonym komunikatem emocjonalnym. Tzn jest emocja, ale raczej jest to emocja zagrana. 
Muszę tu powiedzieć, że nie ma to nic wspólnego z nagrodami. Niezmiernie trudno jest ocenić recytatorów - mają ok 10 min., jest ich dużo, ważna jest kolejność, umiejętność zwrócenia uwagi i wiele innych czynników. 
To, co dla mnie ważne, to to, że Jury wyznacza kierunek dla recytatorów. Zdarzyło się tak w zeszłym roku, że zdobywca pierwszej nagrody Patryk Pawelec (swoją drogą bardzo sprawny recytator) biegał po scenie recytując. Obawa moja jest taka, że młodzież może chcieć kopiować takie.. hm... wybory. Wydaje mi się, że dużo trudniej jest stać w miejscu i mówić. 
Wybieram taki oto temat warsztatów (prof. Śliwonik jeszcze się nie wypowiedział, co o tym myśli).

„Najpierw uczciwość wobec siebie” - czyli próba znalezenia własnego głosu poprzez tekst. 

Te warsztaty mają sens tylko pod warunkiem, że recytacja jest wyrażaniem tego, co człowiekowi w duszy gra - nie grą aktorską, nie budowaniem roli. Moim zdaniem przewaga dorosłych w konkursie jest jedna - wyczuwa się u nich silniejsze zbliżenie do tekstu. Z młodzieżą da się to zrobić również - taka praca wykracza poza ustawianie struktury, a dotyczy świadomego wybierania tekstów. Założenie moje jest takie, że jeśli się jest uczciwym wobec siebie tzn. w uproszczeniu dokona się rzetelnej analizy tekstu pod kątem tego co chcę powiedzieć, to będzie się również uczciwym wobec odbiorcy.

 zdj: Daniel Frymark

poniedziałek, 22 maja 2017

Zmarł Wodecki

nie podoba mi sie to.... nie moge sie z tym pogodzic. Uwazam go za Najwiekszego Artyste naszego wieku. .. kurcze... 67 to jest niewiele... bez sensu.... kurcze... jak to wyrazic...

niedziela, 14 maja 2017

piątek, 12 maja 2017

teaser nr 1 - Bon Voyage

pierwszy teaser. nakierowany na znaki, które wykorzystujemy w spektaklu.


środa, 10 maja 2017

Mankell Henning - Grząskie Piaski

Dziwne bywają zbiegi okoliczności. Kilka dni po moich urodzinach słyszę od Zygmunta Miłoszewskiego (na wspaniałym spotkaniu w 2 LO), że podziwia Mankella. Zdziwiłem się, bo właśnie na urodziny dostałem od rodziców książkę tego autora. Chwyciłem odruchowo i przeczytałem. 
Moje wrażenia po przeczytaniu nie mają nic wspólnego z myśleniem o sztuce per se. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ta książka jest "słaba" pod względem warsztatowym. (Choć co ja mogę o tym wiedzieć). Autor bardzo często kończy rozdziały okrągłymi zdaniami w stylu "w życiu tak to już jest", albo "ludzie są tacy i tacy". Bez dalszego wyjaśnienia, głębszej refleksji. 
ALE: jest coś w tej książce bardzo... unikatowego. (Piszę o całkowicie subiektywnych odczuciach). Czytając miałem wrażenie, że autor (który umiera na raka w trakcie pisania) spieszy się i gorączkowo próbuje zostawić coś po sobie - swój sposób widzenia świata. Rodzaj refleksji o swoim życiu. Opisuje szereg pojedynczych wydarzeń zostawiając mi dużo niedopowiedzeń. Aż chciałbym zapytać, no i co się dalej działo w twojej głowie. Ten pośpiech... (przed nadchodzącą śmiercią logicznie wnioskując) to dominujące wrażenie. 
Drugą sprawą jest zdanie, które się powtarza - nieprzypadkowe jak mniemam - że on próbuje odnaleźć w tych historiach Siebie. (Zostawiam to zdanie z takim samym niedopowiedzeniem w stylu Mankella). 
Po trzecie. Najważniejsze. Henning przywołuje szereg zdarzeń z historii - nie tych z pierwszych stron gazet, ale takich, które były ważne, choć na inną skalę. Znowu będę pisał o impresji własnej. Pisząc o nich Henning przedłuża ich istnienie w historii, dlatego że teraz ja o nich wiem, i poprzez ten wpis również przedłużam ich żywot, jak i żywot autora książki; daję mu szansę na przetrwanie w świadomości przynajmniej mojej.  Jakoś to się mieści w sensach tej książki. Dużo tu się odbywa między wierszami. 
Czuję podskórnie, że celem tej książki jest właśnie ocalić siebie od zapomnienia. A czasu miał mało. W 2015 zmarł. Ostatnia wzmianka w książce pochodzi z końca 2014 roku. 
Zdjęcie na okładce pokazuje go takim jakim był w ostatnich latach. To mocny kontrast do przystojnego mężczyzny z wcześniejszych okresów. 
Ta książka przypomina mi też o tym, czym są słowa. I dlaczego zajmuje się słowami - choć w teatrze. Żałuję, że nie umiem pisać. W słowach mam więcej do powiedzenia. Teatr jest ciągle materią, która stawia opór. 


