piątek, 26 czerwca 2015

Stiller

To pierwszy list do ciebie.
Kładę się z gorączką. Leżę w gorączce.
Mam ją na dnie oczu. Potem wstaję z gorączką.
Z gorączką chodzę po mieście.
Mówię. Gubię myśli
w gorączce. Nagle chce mi się pić. Nagle
nie mogę przełknąć.
Przypływy gorączki. Nagle mówię
w gorączce mnóstwo rzeczy
nie związanych. To znów przebiegł dreszcz
sypkich słów i myśli. W gorączce.
Suchy dreszcz chłodu
którego wcale nie ma poza mną
i znów upał wilgotny. Na skórze. We mnie.
Dotknięcie twarzy. Zimno. Parzy.
Można z tym chodzić.
Z tobą chodzę. W tobie leżę.
W gorączce. Zaczynam mówić. Gubię myśli.
Odnajduję. Myśli i ciebie.
Na dnie oczu. Zimno i gorąco.
W całym ciele twoje przypływy.
Dreszcz gorączki. Mój dreszcz. Twój dreszcz.

2

To drugi list do ciebie. Więc
nie oddałabyś mnie nikomu
jak lekarstwa. Jak pestki obracanej językiem.
Jak krwi. Jak klucza do twoich drzwi.
W cieniu samochodu na oślep
szukasz mnie w torebce. Bierzesz w palce.
Kamyk z plaży. I cokolwiek się zdarzy
ja ciebie też nie oddam.
Więc niezbędny ci jestem jak talerz i nóż
choćbyś je ze stołu w odruchu
precz zmiotła. Więc konieczni jesteśmy
jak telefon. Zapalniczka. Klucz.
Jak ta uparta pestka
z oliwki i jak szpilki we włosach. Więc
wzięłabyś mnie zmniejszonego do rozmiaru
klucza. Szminki do ust.
Postukała o zęby. Skryła we włosach.
A ja chowam cię pod powieką
jak soczewkę. Patrzę przez ciebie.
W odruchu zmniejszyłbym nas.
Miałabyś mnie zawsze. Miałbym cię zawsze.
Wnętrzem dłoni prędko znajdź wnętrze
mojej. Z całej siły ściśnij. Nie oddam
ciebie. Więc spotkamy się znów
jutro. I nigdy. A ja ciebie i tak nie oddam.
Kto wie o tym? Kamyk z plaży. To ja.
Cicho. I w zębach stukająca
pestka. Nigdy. Nikomu.

6

To szósty list do ciebie.
Możesz usnąć. Zjawię się po cichu. Mam klucz.
Zamykasz się dla wszystkich. Ale dla mnie
tych drzwi nie ma. Skoro tak chcesz.
Nas tylko powietrze oddziela. Tylko przyjście.
Jesteś wszędzie otwarta.
Zewsząd mogę do ciebie wejść.
Twoje życie jest przede mną otwarte
i radość jest otwarta i smutek
i twoje ciało jest otwarte.
Uścisk i oczy. Siła i znużenie i słabość.
Jesteś dla mnie cała otwarta
lub otwierasz się pod mym dotknięciem
w każdym miejscu dla mnie rozwarta
i to jest miłość.
Przychodzę w nocy i ostrożnie wkładam klucz
do zamka. I już jestem z tobą
śpiącą czy zbudzoną. W dzień przezwyciężam
klamkę którą ty z tamtej strony
z przekory trzymasz. Chociaż zamek otwarty.
Tylko ten klucz pasuje. Bo nacięcia i zazębienia
są w nas te same. Zawiłe. I dlatego
inny ciebie nie otworzy. Aż zmienisz zamek.
Mam klucz do ciebie. Otwieram cię
i wchodzę. Jak do domu.
Nie zamykaj jeszcze tych drzwi.

9

Dziewiąty list do ciebie. Powiedziałaś
nie myj tego talerza
to okropne zaraz będzie brudny
szkoda czasu znów spłuczesz z wodą
jedną naszą chwilę. Zamiast być przy mnie.
Stłukę go. Mam tego dość.
Nie myj wciąż talerza który nas dzieli
znowu się oddajesz myciu
bez którego można się raz obejść
ale nie bez ciebie. I ja bez ciebie.
Prawda. Już do ciebie idę
tylko muszę jeszcze umyć ten talerz
i wysypać popielniczkę i nakroić chleba
i wyjść po zapałki. Bardzo szkoda
czasu. Ale zaraz wrócę
i herbaty ci nastawię. I ty też wrócisz.
Tylko świat przesunę tyle
co za brzeg talerza. A ty nie tłucz
tego świata który nas dzieli
ponieważ on nas łączy. Tylko on.

