poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Dwa razy

Jestem bardzo ciekaw jak to wyjdzie tym razem. To foretaste of granie na festiwalu w Żninie.
Gramy dwa razy na próbę, żeby dać szansę widzowi przyjść wtedy kiedy będzie mu pasowało. Zobaczymy jak będzie.

czwartek, 20 sierpnia 2015

środa, 19 sierpnia 2015

Film (I)


Pierwsze próby do filmu. Jest to niełatwe, ale bardzo ciekawe. Tutaj z powodów realistycznych nie można myśleć skrótowo. Trzeba precyzyjnie budować motywy postaci. Dokładnie znać sens scen. To coś zupełnie innego dla mnie. Pilnie obserwowałem jak sobie postaci radziły. 
I jakie efekty można uzyskać grając. Na ten moment myślę, że bardzo dużo zależy od kamery. A od strony aktora trzeba się bardzo pilnować, żeby nie dogrywać. Kluczowa jest emocja w oczach. 
Przypomina mi się film "Komora" z genialnym Gene'em Hackman'em. Wspaniale skonstruowane kino. Konflikty niesamowite. I bez zbędnych sentymentów. Hackman nic nie robi jako aktor (prawie) i działa to jak marzenie. Informacja, że zabił ludzi już czyni z niego villain, więc nie ma sensu tego powielać w sposobie grania. 
Łukasz  świetnie wygląda w oku kamery w zbliżeniach. Jestem ciekaw jak to dalej będzie szło.

sobota, 15 sierpnia 2015

Motywacja (2)

Jako grupa Studio Rapsodyczne przebiegliśmy już ponad 100 km (a dopiero dołączyliśmy do akcji Pomoc Mierzona Kilometrami). Coraz więcej ludzi ode mnie się włącza. Bardzo dobrze. Czekam też kiedy zobaczę efekty w lustrze. Jestem też bardziej świadomy jak jem i ile. Dziwne, że w tym wieku to do mnie doszło.
Całość jest alternatywą do innego sposobu życia. Poprzedniego.  Do którego już nie chcę wracać.
W grupie jest już 8 osób i odgrażają się inni :) Każdy według własnych możliwości trenuje. Wzajemnie się motywujemy. Przy muzyce spotify przyjemnie się biega. Teraz biegam codziennie 6km. W ciągu ostatniego kilometra czekam tylko na zbawienny głos obwieszczający, że 6 km. Lap pace...
...no i mam czas, żeby pomyśleć i delikatnie się zrelaksować.

piątek, 14 sierpnia 2015

AKTUALIZACJA - myślenie kompozycyjne

Z powodu sprawności aktorów trzeba wejść na wyższy poziom pracy. Zająć się świadomością kompozycyjną aktorów. Zawsze mi się wydawało, że to może ich usztywnić. I tak właśnie jest z trzymaniem się jednej "melodii". Jednak podczas pracy za mało czasu spędzamy nad samą kompozycją ala partyturą muzyczną. To wiele zmienia. "Jest z czego brać" jak to się w fachu mówi.
Obecnie pracuję nad świadomością aktorów dotyczącą dwóch aspektów technicznych. (Jeszcze raz podkreślam, że najpierw trzeba opanować otwartość emocjonalną, i podstawowe zasady logiki). Tempo i natężenie. Każdy fragment można tak potraktować - nie poddając się pauzom według logiki życia, tylko konstruując wypowiedź według logiki sztuki - tzn biorąc pod uwagę, że ktoś tego słucha - żeby usłyszeć sprawy interpretacyjnie najważniejsze wykonawca musi dokonać kontrastywnych zabiegów w kompozycji, żeby "wyciągnąć" sensy. Sensy można wyciągnąć nie tylko poprzez pauzę, ale głównie poprzez kontrast. Jeśli fragment podawany jest szybko, a zaraz będzie informacja istotna (tzn istotniejsza niż poprzednie/następne) pauza/wolniejszy rytm/sposób podawania tekstu "wyciągnie" nam ten sens. Ale też odwrotnie jeśli fragment podawany jest wolno, a sprawy istotne podamy szybko - to ten kontrast zadziała podobnie - "uwypukli" informację.
Myślenie kompozycyjne też jest zabiegiem interpretacyjnym - nie służy wyłącznie atrakcyjności - choć "na pierwszy rzut oka" tak właśnie działa - nadaje tekstowi strukturę, przyjemniej się słucha, można powiedzieć "łatwiej".
Z Błażejem obecnie powoli konstruujemy szkielet rytmiczny spektaklu. I już wiemy, że początek - trzy pierwsze sekwencje - są źle złożone. Pierwsza i trzeci są identyczne. Zadaniem początku jest rozluźnienie widza. Pierwsza sekwencja nieźle może spełniać takie zadanie, ale trzecia powiela ten schemat i bardzo spłyca wykonanie aktora.
Co do usztywnienia:
czy przygotowana struktura może skostnieć? bez wątpienia. Lepiej dbać o świeżość myślenia aktora (reagowanie tu i teraz), ALE aktor musi wyrabiać w sobie ucho muzyczne, żeby przyswoić to narzędzie jakim jest myślenie kompozycyjne (łącznie z umiejętnością dialogowania - akcja/reakcja). Tzn podczas spektaklu (lub jeszcze w pracy nad nim) świadomie różnicować co się dzieje kompozycyjnie. Szczególnie jest to ważne w takich naszych spektaklach, które są postawione na aktora - "Dziecko dla początkujących", "Bądź ze mną. Jestem" (!), początek "Romeo i". W spektaklach dość rozbudowanych obrazem ("Versus", "Dzieło Sztuki", "Belfer#SHOW") to sprawia wrażenie mniej istotne, bo aktor jest "broniony" porządną strukturą teatralną ergo więcej mu wolno.

