sobota, 30 sierpnia 2014

Jan Nowicki u nas

Dzięki Ani Kantyce odwiedził moich aktorów Jan Nowicki. Bardzo się cieszyłem z tego spotkania, bo trochę zamieszał moim młodym, którzy myślą o aktorstwie. Powiedział dwie istotne rzeczy, że aktor musi być mądry (czytać, badać, dowiadywać się) i to, że prawdziwe aktorstwo musi aktora kosztować. Z tym ostatnim tak bardzo się zgadzam... zresztą z pierwszym też. Za mało młodzi myślą o tym co będą grać, za mało wiedzy mają na temat lub ważniejsze wokół tematu, który grają. Ja badam przy każdym spektaklu (choć Ola powiedziała mi, że jestem nieprzygotowany do próby przy wznowieniu Wyłuskania), a i tak czuję, że to mało. Za mało. Prof. Bielunas kiedy opowiadał mi o tym co będzie robił, czytał wszystko na ten temat. To tak musi być. Trzeba mieć wiedzę o temacie, żeby poszerzyć sobie możliwości inscenizacyjne i interpretacyjne. Poza tym ta wiedza i to przygotowanie zostanie na zawsze. Nic po wierzchu. Jak mawiał Leonardo tylko głupcy niecieniują. Powoli to do mnie dochodzi. Jak starszy skład grał dla mnie Pinokie, to Łukasz zauważył jak bardzo teraz się precyzyjnie ciśniemy. A to jeszcze nie szczyty, zaledwie wchodzimy na tę niesamowitą górą. U Błażeja - sprawnego aktora - też musi zajść taka potrzeba zbadania przed graniem, tak myślę. Z Łukaszem pracuję regularnie i widzę jaki on się staje sprawny. Jeszcze trochę... i wspólnie będziemy czuli, że to się rozkręca niesamowicie...

Wracając do p. Nowickiego - widać, że ten człowiek ma niesamowitą wiedzę i doświadczenie nie do przecenienia. Do tego byłem zaskoczony jak dobrze słucha i wyłapuje istotne treści (kiedy opowiadałem mu Romea). Z drugiej strony dużo jest w nim też sprzeczności (choć to chyba normalne). "Trochę" obrażał Stanisława w mojej obecności i odkryłem, że jestem lojalnym aktorem, bo definitywnie stanąłem przeciwko takim opisom. Nie ma w tym nic bohaterskiego, ale dobrze to o sobie wiedzieć.
Poza tym Pan Jan pięknie mówi, używa pięknej polszczyzny. Łatwo uwierzyć, że jest pisarzem.chętnie bym przeczytał jego książkę(i).
Jeszcze jedno mi się przypomniało. Jego hierarchia: literatura, muzyka, malarstwo, teatr, film, tv.
Ja bym odpowiedział, że teatr. Ale teraz myślę, że literatura jest tym pierwszym momentem najważniejszym. Bez teatru (może) umiałbym żyć. Bez książek nie.
PS. Jak byli zaskoczeni w Radiu Weekend, że do nas przyjechał...
http://weekendfm.pl/?n=50452&chojnice_-jan_nowicki_zaskoczyl_rannego_powstanca_znany_aktor_nieoczekiwanie_pojawil_sie_w_studiu_weekend_fm

czwartek, 28 sierpnia 2014

R O M E O. aktualizacja

Spektakl nabrał niesamowitych rumieńców.... Dzisiejsza próba - genialna. Wiele się spodziewam po tym...
i niezależnie od efektu końcowego jest to praca najbardziej dojrzała pod względem języka, dlatego, że obaj dbamy o precyzję i żeby nie przedobrzyć w żadną stronę.
Teraz to już samo się (prawie) prowadzi. Dominik weryfikuje swoje aktorstwo i można śmiało powiedzieć, że wszystko pasuje. Ryzykowny wydaje się pomysł z łamaną czwartą ścianą tak dobitnie, ale ma to ogromny sens.
Pilnujemy się nawet jeśli chodzi o muzykę. Jej dobór.
już bym pojechał z tym na windowisko, ale nie. Niech dojrzeje z widzem. I wtedy pojeździmy. Na razie do Ostrołęki to wezmę, że się przetrzeć.
Muszę pamiętać, że jasne rozwiązania i czytelna fabuła to klucz do widza. Nastroje już od dawna umiem osiągać. I umiejętność rezygnacji z pomysłu (najtrudniej) i z tekstu, który "jest dobry", ale daje możliwość zagmatwania.
(tak jakoś jest w "Versusie" momentami - ten spektakl się bardzo podoba widzowi; nie ma tego w "Dziele sztuki", choć ten spektakl chyba nie wszystkim leży).
W każdym razie balansować umiejętnie - jak w przypadku dobrego dania. Trochę tego, trochę tamtego, byleby było smacznie (czyt. mądrze).