29
W dwudziestym dziewiątym liście odłożyłem
słuchawkę. Patrzę na telefon
który przenosi też milczenie. Kiedy
nie chcemy mówić tylko chcemy istnieć i wiedzieć
że drugie też istnieje. Wątła jest granica
między tym a nieistnieniem wcale
czy dla siebie. Ale właśnie
tym polem sił co nawet napięć nie zakłóca
istnienie tak bardzo się różni
od nieistnienia że aż warto
wyciągnąć po nie dłoń. Jak po słuchawkę.
Żeby milczeć. Ty mnie. Ja Tobie.
Taka cisza w telefonie jest podobna do większości naszych
spraw. Tak samo się bierzemy
milcząc. I tak w towarzystwie
stosunek swój ukrywamy. Tak samo robimy wszystkie
inne rzeczy. Razem czy osobno. W taksówce
i w łazience. Z postronnymi ludźmi.
Z książką. Z wrogiem. Czy otwierasz okno
czy jesz obiad. Zawsze wtedy
milczy ten jakiś telefon
Tobie o mnie. Mnie o Tobie. Przekazuje
milczenie między nami także wtedy
kiedy żadne nie trzyma słuchawki. Jak my.
Ty i ja. Też takie aparaty.

czwartek, 25 czerwca 2015

dziś "Spij kochanie"

odkryłem po raz kolejny, że dobrze się czuję w materii teatralnej. to znaczy widzę błędy i już umiem je naprawić. Kluczem jest dystans i interpretacja. Dominik robi premierę, ale nie umie na razie myśleć tematami. (ja w jego wieku w ogóle nie umiałem tak myśleć, więc i tak jest lepszy).
Faktem jest też, że potrzebuje czegoś całkowicie poza teatrem. I prawie to straciłem ostatnio. Wracam do tego. To jest mój sens. Jedyny sens. Teatr to fikcja. W fikcyjnych sytuacjach jestem sprawny. Coraz sprawniejszy. A potrzebuję czegoś zupełnie innego. Ale dziś już to jest znów blisko. 
Jeszcze trochę cierpliwości. Ciekawe jak życie gdzieś tam zmierza. Nawet ten spektakl Domina lepiej rozumiem przez pryzmat tego co teraz przeżywam.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

prosto w dół.

Niepotrzebne mi twoje usta
ani brzuch twój, ani wszystkie dżungle,
ani balet uszu twych, ani zapachy
nieruchomiejące, galilejskie,
ani ptaki, które oswajasz,
ni przechadzki pod wiatr w tęskną zieleń,
ani imię twe małoazyjskie,
ani to, co nadto jest w oddechu,
gdy imienia twego nie domawiam…
Gdyby ręka twoja była cieniem,
gdyby głowa moja wspomnieniem,
chciałbym siedzieć w oknie, w mej malignie,
z cieniem dłoni twej na moich oczach.

Cicho, serce, o tak… połóż głowę —
widzisz świt? i koniak dobry i miękki jak posłanie…
Powtarzaj za mną: „W nieruchomym złotym oceanie płyną
łodzie białe i różowe…” 

Salomonie,
Salomonie,
Salomonie,
jakaż ukrywa cię sala?
Może to już koniec na symfonię,
możem się już dosyć nazapalał?
Podziwiali kiedy wszyscy oświetlenie,
a szczególnie te meluzyny z brylantowymi rogami,
to ja byłem prądem i ja kandelabrami,
wraz światłem i wraz cieniem.
Salomonie,
Salomonie,
Salomonie,
a co będzie, jeśli zgaśnie światło?
Czy będziesz chodzić sam i jak widziadło,
które język ciemności pochłonie?
Szukałem cię i w szatni pod szapoklakiem,
w ogrodzie wśród biegających dla rozgrzewki jaśminów.
Jakim, powiedz, będziesz zwiastował się znakiem?
Jaką struną czy mandoliną?

Ja czekałem na ciebie z goździkiem
pod latarnią na rue Camelotte,
mglisty muzyk ze skrzypcami i smyczkiem,
i pod pachą z rulonem nut.
A gdy wyszłaś ty ze swoim goździkiem
pod latarnią na rue Camelotte,
chciałem mówić coś — uwięzło krzykiem —
i umilkłem. A goździk zwiądł.

Smyczki, smyczki, nie mocujcie się tak z muzykami,
basy, basy, oboje, oboje!
łatwo muzyką tak kurzyć przez pokoje,
gdy muzyka wylatuje oknami.
Lecz co będzie, panie dyrygencie,
gdy zostaniesz sam, jak na okręcie,
w zatopionej muzyce minorem?
Wtedy będziesz jak szczur w pustym gmachu
na kadłubie pustym, pełnym strachu
wtedy zagraj na oboe d'amore!

Jeden poeta przy bufecie
zwierzał się drugiemu poecie:
— Ja, proszę pana, robię tak —
rozumie pan, biorę to w ręce.
— Ach, niby co, illustre confrère?
— Ach, niby temat, cher confrère.
I potem, kiedy już go mam,
to niby kiedy już to czuć,
że niby wzeszło, że dojrzało,
to wtedy… tak, tak — jeden gin…
Kiedy ognista salamandra
zaczyna piersi obejmować,
te chłodne piersi myśliciela,
który docieka, który wie…
No tak, no jeszcze jeden gin,
bo, jak to mówią, klinem klin.
Więc gdy ognista salamandra,
ta salamandra hehehe…
to potem, wie pan, prosto w dół…
— Niby jak w dół?
— Z siódmego piętra.
— A teraz gin… no, naturalnie, gin
za zdrowie salamandry!

