sobota, 25 lutego 2017

...zrozumieć sztukę

Od lat walczę, jeśli to jest właściwie słowo z przekonywaniem ludzi do teatru. Ale nie tylko do samego teatru - do języka, który wyróżnia (potencjalnie) teatr wśród innych dziedzin sztuki. Z racji miejsca w którym się znajduję oglądam bardzo różne rzeczy. Czytam je raczej - tzn jestem w stanie zdekodować, jeśli nie od razu, to po przemyśleniu. Nauczyłem się kontrolować momenty podczas oglądania, które mi się nie podobają wynikające z moich preferencji. Dzięki takiej samokontroli więcej wynoszę ze spektakli.
Ale co z innymi, których trudniej przekonać, może otworzyć, często pozbawiając jakichś elementów do których oni są przyzwyczajeni, i jak ich braknie, to zamyka im się głowa? A wystarczy wiedzieć więcej. Na przykład - o co chodzi w tym obrazie? Czy to jest sztuka? Trzeba na to pytanie odpowiedzieć teraz. Co widzimy?

Obraz Gottlieba.
Cały sens tego przypuszczam ukryty jest jednak w świadomości kompozycji tego obrazu. Zgodnie z zasadami percepcji to, co na dole widzimy bliżej. Ale jeśli kolorem jest czarny to wyraźnie widać tu, że oba elementy walczą o prym. Ta wiedza, zmienia postać rzeczy w postrzeganiu tego abstraktu. Tak mi się wydaje przynajmniej. Z teatrem jest dokładnie tak samo. Wiedza o współistnieniu elementów, ich wzajemnej zależności, przede wszystkim nieprzypadkowości tworzy inną percepcję u odbiorców. Nam jeszcze nie udało się stworzyć idealnie jednorodnego dzieła, którego wszystkie elementy się dopełniają. Tak jak widziałem to u Korsunovasa w "Mirandzie". To dzieło doskonałe. Tam czuję, jakby reżyser zaczynał od jakiegoś pustego pokoju i wstawiał "meble", które znaczą w tej historii. Myślę o tym intensywnie, bo takie są moje ambicje, ale też profesor Bielunas poprosił o przedstawienie 3 dzieł gdzie wyraźnie zmienia się dramaturgia przez dodanie "elementu". W tym spektaklu wszystko może być przykładem. 

Piscator - notatki

Piscator

Przeżył wojnę światową, co istotnie zmienia jego optykę patrzenia na świat. Jego teatr ma być teatrem rewolucyjnym, gdzie odbiorcą jest tłum. Twórca pojęcia Teatr Epicki.
Tekst nie jest najważniejszy - modyfikuje go pod kątem potrzeby czasu w którym przyszło mu żyć.
Sama jego sztuka ma strategię wywołania skandalu.
Spektakle:
„Hopla Żyjemy”, „Wojak Szwejk”, „Rasputin”, „Wojna i pokój” (kilka planów: na "scenie rozmyślań" każdy z głównych bohaterów ma stałe miejsce i monologuje, "scenie akcji" – gdzie toczą się kolejne epizody wątku powieściowego i "scenie losu" (Schicksals-Bühne) – na której dzięki niezwykłej pomysłowości rozwiązań rozgrywają się całe bitwy i występują wielkie postacie historyczne. Łącznikiem całości jest ów komentator, pełniący zarazem funkcje reżysera, inspicjenta, współaktora). Pojęcie: „Zeittheater” -  dokument polityczny epoki, naładowanie problemami dnia obecnego,  zadanie reżysera - "umiejętność kształtowania przestrzeni scenicznej i jej kompozycji plastycznej, wyrażającą się zarówno w sposobie oświetlenia, jak i twórczej inspiracji aktorów”. Wykorzystywał film: jako komentarz do akcji scenicznej, perspektywiczne przedłużenie sceny, do wizji poetyckich, do łączenia epizodów akcji.Koncepcje przestrzeni: trójwymiarowo - konstrukcja w „Hopla Żyjemy” (plany gry)
filmy animowane w „Przygodach Wojaka Szwejka” 
sferyczna kula po obrocie odsłaniająca inny fragment: 

ruchome taśmy poruszające się w różnych kierunkach dających różne możliwości
Do tego projekt TEATRU TOTALNEGO Gropiusa, aby móc dowolnie ustawiać scenę i widownię (nie zrealizowane).

To co jeszcze dla mnie jest ciekawe: to przeskalowanie planów filmowych - różnice wielkości twarzy (chociażby) jest silnie plastycznie uruchamiające (mnie) poprzez zestawienia elementów większych (filmowych) z mniejszymi „realistycznymi”: 

Ergo - film nie jest tylko kwestią informacji (politycznej - kroniki), ale wpisuje się w plastykę przedstawienia. Tak to odczuwam. 
Bardzo ciekawa jest projekcja tylna w poniższym przypadku: to wycięcie przestrzeni scenicznej nadaje głębię i uruchamia wizualnie cały obraz: 


wtorek, 21 lutego 2017

Marilyn, pies, pasażer (terroryzm)

Jaka jest zależność między tymi trzema tematami? Punktem odniesienia jest oczywiście Pasażer. Ani spektakl, ani sam tekst nie łączy tych elementów. W moim spektaklu jest delikatna próba, ale zbyt delikatna, żeby widzowie skojarzyli te dwie sprawy. 
Czwarty akt kończy się śpiewem Pułkownika "Happy Birthday" i komentarzem, że "takiemu człowiekowi trzeba pomóc, zorientować się co jest grane". Od razu przechodzimy (na muzyce do której śpiewał) do aktu piątego gdzie widzimy pasażera, którego wina nie jest jeszcze udowodniona, ergo ta "zależność" dzieje się a priori (znowu), więc ciężko widzowi o tym myśleć. 
Ta scena jest wystarczająco silna, żeby się wyróżniała, ale muszę to jeszcze sprawdzić. 
W 5 akcie "diabły" mówią mu "że każdy szykuje sobie to, na co w końcu zasługuje, nie od razu oczywiście, jak w zwolnionym tempie". Interpretacyjnie to się oczywiście łączy z historią Marilyn. Ale nie uwypuklamy tego w spektaklu. Nawet gdybym chciał to wyraziściej połączyć, to nie wiem jak. Ciągle myślę, że rozwiązanie i postawienie tezy zależy od aktu pierwszego, który wymaga przepisania.
I to jest na teraz zadanie.
zdjęcie: Daniel Frymark

środa, 15 lutego 2017

La la land

Co ważniejsze? Snuje się za mną to pytanie...

niedziela, 12 lutego 2017

po premierze


...jeszcze potrzebne zmiany w pierwszym akcie. Jaśniej trzeba to opowiadać. Ale to się rozwija. Drugie granie już jest bliskie tego czego od tego oczekuje. Na aktorów dobrze działa, bo prowokuje do szukania wobec tematu. Nie zawsze na razie trafione, ale poszukiwania cenne (juz Lukaszowi otworzyly glowe, bo nie trzyma sie tonacji). Jesli uda sie to grac regularnie, to oni przez ten spektakl beda sto razy lepsi niz byli.
Jest we mnie ciekawosc dokad to nas zaprowadzi.
Nie moge sie tez oszukiwac, popelnilem bledy. Pierwszy akt nawet tak uproszczony nawet dla mnie nie jest łatwy. Oczywiscie mozna zalozyc, ze nie wszystko ma byc latwe. Ale ja chce zeby widz szedl za tym. A co wazniejsze - trzeba zbudowac sytuacje, zeby byla wieksze zrozumienie bohatera. tzn dzialania "dwoch" prowadzą do jakiejs empatycznej sytuacji... to trudne, ale mozliwe. Jestem ciekaw.
Piaty akt - precyzyniej poczatek. Dokaldniej sprecyzowac o co chodzi. Reszta ciekawa.
zadanie: przejac sie bohaterem w pierwszym akcie.

