wtorek, 27 maja 2014

.

Erotyk dla następcy

Bohdan Urbankowski

      I
      Przeprowadź ją przez pokój
      niby ścieżką wśród lasu
      na stole
      zapal różę
      dobrą jak nocna lampka
      Potem
      rozbieraj ją delikatnie
      z obronnych gorsetów
      z zaciśnięcia rąk
      drżenia ramion ...
      Otul szeptem.
      A jeśli kiedyś
      wybiegnie nagle z pokoju
      biegnij za nią
      nie pozwól
      ukryj jej twarz
      w swych wielkich rękach
      mów słowa
      dużo słów
      te wszystkie
      których ja zapomniałem
      których się wstydziłem
      Proszę cię
      ty
      którego nienawidzę
      który przyjdziesz po mnie
      by z jej drobnych piersi
      zdrapać ślady mych rąk
      rozchylić jej kolana
      proszę cię
      bądź dla niej dobry
      II
      Nie wiesz
      że będziesz kochał mnie
      że powie ci słowa
      wypróbowane ze mną
      że w jej włosach
      poczujesz mój oddech
      na jej brzuchu
      napotkasz nocą
      moje ręce
      I jeśli czasem
      wciągając cię w siebie
      aż do zachłyśnięcia
      pomyli nasz imiona -
      nie myśl o mnie z nienawiścią
      to ja
      uczyłem ją jak dziecko
      nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
      to ja
      czasem jeszcze mówię do ciebie
      wtedy
      myślałem
      że mówię tylko do niej

      III
      Twój cień w jej oczach
      to mój cień
      jej głos pełen niepokoju
      to mój głos
      gdy ona cofa się z lękiem
      ja powracam
      pamiętaj
      na każde twoje słowo
      zbyt ostre
      na każdy gest
      nie dość szczery
      ja powracam
      pamiętaj
      I jeśli kiedyś sama
      zapłacze nocą
      nie wchodź do jej pokoju
      już ja
      będę przy niej

poniedziałek, 26 maja 2014

powoli

zaczyna do mnie dochodzić. powoli. ale zaczyna. Zahaczam się o materiały na temat. Śmierć jest coraz bliższa. Zarażę tymi informacjami młodych. Co po tym spektaklu zostanie? Nasza świadomość tematu. Duc in altum.
szukam w różnych źródłach.
czasami są to rzeczy przerażające trochę. Należy założyć, że ludzie nie oszukują pisząc takie rzeczy - opisując spotkania z duchami. Te opisy są często pozbawione emocji, bardzo rzeczowe. Zastanawiające. np. Plany astralne.
Ostatnio dwa razy miałem świadomy sen - zasypiałem, ale czułem, że wchodzę w sen. I zmobilizowałem się do kontroli. Ciekawie było. Zacząłem czytać o tym. Tak właśnie opisują wejście w świadomy sen. Ja byłem tego nieświadomy. Ta granica była tak ciekawa, kiedy zacząłem na niej balansować. Wychodziłem i wchodziłem głębiej.

piątek, 23 maja 2014

Wymiana Doświadczeń - trzy teatry


Wieczór zaliczam do udanych.
"Antygona" pięknie się obroniła. Nastrojem. Aktorstwem. I bardzo sprawną kompozycją. Piękne obrazy się stworzyły. Ania powiedziała mi, że ten spektakl jakoś ją nie kręci. Ja uważam, że jest to jej najlepsza rzecz. Aż szkoda, że te dziewczyny już idą do liceum. W każdym razie Ania się niesamowicie rozwinęła. To niesamowite jak te teatru u nas się rozkręcają.
"Pif Paf"'owi brakuje precyzji w przejściach pomiędzy scenami, ale oni się naprawdę starają i wszystko robią sami. Poza tym jest to młoda formacja, i będą obrastali w doświadczenie. Jakub tam ładnie gra, ciekawa wydaje mi się "dziewczyna Josha", a p.Hubert na pewno myśli na scenie i słyszy partnerów. Aga (która pracuje przecież też ze mną) jest za słaba i za bardzo informacyjna. (choć jej potencjał wydaje mi się ogromny).
"Heysel" już mnie jakoś nie rusza. Niby wszystko jest w porządku, ale spektakl już chyba się nie rozwinie dalej. Ciekawe może było to, że ten zarzut, który usłyszałem w Grudziądzu, że spektakl "wyciska" z widza emocje, u nas chyba zupełnie się nie sprawdza. Spektakl spokojnie prowadzi tę historię. Ładnie zostawia czas na refleksje i (może) myśli około tematu.
Myślę, że ten spektakl swoje już zrobił. Trzeba szukać dla niego przestrzeni, dla których był projektowany. Edukacji głównie. Tak jak powiedział mi komendant w Łodzi - to pokolenie chyba jest stracone, ale następne ma szanse odbić się od "takich" zachowań przez takie akcje.
Aktorsko ogólnie dobrze. Równo. Świetna mocna scena z dziennikarką. I dobrze, że dramaturgicznie ta scena jest mocna. (Paulina ma teraz przed sobą rolę "życia" jako Guślarka w Śmierci; bardzo to trudne, ale ona daje radę już; w ogóle ta "Śmierć" jakoś "sama" się tworzy. Bardzo mocne obrazy się tworzą).

