poniedziałek, 28 września 2015

Romeo i... szlifowanie całości

Zagraliśmy cztery razy Romeo i... w ramach edukacji dla szkół. Mieliśmy tym samym szansę ograć się, sprawdzić wszystkie założenia, rozwinąć relację sceniczną między nami. Teraz ja logizuję - jako doświadczony starszy kolega, on przeżywa - jako stereotyp Romea. Przestawiliśmy akcenty. Ostatecznie okazuje się, że opowiadamy jedną historię - w której ja zazdroszczę mu jednak prawdziwej miłości, a on umiera za nią. "Jeśli nikt mnie nie słucha, o miłości rozmawiam sam ze sobą" - rozwinęliśmy to zdanie jako komunikat finalny między nami - to "sam ze sobą" - to on i jego starsza wersja (ja). Przypadkowo doszło do takiego rozwiązania, ale ono idealnie finalizuje całość naszej relacji. (Młody podczas spektaklu na mnie spojrzał i jego emocja przeszła na mnie).
Zastanawialiśmy się też nad obecnością tego utworu na końcu. (Na jednej z prób doszło do mnie, że Ci wszyscy ludzie mogą mieć rację, że to nie pasuje do pewnej szlachetności całości; prawdy emocjonalnej, pomimo tego, że spektakl wykorzystuje sztampy i kicze). Zmieniłem utwór podczas jednego z grań, ale to nie zadziało. Więc... pomyślałem, żeby go zduplikować w postaci klamry - tym utworem "otwiera" miłość (tym się też w czasie rozwija), i tym się zamyka (ze świadomością tej zmiany). Bardzo dobrze to działa, bo on ma czas, żeby się zakochać, a ja go kontruję "czyś Ty oszalał". Wszystko się w rytmach składa i sensach. 
Muszę o tym pamiętać, że niekoniecznie trzeba rezygnować z rozwiązania tylko przemyśleć wszystkie opcje - w tym przypadku nie eliminacja (tylko przeciwnie), duplikacja. Zaskakująco działa i na aktora i na wydźwięk. 
zdj. Daniel Frymark

Przyszło mi do głowy, że ten tekst "o dziewictwie" na kocyku; to nieśmiałe wyznanie. Może taka intencja? Brakuje temu tekstowi psychologii.

piątek, 25 września 2015

Pokolenie

Słyszałem dziś że Rocky 6 to bez sensu. Dla mnie nie. Jestem pokoleniem Rockiego i Gwiezdnych Wojen. To mnie ukształtowało najbardziej. Jestem Hanem Solo jakoś, Lukiem Skywalkerem biegam po schodach żeby unieść ręce do góry jak Rocky. Buduje się z tych wszystkich postaci.
Jak karate kid walczę ze sobą, żeby wygrać. To moje pokolenie. Silnie to przeżyłem. To było odkrycie. Pamiętam podniecenie "Imperium kontra atakuje" w kinie. Przed seansem. Niesamowite były te przeżycia. Teraz odkrywam nowe pokolenie i nie rozpoznaje siebie w nim. To już chyba się starzeje. Chcę być z nimi. Ale gubię się.
Pamiętam gry proste. Jak w wieku 9 lat rozkminiałem commodore 64. na Atari graliśmy w KNAJT LORE (Knight lore - nie umiałem tego wymówić). Nie przypuszczałem, że angielski tyle mi da. Z Wojtkiem A. graliśmy w WWF. Najprostsze gry akceptując braki w grafice. Wtedy nie myślało się o brakach tylko o tym, że świetnie się gra. potem przyszły Pc'ty. Gry po kablu. Było super.
Teraz to już zupełnie inaczej wygląda. Zupełnie. Zmieniło się wszystko. Ja się zmieniłem. I jestem przed zmianami.

niedziela, 20 września 2015

Żnin - pierwszy raz na festiwalu "Belfer#SHOW"

