poniedziałek, 29 kwietnia 2013

wojewodzki okr - sztum

Ten weekend był męczący pod kilkoma względami. Najbardziej fizycznie, bo dwa dni jezdzilismy miedzy Gdańskiem (grałem Lolę, następnego dnia Łukasz i Daria "Bądź"), a Sztumem gdzie był wojewódzki OKR.
Jakoś dobrze temu konkursowi zrobiła zmiana miejsca. Trochę oddechu. Ludzie raczej mili i słuchający, choć też czasem dość bezwględnie krytykujący. Ciekawym jest jak charakter realizuje się przez teksty.
Nasi: Daria - dobrze, ale i niedobrze. Nieczuja powiedziała jej, że był problem z komunikatem i coś jest na rzeczy, ale to raczej było poza nią. W tej klaustrofobicznej przestrzeni po prostu nie zagrało. Każdy krzyk był zgrzytem, a cisza była za cicha. Tak bywa. Tyle.
Kamila rewelacyjnie. Nawet się zastanawiałem czy nie dostanie wyżej. Bez wdzięczenia się, bez grania. Po prostu tekst, powód. Mistrostwem świata jest to co zrobiła w wierszu. Po prostu powiedziała. A to jest najtrudniejsze. Nic nie robić, a być "mądrym". Dobry prognostyk na przyszłość.
Kategoria dorosłych była wyjątkowo silna. (zdałem sobie też sprawę przy okazji gdzie jest moje miejsce). Dominik był inny niż wszyscy. (Usłyszałem też od niego, że on już umie recytatować wiersze. Kazano mu przestawić kolejność i oczywiście rozumiem to, choć jest to bardzo ryzykowne, bo NIE umie recytować wierszy). Dostał pierwszą nagrodę. I fajnie, bo było to na bardzo wysokim poziomie. Przypieczętował to na koncercie galowym, gdzie właściwie tylko jemu i Joli poszło dobrze (jemu bardzo dobrze).
Ja oczywiście uważam, że ciągle jest to poza dyscypliną, a to w przypadku takiego tekstu, który jest samograjem, jest niebezpieczne. Przedłuża pauzy kąpiąc się w zachwycie widza. Taki tekst musi być doskonały. "Ale ja wiele sobie mogę mówić".
Jest piątą osobą w Studiu, której się to udało.
Mój Uśmiech znowu jaśnieje. Udało mi się zbudować prawdę w scenach dotychczas dla mnie trudnych. Niektóre sceny grane połowicznie, ale cieszy rozwój i powtarzalność. Zobaczymy co dalej. Czas to zagrać w Słupsku. Dojrzałem do tego. Łukasz świetnie zagrał "Badź". Nareszcie kierując się emocją, a nie rytmem tekstu. Lub stylizacją frazy. Co jakiś czas muszę mu to przypominać, że zmiany emocjonale trzeba dokonywać w sobie. Mniej grać. Szukać w sobie TEGO nastroju. Wydaje mi się, że to Uśmiech tak na niego wpłynął. Mówił, że oglądał go analitycznie. Zobaczymy czy jest to tendencja stała. (może we Władcy coś się zmieni).
W każdym razie robimy się naprawdę Siłą. Zauważam to głównie w kategoriach porównawczych. Jak inni pracują.
Zaproszono nas z Dziełem i Versusem na Długą. Czas do tego wrócić.
Dziś piszę scenariusz do Ulicznego. Zrobię ANTHEM. Mam pomysł