K.I. Gałczyński

... to ma być niby niekomunikatywne? Ja tu wszystko rozumiem...aż za dobrze.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

czy to się może udać?

Robiliśmy warsztaty z gimnazjalistami. Odkryłem powtórnie, że nie mam nic przeciwko odkrywaniu ludzi, którzy zaczynają od samego początku. Warsztaty prowadziły Klaudie Buszek i Podolska. Każda z własnym myśleniem. Ale obie doszły do wniosku, że to nie proste, bo trzeba konkretnie pracować nad aspektem logiki i emocji. Katorżnicza praca, ale sensowna, bo widać było po godzinie od razu efekty. Dziewczyny wiedzą już jak to robić, a z drugiej strony łapią dystans, który pozwala im spojrzeć na wykonanie ich w z większego dystansu. Już K. Buszek wymyśliła formę do wuefistki inną. I trzeba to sprawdzić. na tym to polega. Na budowaniu stopniowo coraz większych środków i narzędzi. Odczuwam to świetnie w Viktorii, którą znam najdłużej, ale też w Heyselowych dziewczynach. Pięknie tworzą tu i teraz. Takie mają doświadczenie, które im na to pozwala.
Dziś też z Oliwią (Robin) zrobiliśmy porządek u nas. jeszcze trochę przed nami, ale najważniejsze zostało zrobione. I puściliśmy na grupie zdjęcia z czystości i groźbę wobec "anarchii". zdjęcie powyżej. :)
W klatce mamy spektakle posegregowane nareszcie. CZYSTO i PRZEJRZYSCIE. ergo FAJNIE. Ale roboty było co nie miara. Tyle rzeczy do wyrzucenia. Tyle do posegregowania. Dzięki Oliwii udało się. Nareszcie jest szansa. Dotychczas ginęły rekwizyty, bo kotś do czegoś potrzebował. Teraz ja mam to opanowane. i jest git. Kartony są podpisane. Jest porządek. Do klatki wchodzę tylko ja. i tak ma być. Nawet Łukasz się mocno zdziwił, że tak się to udało zrobić. Jutro czyścimy drugą szafę. A z chłopakami czyścimy przejście do klatek, bo tam już jest też przesada.

środa, 10 czerwca 2015

Cabre - Jaśnie Pan

Jaume Cabre. Wspaniały. Uwielbiam jego książki. Mam nowy powód, żeby wrócić do hiszpańskiego (on jest katalończykiem) i przeczytać to w oryginale. "Jaśnie Pan" to  niesamowita książka - jak on żongluje czasem - choć to jego pierwsza (trzecia wydana w Polsce). Cechą charakterystyczną jego stylu jest owo żonglowanie czasem i wtrącanie w opowiadaniu relacji w pierwszej osobie. Wspaniale się to czyta. Pięknym językiem to jest napisane.
...ciągle miałem nadzieję, że Andreu jakoś uniknie śmierci.

Misterium


wtorek, 9 czerwca 2015

Misterium św. Józefa - Tczew

Wydarzyło się kilka rzeczy. Po pierwsze dobrze było wziąć w tym udział. To zupełnie co innego niż granie spektaklu. To wyjątkowy rodzaj spotkania. Inny. Muzyka i śpiew niosą "przedstawienie". Zastanawialiśmy się (zresztą tak jak w zeszłym roku) czy Słowo ma tu posłuch i siłę. I... (nieobiektywnie) dochodzę do wniosku, że ma. Ludzie pięknie słuchali. Niektórzy dawali bardzo dobrą energię. 
Na próbie generalnej nie wytrzymałem i nie mogłem mówić. Tak na mnie podziałał utwór "Nie bój się Józefie". Po raz pierwszy słyszałem wszystkie pieśni i chyba wtedy do końca zrozumiałem jaki to ma ton i nastrój. Od momentu kiedy usłyszałem pieśni nie miałem żadnego problemu z łapaniem nastrojów - wręcz można się było rozpuścić w tym. Widziałem fragment nagrania - i jedyny minus co do mnie jest taki, że fraza jest równa. Można by to było bardziej zróżnicować. A jednak (zazwyczaj) pozbawiona jest patosu. Jest czysta i komunikatywna. 
Sporo się też dowiedziałem o dziewczynach naszych. Myślę, że powinienem zorganizować warsztaty poświęcone tylko frazie - tzn budowanie od strony psychologii, bo tego nam wszystkim brakuje. Tzn niby tak zawsze pracujemy, ale kiedy tekst jest opowiadany zaczyna brakować akcentów logicznych i wyrazistości intencji. Opowiadanie jest płaskie i nie buduje napięć.
To było bardzo ciekawe doświadczenie, choć spałem cały dzień po tym.
zdj: źródło Radio Głos

sobota, 6 czerwca 2015