...tajny jubileusz


Zespół silnie inspirowany Olą Kanią i Łukaszem zorganizowali mi tajny początek jubileuszu. Odtworzyli "Pinokie", które robiliśmy 8 lat temu. Teraz jak oglądałem ten spektakl, to pomyślałem sobie jakie naiwne to było, ale ludziom się to podobało zarówno od strony wykonania jak i myśli. Ja tam tyle rzeczy nie rozumiałem, choć pamiętam jakie były założenia. Sam postawiłem sobie zadanie, żeby nie pomagać aktorom muzyką - szukać rozwiązań w przestrzeni i języku.
Scenografia - folia. Tylko po to, żeby nie było pustej sceny chyba, bo wcześniejsze rzeczy (niewiele ich było) były z pustą sceną.
Rozwiązania widzę były intuicyjne, nie przemyślane, choć czuje się temat kłamstwa w życiu. I to dominuje w języku. Tę symbolikę dziś zastąpiłbym konkretem (choć wtedy kiedy to oglądałem miałem "dobry okres", bo czuję ostatnio, że sprawnie mi idzie myślenie i wymyślanie).
W każdym razie wieczór wyglądał tak: Dominik mnie wkręcił, że potrzebuje mojej pomocy przy jego spektaklu. Odebrał mnie o 21.15 z domu i zawiózł pod chdk. Zdziwiłem się, że tyle samochodów. Ja mu mówię, że "co to?". A on że "nie wiem". "Acha i zaprosiłem kilka osób". Pomyślałem, że debil, że zaprasza ludzi przed premierą na niegotową rzecz. Wchodzę. Tłum.
Siadam. Ludzie biją brawo. Otwiera się kurtyna i widzę nogi Pinokii w dziwnie znajomej przestrzeni. Pomyślałem - pastisz. Ale leci spektakl i coraz dalej. I wiernie odtworzone (świetne dziewczyny; Jeremi dobry, choć dziewczyny lepsze).
Jakie to ciekawe zobaczyć własną sprawność sprzed 8 lat...
Jestem wdzięczny, że ktoś dla mnie coś takiego wymyślił, akurat wtedy kiedy tego bardzo potrzebowałem.
zdjęcia: Radek Osiński; źródło: chojnice.com

wtorek, 12 sierpnia 2014

Robin Williams is dead



O CAPTAIN! my Captain! our fearful trip is done;

The ship has weather’d every rack, the prize we sought is won;

The port is near, the bells I hear, the people all exulting,

While follow eyes the steady keel, the vessel grim and daring:

    But O heart! heart! heart!
         5
      O the bleeding drops of red,

        Where on the deck my Captain lies,

          Fallen cold and dead.

  
2

O Captain! my Captain! rise up and hear the bells;


Rise up—for you the flag is flung—for you the bugle trills;
  10
For you bouquets and ribbon’d wreaths—for you the shores a-crowding;

For you they call, the swaying mass, their eager faces turning;

    Here Captain! dear father!

      This arm beneath your head;

        It is some dream that on the deck,
  15
          You’ve fallen cold and dead.

  
3

My Captain does not answer, his lips are pale and still;


My father does not feel my arm, he has no pulse nor will;

The ship is anchor’d safe and sound, its voyage closed and done;

From fearful trip, the victor ship, comes in with object won;
  20
    Exult, O shores, and ring, O bells!

      But I, with mournful tread,

        Walk the deck my Captain lies,

          Fallen cold and dead.


Nie żyje Robin Williams. Powiesił się. Cierpiał na depresję. Jestem w szoku. Nie spodziewałem się takiej własnej reakcji. Jakby się skończyła epoka. Wychowałem się na filmach z nim. Jak niewiele wiemy o tym, co się dzieje we wrażliwych umysłach...

Jakoś to rozumiem. 

niedziela, 3 sierpnia 2014

cz.3 "O co pytają nas wielcy filozofowie" Kołakowski

Hobbes
potrzeba bezpieczeństwa i żądza władzy, zarówno nad innymi ludźmi, jak nad środowiskiem. Ponieważ ludzie rodzą się w stanie, w którym tylko własne interesy i własne potrzeby ich zaprzątają, nie dziwota, że w stanie natury ludzie są najczęściej sobie wrogami.

