sobota, 22 lutego 2014

X lat Studia - i tu i teraz.

Graliśmy "Dzieło" i było bardzo dobrze. Nie było scen słabych. Świetny finał. W ciele i tekście.
Byłem bardzo słaby w dniu grania, więc spektakl nie sprawił mi tyle przyjemności. Najwięcej przyjmności wyniosłem oglądając aktorów - jak oni bardzo dojrzeli. Pięknie.
Dzień wcześńiej robiliśmy próbę "Władcy" - zamianę Błażeja za Dominika - i tu też trafione. Głównie dla tego, że Błażej ma egoizm za sobą, słucha, szuka, wspólnie mamy szansę na weryfikację, bo zakładamy możliwość błędu - dlatego jest więcej możliwości. I wynik ostatecznie jest lepszy. Partnerstwo.
Spektakl będzie niesamowicie mocniejszy. Cieszę się.Bardzo dużo się dzieje wokoło.
To dobrze, ale też czuję, że nie daję rady. Potrzebny mi odpoczynek.

wtorek, 18 lutego 2014

Przegląd spektakli

Tak się złożyło (nie pierwszy raz w końcu), że gramy pod rząd różne spektakle. Mam szansę się im przyjrzeć, porównać. To ostatnie odnosi się najbardziej do spektakli, które powstały kilka lat temu i ciągle są grane (choć oczywiście rzadziej). 
Bardzo dużo się nauczyłem - widzę to dobitnie - ta nauka przekłada się najbardziej na specyfikę mojego "słuchu" teatralnego. ALE: ciągle jestem mało dokładny. To, co się teraz dzieje z "Bądź ze mną. Jestem" bardzo mi odpowiada. Budujemy wspólnie nowy rodzaj precyzji.
Dzieło (po dzisiejszej próbie) tez jest w formie za sprawą aktorów - ten spektakl jest tak szeroki w możliwościach interpretacyjnych. Versus - ciekawy i pomysłowy. Heysel - coraz bardziej dokładny, szeroki w aktorze, szczególnie młodym. Grany zawodowo i zaskakująco dobrze. Ale tak to jest jak się pracuje w dobrym zaangażowanym składzie. 
JEDNAK: czuję, że za mało RYZYKA podejmuję artystycznie. Zbyt przewidywalnie "dobre" jest to co robimy. A z drugiej strony to "dobre" raczej należy interpretować jako "emocjonalne" - jakoś tak nam bardzo zależy, żeby było pełne emocji. Niby to dobrze, ale tak może nie być kiedy idzie to w stronę rozwiązań, które mogłyby być "głębsze" interpretacyjnie zamiast "dobre", bo "emocjonalne".
Przy Belfrze spróbuję pomyśleć inaczej - od strony interpretacji, jeśli mi się uda odejdę od "emocjonalnego" podejścia. 
Potrzebna dekonstrukcja. Jakieś ryzyko fiaska większe. Wypłynięcie głębiej albo po prostu "inaczej". Niby "Ego" było ryzykowne, ale nie wiem... 


czwartek, 6 lutego 2014

wróżka.. część druga... coraz bliżej finału

 
we wtorek - całość. Taka zabawa... pierwsza. (coś po nas zostanie..)

słowo klucz na dziś - ryzyko

Wczoraj usłyszałem, i tym samym zdałem sobie sprawę, z czegoś co przybliża mnie do rozumienia sztuki. Może nawet do lepszego nazwania tego, co sam robię - ryzyko. W tych pracach musi zostać podjęte ryzyko. Można to nazwać dekonstrukcją. U mnie raczej polega to na wymyślaniu nowych zasad podejścia do treści - a konkretniej szukania wehikułu, który tę treść będzie niósł. Oczywiste rozwiązania mnie nudzą i nie pobudząją. Przestrzeń i to, co się w niej znajduje musi służyć (wehikuł) tematowi. Musi być elementem "mobilnym", potencjalnie zmieniającym swe znaczenie (lub układ) w spektaklu.
Może... ten rodzaj ryzyka, który ja podejmuje nie jest ekstremalny, ale wydaje mi się, że jestem coraz odważniejszy i w dotykaniu tematów i podejściu do języka teatru. Przykładem służy tu EGO, które jest tak inne. Cele, które sobie postawiłem: budowanie komunikatu emocjonalnego aktora bez twarzy (która jak wiadomo wyraża najwięcej emocji; tam twarze są zasłonięte; ciało musi przejąć rolę); budowanie napięć w obrazach nietypowych (szczątkowa ilość tekstu), do tego dochodzi tak ustawienie scen, żeby aktorzy (bezpieczni, bo ukryci za maskami) mogli przeżywać/budować w sobie stany emocjonalne.
Teraz zabieram się za usprawnienie całości. Pomoże mi w tym tancerka, która widziała spektakl. Jestem bardzo ciekaw, czego tam nie widzę. 

zdjęcie: Daniel Frymark

środa, 5 lutego 2014

Laboratorium - trzy dni dobrej pracy

Cel:
- przygotować do samodzielnej pracy (żebym nie był potrzebny aż tak bardzo)
- zwrócić uwagę na to "jak" (skoro już wiedzą "co")
- poszerzać każdego dnia perspektywę patrzenia
Te warsztaty oceniam bardzo wysoko pod względem osiągnięcia powyższych celów. Dzięki wpływowi osób, które mnie motywują bardzo solidnie przygotowałem się do nich. Przemyślane, ale też uruchomione materiałami (zdjęcia, teksty, nagrania). Tak muszę myśleć o warsztatach w przyszłości. Teraz kiedy wchodzimy w nowy projekt edukacyjny też obuduję to materiałami. Te "lekcje" teatralne muszą być atrakcyjne i oczywiście sensowne, żeby miało to przyszłość. Chyba wiem jak do tego podejść.
Co do warsztatów, to szkoda, że nie wszyscy zostali od początku do końca, ale Ci którzy zostali chyba nie żałują. Skupiliśmy się na tym co mnie zajmuje już od jakiegoś czasu - nie sam akt wykonywania, tylko podejście "na zimno" "PRZED". Ustawienie treści, logiki, a potem zabawa z rytmem. Wszystko ma jakiś rytm. Każda emocja jest "rytmiczna" - ma pewne predyspozycje rytmiczne. W gruncie rzeczy takie patrzenie "z boku" uświadamia jacy nieprecyzyjni jesteśmy w konstruowaniu tonacji emocjonalnej. Niby emocja jest, ale tonacyjnie zbyt blisko jest informacji. Do tego dochodzą zmiany rytmu, które najnormalniej w świecie uruchamiają cały tekst. Dywersyfikują i pobudzają.
Jest jednak drobny fakt, o którym trzeba pamiętać: NIE MOŻNA zaczynać pracy z młodymi od tego rodzaju technicznego podejścia. Najpierw zawsze TREŚĆ. Już zdążyłem zauważyć, że w momentach kiedy recytator nie rozumie treści i zaczyna kombinować rytmem, to jest to tylko "atrakcyjne". To za mało. I nie o to chodzi. W ogóle nie o to. ciągle chodzi o wyrażanie. Potem w aktorstwie też. Ja się to opanuje, wtedy dopiero zabawa z maską - rolą, i kompozycyjne weryfikacje.
Na początku kompozycja jako grafika tekstu w liryce.