Jak to się mówi pierwsze koty za płoty. Uprzedzałem młodych przed wyjazdem, że na festiwalu nie należy grać lepiej. Tzn nie starać się grać lepiej, bo my już wiemy, że to się źle kończy. Ale co innego mówić, a co innego samemu to przeżyć. Oni może musieli sami przez to przejść, żeby zrozumieć. 
Spektakl w całości się nie obronił. Bardzo obniżało loty dogrywanie stanów - zrobiło się to zbyt mocno przerysowane (a przecież samo z siebie jest przerysowane), większość nastrojów była wyciśnięta. Nawet Sebastian wprowadzał elementy przesadzone - np. scenę kiedy ocenia pracę - zadaniem jest śmiech, a u niego pojawiła się mocna groteska łącznie z gibającym się ciałem. Mocniejsze by to było, gdyby ten śmiech był psychologiczny. Ale to się jeszcze wypracuje. Do słabych scen (tzn trzeba zwrócić na to uwagę) trzeba zaliczyć pytania nauczycielki historii - wyczuwam panikę aktorki, i najważniejsze mam takie poczucie, że ta forma w ogóle jest nie pomogła, bo ona nikogo nie widzi, więc nie zwraca się do widza. Trzeba to poprawić. Zaskakująco słaba była scena minister bez kluczowego tekstu o aktorach z amatorskiego teatrzyku. Ale jednak trzeba jej oddać sprawiedliwość, bo ona uczy się szukać, i jednak znajduje głowa inne rozwiązania (nawet jeśli nie trafione to szukanie jest ważniejsze w jej przypadku - brak strachu i otwarta głowa). Bardzo słaba scena matki - groteskowa - poprzez wykonanie aktorki - cisnęła, żeby jej łzy poleciały i się zrobiło dziecinnie i płaczliwie.
Z mojej strony - ciągle nie lubię sceny kartkóweczka - i niestety nie wiem co z nią zrobić. Dziś obudziłem się z myślą, żeby ją wydłużyć (wcześniej myślałem, żeby skrócić). Dać jej pełny przebieg. Myślę, że trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: gdzie to się odbywa (odpowiedź oczywista) i według tego poeksperymentować (bo ona jest skrótowa i właściwie informacyjna, a powinna rozwijać konflikt).  
Bardzo dobry był Łukasz i Kamila. I myślę, że z tych samych powodów dla których inni poczuli adrenalinę i grali mocniej. Łukasz na luzie - doświadczenie festiwalowe jak nikt; a Kamila też na zimno z bardzo dobrą kontrolą. 
Muszę też uczciwie powiedzieć, że jeszcze za mało myślę detalem. Tu konstrukcja daje im niesamowite możliwości wykonawcze, ale jednak przydałaby się pomóc od strony frazy (czy może celu frazy; za mocno się spinają, za mało pewności, za mało możliwości podsuwa im intelekt). 
A propos pewności - po nas występował teatr z Końcówką Becketta w wykonaniu chyba gimnazjalistów. I wykonanie było całkiem wiarygodne, tylko interpretacja zawiodła. Ale czuje się u nich brak jakichkolwiek kompleksów. Po prostu grają nie przejmując się czy dobrze czy niedobrze. Robią swoje. 
Jury nie powiedziało mi niczego o spektaklu negatywnego. Tylko o aktorstwie, że za dużo grania i ekspresji. Że to spłyca całość. Konstrukcyjnie niby wszystko jest ok. Powiedzieli mi natomiast jedną rzecz, która mnie bardzo zainteresowała na przykładzie dyrektorki. Ja wprowadziłem ją w konwencji groteski celowo, ale z powodów konstrukcyjnych (wobec poprzedniej sceny). A Jerzy powiedział mi, że dobrze by było z tego zrezygnować na rzecz motywacji dyrektorki (dlaczego ona tak tego nauczyciela gnębi) i wtedy byłoby mroczniej i smieszniej de facto. Muszę sobie to przemyśleć. Nigdy tak nie myślałem. Jeszcze w tym tygodniu będę badał groteskę i znajdę jej wykonania, żeby młodzi zobaczyli, a ja się uważniej przyjrzę. 
Wykonanie groteskowe można było prześledzić u zawodowego teatru Druga Strefa z Wrocławia (z którymi dostaliśmy równorzędne wyróżnienie). Spektakl prowadzony przez dwójkę aktorów odbywa się w silnej psychologii, bez ciśnięcia emocji na siłę. Wszystko widzimy poprzez konflikt i na twarzach aktorów - tzn w oczach. Nie w twarzach, minach, grymasach. W pauzach. Dobrze to było zobaczyć, bo to egzemplifikuje to, co nam nie wyszło. A oni to tak doskonale robią. Piotr Misztala imponuje mi aktorstwem i inteligencją. I doskonałą dykcją. Ja się zrobiłem leniwy dykcyjnie. 
Sam spektakl wywołał wśród nas niezłą (choć krótką) dyskusję. O języku, który tam jest. Dla mnie pojedyncze sceny nie poszerzają konfliktu między bohaterami (ale może o to chodzi). Można by zaryzykować stwierdzenie, że oni są zawsze oddzielnie. Że życie razem jest banałem od jednego momentu do drugiego. Gdzieś tam miałem myśli o ogromnej samotności Hamleta. I niemocy Ofelii. O powielaniu schematów o przynależności, zazdrości, ale nie umiejętności wyrażania samego uczucia. Jakbyśmy albo stracili tę umiejętność, albo nigdy jej nie mieli. Łapię się często na tym jak brakuje mi słów. A z drugiej strony są takie momenty, kiedy tak dobitnie czuje się miłość. Wypełnia i ogarnia. To są takie momenty szczęścia jak może w samotności kiedy człowiek czuje się ze sobą pogodzony, szczęśliwy w tym danym momencie. A to chyba rzadkie. Ten spektakl na pewno mnie zatrzymuje. Widzę w tym sens robienia teatru. Wymyka się to mojemu sprytowi teatralnemu. I koncentruje na sednie rzeczy bez ozdobników. W taką stronę chciałbym iść. 
Dobrze, że pojechaliśmy. Nowe doświadczenie. Nowe myśli.

