poniedziałek, 21 maja 2018

Recenzja prasowa z Niemiec - Romeo i...

https://www.onetz.de/amberg-in-der-oberpfalz/kultur/nackter-romeo-im-gerhardinger-saal-der-ewige-narzisst-im-manne-d1860871.html

Troszkę podchwytliwy tytuł, ale w zasadzie dobrze napisane i odczytane. "Dobrze" - zgodnie z założeniami.

Julia z Amberg:
Co ciekawe - gadatliwa. Pierwszy raz się zdarzyła odwrotna sytuacja, że ona "była zajęta" i nie chciała poddać się jego miłości. Dominik więc walczył do końca o nią. Scena finałowa zrobiła się jeszcze mocniejsza. W ogóle ten spektakl był dobry - lepszy niż ten na festiwalu. Wszystko było w punkt.

Tytuł: wieczny narcyz w mężczyźnie





czwartek, 17 maja 2018

Rozdźwięk między reżyserem a aktorem

Przygotowuję się do spektaklu Błażeja i dużo przyjemności sprawia mi powrót na scenę. Ale zauważam też pewne problemy - po pierwsze nie mam zielonego pojęcia, w którą stronę idę interpretacyjnie i czy w ogóle w dobrą. - pod drugie zastanawia mnie jaki temat grać, którego nie ma w tekście. - po trzecie jak to grać w przestrzeni. Najłatwiej mi znaleźć odpowiedź na trzeci punkt - intuicja mi podpowiada, kiedy należy zmienić miejsce. Kilka razy podjąłem złą decyzję podczas próby i od razu poczułem, że osłabiam całość. 
Druga sprawa - jaki temat? Sens sceny jest taki, że dwóch żołnierzy się martwi tym, że pojawiło się ufo. To zmartwienie gram, ale wyczuwam też sporo dystansu w tekście, więc tylko czasami wkręcam się w prawdziwą emocję. Resztę gram na sporym dystansie licząc na to, że rozluźni to widza. Czy scena uniesie tylko ten temat zmartwienia? Czy potrzebne jest coś dodatkowego? Nie wiem. Dobrze czuję się w tym co jest, poza dwoma momentami, których nie mogę sobie ułożyć logicznie w głowie. 
Wszystko to przypomina mi jak bardzo trzeba być oczami dla aktorów (choć nie zgadzam się z Antoine, że tylko reżyser jest artystą - aktor może poszerzyć spektrum spektaklu, no i wypełnić to treścią psychologiczną). 
Trzeba o tym pamiętać przy konstruowaniu spektaklu, żeby po pierwsze pilnować sensów; żeby aktor dobrze wiedział, co ma grać. Najlepiej chyba to precyzyjnie nazywać - nie opisowo - tylko jak najkrócej, żeby był jasny komunikat. Czego chcemy od sceny; ale też czego chcemy w sekwencjach sceny (pojedyncze intencje). 
Już dawno nie czułem, że mogę "tylko" grać, inwestując w siebie i partnera bez myślenia o strukturze tego. 

