czwartek, 24 kwietnia 2014

Władca Much w Chojnicach

Ogólnie w porządku. Ciekawe jest to, że w tym spektaklu, w którym się dużo dzieje pojawiła się nuda. Cała sekwencja przed statkiem była zbyt rozluźniona i widz się rozluźnił. Szkoda, ale to jest łatwe do poprawienia. Trzeba się trzymać dyscypliny. Akcja, akcja. Za długo trwała "psychologia".
Błażej jeszcze musi złapać kontrolę, ale będzie dobry w tej roli. Lepiej gra (rozumie) całość, ale gorzej pojedyncze sceny (choć znalazły się tam nowe fajne sprawy - jak Prosiaczek powtarza po Ralphie).
Dominik w tej roli jest dramatyczniejszy. Ma więcej barw, ale to się z Błażejem wypracuje. W końcu Dominik wszedł na próbę i... był dużo lepszy niż wcześniej. Słychać było, że słyszy. To po pierwsze. A po drugie - coś takiego jest w jego (sprawnym) ciele, że ciało ma gotowość do akcji i tym samym emituje świetne napięcia. Jak zmienia przestrzeń najlepiej było to widać. Te dwa Prosiaczki to jak ogień i woda. Ha. Fizycznie też przecież.
Muszę zapamiętać układ świateł, który nadawał świetny klimat. Znalazłem sobie b.dobre przejście miedzy dniem i nocą (światłem). Do tego bardzo dobra korelacja: Jack przy swojej wyspie - biała plansza z krwią. Dosyć plastycznie.
Jeden przód - żółty. Jedna półkontra nad wyspą na całą przestrzeń - pomarańczowa. Jeden przód - niebieski - ciemny, mocny i tak samo półkontra nad. Półkontra czerwona - wyspa Jacka po prawej. I Prawy przód tylko na Jacka pod katem, że łapie też białą planszę. I półkontra na planszę z góry.
Proste i łatwe do operowania. (I jedno światło na początek dla małego).
W muzyce trochę manipuluję w halucynacjach, żeby momenty ważne były głośniejsze.
Jutro Teresin. Czuję, że to może być dobry spektakl. Potrzebny jest czas i w miarę regularne granie.
Piotr pięknie dojrzewa. Trzyma i myśli. I podejmuje świetnie decyzje (to wpływ Heysel chyba).





 

wtorek, 22 kwietnia 2014

Taka wyjątkowa sytuacja - dziś będę miał okazję oglądać dwóch aktorów w tej samej roli na próbie. Będę się przyglądał... jak rzadko człowiek ma taką okazję. Kiedyś oglądałem dwóch Konradów w tym samym spektaklu, ale to co innego. Nie znałem ich. Tu wiem sporo.
Jestem ciekaw szczególnie partnerowania i podejścia do roli. Co jest silniejsze...

"Miasto ślepców" Saramago


"Wszystko będzie prawdziwe. Ludzie zaczną wreszcie być sobą, ponieważ nikt im się nie będzie przyglądał."

"Why did we become blind, I don't know, perhaps one day we'll find out, Do you want me to tell you what I think, Yes, do, I don't think we did go blind, I think we are blind, Blind but seeing, Blind people who can see, but do not see.      The doctor's wife got up and went to the window. She looked down at the street full of refuse, at the shouting, singing people. Then she lifted her head up to the sky and saw everything white, It is my turn, she thought. Fear made her quickly lower her eyes. The city was still there."

Chyba, po belfrze będzie to następna rzecz, którą zrobię w teatrze. Nie jest to łatwe, z racji ilości bohaterów, ich zróżnicowania, ilości miejsc akcji. Ale jest to fantastyczne. Nie mogę uwolnić głowy od tych myśli, które cytuję. 
Pomysł chyba jest prosty. Postawić aktora w sytuacji "niewidzenia", ale też widza. Wyłączać mu wizję. I nadawać nowe miejsca, nowe grupy bohaterów. Zbliżyć widza do aktorów. Umieścić ich dookoła może.
Doprowadzić do takiej właśnie konkluzji "Blind people who can see, but do not". Dla mnie ta myśl jest właściwie pozytywna. Przypomniało mi, że wiele można osiągnąć (zaskakująco banalne, a jednak ostatnio niewiele mnie cieszy)... podobną myśl miał Leonardo Da Vinci "saper vedere" - "naucz się patrzeć". To, co widzimy, to rodzaj ułudy często.
Scena w kościele z zasłoniętymi oczami posągów świętych, Chrystusa i innych jest wstrząsająca jakoś. Silnie działa na mnie "wizualnie". Świat to konwencja. Moja. Twoja. (Jak w teatrze). Można konwencję zmienić? W teatrze można - i to jest forma do spektaklu. W życiu wymaga to większego wysiłku...
Jest to jedna z takich książek, która zaskakująco mnie pobudziła poprzez swoją Prostotę. Niby to wszystko zawsze wiedziałem, a jednak ciągle o tym myślę.
Oczywiście rzeczywistość, która mnie otacza skłania mnie do takich dywagacji tu i teraz.

Otworzyłem oczy i przekonałem się, że widzę. Dziś.   

x

sobota, 19 kwietnia 2014

recytacja - najtrudniejsze okazuje się

Najtrudniej jest być w tekście - stworzyć go we własnej głowie na nowo. Piszę to po ostatnich doświadczeniach z młodymi. W poezji najtrudniej jest dyscyplinować formę - rytm i (!) umieszczać pod metaforą konkretny obraz (zbyt ogólne myśli młodzi umieszczają, albo "przelatują" metaforę). W prozie aktywność, budowanie.
Ciekawe. To się wydaje elementarne, ale faktycznie jak sięgnę pamięcią to niewielu opanowało budowanie. Ostatnim którego słyszałem i który ma komunikat, bo "tworzy" tekst jest Daniel Stachuła. (Recytator bardzo ciekawy, którego "karierę" warto śledzić. Do tego buntownik.).
Reszta - więcej lub mniej ma momentów.
W teatrze u nas zupełnie inaczej - 90% autentycznego budowania. Co powstrzymuje nas w recytacji?
Forma monologu, brak ciała, sytuacji - zadania?

środa, 9 kwietnia 2014

pierwsze relacje z Łodzi



http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/3395669,heysel-w-zso-nr-1-policjanci-i-pilkarze-dyskutowali-z-uczniami-o-kibolach-zdjecia,id,t.html

tyle mam przemyśleń, ale muszę sobie to uporządkować. Wróciłem z Łodzi szczęśliwy. To może ma sens.
Obszerne moje myśli jak odpocznę.
Dziś warsztaty z Jackiem Zawadzkim. Jutro legendarna "Moskwa Pietuszki". Mam nadzieję, że ludzie przyjdą.

czwartek, 3 kwietnia 2014

plany...

(po Zielonych Wzgórzach magicznych cudownych)
oglądałem sobie Cirque de soleil i doszło do mnie, że kiedyś bym nawet nie pomyślał o takim rozmachu, a teraz... why not? co mnie powstrzymuje? właściwie nic. dobre uczucie...