poniedziałek, 8 maja 2017

question of identity

http://artdaily.com/?date=02/12/2017#video Highly interesting.

sobota, 6 maja 2017

Effectiveness

http://artdaily.com/?date=04/23/2017#video

Pytania o skuteczność przekazu, obraną filozofię, i (najważniejsze dla mnie) odpowiednie medium. Jest tam też rozmowa o percepcji i konstruowanie sztuki w sposób "zaskakujący" (to nie to słowo) dla innych.
Dlaczego wybrałem słowa jako medium przekazu? Zaczyna do mnie powoli dochodzić, żeby gdybym miał zdolności pisarskie, to wybrałbym pisanie. Nie teatr.


wtorek, 2 maja 2017

David Hume - Dialogi o religii naturalnej

„Dialogi o religii naturalnej” - Świat zdaje się być jak Wielka Maszyna, z dopasowanymi najdrobniejszymi częściami. Wnosimy logiczny wniosek, że przysposobienie środków do celów przypomina, choć znacznie przewyższa, wytwory ludzkiej pomysłowości. Ergo - dowodzimy istnienia bóstwa i jego podobieństwa do umysłu i inteligencji człowieka. 
Le Comte De Nouy - postuluje, (na bazie skomplikowane zależności w świecie biochemii tworzy jakiś plan, i że wcześniej musiał być zamysł tego planu oraz „dyrygent” ponoszący odpowiedzialność. 
KRYTYKA: „Czyż powie mi ktoś z poważną miną, że uporządkowany świat musi wynikać z myślenia i sztuki podobnej do sztuki człowieka, bo tak mówi nam doświadczenie?”
(w gruncie rzeczy wyobrażamy sobie - chyba - Boga jako istotę o intelekcie i świadomości - dlaczego właściwie? Równie dobrze może to być „Siła”, która manifestuje się zupełnie inaczej. Znowu wnioskujemy tylko na bazie naszego doświadczenia).

!!! „Kiedy oglągamy statek, cóż za wygórowaną ideę wypadałoby powziąć o pomysłowości cieśli, który zbudował machinę tak skomplikowaną. Jakaż spotkać by nas musiała niespodzianka, gdyby okazało się, że to nierozgarnięty rzemieślnik, co naśladował innych i brał ślepy wzór ze sztuki, która po wielu błędach, poprawkach, i deliberacjach doskonaliła się przez długie wieki. W CIĄGU WIECZNOŚCI SPARTACZONO MOŻE WIELE ŚWIATÓW, ZANIM UDAŁO SIĘ WYMYŚLIĆ TEN SYSTEM. !!!! (super to ciekawy pomysł - i do tego zgadza się z „niedoskonałością” tego świata). 
Można założyć jako tezę, że Bóg się na nas uczy. (?) I że nie jesteśmy PODMIOTEM, tylko rodzajem przedmiotu. Krótko mówiąc co jeśli nasze wyobrażenia, w ogóle, ale to w ogóle, nie odpowiadają Prawdzie. 
W takim układzie należałoby zweryfikować wszystkie poglądy. Odrzucić aprioryczne założenia. I zadać sobie fundamentalne pytanie: czego oczekuję od istnienia Boga? Na pogrzebie Domino powiedział mi, że takie sytuacje prowokują pytanie czy "coś tam jest". Mnie też to zastanawia. A już w ogóle w kontekście miejsca, w których jestem w życiu. Ja jeszcze nie wiem czego chcę od Boga. Piszę "chcę", ale w ogóle nie chodzi mi o egoistyczne potrzeby, tylko o poczucie sensu, porządku. I wiedzy. Najbardziej pobudza moje myślenie postulat o spartaczonych światach... jak taki prosty fakt potrafi odwrócić sens świata i sens życia. 





