poniedziałek, 23 grudnia 2013

Przed zapaleniem choinek

Wigilia Studia. Dla mnie najważniejszy dzień w kalendarzu teatralnym. Można pogadać, nacieszyć się obecnością wszystkich ludzi, przejść tą niesamowitą atmosferą. Powiedziałem też, co miałem do powiedzenia, i co musiało być wypowiedziane. Było wspaniale. Jak co roku zresztą. Ta wigilia z powodów dla mnie oczywistych była szczególna.
Przeczytaliśmy "Przed Zapaleniem Choinek" Gałczyńskiego jak to zwykł robić Henryk. Miałem też moment dla siebie, żeby popatrzeć wstecz i w przyszłość. 
Jestem naładowany pozytywną energią. Piękne dostałem życzenia. Takie z troski jakiejś autentycznej. I w ogóle pięknie. Świetlik. Świetlik. Świetlik. To słowo.  

Były prezenty - w zeszłym roku koszulki z logo studia - w tym kubki. Padła propozycja, żeby w przyszłym roku bieliznę darować. :)
PS. Dziewczyny (młode) nazwały ten stół Ostatnią Wieczerzą. Hm...
zdj: Piotr Rutkowski

niedziela, 22 grudnia 2013

"Bądz ze mną. Jestem" - chwilo trwaj. jesteś piękna.

Wczorajszy Oskar był niesamowity. Wszystkie założenia się sprawdziły. Aktorstwo najczęściej trafione w punkt, bez dogrywania, dzielenia frazy bez sensu - poddawanie się treści i założeniom. Dużo bardzo trafionej dyscypliny.
Już teraz wiem, że źle skonstruowałem początek. I jest jeden błąd rytmiczny - przejście między sceną małżeństwa do zdrady. ...
Dziś - 23 grudnia - zredagowałem początek. Da to siłę i usprawiedliwi dalsze wybory. Odbije też od przewidywalności i jednorodności całego spektaklu.
opiszę to później.
ale czuję, że to to, bo mam jakiś dobry dystans. I wszystko się w tym pomyśle składa.

piątek, 20 grudnia 2013

Dwa Różne Spektakle...

Graliśmy premierowo dwa razy "HEYSEL". Spektakl, który już na próbach wydawał mi się silny. Były tam trzy (co najważniejsze) powtarzalne mocne uderzenia. Sprawdziło się to świetnie pierwszego dnia, kiedy graliśmy przed Naczelnikiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz organizatorach Starostwem Powiatowym. To właśnie Starostwo zaproponowało mi wyreżyserowanie tego spektaklu. Pomysł, żeby to było Heysel wymyśliła Majka Cyganowicz. Od samego początku miałem dobre przeczucia. Scenariusz był pode mnie jakby napisany. Majka po prostu zna mój "styl". Dużo rzeczy nieoczywistych i już jakby wpisany skrót kompozycyjny. Historia jest prosta - nie udziwniałem jej, wręcz tworzyłem prostszą. Niezbyt dobrze sprawdzały się sceny z działaczami, więc szybko z nich zrezygnowaliśmy. Po raz pierwszy też jakoś silniej rozważałem konteksty. Badałem jak ludzie związani z piłką reagują na pewne "rozwiązania". (telefonicznie podpuszczając).
 
Pani Naczelnik kupiła spektakl, choć ostatnia scena była źle rozwiązana. Mieliśmy też problem (i ciągle mamy) ze sceną orędzia piłkarzy no i z finałem... Widz był trochę przypadkowy, choć było dużo ludzi związanych z piłką (Chojniczanka, kluby kibica, młodzi piłkarze). Założyliśmy, że przy takim widzu granie będzie ciężkie, a tu... bardzo dobrze wyszło. Autentyczne emocje i wzruszenie. A do tego było to tak pięknie nieoczywiste.
następnego dnia mieliśmy otwarte granie dla mieszkańców i... liczyliśmy, że tam dopiero będzie "niesienie". A tu... klapa. Nic się nie wydarzyło. Żadnego uderzenia. Żadnych emocji. Rozluźnienie. Pomimo tego cieszę się, że tak się stało, bo nareszcie doszedłem do tego co to jest napięcie w aktorze i jak je osiągnąć i dlaczego Piotr bywa nierówny. Oba te przypadki skupiają się wokół dyscypliny aktorskiej. Nigdy nie naturalizować, zawsze grać. I trzymać wypracowane rozwiązania z prób. Nigdy nie rozluźniać się. NIGDY. Ja tak robię, ale ja widzę mojego widza. Oni nie widzą. 