wtorek, 20 maja 2014

obejrzałem Oratorium

obejrzalem. Na dystansie. Poruszające. Jak pięknie to wszystko się dopełnia. Jest w tym rozumienie obecnosci Boga w normalnym życiu. Siła i nadzieja.
Trzeba być naprawdę gruboskórnym, żeby pozostać obojętnym.
Siostra Kinga miała rację.
Chętnie zobaczyłbym to na żywo jeszcze raz.
dziś gadaliśmy z Siostrą Kingą o tym i o tych sprawach. Kolejny autentyk. (obok komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi). Jestem trochę bogatszy.

Oratorium - premiera - bazylika


Wszystko udało się perfekcyjnie. Wydarzyło się naprawdę w aktorce (aktorzy też bardzo porządnie; w intencji; w kontrze do siostry). Niesamowite są te przestrzenie, która ona w sobie zbudowała. Z mojej strony wyszły barwy, żeby nie było tylko refleksyjne i Klaudia chwytała to w lot. Alek też się rozwinął.
Wszyscy chcą to powtórzyć. Np. w Pelplinie. Ja też bym był za tym - jestem ciekaw co to się jeszcze może wydarzyć. Tylko dobrze by było grać to o 20.00 kiedy klimat jest lepszy. Było trochę za jasno. Uzyskalibyśmy lepsze skupienie i lepszy nastrój.
Świetne odświeżające doświadczenie. I tak niewiele trzeba było, żeby uzyskać efekty. Z jednej strony, bo pracuję z ludźmi do których mam zaufanie, a z drugiej bo pojawił się dystans przy tworzeniu tego.

poniedziałek, 19 maja 2014

Noc w Muzeum - nietypowo Dziecko dla Początkujących

Świetnie się grało. Dobrze, że sprawdzamy to w innych przestrzeniach. Dzień wcześniej zagraliśmy dwa razy dla młodzieży i też z sukcesem.

sobota, 17 maja 2014

finał mojej myśli.

https://www.youtube.com/watch?v=RfHnzYEHAow

to jest to. Przy tym pada deszcz. za każdym razem.

czwartek, 15 maja 2014

Osmędeusze Teatru Pijana Sypialnia


Tylko się uczyć od nich. Precyzji, dbania o warsztat. Przygotowania do spektaklu.
To mnie tylko utwierdza w ostatnich postanowieniach. Sam spektakl jest wspaniały, niebanalny, z piękną konstrukcją. Ten trudny tekst Białoszewskiego jest niesiony jasną wizją reżyserską i nagle okazuje się, że nie tylko ma sens, ale jeszcze wszystko słyszymy - widz "słyszy" słowa, kiedy ona są "tworzone" w głowie, a nie tylko odtwarzane. O śmierci tak podane...
To bardzo ciekawy zespół poza tym.
Wpisuje się to wszystko w moje myśli na temat: "co ma bywać, bywa"... wszystko jest tylko niejasną drogą odtąd dotąd.
Świetnie, że to u nas udało się pokazać.
A jakie piękne obrazy malowane kolorem...






