piątek, 26 maja 2017

w jury finału OKru

Kopnął mnie zaszczyt i ogromne wyróżnienie. Profesor Śliwonik oczekuje ode mnie, że poprowadzę warsztaty z finalistami - 50 najlepszych z całej Polski. Problem w tym, że większości wydaje się, że są bardzo dobrzy. Mnie zresztą też się tak wydawało po wygraniu OKR'u. Ale dopiero rok później byłem dużo bardziej świadomy, kiedy miałem za sobą rok pracy w Stajni Pegaza. Ewa Ignaczak skutecznie udowodniła mi, że niewiele umiem jako aktor. Aktorstwo i recytacja to dwie diametralnie różne sprawy. Dobry recytator raczej nie jest dobrym aktorem (choć to raczej teza niż stwierdzenie).
Za czasu mojego startowania w tym konkursie większość recytatorów koncentrowała się na przekazie, na jak najbliższym zespoleniu z tekstem. Atrakcyjność formy nie była tak ważna. Teraz, mam wrażenie, (mam prawie co roku finalistę OKRu, więc obserwuję tendencje), recytacja idzie w aktorstwo - bardzo atrakcyjne, formalne, z przygaszonym komunikatem emocjonalnym. Tzn jest emocja, ale raczej jest to emocja zagrana. 
Muszę tu powiedzieć, że nie ma to nic wspólnego z nagrodami. Niezmiernie trudno jest ocenić recytatorów - mają ok 10 min., jest ich dużo, ważna jest kolejność, umiejętność zwrócenia uwagi i wiele innych czynników. 
To, co dla mnie ważne, to to, że Jury wyznacza kierunek dla recytatorów. Zdarzyło się tak w zeszłym roku, że zdobywca pierwszej nagrody Patryk Pawelec (swoją drogą bardzo sprawny recytator) biegał po scenie recytując. Obawa moja jest taka, że młodzież może chcieć kopiować takie.. hm... wybory. Wydaje mi się, że dużo trudniej jest stać w miejscu i mówić. 
Wybieram taki oto temat warsztatów (prof. Śliwonik jeszcze się nie wypowiedział, co o tym myśli).

„Najpierw uczciwość wobec siebie” - czyli próba znalezenia własnego głosu poprzez tekst. 

Te warsztaty mają sens tylko pod warunkiem, że recytacja jest wyrażaniem tego, co człowiekowi w duszy gra - nie grą aktorską, nie budowaniem roli. Moim zdaniem przewaga dorosłych w konkursie jest jedna - wyczuwa się u nich silniejsze zbliżenie do tekstu. Z młodzieżą da się to zrobić również - taka praca wykracza poza ustawianie struktury, a dotyczy świadomego wybierania tekstów. Założenie moje jest takie, że jeśli się jest uczciwym wobec siebie tzn. w uproszczeniu dokona się rzetelnej analizy tekstu pod kątem tego co chcę powiedzieć, to będzie się również uczciwym wobec odbiorcy.

 zdj: Daniel Frymark

poniedziałek, 22 maja 2017

Zmarł Wodecki

nie podoba mi sie to.... nie moge sie z tym pogodzic. Uwazam go za Najwiekszego Artyste naszego wieku. .. kurcze... 67 to jest niewiele... bez sensu.... kurcze... jak to wyrazic...

niedziela, 14 maja 2017

piątek, 12 maja 2017

teaser nr 1 - Bon Voyage

pierwszy teaser. nakierowany na znaki, które wykorzystujemy w spektaklu.


środa, 10 maja 2017

Mankell Henning - Grząskie Piaski

Dziwne bywają zbiegi okoliczności. Kilka dni po moich urodzinach słyszę od Zygmunta Miłoszewskiego (na wspaniałym spotkaniu w 2 LO), że podziwia Mankella. Zdziwiłem się, bo właśnie na urodziny dostałem od rodziców książkę tego autora. Chwyciłem odruchowo i przeczytałem. 
Moje wrażenia po przeczytaniu nie mają nic wspólnego z myśleniem o sztuce per se. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że ta książka jest "słaba" pod względem warsztatowym. (Choć co ja mogę o tym wiedzieć). Autor bardzo często kończy rozdziały okrągłymi zdaniami w stylu "w życiu tak to już jest", albo "ludzie są tacy i tacy". Bez dalszego wyjaśnienia, głębszej refleksji. 
ALE: jest coś w tej książce bardzo... unikatowego. (Piszę o całkowicie subiektywnych odczuciach). Czytając miałem wrażenie, że autor (który umiera na raka w trakcie pisania) spieszy się i gorączkowo próbuje zostawić coś po sobie - swój sposób widzenia świata. Rodzaj refleksji o swoim życiu. Opisuje szereg pojedynczych wydarzeń zostawiając mi dużo niedopowiedzeń. Aż chciałbym zapytać, no i co się dalej działo w twojej głowie. Ten pośpiech... (przed nadchodzącą śmiercią logicznie wnioskując) to dominujące wrażenie. 
Drugą sprawą jest zdanie, które się powtarza - nieprzypadkowe jak mniemam - że on próbuje odnaleźć w tych historiach Siebie. (Zostawiam to zdanie z takim samym niedopowiedzeniem w stylu Mankella). 
Po trzecie. Najważniejsze. Henning przywołuje szereg zdarzeń z historii - nie tych z pierwszych stron gazet, ale takich, które były ważne, choć na inną skalę. Znowu będę pisał o impresji własnej. Pisząc o nich Henning przedłuża ich istnienie w historii, dlatego że teraz ja o nich wiem, i poprzez ten wpis również przedłużam ich żywot, jak i żywot autora książki; daję mu szansę na przetrwanie w świadomości przynajmniej mojej.  Jakoś to się mieści w sensach tej książki. Dużo tu się odbywa między wierszami. 
Czuję podskórnie, że celem tej książki jest właśnie ocalić siebie od zapomnienia. A czasu miał mało. W 2015 zmarł. Ostatnia wzmianka w książce pochodzi z końca 2014 roku. 
Zdjęcie na okładce pokazuje go takim jakim był w ostatnich latach. To mocny kontrast do przystojnego mężczyzny z wcześniejszych okresów. 
Ta książka przypomina mi też o tym, czym są słowa. I dlaczego zajmuje się słowami - choć w teatrze. Żałuję, że nie umiem pisać. W słowach mam więcej do powiedzenia. Teatr jest ciągle materią, która stawia opór. 


poniedziałek, 8 maja 2017

question of identity

http://artdaily.com/?date=02/12/2017#video Highly interesting.

sobota, 6 maja 2017

Effectiveness

http://artdaily.com/?date=04/23/2017#video

Pytania o skuteczność przekazu, obraną filozofię, i (najważniejsze dla mnie) odpowiednie medium. Jest tam też rozmowa o percepcji i konstruowanie sztuki w sposób "zaskakujący" (to nie to słowo) dla innych.
Dlaczego wybrałem słowa jako medium przekazu? Zaczyna do mnie powoli dochodzić, żeby gdybym miał zdolności pisarskie, to wybrałbym pisanie. Nie teatr.


wtorek, 2 maja 2017

David Hume - Dialogi o religii naturalnej

„Dialogi o religii naturalnej” - Świat zdaje się być jak Wielka Maszyna, z dopasowanymi najdrobniejszymi częściami. Wnosimy logiczny wniosek, że przysposobienie środków do celów przypomina, choć znacznie przewyższa, wytwory ludzkiej pomysłowości. Ergo - dowodzimy istnienia bóstwa i jego podobieństwa do umysłu i inteligencji człowieka. 
Le Comte De Nouy - postuluje, (na bazie skomplikowane zależności w świecie biochemii tworzy jakiś plan, i że wcześniej musiał być zamysł tego planu oraz „dyrygent” ponoszący odpowiedzialność. 
KRYTYKA: „Czyż powie mi ktoś z poważną miną, że uporządkowany świat musi wynikać z myślenia i sztuki podobnej do sztuki człowieka, bo tak mówi nam doświadczenie?”
(w gruncie rzeczy wyobrażamy sobie - chyba - Boga jako istotę o intelekcie i świadomości - dlaczego właściwie? Równie dobrze może to być „Siła”, która manifestuje się zupełnie inaczej. Znowu wnioskujemy tylko na bazie naszego doświadczenia).

