wtorek, 19 września 2017

"Bliżej Teatru" - przygotowanie - pierwsze spotkanie

W sobotę ruszamy z nowym projektem. Już się nie mogę doczekać. Już prawie mam wszystko przygotowane, a na pewno przemyślane. Mam sekwencję zadań, żeby trochę metodą Sokratesa doprowadzić do wniosków. Bez zbędnego gadania. Wszystko praktyczne. Dużo osób się zapisało. Może uda się stworzyć jeszcze szersze środowisko teatralne. Zobaczę też czy moje doświadczenie okaże się cenne dla innych. 
Fundamentalne pytanie brzmi "po co komu teatr?". Moje zdanie przedstawiłem na konferencji: analogia z piłką nożną - od IV ligi do ekstraklasy. Trzeba stworzyć popyt. Wszystko na siebie wzajemnie pracuje. Potrzebna jest konkurencja i myślący ludzie. 
Od lat to robimy, ale własnym sumptem. Teraz damy konkret innym. To ważny moment, myślę. 
Bardzo ważne będzie spotkanie z Łukaszem, żeby pomóc ludziom w pracy z aktorem. Konkretnie i praktycznie. On to umie robić świetnie. 

czwartek, 14 września 2017

jeszcze po nawałnicy.

Ciągle to robi wrażenie... zrobione w drodze powrotnej.

Konferencja Kultury - podsumowanie

Na konferencji - choć pełen obaw na początku - zrobiłem to, o co poprosił mnie prof. Śliwonik. Dość zabawnie wyszło z dyrektorem Orzechowskim, ale on podszedł do mnie po konferencji i ładnie się zachował. Na pewno już mnie zapamięta. To ważne. Bo to szansa dla Chojnic, żeby móc w przyszłości zaprosić Teatr Wybrzeże tak jak to mi się udało kiedyś w ramach projektu "Teatr Polska". Rozmawialiśmy o możliwościach i jak to wygląda od strony finansowo - technicznej. 


Pozostaje jeszcze sprawa sensu takiej konferencji. Nie do końca rozumiem czy to się na cokolwiek przełoży, ale trzeba poczekać. Prof. Śliwonik z wielkim taktem prowadził panele. Bardzo konkretnie i sensownie. Jest w tym ogromna klasa. Zgadzam się ze wszystkim o czym profesor mówił. Bardzo odpowiada mi jego "ton". Opowiedziałem o ambicjach. O problemach. Świetnie wypowiedzieli się ludzie z Ofensywy Teatralnej. Bardzo rzeczowo. Widać, że to nie są działania pozorowane. Tylko naprawdę im zależy. I na pewno z taką determinacją uda im się. Daniel Jacewicz zaprosił mnie do siebie na warsztaty. Nie byłem jeszcze w Bramie. To na pewno będzie ciekawe. 


Kuriozalne dla mnie było wystąpienie aktorki zawodowej, która na pewno chciała dobrze, ale wyszło nie najlepiej, kiedy skarżyła się, że nie mają garderobianej i aktorzy muszą sami się ubierać (!). Potem było jeszcze gorzej - "reżyserzy każą nam wchodzić głębiej w rolę, a nie idą za tym dodatkowe gratyfikacje" (niedokładny cytat). Niestety takimi zdaniami pani aktorka (która reprezentowała szersze grono) kompromituje swój zawód. Takie jest moje zdanie. Choć jest jeszcze druga możliwość: że właśnie tak pracuje się (bądź myśli) w teatrach (na pewno nie wszystkich) zawodowych. Niedługo się o tym przekonam. Nie chce mi się wierzyć, że można w ogóle coś takiego wyartykułować - że KAŻE im się głębiej wchodzić w role. Bardzo roszczeniowe. 
W tym momencie przypomina mi się zdanie, które usłyszałem od mojego mistrza: to nie jest tak, że teatr jest niezbędny. Będzie niezbędny jak stworzysz taką sytuację. 
Jak zakładałem teatr przeanalizowałem (z biegiem lat) dlaczego ludzie teatru nie lubią. I doszedłem do wniosków oczywistych - trzeba stworzyć (!) popyt. Stąd te projekty nasze, które mają stworzyć KONTEKST teatralny w Chojnicach. Oczywiście trafiam na próbę upolitycznienia moich działań przez mojego ojca i jeszcze bardziej idiotyczne komentarze, że "komunizm ma się we krwi", albo że "dostałem cokolwiek po znajomości". 4 lata pracowałem w za darmo po 40 h w tygodniu czasami więcej kosztem wszystkiego innego. Inwestowałem w uczenie siebie, moich aktorów. Na wszystko sobie zapracowałem i nikt mnie nie złamie póki chce mi się tyle robić. 
Jak mi się przestanie chcieć, wrócę do języka angielskiego i zacznę zarabiać pieniądze. 






piątek, 8 września 2017

sens nauki

As I felt a surge of good energy (which does not happen to me lately) I tried to explain to my daughter the sense of learning. Of learning anything, but I was actually thinking about learning a language. I had to think about it to avoid commonplace and cliche and to try to be as honest as I am in my "stories for children"...
The English language has given me friendship, travel, experience, opportunities.
The meaning of it all I see in this piece:
https://www.youtube.com/watch?v=mwGnCIdHQH0
it is so unbelievably touching. But first you need to know the language to be able to understand it and then feel.
I guess that is it!

czwartek, 31 sierpnia 2017

Jak to działa - "Goonies" - Spielberg


Nie znam słabego filmu Spielberga. Chyba rozpoznałbym ten styl z zamkniętymi oczami (gdyby tak można było oglądać filmy). W zasadzie ten styl najbardziej mi pasuje ze wszystkich reżyserów, których śledzę. Jest w tym dużo sprytu - nieoczywistych rozwiązań, ciekawych połączeń. Reżyser chyba bardzo świadomie z takich elementów buduje swoje opowieści.
Każda historia ma swój szkielet. On potem (chyba) zastanawia się jak dany element można by przerobić tak, żeby był bardziej interesujący. Jest w tym dużo precyzji i myślenia również detalicznego.
GOONIES - stary film, który oglądałem jak byłem dzieckiem. Oglądałem z milion razy jak to dzieci mówią.
Jeden wątek eksploruje tajemniczą wieź między młodym bohaterem, a One-eyed Willy'm - młody zwraca się bezpośrednio do niego, traktuje go podmiotowo, zostawia część jego złota dla niego. Spielberg idzie krok dalej: jeszcze jedno podobieństwo między nimi realizuje się w postaci maszyny w domu bohatera i maszyn-pułapek Williego. Subtelne, ale do wychwycenia.
Świetnie wykorzystuje bohaterów: np. Rosalina nie mówi po angielsku, jest postacią comic relief, nie stanowi istotnej osi fabuły, ale to ona odkrywa klejnoty zamiast kulek w finalnej scenie. Świetny zabieg, że to ktoś z "drugiego rzędu". Do tego rozwinięty i inaczej niż dotychczas jest wykorzystany fakt jej nieznajomości angielskiego.
Wykorzystanie konceptów: bad guys łapią Chunk'a i chcą z niego wydobyć informację. Jak można poprowadzić taką scenę? Można mu grozić pistoletem pewnie albo wykorzystać cokolwiek innego równie oczywistego związanego koncepcyjnie z bad guys. Nie, tu Spielberg jest supersprytny - oni torturują go wkładając mu palce do miksera!!! Genialne. (Chunk uwielbia jedzenie). Wzięcie jego cechy charakteru i przerobienie jej na jego niekorzyść - doskonałe.
Albo ten moment kiedy Bad Guys gubią pistolet na statku pirackim i są zmuszeni grozić szablami. Ergo stają się piratami. Łączy to "stare" z "nowym".
Te wszystkie zabiegu służą historii ubogacając ją. Tworzą warstwę "wow" i budzą zainteresowanie u odbiorców.
https://www.youtube.com/watch?v=oFxWv4-sC1Q
Tu jest kilka scen, które nie weszło do filmu. Bardzo jestem ciekaw dlaczego. Mi się wydaje, że brakuje im precyzji w dynamice, bo założenia sceny w stosunku do całości wydają mi się słuszne (szczególnie tej pierwszej sekwencji). Na pewno rezygnacja z ośmiornicy była dobrym pomysłem - widać, że "za dużo". (choć w filmie na końcu jeden z bohaterów mówi, że najgorsza była ośmiornica - ale można to zwalić na karb imaginacji).

czwartek, 24 sierpnia 2017

Wolność

Za Grotowskim powtarzam, że granie bycia w klatce nie jest graniem tylko smutku. Podstawowym zadaniem grania tematu klatki jest próba poradzenia sobie z sytuacją, wewnętrzna walka, szukanie radości być może, oswajanie się.  Grotowski pisze, że mierzi go smutek na twarzy aktorów, którzy grają temat "klatki". 
Myślę, że Grotowski dotyka czegoś co dla niego jest oczywiste, ale dla innych (normalnych!) nie, że teatr nie może być rzeczywistością i nie może być oczywistą kliszą kopiującą stereotypy. Nawet jeśli widzowie przeglądają się w spektaklu jak w lustrze, to dlatego, że uświadamiają sobie to, co pod spodem. Nieświadome, skrywane.  
To bardzo ważna myśl. Nie schlebiać widowni proponując im konstrukty, które prowadzą tylko do pokiwania głowami "tak właśnie jest i kropka". 

W reżyserii obcuje się z materiałem, który już istnieje. Jak pisałem wcześniej ma swoją wewnętrzną sieć arterii. W pracy teatralnej im większe odejście od oryginału, tym większe ryzyko, że całość wymknie się spod kontroli. U mnie wkurza mnie to strasznie - kilkanaście razy robiłem spektakle, które nie były dobre, bo zlekceważyłem autora uważając siebie za mądrzejszego. Wkurza mnie też u innych - nazywanie Hamletem spektaklu, który wypacza ideę Hamleta. Wkurza mnie, choć z drugiej strony jestem w stanie te poszukiwania zrozumieć patrząc na to jak do tego dochodzi - że to często zaczyna się od przestawiania kilku małych akcentów, które nagle nadają treści inny niepożądany wymiar. 
Pracuję teraz nad strukturą do "Ballady". I powiedziałem pani profesor (z którą to robię), że największy problem w Balladynie jest taki... że Balladyna zawsze zabije Alinę. (i większość o tym fakcie wie przed pójściem na spektakl). Ergo, trzeba tu szukać czegoś ciekawszego, co jednocześnie ciągle będzie Słowackim. 

Wolność pisania natomiast to coś niesamowitego. Szczególnie jak się tyle lat było zależnym od innych autorów. Jest tyle dróg, w które można pójść. Wszystko można zmienić. Podporządkować innej logice. Ostatecznie wypłynąć na taką głębię (duc in altum) swojego ja. To, co powstaje, to już nie synteza kilku osób (jak w przypadku spektaklu), ale intymne spotkanie z sobą samym. Teatr rzadko daje taką możliwość - tu jest kilka filtrów przez które przechodzi materiał. Reżyser, aktorzy, scenarzyści etc. To, co powstaje to już nie jest Moje, ale Nasze. To oczywiście ma swoje plusy, do których należy spotkanie się np. reżysera z inną wrażliwością. Ja wiem jak podchodzę do danego tematu, ale ciekawi mnie co z tym zrobi aktor. 

Odczuwam ogromną przyjemność, kiedy mam teraz okazję tworzyć opowiadania od zera. 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Zapowiedź faszyzmu - Adresat nieznany - audio

http://ninateka.pl/audio/adresat-nieznany-kathrine-kressmann-taylor

Pszoniak i Frycz. Mistrzowie bez wątpienia. Bardzo inteligentna opowieść, która wydarza się w listach jednego bohatera do drugiego - partnerów bizesowych i przyjaciół. Teatr jest tu pomiędzy słowami. Dotyka (choć nie rozwija a szkoda) zafascynowania jednego z bohaterów Hitlerem. Warto posłuchać. 

niedziela, 20 sierpnia 2017

"Jeszcze jeden oddech" Kalanithi

Książka ta jest zbiorem faktycznych zdarzeń z życia neurochirurga, który w jednym momencie z podmiotu stał się przedmiotem (jak sam to opisuje). Dowiaduje się o raku. I życie zmierza już w zupełnie inną stronę. 
Na okładce firmują książkę "mądra, niosąca nadzieję". Bez wątpienia warto ją przeczytać. Dla mnie z kilku powodów - do najważniejszych zaliczam zmianę sposobu patrzenia z lekarza na pacjenta. Nie mogę się zgodzić, że ta książka niesie nadzieję. Może to wynika z mojego sposobu patrzenia, ale ja nie zauważam tam nadziei. Ona raczej uświadamia, że śmierć czasami jest lepszym wyborem niż życie w pewnych okolicznościach. 

Kwintesencją dla mnie jest ten fragment na zdjęciu.
Zatrzymałem się nad kilkoma zdania na dłużej - tzn nie mogłem czytać dalej: kiedy jego kolega chirurg dowiaduje się, że ma raka, i pyta się Paula czy jego życie miało sens, czy dokonał właściwych wyborów... Nie chce tego rozwijać.
Jest tam jeszcze jedno zdanie, którego nie mogę zacytować (nie mogę znaleźć), ale sprowadzające się do takiego wniosku: że słowa mają ogromną moc. On pisze jak Mankell (przypuszczam), żeby zostawić coś po sobie. Teatr jest tak ulotny. Do tego najczęściej jednak nadajemy charakter materiałowi, który jest istnieje na własnych prawach. Ma swoje wewnętrzne napięcia, konflikty. Pisanie jest innym procesem. Gdybym mógł jeszcze raz wybrać, wybrałbym pisanie. Ale już chyba za późno na takie decyzje. 15 lat uczyłem się teatru i jeszcze mi się to wymyka. A teraz zacząć pisać? Uczyć się od początku?