sobota, 29 marca 2014

i jeszcze jeden kij w mrowisko - OKR

... są tacy w konkursie, którzy mają bardzo dobrą myśl, tylko zawodzi ich technika, nie wiedzą jak to wyrazić. A są tacy, którzy mają łatwość uzyskiwania emocji wszelakich (trening aktorski), a myśl mają w dupie. Mówią słowa cudze, które brzmią jak ich własne, choć jest to wierutne oszustwo. Wolę po stokroć tych pierwszych... po stokroć...
I kiedy Ci drudzy wygrywają, odbierają nagrody i nie mają refleksji, że oszukują. Siebie, innych. Przypadkowo ktoś to kupuje. Kupuje ich sprawność. Recytacja to nie teatr. Kiedyś tak było - za czasów prof. Śliwonika, prof. Dąbrowskiego. Jak jest za czasów Nowych?

OKR - powiat cz.dalsza

... lubię ten konkurs (ma się tylko własną głowę). Bo faktycznie trzeba pracować nad słowem - to znaczy nad świadomością jego wypowiadania. Bierze się odpowiedzialność za tekst wypowiadany. Tego (w skrócie) staram się uczyć młodych. Występy w okr'ze były raczej nieudane - moich ludzi. Bardzo mało prawdy. Dużo mechaniki. Odtwarzania. Tak bywa. Najpewniejsza była Klaudia Podolska, która ze spokojem i sensownie powiedziała oba teksty, ale była prawie niezauważona. Paulina bardzo dobrze, ale ciało tak rozniosło treść tekstów, że trudno było złapać sens. Czuję się u niej żar, ale ciało poniosło i głos też podchodził do góry. Ona była najbliżej prawdy, ale chyba za bardzo chciała. Choć wolę jak tak jest.
Większość moich ludzi idzie w aktorstwo. Przestają być recytatorami (kiedyś wypowiedziałem się na blogu jaka jest różnica między aktorem a recytatorem, że nie można być po obu stronach barykady); to pewnie dlatego, że tyle gramy. I tyle poszukiwań jest w stronę teatru. A jednak ciągle wydaje mi się, że wspólnym pierwiastkiem między recytacją a aktor"zeniem" jest to, że aktor szuka takich przestrzeni o których gra w sobie... mnie tak uczono (choć późno to zrozumiałem)... sztuka w końcu jest wyrażaniem. Reżyser wyraża swoje, aktor swoje. Czysto techniczne podejście jest rzemieślnictwem. Sprawność mam w głębokim poważaniu. Technika jest istotna, ale ona "służy". Kwintesencją, która nas różni jako "artystów" jest sposób patrzenia/interpretowania rzeczywistości. Jak ktoś mówi o pierdołach i jest porównywany do ludzi, którzy mierzą się z problemami ontologicznymi... to gdzie tu porównanie. A jednak w sytuacji konkursowej musimy poddać się weryfikacji konkursowej. Kto przed nami, i kto po. Jak się wygląda, jakie teksty. To wszystko ma znaczenie. W sytuacji koncertowej tylko jedno ma znaczenie - dotarcie i sens tekstu. Nie popisy. Nie sprawność. Jak się odkrywa w ludziach swoją prawdę, to to ma sens. Popisów się nie pamięta. Pamięta się ludzi, którzy się czymś dzielą. Tak myślę. Takie mam doświadczenia innych recytatorów. Mądrych. Pamiętam na Verba Sacra tylko tych, którzy do nas - widowni - dotarli. I nagle znana przez wszystkich przypowieść o synu marnotrawnym po prostu (najtrudniejsze!) powiedziana "z głową" staje się nowym doświadczeniem. Odkryciem. To za sprawą Wiesława Komasy. Inni perorowali... i nic... A przy nim wszyscy płakali - choć było to tak nieatrakcyjnie zwyczajne. To wydaje się recytatorom dziwne, że takie "zwykłe" "bez ozdobników" i "darcia ryja" recytacja może być wzruszająca. To jest siła myśli recytatora. Jego połączenie się z tekstem. Jakaś prywatna przestrzeń w tekście, przez tekst odkryta. (u mnie "Erotyki" Nikosa Chadzinikolau; co to było wtedy za uczucie).
Nie trzeba nikogo zaskakiwać. Prawda jest zawsze komunikatywna dla tych, którzy są otwarci. W sytuacji konkursowej mało kto jest otwarty. I potem są takie... jaja...

piątek, 28 marca 2014

OKR 2014 powiat

...długo by pisać... muszę znaleźć w sobie pozytyw, żeby o tym napisać. O własnym wyobrażeniu (chyba) popartym dowodami bycia w finale regularnie... ale też niemocą z obcowania z ludźmi, którzy myślą techniką...
tu powstaje pytanie: czym jest sztuka? ale może młodzież należy oceniać technicznie... (N I E i niech umrę jeśli nie mam racji)
ale więcej niedługo...