Stan natury nie jest więc krainą szczęśliwości; przeciwnie, życie w tym stanie jest prymitywne, ubogie i krótkie.
Powstała przeto konieczność takiej umowy, która kładzie kres prawom przez naturę samą ustanowionym i tworzy społeczeństwo cywilne albo państwo; w rozwiniętej swojej formie zasługuje ono na miano Lewiatana, sztucznego człowieka, którego ludzie powołują do życia dla własnego bezpieczeństwa

Kartezjusz
Trzeba wykryć absolutny początek wiedzy, odporny na krytykę.
A że mylimy się nieraz, należy zbadać przyczyny błędów. W sławnym a zatrważającym wywodzie zauważa Kartezjusz, że skoro w marzeniach sennych to, co widzimy i słyszymy, zdaje się nam rzeczywiste, to do pomyślenia jest, że to, co na jawie postrzegamy, jest także rodzajem snu, obrazem bez rzeczywistości. Być może jakiś demon złowrogi łudzi nas i podsuwa zmysłom naszym, dla celów sobie wiadomych, fantazmaty, które my za rzeczywistość bierzemy, a które są podobne do sennych urojeń. Czy jest sposób, by się wyrwać z oszustw tego możliwego zwodziciela? Jest. Zwodziciel co do jednego oszukać mnie nie może, mianowicie co do samego tego faktu, że ja tego czy owego doświadczam, coś postrzegam, coś myślę. Jestem przeto. I najpotężniejszy demon nie może mnie w tej sprawie zwodzić.

Ta oto formuła “myślę, więc jestem” stała się jednym z fundamentalnych znaków nowożytnej filozofii. To “więc”
jednak później przepadło, bo Kartezjusz nie chciał, by ten zwrot rozumiano jako wnioskowanie, jako sylogizm z usuniętą przesłanką większą; chodziło nie o wnioskowanie, ale o jeden nieodparty akt intuicji: “myślę, jestem”.
Trzeba zauważyć, że słowo “myślę” w tym kontekście odnosi się do wszystkich

uważał Kartezjusz, że świat jest nieodparcie rządzony prawami mechaniki

Zastanawiając się nad naturą samego siebie, a więc świadomości swojej, duszy swojej, znajduję w niej ideę istoty najdoskonalszej, czyli Boga. Nie mogłem był sam z siebie tej idei wytworzyć, bo sam przecież doskonały nie jestem (sam akt wątpienia tego dowodzi, jeśli dowody są potrzebne). Wnoszę stąd, że owa idea nie jest moim urojeniem, ale została w umyśle moim zaszczepiona przez sam ów byt najdoskonalszy, przez Boga. Bóg więc istnieje. (Inny dowód jest pokrewny ontologicznemu dowodowi Anzelma: istnienie jest formą doskonałości, stąd też byt najdoskonalszy musi istnieć z definicji

Spinoza
poszczególne rzeczy, włączając istoty ludzkie, nie są skończonymi, niezależnie bytującymi stworzeniami Boga, ani nie są Boga cząstkami. Są, jak Spinoza powiada, modyfikacjami substancji, one Boga wyrażają. Substancja sama, czyli Bóg, nie ma części. Nieskończona rozciągłość jest niepodzielna

jeśli pyta kto: skoro wszystko bez reszty w ludzkich działaniach jest tak wyznaczone i nikt nie ma mocy nie czynić tego, co czyni właśnie, czy wolno nam, na przykład, karać ludzi za ich występki, wiedząc, że rządzi ich czynami nieuchronna konieczność? Tak

Uwalnia nas od nienawiści, gniewu, zawiści i pogardy względem innych, poleca nam natomiast zadowalać się tym, co mamy, i pomagać bliźnim. Prowadzi nas ku wolności - nie w sensie zabobonnej wiary w wolną wolę, ale w sensie wyjścia z niewoli złych afektów

"o co pytają nas wielcy filozofowie" cz.2

Powszechny lęk przed śmiercią jest raczej argumentem za śmiertelnością duszy, skoro bowiem natura nic nie robi na próżno, to po cóż miałaby nam wszczepić lęk przed zagładą, gdyby zagłada nie była prawdziwie naszym losem. Są więc liczne argumenty przeciw nieśmiertelności duszy, nie mówiąc o tym, jak okrutna i niesprawiedliwa jest wiara w wieczne kary pośmiertne za nasz

Tak to Rozum, ledwo się narodził, wnet samobójstwo popełnił. Przykro

Ockham
wiemy o Bogu tyle, ile wiemy o skutkach, jakie w świecie byt Jego sprawia.
narzędzie zwane brzytwą Ockhama. 

Owa brzytwa to zasada cytowana najczęściej w wersji nie całkiem dokładnej, choć zgodnej z duchem tej filozofii: nie należy mnożyć bytów ponad konieczność; wersja dosłowna brzmi: “nie należy ustanawiać wielości ponad konieczność”.