wtorek, 15 września 2015

"Lekcja" - jeszcze jedna

Powinienem oglądać filmy. Dlaczego ja tego dotychczas nie robiłem? Mam to na wyciągnięcie ręki. Poza tym oglądanie w kinie powoduje, że jestem bardziej skupiony. Silniej przeżywam. Nic mi nie przeszkadza. A poza tym uczę się. Od momentu pierwszego nagrywania z Davidem, jestem uważniejszy na tricks of the trade.

"Lekcja" - refleksje

Wczoraj trochę przypadkowo trafiłem na "Lekcję" w kinie. Reżyseria i scenariusz Kristina Grozeva i Petar Valchanov. Film dostał sporo nagród. Ja byłem w takim nastroju, że dość długo byłem myślami gdzie indziej i tylko obserwowałem akcję, która nota bene jest spokojna - ujęcia są długie. Sporo ujęć kiedy bohaterka podejmuje decyzję (trudną). 
Potem już wszedłem w tę historię i przejąłem się bohaterką. Zrozumiałem ją.
Historia jest nieźle wymyślona. Nauczycielka twierdzi, że ktoś w klasie ukradł jednej uczennicy pieniądze. I za wszelką cenę chce przywrócić sprawiedliwość. Odnaleźć sprawcę. Staje na głowie, żeby wychowywać w moralności. Do tego poznajemy ją jako bardzo porządną, ułożoną, konkretną.  
W miarę jak historia się rozwija okazuje się, że życie za chwilę podda ją podobnej próbie. Owa lekcja przydarzy się jej w całej rozciągłości tematu. Zostanie poddana testom na moralność. Właściwie nie wiem czy to dobre określenie. Miałem takie wrażenie jakby życie pokazywało jej jak błędnie interpretuje świat i zasady nim rządzące. Ot istnieje "dobro" i "zło" i każda motywacja jest słuszna... nawet motywacja złodzieja... jest taka scena kiedy ona "kradnie" pieniądze z fontanny...
Świetnie prowadzone są postaci. Każda z nich ma czytelną motywację (pozytywną). Nade bardzo kochała matkę nie może wybaczyć ojcu, że ma młodszą (i do tego głupią). Ojciec urządził sobie nowe zycie, i tak się zżył z tą młodszą, że zaczął "wyznawać" jej głupoty. Broni go to, że jego córka (Nade) wybrała sobie pijaka za partnera i on go nie znosi. Najsłabszym punktem Nade jest wspomnienie o matce i pretensje do ojca. To właśnie to powoduje, że ona nie może się przemóc. A to załatwiłoby jej problemy.  Ten pijak z kolei już nie pije, ale jest dupą, natomiast córka jest z nim niesamowicie związana i płacze kiedy to nie on usypia ją do snu. Bardzo to ładnie jest wymyślone i skonfliktowane. Silnie to oddziałuje. I buduje silną historię od strony ludzkich zawiłości. 
Mogę się pokusić jeszcze o stwierdzenie, że taka Lekcja mi się wczoraj przydała... jestem ciekaw jak to się skończyło... (nie oglądałem do końca)...
(ja bym wrócił do klasy i rozegrał tego złodzieja - w końcu ona już zrozumiała, że moralność i decyzyjność jest zależna od danego momentu i potrzeby. Każdy z nas ma własne powody do pewnych decyzji; niczego nie usprawiedliwia to; ot jesteśmy tego częścią; i nie wieczności; tylko Tego Jednego momentu kiedy decyzję trzeba podjąć)