sobota, 22 marca 2014

"wyznaję" Cabre


Taki o to spektakl. Cztery historie - trzymają się struktury chusteczki w kratkę dziewczynki z Auschwitz. Bohaterzy trzymają rogi chusteczki - niby opowiadają różne historie, ale one się dopełniają. Klisze językowe zdradzają, że Żyd przeżywa podobną katorgę jak Esesman.
Zło jest. "wszystko zależy od tego jak o tym myślimy".
jaume cabre "Wyznaję".  Genialne. straszne. Chodzi za mną. ze mną. CHODZI. NIe chce puścić.
Widzę dzieci z eksperymentów. Czuję te momenty. WARUM. Nie czuję fikcji literatury tylko słyszę dziewczynkę WARUM. Szmatka w niebieską kratkę i podróż w wagonie. Niby to już wiemy...
ale co my wiemy. znamy fakty. doświadczenie nam ucieka.

poniedziałek, 17 marca 2014

Bądź ze mną. Biesowice. ODKRYCIA. WAŻNE

po spektaklu takim sobie, bez tragedii, ale niskie stany stanów średnich, doszliśmy do wniosków w sprawie gry Łukasza: partnerstwo, bez wymyślania - wybór nastroju i tym się kierowanie, ale też doszedłem do wniosku, że SCENY bywają pozbawione wyraźnego ZADANIA, i wtedy zawsze są słabsze - tzn kiedy aktorowi "nic nie przeszkadza" (albo inaczej mówiąc nic nie robi) jest większe prawdopodobieństwo, że nie uda się złapać prawdziwej emocji. Sprawdzę to sobie niebawem. Jak zwykle obudziłem się rano, i znalazłem rozwiązanie.
Teraz tylko implementować. (ale też sprawdzę na innych spektaklach). 
PS. Był z nami Henryk, który przedstawienie bardzo chwalił. Podejrzane. Już dawno nie słyszałem tego w odniesieniu do moich spektakli. 
zdj. Danuta Wolińska

piątek, 14 marca 2014

Wymiana Doświadczeń - Ego i Panna Wdowa


Ciągle uważam, że ten projekt ma sens. Ta odsłona wyjątkowo dużo mnie kosztowała, kiedy robiliśmy próbę do Ego. Próba była tragiczna. (ale już więcej tego błędu nie popełnię). Nie miałem siły, żeby to ogarnąć. Wiedziałem, że spektakl będzie ryzykowny. Że równie dobrze może się nie udać. Ja robiłem co mogłem - skupiłem się na atmosferze - dusznej. Aktorzy się postarali i udało się (choć mogło się nie udać!!!). Spektakl jako całość się obronił znaczeniowo i napięciowo. Niektórzy ludzie podobno płakali. Młodzież zadowolona chętna (nagle) do dalszych pokazów. Ja wtedy pomyślałem, że nie mam siły na takie przedsięwzięcia. Teraz może jeszcze bym się podjął tego, tylko "lepszego" dnia. 
Wspaniale było natomiast oglądać spektakl Wojtka. Coraz lepiej to grają, a co ważniejsze sam Wojtek się rozwija niesamowicie. Jest to odważne (taki tekst!). Przebłyskują tam pomysły koncepcyjne, ma to rytm (poza momentami), ma to konstrukcje, letimotywy, uruchomienia. Bardzo świadoma praca. Ludzie chyba kupili, choć nie do końca. Ale myślę, choć nie wiem czy mam rację, głównie z powodu tekstu jednak trochę archaicznego. Potrzebne by było granie grubszą kreską, żeby to miało większą siłę (komediową). Tam są już takie momenty; teraz je rozszerzyć na inne sceny. 

Nauczyłem się czegoś. 
Podzieliłem zespół na dwa mniejsze. Żeby sie szybciej, efektywniej pracowało. A właściwie, żeby się pracowało precyzyjniej. Po pierwszej próbie do Śmierci jestem zbudowany. Spokojnie budujemy sobie bardzo dbając o aktora. Ja sobie sprawdzam różne założenia koncepcyjne. Z tą grupą mi się chce. (ten zespół będzie robił Belfra - oni takiego przygotowania potrzebują). Zobaczymy jak będzie z drugą. 
Pierwsza grupa - to ludzie też z Heysel - zobaczymy jak to się przełoży na ich performance. A już powinno. Dużo się wyjaśniło na tej pierwszej próbie do Śmierci. 
Klaudia Podolska trzyma to bardzo sprawnie. To nie jest łatwa rola. (Czy inni czują, że ich obecność jest istotna? nie wiem, po próbach stwierdzam, że nie, ale nie mam pewności)

czwartek, 13 marca 2014

jeszcze Warszawa - Team Heysel

                             "Heysel" w Warszawie. Wieczór. Przed Pałacem Prezydenckim.
...co będzie dalej.
żałuję, że nie mam zdjęć z łyżew...

