piątek, 31 października 2014

...samobójstwo

...Judyta czeka już dość długo. Ja jeszcze potrzebuję czasu - tylko dlatego, że nie chcę tego skiepścić, a nie mamy materiału dramatycznego sensu stricto. Ten materiał trzeba stworzyć i hier liegt der hund begraben. Nie wiem czy umiem. Właściwie wydaje mi się, że nie umiem. Mam dobre założenia, które mi się wyklarowują wobec "życia" - samobójstwo to grożenie śmiercią, żeby zwrócić uwagę, żeby uzyskać pomoc. (tu mam w głowie niezłą scenę powtarzalną - w momentach słabości aktorka zaczyna dostawać świra i grozi coraz to nowym przedmiotem; jest to scena dynamiczna - bezpośrednim celem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, że widz już nie wierzy, że ona może to zrobić; a ona... może...to zrobić...).
Samobójstwo to poczucie absolutnej samotności. To wydaje się oczywiste, ale wcale takie nie jest. Trzeba uchwycić ten nastrój. Przegrania życia. Braku jutra. Kwintesencją tego myślenia, że ten spektakl nie jest o samobójstwie, tylko o tej właśnie samotności. Tu każdy z nas może poddać się bohaterce - większość z nas, jeśli nie każdy, takie stany przeżywa. Są przecież takie konflikty tragiczne... kiedy nie można czegoś powiedzieć, bo się zna reakcje, albo z obawy przed odpowiedzią drugiej osoby. Albo z jeszcze innych przyczyn, które podpowiada mi wyobraźnia; robimy wtedy głupoty niespodziewane. 
Jak sobie ludzie "radzą" z samotnością (pomysły do spektaklu)... na przykład wymyślają sobie role znanych aktorów... grają przed sobą i widzami. udają znanych i lubianych. Nikt nie przypuszcza co się dzieje w głowie takiego kogoś. (Robin Williams). Konstrukcja spektaklu mogłaby o to się głównie zahaczyć: o udawanie znanych i lubianych; wręcz rozbawianie widowni. "Żeby mnie lubili". Wchodzenie w relacje - które moga okazać się zgubne/samobójcze. 
Ten temat we mnie rośnie. Dojrzewa. Coraz więcej rozumiem z tego, o czym chce opowiedzieć. Cieszę się, że w końcu dotarło do mnie, że to nie o samobójstwie jest/będzie. 
Wielość smsów wysłanych do "przyjaciół", z samotności, z chęci poczucia troski, zainteresowania. Nie każdy przyjaciel odpisuje, bo "coś". Mam nadzieję nigdy nie zostawić moich przyjaciół. Zawsze się interesować ich życiem; a właściwie być zawsze POMOCNYM. 
Zajęcia z p.Olinkiewicz mi się przypominają. Teatr to zespół. Grupa przyjaciół.  To ważniejsze niż jakość teatralna. 


  

czwartek, 30 października 2014

...jeszcze Władca

...tym elementem usprawiedliwiającym końcową rozmowę telefoniczną mogłoby być walenie do drzwi. Podbijające "zauważyłeś że się boją". Gdyby to umiejętnie wrzucić, a oni by reagowali... to by mogło zadziałać na korzyść. Na etapie oglądania "to zwierz próbuje się dobijać".

ciekawym: zez u prosiaczka kiedy nie widzi? Czy to element groteskowy? czy kontra? (dla mnie kontra; musze to zobaczyć na próbie, żeby się przekonać)

do zrobienia... przemyślenia... sprawdzenia

Władca Much - wprowadzić sceny obecności na wyspie. Pomysł: scena rozpoznania: biegają wokoło; black out; zaczynają istnieć (muza); tylko Jack jeszcze biega (kontra); Prosiaczek podjada w ukryciu - czekoladę - wyciera się w białą koszulę; Ralph zaczyna zajmować się wyspą. Przed śmiercią Simona - dać mu tę scenę, że on ma miniwyspę - poszerzy spektrum wyspy jako przestrzeni i władzy. Jeszcze jeden pomysł (ale ryzykowny - dać w spektaklu dwa wejścia korelujące z końcem spektaklu - dzwonek telefonu lub zamykające się drzwi - coś co podbije finał, bo inaczej jest to nowy element chyba zbyt nagły; nieusprawiedliwiony - może przynoszą jakieś przedmioty jakby z katastrofy do wykorzystania). To wydaje mi się racjonalne. Takie są też podpowiedzi z zewnątrz (dotyczące czasu; zawsze miałem takie wrażenie, ale nigdy nie podjąłem inicjatywy). A poza tym jestem ciekaw. Kiedyś Ewa mi powiedziała, że jej praca już się skończyła (reżyserska). A ja mojej nie kończę nigdy. I to jest też pobudzające.
Bądź ze mną - początek - umieścić Oskara w kontekście superbohatera już obecnego w przestrzeni prostokąta; czekającego na panią różę - pod maskotkami; kontekst interpretacyjny - obudowany maskotkami od rodziców, którzy się boją, więc rekompensują w ten sposób (śmierć); poza tym to uruchomi całą przestrzeń, nada lekkości - faktycznie może trudno się przebić przez formę; dziś pomyślałem jeszcze, że na początku powinien wykorzystywać fakt, że jest chory (ale trzeba sprawdzić czytelność tego dla widza - tzn widz musi wiedzieć, że on jest chory). Zastanawiam się jeszcze nad jego kostiumem - czy nie ma tu jakiegoś konfliktu - Róża ma kitel; Oskar jest zuniwersalizowany. To gdzie to się dzieje? "Tam" gdzie Róża (sądząc po kostiumie), czy "wszędzie" gdzie Oskar?
Sprzedawcy Klapsów - tu jest sporo do zrobienia. wszystko rozpisałem. Potrzebuję dwóch prób z młodymi. To mój ulubiony spektakl na dziś. ogromny potencjał .I czuję, że dobrze ujęty jest temat.
Koniec - po pierwsze sprawy, które widzimy w obrazie. Po czym rozpoznajemy Guślarkę? (w kostiumie) Obudować ją kontekstem - wybranej z ludu maczanej w pogaństwie (inspiracja Dominik). Z Piotrem pracowaliśmy i są efekty. Pomysł: cel: wzmocnić pojawianie się duchów. zbyt przewidywalne są te pojawiania się jeden po drugim. Dać za folią z tyłu wrażenie zbliżania się, przemieszczania. małym światełkiem z tyłu. To otwiera nowe możliwości inscenizacyjne.
Romeo i...  - tu boję się spieprzyć poprawiając. Potrzebna mi jest ostrożność Dominika. ja bym nie uwspółcześniał tego na początku, tylko zerwał z konwencją i wprowadził nową od balu. Stop the medieval music. Zmienić kostium i lecieć po współczesnemu. Powód: jednak jest to archetyp; postać z literatury i tak powinna być kojarzona. W sytuacji takiego skrótu, zabieg zerwania z jednym i wprowadzenia drugiego czasu może zadziałać lepiej niż uwspółcześnianie od poczatku. Pomysłów jest dużo - żeby zagrał dla niej na gitarze i zaśpiewał z dedykacją dla pani w drugim rzędzie. A wcześniej żeby powiedział do niej tekst z piosenki po angielsku. Ja się go zapytam "Is it Shakespeare?". Krótko mówiąc idziemy w stronę nastrojów i serio, żeby śmierć była mocna/uprawomocniona. Tylko spokojnie...i rozsądnie. Pamietając, że interpretacja zawsze pozostaje interpretacją. Nie ma nic ważniejszego. Na pewno nie efekciarstwo. Wszystko co prowadzi do celu.

wtorek, 28 października 2014

na lepszy dzień...

Stanisław zgodził się zrobić z nami spektakl.
...rozwój...

Windowisko 2014

Po raz pierwszy jestem zadowolony z naszego tam występu. Równe aktorstwo. Zespołowość. Interpretacyjnie wyszedł ciężki spektakl, bardzo mroczny. Ale: to dobry kierunek dla naszego teatru. Umacnia mnie w wierze, że to ma sens. A przecież zespół jest ciągle młody.
Cieszy świetna postawa Piotra. Jak dojrzale on istniał w tej przestrzeni. Bez dogrywania (poza "ja się nie bałem"). Wspinamy się po tej drabinie jakości. Jeszcze daleko, ale jednak krok bliżej.
Były tam bardzo dobre spektakle. "Dupa" - świetna rzecz, mądra, z zachwytem dla aktora. Natomiast najsilniejsze wrażenie pozostawił na mnie (do teraz) spektakl "Odloty" Białego Teatru z Olsztyna. Chciałem z tego wyjść, tak bolesne i trafione to jest. Pierwszy raz mam tak, że nie chciałbym tego jeszcze raz zobaczyć. Takie to "dobre" (dla mnie; inni byli mniej trafieni z jakiegoś powodu). Reżysersko jest to skomponowane dopieprzyć, odskoczyć, skontrastować. To ostatnie najsilniej działa, bo ten kontrast bazuje na tak przeciwstawnych elementach (ale w temacie), które się "normalnie" nie łączą; tu działają porażająco... Przez cały spektakl zastanawiałem się czy z tych "prezentacji" sytuacji damsko-męskich jest "wyjście". Oni proponują rozwiązanie: cytat w finale z Szekspira. Smutne. Mam nadzieję nigdy już tego nie widzieć. Gdyby ktoś mi tak kiedyś powiedział, to byłby najlepszy komplement.

poniedziałek, 27 października 2014

Wejherowo - Władca i Bon Voyage



Spektakle równe aktorsko. Interpretacyjnie lepiej wyszedł Władca w Wejherowie - przez pryzmat zabawy jako kontra do okrucieństwa. Spektakl ładnie trzymany z nastrojami różnymi. 
BonVoyage sprawny. Łukasz bardzo dobrze trzymał to. I nareszcie zagrał tak jak go na to stać. Z pełną kontrolą myślową. 
Rozmawialiśmy o monodramie z p. A.G.K., ale jej uwagi jakoś nas nie przekonywały. Przynajmniej na początku. Ale przegadaliśmy to z Łukaszem i jednak ta krytyka znajdzie swoje rozwiązanie sceniczne. Przesuniemy budowanie muzeum do sceny kiedy Łukasz o tym mówi. Wcześniej ułożymy "na kupę" przedmioty. Wpadłem dziś w nocy na jeszcze ciekawszy pomysł, który wzmocni nastroje; wybije muzeum zagłady współczesne - takie podeściki z własnym oświetleniem. 
Pani Suchocka Łukaszowi powiedziała, że musi pracować nad aparatem i on to to dobrze przyjął. Bo przecież też o tym ciągle rozmawiamy. Powiedziała też, że moje wejście być może psuje początek Łukaszowi. To może być prawda. Wypróbujemy, żeby on to zrobił. Trochę w tych podpowiedziach była sugestia mojej megalomanii (gdyby znała prawdę; chyba ciągle mnie postrzega przez pryzmat okru i moich występów)... ciągle ciężko mi się z panią prof. rozmawia, choć ona naprawdę była życzliwa. Tak naprawdę wyjechałem z Wejherowa z myślą prof. Suchockiej. Ona zawsze robiła na mnie wrażenie logicznej osoby (bo zawsze argumentacją trafiała w sedno). Jej słowa do mnie docierają (przeciwnie niż dr Anety; nie wiem dlaczego; jak usłyszałem, że prof. Bielunas ma problem z metaforą, to jakoś w ogóle nie chciało mi się już gadać). Powiedziała, że można pomyśleć o wyjazdach zagranicę. I że ona może pomoże jakieś takie kontakty przekazać. "Żeby się rozwijać". "A Szlanga się nudzi najwyraźniej". Na pewno ma rację. Chcę nowego. Inspiracji. W mojej głowie ciągle jesteśmy tylko chojnickim studiem, ale może to jest możliwe... dla nas. 
To co najważniejsze z tego (długiego zaskakującego) wyjazdu to ZESPÓŁ. POWTARZALNA JAKOŚĆ GRANIA. Coraz silniejsi jesteśmy.      

Grudziądź - Bądź ze mną.

To co cieszy, że aktorsko robimy się bardzo równi. Nie mam zastrzeżeń do wykonywanych zadań. Daria też poszła do przodu. Łukasz bardzo sprawnie gra i powtarzalnie co jest bardzo dobrym prognostykiem.
Warunki były trudne, ale spektakl był emocjonalny.
Prof. Kopaczyński (poznaliśmy go w MSW w Warszawie) bardzo chwalił spektakl i twierdzi, że powinniśmy go grać jak najczęściej, bo to mądre i bardzo refleksyjne. On chce przekazać p. Jachowi, że jest taki spektakl. Byłoby śmiesznie gdybyśmy mieli jeździć teraz tak samo z Bądź ze mną jak z Heysel.
Ja oglądałem to z dystansu... i faktycznie ciężko się przebić początkowo przez formę (tak nam powiedziano w Ostrołęce). Znalazłem rozwiązanie: ukryjemy Oskara w tej przestrzeni - obudujemy go maskotkami. To daje niesamowity potencjał interpretacyjny - zabawki od przestraszonych rodziców, rekompensata za umieranie, kostium wstawimy, że on jest superbohaterem z zapasów - od razu podbije kontekst zabawy między nimi w zapasy. Wzmocni inicjalny konflikt. Zaskoczy widza dynamiką.


wtorek, 21 października 2014

PGE Arena - Heysel

Nie będę sie rozwodził nad Heysel. Wydaje mi się, że ten spektakl przechodzi kryzys "nieświeżości". (Podobnie było z Dziełem, Dzieckiem - spektaklami, które były często grane). Pokonała mnie technika na sali PGE - były problemy z dźwiękiem, przez moment z obrazem. Potem okazało się, że ten spektakl faktycznie stanowi dobre tło do dyskusji o bezpieczeństwie. Wszyscy, których słyszałem nawiązywali do tego spektaklu "myślowo". I to od różnych stron. Pan Jach skutecznie (?) udowadniał po spektaklu jak dobre to jest. (to było ciekawe). Ale to, co dobre autentycznie, to to, że spektakl otwiera myśli. Daje pole. (jakoś się to bardzo dobrze wpisuje w moje ostatnie rozważania o idei teatru).
Od strony wykonania: Damian nie łapie niczego dobrego na początku, żadnego stosunku do tematu (potem w scenie z dziennikarką jest już bardzo "jakiś", w emocji). Podobnie Paulina. Brakuje życia postaci - nie wiadomo po co ona przeprowadza ten wywiad. Gdzieś się to zagubiło - cel. Wyobrażenie o tej dziennikarce. Za blisko aktorki. 
Klaudia ma nowe zadanie, bo już swoje umie robić tam regularnie. 
Jeszcze wierzę w ten spektakl. Że może uda się jeszcze lepiej zagrać. Ale teraz aktorzy muszą zacząć myśleć kogo grają. I jakie ma cele postać. No i ostatecznie jak to zrobić. Gdzie to jest w tekście. 
Piotr rozwinie materiał do Heysel w Końcu (choć w heysel jest dobry) (po naszej próbie nad rolą księdza). Kamila jest skuteczna, choć też robi się to dla niej za łatwe. Trzeba sobie teraz utrudniać zadanie.
Ciągle - niezmiennie pod wrażeniem jestem, że ciągle gdzieś chcą ten spektakl. Ciągle. Wyróżnieniem było granie na PGE, ale do mnie najbardziej dotarł dr Darek Łosiński, który normalnym językiem opowiadał o kibicach i jak to wyglada od środka. Jak on z nimi pracuje. To było odkrywcze. Można by było zrobić oddzielny spektakl o tym - o Bremen - w którym kibice dogadują się, że nie będą się zabijali. I o respektowaniu własnej odmienności. Poszerzaniu działań pozytywnych grupy. My, w naszych głowach, wykluczamy kiboli z "rozsądnego życia". To może być krzywdzący błąd. Szczególnie wobec faceta, który coś z tym próbuje zrobić. Nie można dyskredytować. (dr Łosiński podziekował za Heysel, że jest to wielowymiarowe, a nie dające gotowe oceny i recepty - jego zdanie jest istotne, bo on ma wiedzę na ten temat). 
 

środa, 15 października 2014

Ostatni dzień jubileuszu - premiery - aktualizacja



"Klapsy" - obecnie jest to moja ulubiona praca. Pracuję nad każdą sceną indywidualnie. Wszystko rozpisałem. Wyciągnę sceny, żeby spektakl trwał do 45 minut. Wczoraj i dziś pracowałem nad precyzją i nad sensami poszczególnymi. Najłatwiej jest przedstawić rodziców, że nie mają czasu. Ale czy to właśnie dotknie rodzica? Trzeba tym umiejętnie kierować, żeby rodzice byli "od siebie", każde zaaferowane własnym życiem z braku czasu. Komunikujące się szczątkowo. Zostawiające dziecko "głupiej" telewizji.
dodałem scenę kiedy rodzice się rozchodzą szukając pieniedzy na wrotki dla Urszulki i urszulka przejmuje ich dialogi bawiąc się lalkami, które "przypadkowo" wyglądają jak kopie mamy i taty. ładna scena - cel: behawiorystyczne kopiowanie stanów rodziców. Kodowanie ich trybu.

"Romeo i..." - wymyka nam się. Trzeba na zimno to prześledzić znowu. Ustawić w punkty. Pomyśleć o frazach i celach, bo coraz potoczniej nam to wychodzi. Spektakl był już grany 5 razy. Ale co raz, to gorzej. A ja ciągle myślę, że to jest niezłe i że trafia w temat...

"Koniec" - tu jest ciekawie. 30 października przekonamy się czy to faktycznie jest nieudana rzecz, choć praca była cudowna nad tym, czy ludzie już byli zmęczeni po gali. Ja stawiam, że się uda. Przemyślałem kilka scen. Jeszcze się pochylę szczegółowo nad rytmami. Na pewno zrezygnuję z zapalonych zniczy kiedy kładą przy nagrobkach. i wprowadzę te przejścia na ciemności. To są "duchowe" sprawy. Dają dobry nastrój. Tam jest taki potencjał... tylko grać i dbać o aktora. Oni się teraz będą trochę bać to grać, ale poradzimy sobie. Wierzę.

zdjęcia: Daniel Frymark; spektakl "Koniec"; na zdjęciach super

wtorek, 14 października 2014

Ostrołęka - Romeo i... i Bądź ze mną

W Ostrołęce było hardcorowo. Graliśmy Romea dla garstki ludzi, którzy w żadnym z przypadków nie umieli uhonorować innego teatru. Brawa (dla wszystkich spektakli) były zdawkowe. To tak jakby mówili "no my tak teatru nie robimy", albo "tak się teatru nie robi".
Romeo został zdyskwalifikowany, bo to nie monodram. i oczywiście ja też tak mówiłem Bogusi, że nie chciałbym dyskwalifikacji, a ona upewniała, żeby to puścić, bo "zawsze można przekwalifikować". Okazało się, że nie można. Ale spoko. Spektakl był nierówny. Za dużo nerwów. I za mało precyzji. najpierw trzeba nad tym usiąść. Jury powiedziało, że to ciekawe. Aktor, który był w komisji jakoś był za tym spektaklem, bo szczerze starał się podpowiedzieć. Według mnie zabrakło przejścia od śmiesznego do serio. Do tego nie za bardzo był dobry rytm - światło - muzyka. jest nad czym tu pracować. Trzeba wejść na scenę i posiedzieć nad precyzją. Ja muszę przemyśleć założenia wszystkie jeszcze raz. Ten aktor (którego nazwiska nie pamiętam) mówił, żeby zrezygnować z śmiesznych rzeczy... cieżko mi się rezygnuje, ale muszę to na poważnie przemyśleć. Może to wzmocni to przejście.
Bądź ze mną. jestem natomiast poszło bardzo dobrze i tu nasłuchaliśmy się komplementów, które w ogóle nie znalazły wyrazu w werdykcie. Spektakl był bardzo dobrze trzymany. Z dobrą frazą. Z dobrym rytmem. sprawny.
Ogólne wrażenie po powrocie mam takie, że zachęca się mnie do jeszcze większej precyzji. Teraz myślę o postaciach. Jak bardzo trzeba je obudowywać okol. założonymi.
I jeszcze jedno wrażenie - wygrał spektakl zrobiony sprawnie przez kogoś kto ma pojęcie, ale jest to taka zabawa w teatr pt "jesteśmy mądrzy". Reżyser tego spektaklu opowiada o oczywistościach, żeby na końcu powiedzieć "my - młodzież - nie jesteśmy tacy". I znowu mi się przypomina "niech się dzieci bawią". Trochę tak to wygląda. Spektakl musi być o czymś. mieć konstrukcję podporządkowaną od strony myśli. Powinien otwierać myślowo interpretację. Nie dawać gotowych recept. Tego się będę trzymał.

Bon voyage w Gorzowie

1 nagroda w Gorzowie. Jeden z najbardziej znanych krytyków Łukasz Drewniak powiedział dla mnie istotną rzecz, że zna świetnie tekst (bo przyjmował go na konkurs w Poznaniu) i że jest to mądra adaptacja nie zabierająca nic oryginałowi. mimo że na jednego aktora a nie na 7 osób.  Dobrze, że w tym momencie w życiu to usłyszałem od takiej osobowości. Utwierdza mnie to, że poszukiwania idą we właściwym kierunku i że interpretacji nie da się oszukać. Albo mądrze, albo niekoniecznie.
(tak sobie wtedy pomyślałem "jak dobrze, że taka osoba jest w jury, która przede wszystkim interesuje się o czym to jest - podejście do tematu i jak to jest zrobione - język teatralny")
Co jest do pracy:
- pierwsze wejście Fransua - inny rytm, sprawdzić możliwości
- dystans w scenie modlitwy - czego chwyta się aktor (to wcześniej wychodziło)
- prześledzić treść tekstu (zatrzymać się nad pojedynczymi myślami w procesie interpretacyjnym; nie na scenie)
bardzo dobre (i nowe) jest dojrzałe opowiadanie narratora. jest w tym coś autentycznie pozytywnie faktograficznego i męskiego.
Zobaczymy jak to będzie dalej odbierane, ale jeszcze powinniśmy wejść na scenę i nie zatrzymywać się na tej jakości.
zdjęcie: Daniel Frymark