poniedziałek, 14 września 2015

Belfer - trzy poprawki

ZMIANY:
- wejście grzecznych uczniów po zgaszeniu światła Łukasza (hamlet) - rozszerzenie wspomnienia
- K.Buszek pytania historyczne plus ciało seksi, tekst agresywnie - nadaje rytm scenie; wyjście do sceny od strony "ładna" - nie wie, że zachęca (dwuznaczność)
- scena Habanera - w godzinę wypracowaliśmy szczegóły. Trzeba było trochę podłubać w samym temacie, żeby na to wpaść. Bardzo słuszna zmiana jest też w nastroju "złym" przed habanerą. Lepiej akcentuje nastrój utworu (w kontrze). 

Belfer#SHOW komentarz po dwóch

Zagraliśmy dwa razy. To był eksperyment, który się powiódł - dać ludziom dwie daty do wyboru. Obawiałem się frekwencji w czwartek, ale ludzie dopisali. Podobnie z sobotą.
Ważne były te dwa grania, bo faktycznie można było postawić aktorom zadania i patrzeć jak to się rozwija. W aktorze rozwija się pięknie. Oni się szybko uczą. Każdy czego innego.
Zadania:
Nicka - decyzyjność, granie tematu poza słowem; tu trzeba jeszcze jej zwrócić uwagę, że to się odbywa poprzez jej koncentrację na partnerze (z Pauliną)
Podolska - eksperymentować ze sobą; choć ona to już bardzo dobrze robi
Kosiedowska - rozluźniać frazę; traktować ją "od nowa"; nie trzeba wygłaszać tekstu; on nie istnieje - dopiero się tworzy; udało się to wspaniale na ostatnim graniu (impresario)
Puchalska - sprawdzać szerokość dystansu; prowokacja w uczennicy; jeszcze rezygnowania z rytmu sceny (choć tutaj to jest silnie ustawione, więc trudno z tego zrezygnować); tekst tworzy się na nowo; świetnie to wyszło w drugiej dyrektorce, bo słychać tam zmiany rytmiczno frazowe
Buszek - rozluźnić frazę; tekst na nowo (udało się to w wuefistce); dopracować detale - kontakt (scena przed gwałtem)
Seba - świetnie się rozkręca. Próba była straszna, bo sobie coś wymyślił jak to ma brzmieć i nie było żadnych decyzji na nowo. Na spektaklach było to doskonałe.
Do siebie - należy się zastanowić nad "niesieniem" lekcji. Od jakiegoś czasu nie ma tam napięcia. Coś tam musi być nie tak konstrukcyjnie. Zrewidować. (dziś zaczynam próby indywidualne, żeby znaleźć tam inne zadanie i może inny rytm).
zdjęcie: Daniel Frymark

 


środa, 9 września 2015

ZEMSTA!



Uczymy się dalej co działa, a co nie w filmie.