czwartek, 27 kwietnia 2017

wdzięczność

Już od dawna nie widziałem tak wdzięcznej osoby jak Weronika. Bardzo przeżyła najpierw powiatowe eliminacje gdzie był początkowy opór, żeby ją przepuścić. Warunkiem było "przejście przeze mnie". Tydzień trwało moje przygotowywanie się do tego. Ostatecznie uprościłem strukturę, dodałem finałowy monolog i postawiłem wyraźny konflikt. Nic więcej. U Weroniki zadbałem, żeby nie markowała emocji (dziewczyna bardzo wrażliwa). Zadbaliśmy o logikę frazy i subtelność. Ona przy niesamowitej ilości obowiązków przychodziła przygotowana na próby. Bardzo jej zależało. Uczciwie powiedziałem jej, że to za mało czasu, żeby zrobić monodram, ale że to jest inwestycja w nią. I udało się jej. Na wojewódzkim wzruszyła samą panią Suchocką! (!!!) Pierwszy raz usłyszała same miłe rzeczy o swoim występie. Z wielką wdzięcznością napisała mi smsa, że bardzo dziękuje. To nie jest takie oczywiste - taka wdzięczność. Bardzo mnie to wzruszyło jakoś. Ten autentyzm. 
Jest jeszcze druga sprawa - monodram był bardzo prosty, a jednak oddziaływał jakoś silnie na widzów - powtórka z "Mitu" (który powstał dla Viktorii w tydzień). Nie interesuje mnie w ogóle taki oczywisty język, ale widzom najwyraźniej taka forma spójna, logiczna, "od - do" odpowiada.
W Wołominie pani z jury powiedziała mi, że bardzo by chciała zobaczyć moją wersję "Romea i Julii", ale zrobioną klasycznie. Prawda jest taka, że w ogóle nie pobudza mnie robienie klasycznych wersji, ale może nie umiałbym takiej zrobić. Kiedyś prof. Bielunas powiedział mi, że powinienem zrobić coś bez mojej ornamentyki, niby szkoda mi czasu, ale może to byłoby ciekawe wyzwanie. Z tym "Terroryzmem" dopiero teraz się wyraźnie posunęliśmy do przodu, kiedy na spokojnie czyścimy grę aktorską. 

środa, 26 kwietnia 2017

drugie granie Terroru


Dobrze się ogląda rozwój spektaklu. Konrad zaryzykował i to było ważne, bo myślę, że będzie inaczej podchodził do zadań aktorskich - z większą otwartością. Zobaczymy do czego go to doprowadzi. 
Zmieniliśmy samą końcówkę - teraz już wiadomo w finale po co tych dwóch przyszło do pasażera. Końcówka jest sama w sobie mocniejsza, a poza tym wydarza się w języku teatru, nie w gadaniu. Sam wydźwięk spektaklu się zmienił przez mocniejszy nacisk na dramat (niezamierzony). Od tego trzeba odejść.
Dziś robimy próbę aktu drugiego i dokładnie ustalimy sobie co bohaterowie mówią do siebie i gdzie są złamania nastrojów. Spróbuję też wyważyć to w ten sposób, żeby to było groteskowe - śmieszyło, ale też straszyło. Poszukam też w "innej" emocjonalności u Piotra i u Łukasza. Zobaczymy co tam jest. Mam cały asortyment narzędzi jak to można poprowadzić. W sumie to dziwne, że z niego nie korzystałem NIGDY! (poza jedną próbą Dziecka przed Legionowem, a i tak tylko ustawiłem rytmy pomiędzy scenami tekstowymi). 
19 maja zagramy Bon Voyage. To też będzie ciekawe czy coś się zmieniło w nas. 


czwartek, 20 kwietnia 2017

po pierwszym z dwóch grań popremierowych Terroru

AKTUALIZACJA: Jak zwykle takie granie doprowadziło mnie do nowych odkryć! :) Dziś będzie ciekawie... love it!