środa, 16 maja 2018

X Międzynarodowy Festiwal w Donzdorf - podsumowanie cz.2

Spektakl z Iranu. "Silent House".
Męczący, za długi, repetycja nie rozwija dramaturgii, a jednak temat otwierający pole do dyskusji. Wszystkie środki bardzo świadomie użyte.
Spektakl opowiada o rodzinie - mąż i żona - którzy odcinają się od świata (należy się domyślać okrutnego) mając słuchawki na uszach. Miejsce akcji: obóz uchodzców. Oboje szukają normalności i spokoju, ale w tym świecie jest to niemożliwe. Ona przynosi mu na obiad naboje, szpilki, i inne niepotrzebne rzeczy. Ich świat jest wywrócony do góry nogami. Nic nie jest normalne. Nie ma spokoju. Niepokój budzi fakt, że żona jest w ciąży.
Spektakl podzielił ludzi. Część odrzuciła go mówiąc, że to o niczym. To, że ludzie się zmęczyli "nudą' tego spektaklu nie "zabiera mu treści". Im dłużej o tym myślałem po spektaklu, tym bardziej uznawałem go za "dobry" - tzn ważny i przemyślany. Już w ogóle w kontekście tego, co się mówi o uchodźcach w naszym kraju. Ciekawe jak by zareagował statystyczny Polak, na ten obraz cierpienia, który jest pokazywany w spektaklu - cierpienia w dodatku nie "jęczącego" i narzekającego, tylko pokazującego w jakiej beznadziejnej sytuacji oni się znajdują.
Wniosek - można spokojnie oddzielić "jakość" samego spektaklu od treści. O treści jeszcze długo myślałem i jestem o ten punkt widzenia mądrzejszy. Były dużo atrakcyjniejsze spektakle, o których nie mogę powiedzieć tego samego.



wtorek, 15 maja 2018

X Międzynarodowy Festiwal w Donzdorf - podsumowanie cz.1




Doświadczenie niesamowite. Bardzo dobre teatry. Nasz spektakl sprawdził się doskonale. Część ludzi wstała. Chwalono niesamowicie. Na żadnym polskim festiwalu nie nasłuchałem się tylu komplementów. Naoglądaliśmy się wspaniałego teatru. Każdy inny. Zespół z Południowej Afryki przypomniał mi po co robię teatr - że chodzi o uczciwe podejście do tematu. Mam wrażenie, że ostatnio o tym zapomniałem. Krótko mówiąc wróciłem z nową energią i chęcią.  
Jest jeszcze jedna sprawa istotna: stempel reżysera. Nie mogę z tego rezygnować - z tych (często dość ryzykownych) poszukiwań formalnych. To jest mój język i widzę teraz, że to nas odróżnia wyraźnie od innych. Nie zawsze się sprawdza, ale na arenie międzynarodowej to po raz drugi się sprawdziło.  
Nasz spektakl bardzo przyzwoity, ale nie tak dobry jak w Amberg. Tam od początku mieliśmy niesamowitą kontrolę. Tu ja zacząłem zdenerwowany (ręce mi się trzęsły - nie wiem dlaczego, wcześniej byłem spokojny), dopiero po 15 minut "wszedłem" porządnie w spektakl. Gorzej też było w dialogu pomiędzy nami. Niepotrzebnie też rozluźniłem napięcie w przedostatniej scenie. Trzeba już tam trzymać powagę, żeby ułatwić młodemu "śmierć". Scena seksu - nieprecyzyjnie wykonane zadanie. 
Julia - dziewczyna z południowej afryki - Dominik mówił, że w tej ciemności prawie jej nie widział. Po spektaklu wszystkie grupy do nas podchodziły i gratulowały oprócz Anglików. "No tak" pomyśleliśmy - "świętego Shakespeara tak potraktować!". Ale dzień później usiedliśmy koło nich na obiedzie i powiedzieli, że to genialna adaptacja i ciągle czuć Shakespeara w najlepszym wydaniu. Pytali czy byśmy z tym do nich nie przyjechali i mówili, że w Anglii to byłby hit.
Paradoksalnie po angielsku ten spektakl ma większe kopnięcie. Widzów intryguje forma. 
Już dostaliśmy zaproszenie do Constans na przyszły rok. I czuję, że to nie ostatnie zaproszenie. 
Marcus Joos dzięki któremu w ogóle pojechaliśmy na festiwal mówił, że będzie polecać nasz spektakl. 


   

środa, 2 maja 2018

Romeo po angielsku



W sobotę jedziemy na Międzynarodowy Festiwal do Niemiec. (Zakwalifikowani z 45 podań z całego świata). To drugi międzynarodowy festiwal, ale na tym będą zespoły z całego świata. Jestem bardzo ciekawy jak się robi teatr na świecie, jakie są tendencje, jak wygląda aktorstwo.
Prace nad wersją angielską z racji mojego pierwszego wykształcenia idą dobrze. Ja sobie radzę. Młody też się uczy szybko. Brakuje jeszcze precyzji i na tym w tych ostatnich dniach trzeba się skupić. Jeśli tekst nie dojdzie to będzie bez sensu granie. 
W zasadzie pracujemy nad fonetyką - już dawno nie pracowałem tak w języku polskim - nad taką krystaliczną precyzją. To ciekawy proces - z jednej strony dbać o dźwięczne spółgłoski na końcu, a z drugiej dbać o jasne formułowanie intencji. 
Zobaczymy jak będzie. Dobrze, że gramy kilka spektakli, ogramy się porządnie w tym języku. 

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Równowaga - śmieszne/poważne


Czy łatwo przegiąć w jedną ze stron i doprowadzić do obojętności widza?
Okazuje się, że łatwo. Gramy sporo spektakli i mamy szansę na taką weryfikację. 
Ostatnio po krytyce Kazania w Gdyni zastanawiałem się nad tym, co zostało powiedziane o interpretacji - głównie chodzi o ilość humoru w spektaklu i dochodzę do wniosku, że mieli rację członkowie jury. 

Jeszcze dobitniej zaobserwowałem "to" podczas wczorajszej WYSPY (którą sam poleciłem jako najlepszy spektakl jaki widziałem w zeszłym roku). "To" odnosi się do równowagi w prowadzeniu spektaklu - balansu pomiędzy "śmieszne", a "poważne" - mieliśmy kilka razy taki problem z Romeo, że nie można było się przejąć bohaterem, bo zbyt "śmiesznie" to prowadziliśmy nadmiernie rozluźniając widza. Śmiech powoduje rodzaj dystansu do bohatera, więc trzeba (jednak) umiejętniej dawkować "zabawę". 
W Kazaniu jeszcze wyraźniej trzeba wypracować ten balans i pilnować się, żeby nie wyszło zabawnie - żeby nie ośmieszać nikogo, i żeby usprawiedliwić zabieg w kontrapunkcie z "imprezą u diabła". 
"Wyspa", która w zamyśle jest spotkaniem "wyreżyserowanym" przez ojca dwóch braci, aby Ci się pogodzili, powinna nieść ze sobą refleksję o więzach rodzinnych, o miłości, i ostatecznie każdy kto to ogląda powinien mieć ochotę zadzwonić do swojego ojca i "przypomnieć" się. Taka też powinna być  siła teatru i spotkania z żywym aktorem w tym temacie. 
Jeśli balans pomiędzy śmieszne a poważne jest zachwiany nic z tego o czym piszę nie dochodzi. Wyczuwamy tylko zmianę napięcia, ale nie podbudowaną niczym. Tak się (moim zdaniem) wydarzyło się w Tucholi. Wyszło zbyt śmiesznie. Ergo: widz pozostał trochę na zewnątrz tej rzeczywistości. 
To ciekawy problem, i cieszę się, że mogłem to zobaczyć w spektaklu, co do którego nie mam "pamięci emocjonalnej". To znaczy wydaje mi się, że reżyser ma pamięć "dobrego" spektaklu, i potem jest niebezpieczeństwo, że nie zauważa drobnych przesunięć akcentów, które prowadzą do obojętności widza. 
Humor i jego ilość (oraz jakość) w adaptacjach jest zależna od charakteru danego reżysera i aktora. Tak się składa, że nasz zespół jest dość zabawny, więc wychodzą nam takie spektakle (a nie ciężkie mroczne). 
Inne są "Gry Wojenne" - tam celowo operuję innym językiem (turpistycznym), ale ten kod teatralny jeszcze nie jest mi dobrze znany. 