photo: Ola Chaberska

wtorek, 13 maja 2014

Peszek i strach, że to prawda.

http://www.kempinsky.pl/ze-sceny-plynie-belkot/
takie mam obawy co do siebie. Celnie trafia.

niedziela, 11 maja 2014

nieoczekiwane doznania mistyczne


Robimy Oratorium. Za sprawą głównej bohaterki, a w obecności siostry zakonnej (co nie jest bez znaczenia) wiele się wydarzyło na tej próbie. Jakiś rodzaj mistycznego szoku. Pewnej energii (a może zrozumienia zagadnienia), który doprowadził nas do przeżycia "naprawdę". Tekst jest próbą skorelowania życia Chrystusa z życiem s.Adelgund. We trójkę nawzajem się nakręcaliśmy i wychodziły ciekawe pomysły. I to jest praca teatralna. Kiedy czuje się energię do tworzenia. Na pewno to wyjdzie w "Oratorium". To już nie jest spektakl, to spotkanie. Z biografią.
Fakt obecności siostry i jej uwagi skupiły nas wokół zrozumienia miłości do Boga. Autentycznej. (dzięki temu) Lepiej rozumiem to, co w Oskarze próbuję chwycić, że obecność Boga pomaga w życiu. Nadaje odpowiedni ton.  Pewnie brzmi to trochę patetycznie, ale chyba tak było na tej próbie. Prawdziwie. I choć wiem, że Klaudia opowiada inną historię, to myślę, że ona się dużo nauczyła na tej jednej próbie - i jeśli chodzi o sens i jeśli chodzi o wybór środka do celu. Obie rzeczy są niespodziewane, a jakże ciekawe. Przypomina mi się moja droga z "Uśmiechem". Głęboko można pracować tylko przy takim zaangażowaniu. Taką atmosferę trzeba umieć wytworzyć.
Jak dojdzie chór, czuję, że ludzie będą "uniesieni".
Teatr nie jest pracą nad spektaklem. Jest próbą zrozumienia. Od strony aktora, znalezienia tych przestrzeni (żeby nie musieć tego grać), ze strony reżysera, wytworzenia warunków do tych poszukiwań.

czwartek, 8 maja 2014

humility.

 Rzeczywistość jest interesująca. W momencie kiedy można już było uwierzyć w "moc" i "siłę", dostaję fangę w nos, która przypomina mi jak daleko jeszcze. I to bardzo dobrze. Uczę się to doceniać. Brać z tego siłę i motywację do bardziej wytężonej pracy. Teresin i teraz do tego dorzucam Grudziądz. Choć tu spektakl "Heysel" został przyzwoicie zagrany. Dobrze, że poszedłem pogadać z jury, bo inaczej bym wyjechał bez żadnej "nowej" wiedzy. Słowem kluczem było słowo "patetyzm", że na nich to nie działa; że spektakl "wbija gwoździa widzowi" (gwoździa emocjonalnego). I to jest racja. Tak powstał. Ba. Taką mam tendencję. Od jakiegoś momentu, którego już nie pamiętam, nie lubię "spokoju". Szukam silniejszych środków. A przecież można przegiąć - muszę uważać w "Bądź ze mną". Jakoś to za mną chodzi - nie lubię i nie akceptuję oczywistych rozwiązań. Ale czy właśnie tego potrzebuje widz? A z drugiej strony czy to nie to odróżnia nas od innych teatrów w Polsce? Więc mamy rodzaj szacunku dla widza i ambicje "twórcze" (hm...).
Autentycznie mam wątpliwości co do jakości myślenia ostatnio. Jakoś mnie to cieszy, bo czuję, że może coś nowego się z tego narodzi. Jakoś nowa zaskakująca dla mnie jakość. Na razie jestem niespokojny myśląc o scenie i spektaklach. Zobaczymy...
Bardzo miłych słów nasłuchałem się tam o swoim potencjale i o genialnym warsztacie aktorów. Wszystko zaczyna mi się klarować powoli - głównie jedna myśl - o precyzji. O dystansie. O ujęciu tematu. O szerokości języka teatralnego. Oby te myśli coś dały. Czekam na jakieś objawienie. I wierzę.
Ciekawe, że zeszłoroczny "bóg się rodzi" był lepiej oceniony. A ja więcej dystansu miałem w "Heysel". "Bóg się rodzi" wydaje mi się bardziej "patetyczny".