środa, 12 sierpnia 2015

Motywacja

Z powodów estetycznych (sic!) zacząłem biegać wciągając w to Piotra i (już wciągniętego) Dominika. Trzeba schudnąć, no i pozbyć się niedawnych nawyków. Mój brat pokazał mi świetnie motywującą aplikację Endomondo, dzięki której można monitorować własne treningi. (Tylko nie mam odpowiednich butów, ale nie stać mnie). Przyłączyliśmy się do akcji "Pomoc mierzona kilometrami". Dzięki temu, że dodatkowo robimy "coś dobrego" biegam więcej. Założyłem w tej aplikacji grupę "Studio Rapsodyczne" i zobaczymy czy grupa się rozszerzy. 
W każdym razie jest to bardzo pozytywna sprawa. I chyba wytrwam w postanowieniach.
Jutro wracam też do "Kazania". Też mnie to kręci. 

czwartek, 6 sierpnia 2015

Nazywanie miejsc


W ostatnich pracach bardzo pomaga mi nazywanie miejsc akcji - tzn do konkretnych scen, kiedy szukam rozwiązania scenicznego, nazywam miejsca - gdzie to by się mogło wydarzyć. Dla przykładu scena dotyczy dzieci znęcających się nad innym dzieckiem - możliwe miejsce akcji - trzepak, sala przedszkolna, lub klasa oczywiście. Te supozycje od razu wywołują u mnie ciąg skojarzeń, które obudowuje tekst sytuacją. A im głębiej myślę o mechanizmach natury psychologicznej, tym lepiej te sytuacje (już jako sceniczne) funkcjonują. 
Reasumując, przez myślenie o konkretnych miejscach akcji jest więcej danych do wykorzystania niż tylko konstrukcja tekstowa. Tak zrobiliśmy scenę Jonasza i Wieloryba - zamieniając tekst na rodzaj zabawy/ekspozycji - jak podczas mszy dla dzieci. Od razu to otworzyło możliwości (od strony obrazu i zadania).

zdjęcia: Daniel Frymark; jajcarskie zdjęcia z Romeo i

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Kazanie. Próby (1)

Jesteśmy po dwóch próbach wznowieniowych. Bardzo dobrze idzie. Faktycznie jest to Kazanie. Odrzuca moralizatorstwem; nie wierzymy przez wyczuwalny dystans aktora.
Język spektaklu się rozszerza. Z Błażejem bardzo dobrze się pracuje, bo też rozmawiamy intensywnie o tym co się dzieje i o interpretacji. Bardzo precyzyjnie mamy ustawione sprawy konstrukcyjne i zadaniowe. Pomaga mi w budowaniu sytuacji umiejscawianie ich w jakiejś wirtualnej przestrzeni. Od razu do interpretacji pojawia się pomysł. Do pojawienia się diabła mam to już rozpracowane. Prowadzone jest  prowokacyjnie, ale też ciekawym dwuznacznym językiem (nieoczywistym). Dużo humoru Kołakowskiego wykorzystaliśmy. Pewne sekwencje tekstowe zamieniliśmy na sceny, inne spełniają rolę "psychologiczną"; konflikt z widzem jest oczywisty i właściwie chyba nieźle rozwijany (choć ostatecznie przekonamy się z widzem). Bardzo grubą kreską cięte jest napięcie. Zmiany są bardzo wyraziste. Dobrze się zapowiada. Oczywiście kwintesencja tego spektaklu - jego powiedzmy prawda - objawia się w tej części do której właśnie doszliśmy. Jakoś czuję, że nie robimy krzywdy filozofii Kołakowskiego. 
Ja też "gram", choć to jeszcze nie jest postanowione. W każdym razie gram w spektaklu na keyboardzie (dziś) utwory do śpiewania. 
Zastanawiam się czy nie wykorzystać kazania ks. Natanka o grzechu, ale nie tak jak ludzie to oceniają, tylko biorąc to na poważnie. To by ułatwiło księdzu przeistoczenie w diabła, bo w tej sekwencji przed zmianą nikt mu już nie wierzy. Zachęcałbym do wierzenia Natankowi. (a spodziewam się śmiechu) i z tego zrobiłbym chęć odsłonięcia się diabła. ALE: czy nie zrobi się z tego dokument... ten "środek" jest do usprawiedliwienia, ustawia spektakl w konkretnej przestrzeni "życiowej" i czasowej. Ale znowu żeby zrozumieć, trzeba spróbować potraktować poważnie co on mówi. Wystrzegam się jakichkolwiek ocen. Jak ognia.... nomen omen...