czwartek, 26 kwietnia 2018

najlepsi tak mówią właśnie


Niech mi ktoś powie, że to jest byle jakie. Że na pogrzebie trzeba być serio. Trzeba być tylko szczerym.
Moja edukacja to język angielski i amerykańska kultura: Goonies (ile razy to widziałem jako dziecko; za każdym razem zauważałem inne rzeczy), indiana jones, E.T na początku. Zachwyt. Przeżycia. Potem Spielberg. Haneke. Forman (boże jaki genialny ten Mozart).
To są moje korzenie. Moi mistrzowie. Jako dziecko tym żyłem. Pisałem dwa zeszyty: jeden opisujący filmy, które oglądałem. Drugi, gdzie opisywałem gry, w które grałem.
Próbuje zrozumieć moje poszukiwania w miarę racjonalnie. Zastanawiam się, dlaczego ryzykuje w teatrze ciągle, kiedy "świat" mówi mi wyraźnie, że trzeba robić "dobrze" i prosto. Bo inaczej jest się niezrozumiałym. Ale nie umiem. No nie umiem.

środa, 25 kwietnia 2018

who is a comic genius?

https://www.youtube.com/watch?v=nRvaoaIOq0s

to jest klasa.


Kazanie XXI - nagroda i awans (weryfikacja)


Spektakl do połowy zagrany "zbyt" dobrze, żeby utrzymać to do końca. Nie obyło się bez ostrej krytyki dotyczącej interpretacji samego tekstu, obecności humoru. To dobry znak ostrzegawczy, żeby nie szarżować z tym. Czasami mniej znaczy lepiej. 
Tylko nasz spektakl był tak krytykowany - że jak się jest na takim poziomie, to można mówić o tym. No można. Może niepotrzebnie na forum, bo zrobiła się trochę nagonka, a z drugiej strony po takiej krytyce kiedy Błażej wygrał to było niemałe zaskoczenie. 
Dla mnie to dobrze, że nastąpiła weryfikacja. Aktorsko to jest coraz lepsze. Jeszcze trochę wdzięczymy się do widza, ale coraz mniej. Taniec jest na konkursie totalnym nieporozumieniem, bo podejrzenie jest takie, że to taki gag zabawny. Takie są realia konkursowe po prostu. Granie "dla ludzi" jest troszkę inne. Sami widzowie natomiast pięknie reagowali, po spektaklu gratulowali Błażejowi. 
Dobrze, że mamy szansę być znowu wśród najlepszych. Przewiduję, że w finale to się nie sprawdzi, ale przyjmuje swoją standardową zasadę - jak będzie wysiłek, to będzie też efekt. 
Ergo: trzeba się (po Niemczech) wziąć za to.
Takie są moje pierwsze propozycje: 
- zrezygnować z tańca
- skrócić "bok włócznią przebijają" (i przejść do "pomyśl bracie mój...")
- koniecznie! zrezygnować z ocen księdza "chciwy przeklęci itd." robi się publicystyka - TRZEBA tego unikać. 
Do poprawy i zastanowienia się: 
- dlaczego wyciąga mikrofon (może później)
- kiedy ubiera marynarkę (później?) (wyciągać mikrofon bez marynarki?)
- co się dzieje na muzyce "czemu"
- wypracować scenę "cud" z pismem
- "nic was uratować nie może" (może nie informacja tylko rodzaj machnięcia na wiernych ręką?) 
- za dużo czasu rozbieranie (w jakiej kolejności)
Możliwość wzmocnienia przed muzyką do tańca: 
- po sznurze: "więc co nam pozostaje?" (podstawia mikrofon człowiekowi; cokolwiek ten powie, on odpowiada "nie" i pstryka. (wzmocnić potrzebę tej aberracji muzycznej)
PAMIĘTAĆ O TEKŚCIE: "Jeśli diabła w pokorze serca..." NAJWAŻNIEJSZE!