czwartek, 25 kwietnia 2013

Ideogram

To pojęcie już pojawiło się jako interesujące zjawisko teatralne u Frutigera. Teraz to samo znalazłem u Barby w "Spalić Dom". Najłatwiej to wyjaśnić jako połączenie znaków - "ryż" + "siła" = mężczyzna (w chińskim). W przypadku teatru pytanie skupia się na znaku teatralnym - jakimi skojarzeniami iść przy budowaniu scen. Każdy z reżyserów proponuje jakieś ideogramy, które przekuwa w konkretne sceny. Elementy do dyspozycji można ogólnie podzielić na zmysłowe, intelektualne, fizjologiczne, symboliczne.
I teraz proponuję sobie pewną zabawę teatralną - wybieram scenę z jednego z moich spektakli - najlepiej ze spektaklu, ktory jest "bardziej w słowie" (jest z czego wybierać) i spróbuję TERAZ rozkminić tę scenę używajac różnych skojarzeń z wcześniej wspomnianych elementów.
W "Badz ze mna" sporą trudność sprawia mi scena rodziców - jak ją zbudować:
temat: czuje się zdradzony przez rodziców, bo mu nie powiedzieli; w rzeczywistości stawia się im, bo boi się śmierci; jest przeciwko ludziom; rodzice mówią jego głosem - dostajemy jego stosunek do własnych rodzców - przeciwko nim.
ONI GO KOCHAJĄ/ ON TEGO NIE PRZYJMUJE/ RANI ICH SWOIM STOSUNKIEM
1. zmysłowe - możliwości - wzrok/ucho on przyjmuje "pozy" ojca i matki/ tekst - dystans; wydzwięk: głupota rodziców; - przyjmuje pozy w relacji z Różą - ironicznie zabawne
- ma lalkę - ludzika, którego animuje jakby byli rodzicami
- wyciąga balon/ przykleja drugą naklejkę robiąc z tego głowę na balonie/ różnica ojciec - matka - sposób modulacji głosem

W zasadzie to pociąga za sobą dalsze pytania: Jaka jest matka, jaki ojciec - matka - wrażliwa panikara (w oczach Oskara); ojciec - stateczny, gruby, "faktualny".
2. intelektualne - właściwie te poprzednie to "sposoby sprytne".
3. fizjologiczne -
- przywiązanie matki, chciałaby tulić, wziąć na ręce, (tyle mu dałam, a teraz umiera).
4. symboliczne - (dość ciekawe) -balon - dalekie skojarzenie - głowa
- rodzice - opieka - macierzyństwo - może dodać tekst - "był taki malutki, miał takie malutkie stópki, wcale nie płakał, taki był pici pici. i ten malutki brzuszek."
pytanie: do pokazania balona dodać ostrość - matka wali głową/balonem w Róży ramię; kręci głową i jęczy ojciec.
schować czapki, żeby znowu nie było burdelu po spektaklu. Czysto.
Ostatnia scena? zgasiła go/ gaśnie światło/muza skąpa/ światło zapala się/ ona siedzi długo/ podnosi się sprząta po nim i śpiewa 