Nie lubię jak mi się coś wymyka spod kontroli...mam poczucie, że zaczynam nie lubić teatru, tylko dlatego że to jest żywy organizm i jest nieprzewidywalny. Ale też obiektywnie muszę powiedzieć, że nauczyłem się przy tej pracy najwięcej. Od dawna nie miałem takich problemów z tekstem, i jestem pewny, że następnym razem już będę lepiej umiał sobie poradzić. Ten tekst stawiał opór, zmuszał do ciągłej weryfikacji założeń. I w zasadzie potrzebne mi kolejne próby, żeby dalej ustawiać w punkt.  
Muszę pracować z aktorami po kolei nad każdym aspektem i dokręcać śrubę mocniej. Nie ustawianie precyzyjniejsze skutkuje tragicznymi efektami. Z Łukaszem wystarczyło 5 minut, żeby zastanowić się wspólnie jak podbić atrakcyjność jednego fragmentu - i wystarczyło uznać, że dany fragment ma ciekawszy potencjał, zastanowić się co ona tam może mówić "pod" tekstem i rozwiązanie znalazło się "samo".
To, co ustawiliśmy w punkt działa, i nie zabija świeżości aktorów (czego zawsze bałem się przy ustawianiu). 
Potrzebna jest zawsze jednak "sytuacja teatralna" (nawet w scenach gadanych), żeby scena niosła. Do tego muszę pracować z aktorami nie pod kątem tego, co mówi tekst, ale jaką intencję ma aktor - nie jaką emocję, tylko co mówi NAPRAWDĘ "pod" danym tekstem. Tylko tak może pojawić się monolog wewnętrzny. Wtedy inaczej scena rozkłada się w czasie, inaczej nabudowuje się empatia widzów wobec bohaterów. 
To, co na razie udało się osiągnąć to bardzo dobrą groteskę - która śmieszy i straszy jednocześnie.


piątek, 14 kwietnia 2017

Terror teaser 3

już za tydzień... 20 i 21 kwietnia (czwartek i piątek) o godz. 19.00 w Auli SP1 w Chojnicach. "Terroryzm 2.0". Zapraszamy!



wtorek, 21 marca 2017

Międzynarodowy Dzień Teatru 2017

25 marca (sobota) będziemy gościć ten właśnie spektakl. Ma on duże "wzięcie" w Polsce. Chłopcy pokazują to w Polsce. I nie dziwię się znając teksty Piotra. Są zabawne, nienaiwne, ciekawie skonstruowana fabuła i dramaturgia. 
Poznaliśmy się z Piotrem u niego na festiwalu gdzie graliśmy Bon Voyage (nagroda dla najlepszego aktora i najlepszego reżysera). Od razu wyczułem, że Piotr jest człowiekiem teatru z bardzo specyficzną energią i miłością. Jakoś tak się złożyło, że mówiłem do niego bracie, bo podobno tak wyglądaliśmy na scenie. Piotr ma poza tym doskonałe wyczucie co do spektakli - wszystkie zaproszone przez niego inscenizacje były na wysokim poziomie, co nie zawsze się zdarza. 
Warto zobaczyć ten spektakl. Sam konflikt jest arcyinteresujący - dwóch braci spotyka się na pogrzebie ojca. I nad trumną wyjaśniają sobie sprawy... świetne! 

poniedziałek, 20 marca 2017

bio-obiekt

Kantor:

"Pracując nad spektaklem Wielopole, Wielopole, tak opisał związek obiektu teatralnego z ciałem aktora (a równie często z ciałem manekina): „(…) Bio-obiekty nie były rekwizytami, którymi aktorzy się posługują. Nie były »dekoracjami«, w których się »gra«. Tworzyły z aktorami nierozdzielną całość. Wydzielały z siebie swoje własne »życie«, autonomiczne, nie odnoszące się do fikcji (treści) dramatu. To »życie« i jego objawy tworzyły istotną treść spektaklu. Nie była to fabuła, a raczej materia spektaklu. Demonstrowanie i manifestowanie »życia« tego bio-obiektu nie było przedstawianiem jakiegoś układu istniejącego poza nim. Było autonomiczne, a więc realne! bio-obiekt – dzieło sztuki”. Taką relację aktor – manekin – obiekt reprezentują na wystawie między innymi prace Maszyna tortur oraz Klatka."
źródło: Cricoteka.
Muszę tam pojechać... to bardzo ciekawe.  



środa, 15 marca 2017

Cezary Pazura - cytat

cytat: "aktorstwo to sprzedawanie swojej prywaty, dlatego trzeba dbać o jak swój najciekawszy charakter".
To niesamowicie ciekawe stwierdzenie do dyskusji. Nie będę pisać o tym, że można to potraktować jako przesadne uproszczenie. Biorę to zdanie jako tezę. I z mojego doświadczenia jest w tym dużo prawdy. Ekstrawertyczne osobowości dają więcej możliwości scenicznych. Nie wystarczy tylko czegoś zagrać. Trzeba się z tym "połączyć" - odnaleźć ten temat w sobie, dla siebie. To truizm jako stwierdzenie, ale jako praktyka aktorom trudno to wprowadzić w życie. Oni (my) już chcielibyśmy grać, zamiast dać sobie czas na zastanowienie po co gram. Co mi to daje. Co w tym temacie jest dla mnie. W spektaklu, który widziałem w PWST "Szantaż" w reżyserii Eweliny młodzi robią groźne miny (już absolwenci), silą się, nadymają, co jest zrozumiałe w ich wieku. Elementy prawdy udaje im się uzyskać najbardziej, kiedy rezygnują z gry. Stoją w bezruchu, nie są w centrum akcji. W jednej z recenzji tego spektaklu jest wzmianka, że starsi aktorzy "przykryli" młodych. Ta pani po prostu na nic się nie sili. Nie zmaga się. Raczej jest, a jednak jest poczucie, że gra, ale gdzieś umie to wypośrodkować. Tym samym jest bardziej organiczna, i bije z niej energia. Niczego nie musi... To zdanie mi już od dawna towarzyszy. Niczego nie musieć. To klucz.
foto: "Terroryzm" Andrzej Drelich

piątek, 3 marca 2017

muzyka - renesans

Techniki kompozytorskie: 
  1. GYMEL („śpiew bliźniaczy”; dodawanie dodatkowego głosu w odległości tercji
  2. FOUXBOURDON (rodzaj techniki trzygłosowej; do tercji dodaje się sekstet)
Orlando di Laso: Matona mi cara i (piekne) O che bono eccho

Dwie szkoły: 
KAMERATA FLORENCKA
SZKOŁA WENECKA (w Bazylice św. Marka na planie krzyża równoramiennego ustawione przeciwległe chóry - POLICHÓRALNOŚĆ)
przykład: Orlando di Lasso - "Ola, o che bon Eccho”, „Matona mia cara"





sobota, 25 lutego 2017

...zrozumieć sztukę

Od lat walczę, jeśli to jest właściwie słowo z przekonywaniem ludzi do teatru. Ale nie tylko do samego teatru - do języka, który wyróżnia (potencjalnie) teatr wśród innych dziedzin sztuki. Z racji miejsca w którym się znajduję oglądam bardzo różne rzeczy. Czytam je raczej - tzn jestem w stanie zdekodować, jeśli nie od razu, to po przemyśleniu. Nauczyłem się kontrolować momenty podczas oglądania, które mi się nie podobają wynikające z moich preferencji. Dzięki takiej samokontroli więcej wynoszę ze spektakli.
Ale co z innymi, których trudniej przekonać, może otworzyć, często pozbawiając jakichś elementów do których oni są przyzwyczajeni, i jak ich braknie, to zamyka im się głowa? A wystarczy wiedzieć więcej. Na przykład - o co chodzi w tym obrazie? Czy to jest sztuka? Trzeba na to pytanie odpowiedzieć teraz. Co widzimy?