!!! „Kiedy oglągamy statek, cóż za wygórowaną ideę wypadałoby powziąć o pomysłowości cieśli, który zbudował machinę tak skomplikowaną. Jakaż spotkać by nas musiała niespodzianka, gdyby okazało się, że to nierozgarnięty rzemieślnik, co naśladował innych i brał ślepy wzór ze sztuki, która po wielu błędach, poprawkach, i deliberacjach doskonaliła się przez długie wieki. W CIĄGU WIECZNOŚCI SPARTACZONO MOŻE WIELE ŚWIATÓW, ZANIM UDAŁO SIĘ WYMYŚLIĆ TEN SYSTEM. !!!! (super to ciekawy pomysł - i do tego zgadza się z „niedoskonałością” tego świata). 
Można założyć jako tezę, że Bóg się na nas uczy. (?) I że nie jesteśmy PODMIOTEM, tylko rodzajem przedmiotu. Krótko mówiąc co jeśli nasze wyobrażenia, w ogóle, ale to w ogóle, nie odpowiadają Prawdzie. 
W takim układzie należałoby zweryfikować wszystkie poglądy. Odrzucić aprioryczne założenia. I zadać sobie fundamentalne pytanie: czego oczekuję od istnienia Boga? Na pogrzebie Domino powiedział mi, że takie sytuacje prowokują pytanie czy "coś tam jest". Mnie też to zastanawia. A już w ogóle w kontekście miejsca, w których jestem w życiu. Ja jeszcze nie wiem czego chcę od Boga. Piszę "chcę", ale w ogóle nie chodzi mi o egoistyczne potrzeby, tylko o poczucie sensu, porządku. I wiedzy. Najbardziej pobudza moje myślenie postulat o spartaczonych światach... jak taki prosty fakt potrafi odwrócić sens świata i sens życia. 





czwartek, 27 kwietnia 2017

wdzięczność

Już od dawna nie widziałem tak wdzięcznej osoby jak Weronika. Bardzo przeżyła najpierw powiatowe eliminacje gdzie był początkowy opór, żeby ją przepuścić. Warunkiem było "przejście przeze mnie". Tydzień trwało moje przygotowywanie się do tego. Ostatecznie uprościłem strukturę, dodałem finałowy monolog i postawiłem wyraźny konflikt. Nic więcej. U Weroniki zadbałem, żeby nie markowała emocji (dziewczyna bardzo wrażliwa). Zadbaliśmy o logikę frazy i subtelność. Ona przy niesamowitej ilości obowiązków przychodziła przygotowana na próby. Bardzo jej zależało. Uczciwie powiedziałem jej, że to za mało czasu, żeby zrobić monodram, ale że to jest inwestycja w nią. I udało się jej. Na wojewódzkim wzruszyła samą panią Suchocką! (!!!) Pierwszy raz usłyszała same miłe rzeczy o swoim występie. Z wielką wdzięcznością napisała mi smsa, że bardzo dziękuje. To nie jest takie oczywiste - taka wdzięczność. Bardzo mnie to wzruszyło jakoś. Ten autentyzm. 
Jest jeszcze druga sprawa - monodram był bardzo prosty, a jednak oddziaływał jakoś silnie na widzów - powtórka z "Mitu" (który powstał dla Viktorii w tydzień). Nie interesuje mnie w ogóle taki oczywisty język, ale widzom najwyraźniej taka forma spójna, logiczna, "od - do" odpowiada.
W Wołominie pani z jury powiedziała mi, że bardzo by chciała zobaczyć moją wersję "Romea i Julii", ale zrobioną klasycznie. Prawda jest taka, że w ogóle nie pobudza mnie robienie klasycznych wersji, ale może nie umiałbym takiej zrobić. Kiedyś prof. Bielunas powiedział mi, że powinienem zrobić coś bez mojej ornamentyki, niby szkoda mi czasu, ale może to byłoby ciekawe wyzwanie. Z tym "Terroryzmem" dopiero teraz się wyraźnie posunęliśmy do przodu, kiedy na spokojnie czyścimy grę aktorską.