niedziela, 21 kwietnia 2013

Madzik kontra Kwietniowe


Załatwiałem zaległe zaliczenie, przez które mogłem nie skończyć studiów, dzięki opieszałości koleżanki, która niewiele się przejęła. Sama wzięła dziekankę, a ja... miałem sobie poradzić. Prof. Czarnota dał mi wpis, złapał mnie za łokieć i wprowadził mnie na scenę Świebodzką, gdzie po raz pierwszy w życiu widziałem spektakl Leszka Mądzika. Wiedziałem czego się spodziewać, bo tyle czytałem o jego teatrze. I to też dostałem. Ten obraz rozwijający się w czasie - jakby zawieszony w próżni, otwiera wyobraźnię. Siedziałem w ostatnim rzędzie i ledwie widziałem pewne sekwencje, ale faktycznie ogląda się to jak w transie, kiedy akceptuje się warunki stawiane przez reżysera. Koło mnie siedzieli zniecierpliwieni ludzie, którzy chyba nie tego sie spodziewali.  We mnie pojawiały się różne obrazy niektóre związane ze skojarzeniami realnymi - wspomnieniami (Henryk), a często wyobraźnia prowadziła temat na zasadzie znaku zapytania. Pojawiało się pytanie dlaczego np. "pod suknia" i potem juz tylko lawina wyobrażeń. Nie ma tam zmian napięć. Wszystko trwa i daje (intelektualne?) dywagacje na temat zadany. 
Z drugiej strony niemogłem się skoncentrowac, bo byłem poruszony sukcesami na kwietniowych. Mówię sukcesami, ale chodzi o cos co młodzi najwyraźniej potrzebują - kop w odpowiednim momencie- sygnał idzie mi, kierunek dobry. I choć zwróciłem uwagę Paulinię, ze przecież ja im mówię, że są dobrzy i że w tym kierunku, a ona mnie wzruszyła ("Nerpom" się nie wierzy"). 
W każdym razie moment był dobry dla Pauliny, Kamili, Klaudii P. i Martyny L. Najlepszy. Czasami tego tylko trzeba. Pytanie co dalej z tym zrobią. Przekuć. 
Warto dla własnej pamięci wspomnieć, że nie byłem w jury po raz pierwszy od kilku lat na Kwietniowych.  Teraz myślę, że to dobrze.  Zawsze bardzo konsekwentnie przysłuchuję się wykonawcom i zapisuję co jest nie tak, gdyby chcieli zapytać. teraz bez tego obciążenia słuchałem ludzi. To było bardzo przyjemne. niektórzy młodzi mają świetną intuicję. Inni sprawny mózg, tylko nie przekłada się na mówienie. Jeszcze inni nie radzą sobie z techniką. Ale praktycznie z każdego umiałbym wycisnąć wiele. 
Do przeżyć weekendowych dokładam przypadkową pracę z Kasią nad etiudą na zaliczenie. Wewnętrzny strach powstrzymywał mnie przed tą próba, do momentu kiedy zobaczyłem że ona naprawdę potrzebuje pomocy. A najbardziej kogoś świeżego z nowym spojrzeniem. Zlikwidowała przy mnie rzeczy oczywiste (zle) i zrobiło się dużo lepiej. Jak można zostawiać aktorów samych sobie i tylko rzucać im okolicznosci. Oni potrzebują tutoringu. Do nie mja prawdziwych doświadczeń. (zawsze mi się wydawało że właśnie maja; teraz wiem że nie; że bazuja na intuicji; i że moja wiedza moze być pomocna, bo my pracujemy z aktorem naprawde; jeśli ten aktor chce; tzn nie ten, który tylko dla siebie szuka).
 Jestem ciekaw co będzie z nią dalej. w każdym razie wiem, że było to dla niej ważne. Czasami tak jest, ze człowiek znajduje się chcąc nie chcąc w sytuacji ważnej dla drugiej osoby.