Obraz Gottlieba.
Cały sens tego przypuszczam ukryty jest jednak w świadomości kompozycji tego obrazu. Zgodnie z zasadami percepcji to, co na dole widzimy bliżej. Ale jeśli kolorem jest czarny to wyraźnie widać tu, że oba elementy walczą o prym. Ta wiedza, zmienia postać rzeczy w postrzeganiu tego abstraktu. Tak mi się wydaje przynajmniej. Z teatrem jest dokładnie tak samo. Wiedza o współistnieniu elementów, ich wzajemnej zależności, przede wszystkim nieprzypadkowości tworzy inną percepcję u odbiorców. Nam jeszcze nie udało się stworzyć idealnie jednorodnego dzieła, którego wszystkie elementy się dopełniają. Tak jak widziałem to u Korsunovasa w "Mirandzie". To dzieło doskonałe. Tam czuję, jakby reżyser zaczynał od jakiegoś pustego pokoju i wstawiał "meble", które znaczą w tej historii. Myślę o tym intensywnie, bo takie są moje ambicje, ale też profesor Bielunas poprosił o przedstawienie 3 dzieł gdzie wyraźnie zmienia się dramaturgia przez dodanie "elementu". W tym spektaklu wszystko może być przykładem. 

Piscator - notatki

Piscator

Przeżył wojnę światową, co istotnie zmienia jego optykę patrzenia na świat. Jego teatr ma być teatrem rewolucyjnym, gdzie odbiorcą jest tłum. Twórca pojęcia Teatr Epicki.
Tekst nie jest najważniejszy - modyfikuje go pod kątem potrzeby czasu w którym przyszło mu żyć.
Sama jego sztuka ma strategię wywołania skandalu.
Spektakle:
„Hopla Żyjemy”, „Wojak Szwejk”, „Rasputin”, „Wojna i pokój” (kilka planów: na "scenie rozmyślań" każdy z głównych bohaterów ma stałe miejsce i monologuje, "scenie akcji" – gdzie toczą się kolejne epizody wątku powieściowego i "scenie losu" (Schicksals-Bühne) – na której dzięki niezwykłej pomysłowości rozwiązań rozgrywają się całe bitwy i występują wielkie postacie historyczne. Łącznikiem całości jest ów komentator, pełniący zarazem funkcje reżysera, inspicjenta, współaktora). Pojęcie: „Zeittheater” -  dokument polityczny epoki, naładowanie problemami dnia obecnego,  zadanie reżysera - "umiejętność kształtowania przestrzeni scenicznej i jej kompozycji plastycznej, wyrażającą się zarówno w sposobie oświetlenia, jak i twórczej inspiracji aktorów”. Wykorzystywał film: jako komentarz do akcji scenicznej, perspektywiczne przedłużenie sceny, do wizji poetyckich, do łączenia epizodów akcji.Koncepcje przestrzeni: trójwymiarowo - konstrukcja w „Hopla Żyjemy” (plany gry)
filmy animowane w „Przygodach Wojaka Szwejka” 
sferyczna kula po obrocie odsłaniająca inny fragment: 

ruchome taśmy poruszające się w różnych kierunkach dających różne możliwości
Do tego projekt TEATRU TOTALNEGO Gropiusa, aby móc dowolnie ustawiać scenę i widownię (nie zrealizowane).

To co jeszcze dla mnie jest ciekawe: to przeskalowanie planów filmowych - różnice wielkości twarzy (chociażby) jest silnie plastycznie uruchamiające (mnie) poprzez zestawienia elementów większych (filmowych) z mniejszymi „realistycznymi”: 

Ergo - film nie jest tylko kwestią informacji (politycznej - kroniki), ale wpisuje się w plastykę przedstawienia. Tak to odczuwam. 
Bardzo ciekawa jest projekcja tylna w poniższym przypadku: to wycięcie przestrzeni scenicznej nadaje głębię i uruchamia wizualnie cały obraz: