niedziela, 28 lipca 2013

Janosik - Teatr LALKA z Warszawy - mój opis - aktualizacja

Cieszę się, że to widziałem z kilku względów.
Po pierwsze wiara w teatr - w jego skrót myślowy. Jak świetnie sprawdza się przedmiot, któremu nadaje się nowe znaczenie np. walizka z "rodziną" Łowcy (podświetlana przy otwarciu). Do tego "kupa" przedmiotów istniejących na scenie. Jedna machina wykorzystana na końcu spektaklu. I znowu skrót - śmierć Janosika  powieszonego - a on skacze na "skakańcu" (jakby na linie). Piękne skróty. Musze o tym pamiętać, że nadawanie znaczenia działa. Czasami zapominam i zbyt realnie prowadzę, bo boję się ekstrapolować zbyt daleko.
Mistrzowska scena to podróż Łowcy zimą w górach łamana wprowadzeniem w światło głowy Janosika. Rewelacyjne. W czarnej przestrzeni - inna przestrzeń/nowa - leci śnieg z maszyny; reflektor z prawej/ wycinający przestrzeń.
Inna robiąca wrażenie scena - z powodów interpretacyjnych - i 'ikonograficznych' - zejście Chrystusa z krzyża podwieszonego pod sceną. Bardzo mocne.
Spektakl jest dobrze grany (choć u nas zaczął się na dobre w 20 minucie, a trwa 80 - wcześniej nie bylo "niesienia" i nie za bardzo było wiadomo gdzie jest konflikt).
Miałem taką przygodę z reżyserem, której nie powinienem zapomnieć kiedy podsumowałem spektakl (że bardzo dobry), a on wykonał gest (powiedzmy "warszawski") jak w spektaklu w scenie o gwieździe. Dobre, dobre. Co to znaczy prowincja.

Warto nadmienić, że najmłodszy Tachasiuk miał swój debiut i choć trochę spanikował, to zagrał. I był wyrazisty. Do tego chłopak ma swietną dykcję. Ciekawe czy pojdzie w ślady rodzeństwa. Jeśli rodzice mu pozwolą...




zdjęcia: D.Frymark

środa, 24 lipca 2013

pracuję.

mam taki niecny plan... wykorzystania zdobyczy techniki i zrobienia pierwszego w Polsce video "jak mówić poezję". Wszystko wynikać będzie z mojego doświadczenia. Jak zawsze nie trzeba będzie tego brac za jedyną słuszną prawdę, ale przefiltrować przez siebie. I wtedy się okażę co jest mocne, a co nie. Nikt jakos się tego dotąd nie podjął, a przecież co roku powtarzam prawie w kółko młodym to samo. Dlaczego tego nie skodyfikować... Niby wszystko to jest banalne i jasne, i wszyscy kiwają głowami, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się cholernie trudne. A jest łatwe... w gruncie rzeczy...
Jeszcze pracuję nad trzema scenariuszami na sezon i wtedy zrobimy z Kasandrą trailery zachęcające do teatru i j azacznę nagrywać te kawałki "jak mówić".

poniedziałek, 15 lipca 2013

2.nagroda w Akademii Teatralneju za "Dziecko dla początkujacych"

Warszawa i "Dziecko". Bardzo ciekawy festiwal. Po pierwsze nasz spektakl: bardzo nierówny, ale bardzo żywy. Bardzo dobrze podawany tekst. Świeże sytuacje. Dwie nowe sytuacje sprawdziły się, choć tej pierwszej jeszcze nie lubię - zbyt dosłowna. Największym problemem był czas - ponieważ tam nie ma wyraźnego konfliktu, trzeba widzowi podawać tekst dynamicznie, a tu aktorzy czuli, że widz niesie i rozpieprzali rytm. Ale najważniejsze, że temat został przyjęty nie tylko jako komedia, ale zrozumiano go, że tam jest "drugie dno". Nie dobra jest sytuacja improwizacji Błażeja "a on szedł i szedł..." trzeba to skodyfikować. Dostaliśmy drugą nagrodę, co dla mnie było ogromnym zaskoczeniem, choć widz skwitował spektakl bardzo szczerymi gorącymi brawami, ale pomyślałem sobie (może po doswiadczeniu TeatruPoPracy), że ten spektakl wydaje się łatwy i może być powierzchownie odebrany. A tam jest kilka warstw interpretacyjnych, dość (na moje umiejętności) sprawnie prowadzonych. Najbardziej cieszę się, że to właśnie ten spektakl otrzymał tę nagrodę. Najskromniejszy w repertuarze. W porównaniu do tych wieloobsadowych spektakli, które tam były. Pozbyłem się ostatecznie kompleksu małego miasta. Nasza marka jest już (w miarę) równa. Może to jeszcze nie są cudowne rezultaty, ale faktycznie jestem coraz bliżej bardzo "równej" wiedzy. Jednak sporo nauczyłem się przy "Władcy". co widać też w "Hymnie". Jakoś jak płachta na byka po raz pierwszy zadziałały na mnie komentarze Marcina. Może nieświadomie lekceważące, ale to jest mój problem i to nieznaczący.  
Inne spektakle: na mnie największe wrażenie zrobiły "Czarownice". Ale w moim zespole tylko na mnie. Bardzo podobało mi się napięcie i pomysły reżyserskie. I znowu wydaje się, że to łatwy spektakl, a tam jest sporo "pomysłowości". Błażej twierdzi, że te pomysły są zapisane w didaskaliach. Hm... Jeśli tak, to trudno. Ale sama rzecz jest mocna również w aktorach, którzy dialogują i mówią prawdę. Są tam dwie sceny, które we mnie zostaną (powtarzanie gestu i tekstu; wskazywanie grzechu; plus wyliczanie przykazań - nie może sobie przypomnieć jednego).  
Zastanawiający był "Fitness", który wygrał. Kam twierdzi, że to dotykający istoty problemu kobiet spektakl. Jest tam trochę brudów reżyserskich, ale ufam jej, bo widziałem, że autentycznie się przejęła. Dla mnie jak i dla Błażeja było to zbyt obrazkowe i dosłowne. I jakby... niewykorzystane. Choć scena Eli kiedy się modli o ciało świetna. 
Ecce bardzo słabo. Spektakl w ogóle nie trzymał. Zupełnie nie przypominał tego, co widziałem u nich w Kielcach. Zabrakło... kontaktu. Nie widziałem twarzy aktorów. Do tego tym razem jest tam nadmiar niewiele znaczących pomysłów jak bitwa z latarkami. Do tego trudno zdefiniować o czym to jest (takie samo wrażenie miałem w Kielcach). Krótko mówiąc nie jest to Grosse czy Padamme. Ale nie każdy spektakl musi być majstersztykiem. Choć każdy spektakl powinien być o czymś, wtedy się broni (tak myślę o Hymnie; ale na przykład o Oskarze już nie).
Chciałbym szukać dalej w tym kierunku, który sobie wyznaczyłem. Jest grupa, z którą może się to udać. Potrzebny mi teraz spektakl luźniejszy. Choć czka mi się "Belfer", którego będę chciał uskutecznić z młodymi. Ale to jest bardzo trudny tekst. Choć możliwy. Daje szansę na akcję, nie jak Wyłuskanie, z którym mocuję się od jakiegoś czasu. To jest moje największe ograniczenie. Budowanie akcji, której nie ma w tekście. I co wtedy zrobić... 
Tak jak w zeszłym roku nie zostaliśmy na ogłoszeniu werdyktu, żeby o przyzwoitej porze być w domu. I założę się, że jak next year zostaniemy, to nie dostaniemy nagrody. Najbardziej na tym zależało Błażejowi. Każdy chce coś tam dostać. Mi się poprzestawiało trochę. Najbardziej jednak, mówiąc patetycznie, dotknąć widza.    








wtorek, 9 lipca 2013

H Y M N - pierwszy uliczny



"Hymn" czy jak go zwaliśmy przed "Ego" był całkiem niezły. Najbardziej cieszy wysoka jakość grania tego. Teraz trzeba dać aktorom szansę, pogłębienia tego. Wejścia w bardziej stałą emocję. W każdym razie ten eksperyment uliczny zaliczam do udanych. Nauczyło mnie to wiele. Po pierwsze obraz. Po drugie zaufanie do plastyki. Po trzecie i może najważniejsze o czym muszę się przekonywać zawsze na nowo: że to w zamyśle pierwotnym musi o czymś istotnym być, a potem to wyjdzie.  Zachwycająca była gotowość młodych. Nie wszystko wyszło, ale to już są drobiazgi. Faktycznie przez ostatnie cztery dni bardzo byłem drobiazgowy. Genialna niosąca ten spektakl muzyka Anatola Glasera. i pomysły plastyczne Wandy. Dziś słyszałem, że nie wszyscy zrozumieli o co kaman, choć jestem tym faktem zaskoczony, bo to prawie łopatologiczne według mnie, ale może ja za dużo o tym wiem. Maria napisała tak jak spektakl prowadzi. Teraz tylko dalej grać. a w wakacje jeszcze chciałbym przynajmniej jedną (choć myślę że więcej rzeczy przygotować na sezon). Faktycznie zajęło to nam trzy tygodnie plus moje przygotowania wcześniej, które zabierają dużo czasu. Ale szybko pracujemy na scenie. Pierwszy spektakl uliczny - super. Z góry wiedziałem, że to będzie "jakieś", bo 1. konflikt był silny. 2. wymyśliłem sobie fabułę, żeby manipulować nastrojami. 3. jest to o czymś współcześnie rozumianym (problemie) 4. Bardzo to różnorodne w obrazie. Jakaś pani podeszła po spektaklu i powiedziała, że świat już po tym spektaklu nie bedzie taki sam. na początku nie doszło do mnie. To miłe, że kogoś to obchodziło. Tak naprawdę. A nie tylko jako "dobry" spektakl. 
zdjęcia: Daniel Frymark
Jak patrzę na zdjęcia myślę, że to bardzo widowiskowe. Atrakcyjne. Czyli, że mogę...

czwartek, 4 lipca 2013

OKR - finał

OKR jest najbardziej prestiżowym konkursem w Polsce. 10.000 osób bierze udział co roku. Jestem szczęśliwym wygranym 50. finału. W komisji oprócz: prof. Sliwonika, prof. Suchockiej, prof. Dąbrowskiego, Tadeusz Malak, i Irena Jun. Było to szczególne wyróżnienie, tym bardziej, że mówiło się trzy teksty (rok Mickiewicza). Ja wtedy umiałem mówić sprawnie, najważniejsze - byłem szczerze połączony z tekstami (wtedy najbardziej z Mickiewiczem). Nie był to mój najlepszy występ, ale został tak oceniony. Na pewno lepiej mi poszło kiedy zdobywałem 3. nagrodę w finale. 
Mam nadzieję, że w przyszłym roku jeśli ktoś ode mnie dostanie się, to ja nie pojadę. Jest to bez sensu. Miło słucha się ludzi, ale po raz pierwszy poczułem jak recytacja ogranicza. Poza tym nie mówi się już od siebie, tylko się gra. Jest to raczej rodzaj rozrywki niż dzielenia się "światem". Może to jest tylko moja definicja recytacji, nie wiem. W każdym razie wolę monodramy. Z młodymi trzeba pracować nad tekstami, bo to jest podstawa umiejętności. Od tego się wszystko zaczyna. Każda kompetencja późniejsza. Nauczyć się mówić. I nie mówię o dykcji, tylko o "prawdzie" - wyrażaniu siebie, a i dyscypliny, i najważniejsze: Myślenie. Nie ma nic ważniejszego niż to ostatnie. Umieć myśleć o tym, o czym się mówi (i zanim - w procesie). Wydaje się to oczywiste, ale wystarczy pojechać na OKR, żeby się przekonać, że nie.
Do tego bywają odwrotne sytuacje: są tacy, którzy świetnie myślą, ale nie umieją tego przekazać. A są tacy, którzy stylizują myślenie, ale mają takie umiejętności, że jest to bardziej komunikatywne). 
Dominik wygrał finał. Był dobry w wierszu (na otwartej jednej emocji ze świeżością intelektualną), i nienajgorszy w prozie (ponieważ źlę się czuł, przestał grać pod widza, i było to bardziej zdyscyplinowane). Pomijam jego reakcje po fakcie, bo o takich rzeczach chce się zapomnieć. Jak myślę o tym, to zastanawiam się czy na pewno dobrze prowadzę młodzież.  Czy oni w przyszlości bedą się zastanawiać. Mówię to z perspektywy doświadczenia, i ze świadomością własnej pracowitości. Ostatecznie dochodzi do mnie, że taka młodość rządzi się innymi prawami. Chciałbym przyspieszyć sprawy w rozwoju, które mogą być przyspieszone tylko u tych, którzy może naprawdę chcieliby poodkrywać teatr.  
Jest to taki problem, który Henryk powtarzał "kochasz teatr, czy siebie w teatrze". 

wtorek, 2 lipca 2013

nie mam czasu

robimy uliczny speaktkl Hymn, którego kwintesecncją jest zapieprzanie w życiu. bez kształtość i w ogóle bez. od jakiegoś czasu wpisuje się w tę tendencję.. bo mi organizm odmawia posłuszeństwa. W spektaklu dużo się dzieje. jestem ciekaw jak to zostanie odebrane. Wiekszosć teatrów ulicznych które widziałem to były głównie ukwiały. snujace sie po scenie. dajace sobie czas. moze za duzo... ale muzyka trzyma napiecie... ale też nie mozna przesadzac.... niedługo sie dowiem jak to gra w otwartej przestrzeni. Robie to jakby to bło na scene, ale z mysla o ulicy tez. ciekaw jesteem. Najważniejsze: żeby aktor wiedział jaką emocje otwiera. nic wazniejszego tam nie ma.