sobota, 13 kwietnia 2013

"Władca" we Wrocławiu


Przyjechaliśmy dzień wcześniej, żeby profesor mógł zobaczyć ile udało nam się usprawnić po jego ostatniej wizycie. Zagraliśmy dzień wcześniej u nas, żeby sprawdzić jak to gra. Dzięki Klaudii B. dzień przed graniem mogłem obejrzeć spektakl bez operowania światłem i muzyką (a dużo tam tego) i... byłem zaskoczony jak to trzyma świetnie. Oni sobie bardzo dobrze radzą, choć oczywiście sa tam "słabsze momenty", ale generalnie trzymają rytm, intencje, są momenty autentycznej emocji. Zaskoczył mnie Piotr komentarzem o graniu emocji, ale on ma bardzo dobra sceniczna energię, choć granie na "serio" jeszcze mu nie leży. Dominik równy i zadowolony z tego co robi (! ale może musi dojrzeć sam), Łukasz z bardzo dobrym i cennym komunikatem zwrotnym i poszukujący, czasami za bardzo znów trzymający się w ryzach "przyzwoitości", ale są momenty "puszczania". Tomek zaskakująco dobry. Dojrzały. I w ciekawej emocji. W każdym razie jak na początek drogi, było super. A ta próba którą widziałem była świetna. Wprowadziłem dwie zmiany, które były wbrew zaleceniom prof., ale we Wrocławiu on uznał je za słuszne. Powiedział też, że ładnie wyczyszczone, i że o niebo lepiej grane niż wtedy kiedy był. 
Na dyplomie byłem bez emocji (chyba dopiero na obronie, kiedy dostałem pytania które lubię). Bez emocji, bo musiałem ogarnąć światło i dźwięk, które były w dwóch pomieszczeniach. Biegałem jak głupi, ale było ok. Ciągle myślę, że ten spektakl może się nie podobać. Maria nie kupiła i chyba dobrze to nazwała, że "nie niesie prawdy" - też tak myślę, że jeśli bierze się to jako spektakl, który ma w cąłości wywoływać emocje (które wywołuje dość skutecznie) to jest poczucie, że coś nie gra. Ten element zewnętrzny, który ma przypominać widzowi "to tylko zabawa, teatr" w postaci wyspy i ludzików, jest trudny do zaakceptowania, może wybijać z "prawdy", ale jeśli odczyta się ten element jako celowe wybijanie (prof. Kuliński od razu to odczytał), to jest super i historia niesie. W każdym razie dostaliśmy celujący. Czy słusznie nie wiem. Prof. powiedział, że popisowa obrona. Zapytał mnie dlaczego uważam, że najważniejsze w aktorstwie jest słuchanie. (chyba był zaskoczony, ale czułem, ze on się z tym zgadza i że jakoś jest pod wrażeniem "świadomości" tego amatora).
Na omówieniach z prof. Kulińskim nasłuchałem się samych miłych słów. Niczego nie powiedział negatywnego. Po wszystkim zapytałem go czy sa jakieś minusy i wtedy powiedział mi, że powinienem pracować w teatrze zawodowym i że dla niego to jest skończona praca. I dobrze, że tak się skończyło. Prof. Bielunas wziął nas do Sfinksa i postawił nam obiad. Rozmawiał z nami jak z... przyjaciółmi, albo przynajmniej jakby nas lubił. Pani Olinkiewicz powiedziała mi przez telefon, że zapracowałem sobie na "jego lubienie". Mamy dalsze wspólne plany. Rozmawialiśmy też o potencjalnej asystenturze. Dobrze być znowu w domu, ale być jego asystentem, to dopiero coś. Co to za mądry człowiek. Nauczę się jeszcze więcej. I tak czuję się inaczej. Dotknąłem tekstu "Belfra" jeszcze raz i... odnalazłem inny rodzaj zrozumienia. Powiedziałbym, że mam większe zaufanie do siebie, ale jeszcze większy szacunek do tekstu i bezosobowej historii - już nie muszę tego przetwarzać na publicystykę.  Nie tylko jak się coś dodaje do historii przez kogoś napisanej trzeba uważać, ale także jak się likwiduje. Jest tam ogromny potencjał - historia o człowieku samotnym ze swoimi ideami kontra rzeczywistość. Chętnie przerobię to jeszcze raz. (choć ile można dusić się takim tematem). 
Ta nowa wiedza przydała się na przeglądzie w Kamieniu - z łatwością rozbieram spektakle na czynniki pierwsze i dostrzegam błędy. Wcześniej tak pewny nie byłem. Teraz więcej spraw wydaje mi się "logicznych". 
Teraz oddycham domem. Spokojem. Wiele dzieje się wokoło. Życie i teatr. Równowaga.

zdjęcia: D.Frymark
PS. Łukasz zagrał w TVN. "Kocham. Enter". Ciekawy debiut. Choć też tv degraduje pewne rzeczy od razu. Ale to nasz Łukasz. Ten sam, któy w wieku 16 lat po raz pierwszy zagrał Oskara. I swoją wytrwałością i pracą tyle osiągnął.
    

Bach - źródło

Ciekawy życiorys. Kompozytor, który dużo później został doceniony i nazwany geniuszem. (podobne przykłady znam z literatury). Polifonia i homofonia. Lub oba. Nieśmiertlena Fuga i Toccatta (a właściwie odwrotnie). Fuga jest poprzedzona preludium - właśnie Toccattą.
 
"Pasja wg Św. Mateusza"

 
Inwencje są świetne. Krótkie formy, ale mają przebieg. 

"Nicht Bach, Meer sollte er heissen" :)
i jeszcze dwa wspaniałe:
"Schlaf Mein Liebster" (Oratorium Bożo Narodzeniowe)
"Das Wohltemperierte Klavier"

 
 i ostatnie: "Kunst der Fuge"

 

środa, 3 kwietnia 2013

Jutro gramy Władcę.

Zagraliśmy dwa razy w całości. Pierwszy raz do bani. Poza emocją i precyzją wypracowaną (oprócz Łukasza). Do tego z powierzchownym "przejęciem się" Dominika.
Powiedziałem co było nie tak.
Drugi raz był rewelacyjny. Tak przyjemnie się to oglądało... Niesamowicie przyjemnie. I ciągle w napięciu. Do tego świetna emocja.
antycypuję jutrzejszy dzień.... (ogromna pomoc Klaudii, która zapłaciła za to gniewem rodziców, ale gdyby nie ona, nigdy nie zobaczyłbym tego).
Co bedzie jutro?