Wiara w doświadczenie bezpośrednie jako jedyne wiarygodne źródło naszej wiedzy o świecie ma, oczywiście, konsekwencje teologiczne. Nie znamy przecież Boga dzięki bezpośredniej intuicji, jak znamy świat fizyczny. Świat fizyczny jest po prostu faktem i jak każdy fakt jest czymś przypadkowym (przygodnym)

Leibniz
stworzył świat najlepszy z możliwych, czyli taki, gdzie masa dobra jest maksymalnie wielka w zestawieniu z masą zła. Bóg zrobił przegląd wszystkich światów możliwych i rozwiązał zapewne jakieś nieskończone równanie, które dało ten właśnie wynik. Świat, gdzie by nie było w ogóle zła, był zapewne możliwy, lecz musiałby to być świat zaludniony przez pozbawione woli automaty, Bóg zaś wyliczył, że ten nasz świat, z całym jego złem i cierpieniem, wytwarza nieporównanie więcej dobra niż tamten możliwy, wyzuty z wolności.

Żyjemy przeto w najlepszym z wszystkich możliwych światów

Locke
Uważał po prostu, że Bóg wyposażył nas w uzdolnienia i narzędzia umysłowe, które wystarczają całkiem dla wszystkich naszych zatrudnień praktycznych i nic w tym złego, bo nic nam nie przyjdzie z łamania sobie głowy nad formami substancjalnymi, esencjami rzeczy i zagadkami teologicznymi; wiedza, która jest prawdziwie do życia potrzebna, jest nam przecież dostępna

Wszystko jednak, co wiemy, pochodzi z doświadczenia: gdy przychodzimy na świat, umysł nasz jest jak czysta niezapisana kartka papieru. Z tego sławnego powiedzenia Locke’a wnioskowali nieraz jego wyznawcy, że wszyscy ludzie są z urodzenia równi, nikt nie jest lepszy ani gorszy
Tak to teoria Locke’a uzasadnia prawomocność rewolucji politycznej. 
Wolność, własność, równość obywatelska, tolerancja religijna, poddanie osądowi ludu władzy wykonawczej.



Kołakowski - "O co pytają nas wielcy filozofowie" - usystematyzować cz1.

Szopenhauer
sens jakikolwiek świata jest naszym urojeniem. Jednostka ludzka jest obrazem wszechświata, mikrokosmosem, i życie jej tak samo jest bezcelowe jak życie świata

Kant
Najogólniejsza reguła, zwana przez Kanta imperatywem kategorycznym, żąda, by każdy z nas postępował zawsze i tylko wedle takich reguł, co do których mógłby chcieć, by stały się one zarazem prawem powszechnym. Ten wymóg absolutny i uniwersalny jest nakazem rozumu; ujawnia on, że prawdy moralne są te same dla każdej istoty rozumnej; że nasze własne jednostkowe pragnienia nie liczą się w moralnych sprawach



Hume
Źródłem tego, co wiemy, są impresje, czyli wrażenia zmysłowe, ale także emocje nasze i namiętności: coś widzimy, coś słyszymy, coś kochamy, czegoś chcemy. Impresje są pojedyncze i doraźne, używamy natomiast sądów ogólnych, by podobieństwa między nimi uchwycić. Tylko słowa bywają ogólne, nie rzeczy, nie impresje, nie idee. Obok impresji mamy idee, które w prostej swojej formie są bladymi kopiami impresji, ale które możemy na różne sposoby kombinować, porównywać, związki między nimi wykrywać, a związki te w umyśle sprowadzają się do trzech: podobieństwo, styczność w przestrzeni lub w czasie, zależność przyczynowa

Tymczasem nasze życie zawisło od wiedzy o związkach przyczynowych - wiedzy, której nie ma. To co wiemy jest nieuleczalnie jednostkowe. Z nawyków niepodobna wnioskować o prawdzie. 



Hegel
Wielki metafizyk i teolog 9. wieku, Jan Szkot Eriugena, wtajemniczył nas w dzieje Boga, który, stwarzając świat niedoskonały, naznaczony przypadkowością i złem, prowadzi ów świat ku zjednoczeniu ze sobą i przez to sam dopiero dochodzi do pełni; rozmaitość stworzenia nie jest, mimo to, u kresu kosmicznego dramatu unicestwiona, lecz przechowuje się w swoim całym bogactwie. Akt stworzenia jest Bogu potrzebny: dopiero przez samo-wyobcowanie i jakby samo-zaprzeczenie swej nieskończoności, i wreszcie ponowne wchłonięcie stworzonego bytu, Bóg dochodzi do swej pełni. Znajdujemy podobny schemat u różnych chrześcijańskich myślicieli...

mamy najpierw się upewnić, czy to, co obserwujemy na danym etapie rozwoju, jest prawdziwie rzeczywiste, czy też, być może, rzeczywistość tylko udaje, a naprawdę jest u progu zagłady i lada chwila będzie zdmuchnięte przez nieodpartą siłę postępu

A jeśli wskaźniki do oceny postępu istnieją, czy wolno twierdzić, że dzieje ludzkie w rzeczy samej są postępem