Sa tam koncertowe grania aktorów. :)
zdjecie: Daniel Frymark

sobota, 7 stycznia 2017

Terrorism - teaser


...czas wrócić do pisania. Dużo się wydarzyło. To najtrudniejsza praca teatralna jaką robiłem. Wymaga zupełnie innych umiejętności. To, co dobre, to to, że jeszcze potrafię robić teatr... miałem już wątpliwości.
Od tego teasera oczekuję, że wprowadzi widza w temat spektaklu. Będzie się łatwiej grało pierwszy akt - najtrudniejszy. Najtrudniejszy, bo wszystkie założenia są a priori. Wyjaśniać się będzie później.


poniedziałek, 14 listopada 2016

Jeszcze reminiscencja z Kielc - Stolarski

Monodram "Ecce Homo" w wykonaniu starego znajomego, doskonałego aktora Janusza Stolarskiego.  Jako student chodziłem namiętnie z Henrykiem do teatru polskiego na Dziady. On grał księdza Piotra - zjawiskowo. Był jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym aktorem tego zespołu. Teraz myślę, że to głównie z powodów interpretacyjnych. Do tego bardzo precyzyjny. Rozumiejący "małe" gesty, wypełniający treścią. Bardzo "w ciele". 
To jest popis aktorstwa, bez popisu. Forma, treść. Myślę, że warto by to było pokazać naszej publiczności, choć materiał jest trudny - Nietzsche "Tako Rzecze Zaratustra". Doskonałe i niejednoznaczne. Bardzo wielowarstwowe. Teatr się tu wydarza w niedomówieniach. 
Mam bardzo ciekawe doświadczenie z Jankiem. Kiedy poznałem go po raz pierwszy - Henryk namówił mnie, żebym poszedł przećwiczyć z nim wiersz - nieśmiało poszedłem. Powiedziałem "Wenus" Poświatowskiej. Janek posłuchał. Pauza. I mówi "masz chuja?" (wiersz był o zachwycie nad kobietą). Wtedy po raz pierwszy skonfrontowałem się z patetyzmem. Wyszedłem zszokowany, ale już inaczej patrzyłem na sztukę. 
Spotkałem go teraz po 5 latach od naszego ostatniego spotkania w Maszewie. I on jest ciągle doskonałym aktorem. Kiedy go wywalili (?) z polskiego, podjął pracę świadomie jako woźny (?), żeby to zostało skomentowane. Z tego co wiem... nikt nie skomentował otwarcie. Ludzie mieli w nosie. https://www.youtube.com/watch?v=0SXKZIKj4Z0

niedziela, 13 listopada 2016

Jan Nowicki, Ecce Homo, Marek Kościółek

XX lecie Ecce Homo. Sama śmietanka alternatywy z Polski - bardzo uznane teatry z Polski.
Wczoraj graliśmy "Romea i...". Nie wszystko nam wyszło, ale ludzie wchodzili w to, coraz głębiej. Udało się zbudować finalne sceny. To wszystko jednak idzie w stronę refleksji serio. Ja już prawie nie gram "na śmieszno". Musimy jeszcze usiąść i przegadać to. Ludzie bardzo zadowoleni. Brawa bardzo szczere. Ania Kantyka zadowolona, powiedziała przy widzach, że to pewniak do nagród.
Był też Jan Nowicki. To już drugie moje z nim spotkanie. Jak zawsze bardzo ciekawe. Ostatnim razem zrobił świetne wrażenie na moich aktorach. Na mnie też podczas rozmowy. Natomiast gorsze podczas prywatnych rozmów.
Wczoraj wszystko co mówił było bardzo interesujące. Zaskakiwała mnie głębia i nieoczywistość jego refleksji. Miałem wrażenie jakbym poznawał go na nowo. Siedzieliśmy we trójkę - Bortkiewicz, Kantyka i ja. To było bardzo ciekawe. Mam nadzieję, że zapamiętam. Gadaliśmy o śmierci, powinnościach, filozofii. Jakieś podsumowania się wyklarowały. Cokolwiek powiedział Nowicki było jak odkrycie Ameryki - do tego powiedziane takimi słowami, które trafiają.
Jak mu podczas pierwszego spotkania opowiadałem o Romeo to on zadawał bardzo sensowne pytania. To po prostu bardzo mądry gość. I niczego nie udaje.
Spotkanie z Markiem Kościółkiem po roku niewidzenia się było dla mnie bardzo ważne. Zrozumiałem co się dzieje. Jak tu w życiu mówić o przypadku kiedy spotyka się w "tym" momencie kogoś kto rozumie "dokładnie".