Na bazie tej wiedzy wezmę tylko chłopaków i zrobię z nimi warsztaty. Laboratoryjnie (nie zakładając, że cokolwiek wiem) zbadamy sobie te aspekty. 
Podszedł do mnie jeden z młodych piłkarzy... i powiedział, że bardzo dobrze, że to robimy; że to potrzebne. Też tak myślę. Tu jakoś wierzę, że teatr może zmienić coś, a przynajmniej zostawić żywy obraz Heysel. 
Mamy pierwsze zamówienie na ten spektakl...
PS. Łukasz też ma dziwny okres, ale on umie szukać... chyba znajdzie. Za dużo grania. Ale też dużo spektakli w repertuarze. Musimy jeszcze precyzyjniej pracować. 
zdjęcia: Daniel Frymark; ostatnie: Olek Knitter

środa, 18 grudnia 2013

H E Y S E L - pierwsze granie premierowe

Kilka spraw. Spektakl powstał bardzo szybko, bo świetnie się pracowało w tym składzie. Po drugie, robiłem go na całkowitym dystansie kierując się tylko wyobrażeniem emocjonalnym i jakimś "zdroworozsądkowym" podejściem. Chyba po raz pierwszy odpowiedzialność za treść spektaklu była tak duża. Tyle osób to dotyczy, łatwo można kogoś obrazić, kogoś skrzywdzić, coś nieopatrznie zrozumieć. 
Po raz pierwszy też w 10leciu naszego teatru łączymy sport i teatr. (zawsze tego chciałem). 
Dosyć łatwe było też łamanie nastrojów, wprowadzanie interesujących kontr wzmacniających całość. Jedyna scena, która mnie "drażni" na razie to scena z piłkarzami, choć jest ona jedną z kluczowych.
nie wiem ile jeszcze uda mi sie zrobic... chyba niewiele. smutno.

niedziela, 8 grudnia 2013

Warsztaty w Sopocie 2013

Co jakieś kilka lat jestem zapraszany do Sopotu, żeby prowadzić warsztaty z młodymi. W zasadzie dosyć to męczące, bo to cały dzień pracy i koncentracji. Warto, bo widzę, że "mój" system ma już solidne podstawy. Spokojnie i logicznie prowadzę ich przez meandry zagadnienia (kiedyś robiłem wszystko i nic; i też nic z tego nie było): w tym roku zostałem poproszony o pracę nad "emocjami". I było świetnie. Czasami mam wątpliwość czy moich ludzi dobrze prowadzę. Takie warsztaty sprawdzają moje tezy. I dobrze, że okazują się one słuszne. Od razu przekuwają się na nową lepszą aktorską jakość. Na początku jest to trudne, ale gdzieś na granicy drugiej godziny jest nieźle, a pod koniec trzeciej jest już super. Do tego metody pedagogiczne ewoluują w stronę działania. Jedno zdanie "po co to" i od razu ćwiczenia. Chyba dobrze poukładane. Sprawnie przechodzące od jednej sprawy do drugiej z tendencją do rozszerzania tego, co już zostało zrobione. 
Ten weekend był... Wspaniały. Niezapomniany. Magiczny. "I co, że pada śnieg".

piątek, 6 grudnia 2013

dopóki

Siłą teatru nie jest edukacja. Tylko po prostu pokazywanie spraw takimi jakimi są, a nie powinny być. Oczywistości nie wciągają. To na poziomie konceptu. Podobnie na poziomie aktora - oczywistość w interpretacji jest... oczywistością. I nią pozostanie. Tak jak widz pozostanie na powierzchni tej interpretacji. Muszę o tym pamiętać.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Teatr to stan

Co jest w tej robocie najważniejsze? Rozumieć co się robi. Proste.
Teatr to stan. Nie zamyka się w wykonywaniu. Wybiega w życie.
Reżyseria mnie oddala, w aktorstwie znów czuję, że jestem człowiekiem. ("współ")czującym z moim bohaterem, którego prowadzę, lub czasem on mnie ponosi.
Ale wiem po co to robię. Nie zawsze wiedziałem. Czasami na scenie zapominam. Głównie z tremy. 

Podkreślam "Młodym", że istotny jest proces zamiast wygrywania. Teraz wiem, że proces jest wszystkim. Ale nie sam proces - przemyślane działania, które popychają nas. Dmuchają tę niepewną łódeczkę we właściwym kierunku. Właściwy kierunek - to prawda (brakuje mi innego słowa), która "zawsze mnie kosztuje" (Irena Jun). Prawda okupiona procesem poznawczym - co tam jest. Jaka metafora. Czego się chwytam. Jaką szyję podszewkę. Poznanie, zrozumienie, wykonanie. Z tych trzech rzeczy ostatnia jest wypadkową pierwszych. Wierzę w to. Widzę, kiedy tego nie ma. To wyznaje.

Mój teatr to stan.