niedziela, 4 maja 2014

Władca w Teresinie - myśli

Wątpliwości też są dobre.
czytam "Władcę Pierścieni" znowu. I odkrywam to na nowo - jesteśmy coraz to innymi ludźmi po doświadczeniach wszelakich. To oczywiste. Piszę o tym, żeby się nie bać działać. Nigdy. Nawet jeśli dostaniemy za to po nosie. A z drugiej strony potrzebne są doświadczenia wykraczające poza materię spektaklu, a wkraczające w obszar "Teatru" (rozumianego przeze mnie - życia).
(na pewno jestem już innym człowiekiem niż ten, który po raz pierwszy czytał "Władcę Pierścieni", ale też chyba zupełnie innym po niedawnych jednostkowych doświadczeniach.
Graliśmy w Teresinie i skończyło się to porażką totalną. I jeśli chodzi o aktorów i jeśli chodzi o odbiór spektaklu. To, co u innych zostało ocenione jako świadomy wybór artystyczny u nas zostało uznane za kiczowate rozwiązania. I do tego "nie wiadomo o co chodzi". Powinienem się wycofać z wszystkiego co napisałem niedawno o Dominiku - bez dialogu, egoistycznie, bez czytelnych intencji, przekombinowując, a najgorsze jest to, że podejmuje się eksperymentu kiedy wiadomo, że te grania są dość istotne. Ale to się okazało najmniejszym problemem. Łukasz niestety podobnie. Też samotnie grał. Jedynie Piotr trzymał całość - tego, co wypracowaliśmy. Ale to jest oczywiste, że jak już się gra, to trudno jest nad tym zapanować. Może za dużo wymagam, ale z drugiej strony to takie podejście prowadziło nas zawsze do przodu.
Jury najwięcej uwagi poświęciło faktowi, że oni nie są wiarygodni, bo widać że starzy (broda Piotra, choć go prosiłem). I to można zrozumieć. Do tego można dodać fakt, że jury zaczęło kombinować ich wiek z językiem teatru (wyspa) i zrobiła się paranoja. Ale jest to bardzo dobry sygnał. Nie przyjemnie się tego słuchało szczególnie jak aktor mówi o niekonsekwencjach reżyserskich, ale pomyślałem, że nie będę się zniżał do tego poziomu, żeby oświadczyć, że tęgie głowy oceniały ten spektakl i dostał ocenę celującą. Albo coś gra, albo nie. Tu nie zagrało. Wyjechaliśmy ze znakiem zapytania czy to w ogóle dobry spektakl. Niedługo przekonam się w Warszawie czy ten odbiór jest "powtarzalny". Tam znają już mój styl. Jakoś jesteśmy szanowni. To może wiele zmienić. Może wybór języka teatru zostanie zaakceptowany jako świadomy. A jeśli nie, to trzeba się poważnie zastanowić.
Nie chce mi się pisać, że z "zawodowcami" (Teatr z Krakowa) jury bało się dyskutować i krytykować. A przecież tam całe partie były zamazywane, grubo przesadzone aktorstwo, totalnie bez dialogu, z głupimi minami (poza dwiema porządnie zagranymi scenami - Papkina i monologu o kobietach), reszta w zatrważającym tempie. Do tego spektakl lepiony trochę "śliną", żeby się kupy trzymało. Stanisław powiedział mi, że robię spektakle dla piśmiennych... czy to wystarczy? nie wiem...
Sporo mam wątpliwości ostatnio. Może nie wątpliwości, ale znaków zapytania. Jakoś nam ucieka czasami jakość. Podobnie było z "Bądź ze mną. Jestem" w Bydgoszczy.
Potrzebna jest mi inna inwestycja. Nie w spektakl, a w nas. Jakoś to zaaranżuję. Na razie wybieram się na 5 dniowe warsztaty z Biomechaniki do Bydgoszczy.  
PS. chyba dorastam. Jakoś mnie te uwagi nie dotknęły. Raczej znowu postawiły na nogi. Ożywcze to było w gruncie rzeczy. Przyzwyczailiśmy się do wygrywania...