... przy lekturze genialnej "Wyznaję" Cabre

Dan Pagis robi studium do wiersza O.

Być poetą, najlepiej żydowskim z korzeniami
sięgającymi gdzieś dębu Europy. Pisać wiersze
i nocą w pośpiechu pakować je w chusty, walizki
podręczne, pożyczone od ojca, z Ojcem w środku
i zaznaczonym wersetem:
Czyż u Boga człowiek
jest niewinny?
Rozmawiać o tym przed dworcem
i krzyczeć do siebie na bocznicy. Chmurę później
pić herbatę z chińskiej czy miśnieńskiej porcelany
(gatunek nieważny) i czytać po francusku: Il faut
tenter de vivre!* recytując to po cichu na balkonie,
o szóstej, w mieszkaniu pod piątką. Powoli zapominać
cienie białych łodzi w telawiwskim porcie, dom
w Radautz za morzem. Zapominać o przeszłości
za górą, dawnym czy wczorajszym imieniu zza szafy.
W szafie mieć nowe dokumenty i dagerotyp matki.

p.s.

Dziwne, że zabrał w pośpiechu jej blaknący wizerunek,
zapominając o sobie, jakby był cieniem, wymyślonym
człowiekiem, który powiedział sobie, że ocalał, udało się
dopłynął, że będzie siedzieć w salonie i powie do ojca:
Il faut tenter de vivre! (!!! G.)
mimo, że nie zdjął nawet płaszcza

poniedziałek, 10 marca 2014

Warszawa - Heysel

Konferencja w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych była zorganizowana doskonale. Pani Rusinek (Elżbieta) świetnie to trzyma w garści (baran, wiedziałem). Byłem zaskoczony ile oni robią akcji. I do tego sensownie. (świetna akcja - "reaguj, nie toleruj" ze świetnym spotem).
Szybko każdy z nas zajął się tym czym powinien. Szybko byliśmy gotowi. Dopasowaliśmy się do otoczenia. I zagraliśmy bardzo emocjonalny spektakl. Najważniejsze, że dramaturgicznie po raz pierwszy przy scenie z dziennikarką jeszcze poszło mocniej. Zrobił się naturalny dramat między piłkarzem, a dziennikarką. Obie pozycje na starcie przegrane. Świetnie to zaostrza konflikt. Zarysowuje bezradność, kiedy oni krzyczą na siebie. Paulina bardzo dobrze to poprowadziła. Nie tylko krzykiem, ale inaczej/różnicując i mądrze. W ogóle dziewczyny super się rozkręcają, bo słuchają. 


Dostaliśmy owację na stojąco. i chyba było to faktycznie mocne. Ludzie jakoś autentycznie wzruszeni podchodzili i dziękowali lub zapraszali do siebie. Zagramy to niedługo w Łodzi, a potem w Warszawie, Legnicy, Poznaniu i pewnie jeszcze dojdą inne miejsca. 
Emilia Kalita też bardzo fajnie się zachowała, bo zadbała o aktorów. I jeszcze ma coś w planach. Bardzo fajnie. Jestem jej szczerze wdzięczny. Mam nadzieję, że ona daleko zajdzie w Starostwie. 
Pan Skaja kupił nam los w Lotto. To miły gest. Dla mnie takie gesty bardziej się liczą niż gratulacje.
To ciekawe, że taki (jak dla mnie) mało artystyczny spektakl tyle może osiągnąć. Na pewno dla studia to kolejny przełom. Łukasza powiedział trafić w target. Pewnie tak. Ale ten spektakl faktycznie ma coś w sobie. Im dłużej go oglądam, tym więcej mam myśli. Zmieniliśmy końcówkę bardzo na korzyść, choć korzystam z rozwiązania, które wykorzystuję w Versusie. Tu pasuje idealnie. nawet lepiej niż tam. Nie lubię się powtarzać, ale cóż.. jest to w każdym razie silne i dobrze puentuje. 
Fajnie było z zespołem przejść się ulicami Warszawy wieczorem (oni jeździli na łyżwach, ja strzelałem zdjęcia), choć na początku Warszawa "mnie przerosła".
Nie wiele było radości z takiego sukcesu. Na zdjęciach jesteśmy wszyscy racjonalnie spokojni...
 
zdjęcia moje. Powinienem rzucić rezyserię i zająć się zdjęciami... :)