czwartek, 31 lipca 2014

spektakl "Romeo"

Jestem bardzo ciekaw tego spektaklu (tzn kiedy powstanie). Okazuje się, że tę historię można poprowadzić ze strony (tylko) Romea. W założeniu jest to odpowiedź na "...i Julia" gdzie "jęczy się" jakie to kobiety są naiwne i biedne. Dobrze. Ten spektakl w pewnym sensie będzie potwierdzeniem tej tezy. Mówię w pewnym sensie, bo jest szansa na to, że z jednej strony będzie to ku przestrodze (tytuł powinien brzmieć Romeo (czaszka - symbol). Kropka).
Interesująco się pracuje. Trochę jeszcze intuicyjnie, ale ostre są zmiany nastrojów. Jest w tym rodzaj bezczelności, który chciałbym utrzymać do prawie końca. Muszę się tylko pilnować, żeby nie stanąć na drugim końcu bieguna (przeciwnie do Idy). Jeśli on się zakocha, to dlatego, że wpadł we własną pułapkę.

niedziela, 20 lipca 2014

Matka - fragmenty

Nie mogę pracować; to coś strasznego. Nie mogę myśleć. Czy się przebudzę? Żyję we śnie. Co więc robię; czym jestem?

Czuję się zniszczony. Osypuje się bez przerwy. Coś osypuje się, spada. Nie mogę się wyzwolić; jestem zamknięty, zostałem zamknięty, zamknięto mnie, zamknąłem się. Życie moje składa się z nielicznych przebudzeń i ciągłej mordęgi - jakby zostało już przed dwudziestu laty okaleczone, przełamane. Jestem zrównoważonym szaleńcem, dumnym robaczkiem, spokojnym awanturnikiem - tak strasznie kocham las i wieś -a siedzę na Śląsku, siedzę całe czerwce i lipce, i sierpnie zamknięty w tym pokoju nad kilkoma pokreślonymi kartkami papieru.

W czasie ostatniej rozmowy powiedział do mnie Staff: "Nie trzeba się ścieśniać... to nawet wpływa na pisanie, to wywiera ujemny wpływ". Zrozumiałem Go - to sprawdza się na mnie.Wazon potoczył się kilka centymetrów i zatrzymał się na krawędzi stołu. W środku miał niebieskawe światło. Wiedziałem, co będzie dalej. Bardzo się bałem. Nawet zacząłem się modlić: "Aniele boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój, rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy...", ale coś mnie kusiło i znów pociągnąłem serwetę. Teraz już w to nie wierzę, ale wtedy diabeł się tam zjawił, diabeł wyciągnął moją rękę i szarpnął. Ja naprawdę nie chciałem. Jeszcze mogłem w ostatniej chwili chwycić wazon, bo obrócił się powoli, jakby dokoła siebie, i bardzo powoli spadał na podłogę. Naprawdę spadał powoli i mogłem go złapać w powietrzu... ale diabeł przytrzymał moje ręce. Ja teraz też się śmieję. Ale tylko ten jeden raz w życiu diabeł mnie skusił. Potem zawsze grzeszyłem na własne Tato, powiedz mi,

czy warto jest żyć?"

Ojciec przyglądał się kółkom dymu

strząsał popiół z papierosa

i powiedział

"pewnie, że warto!"

potem spojrzał na mnie

"co z tobą... Tadziu!..."

Wtedy zrozumiałem

że Ojciec nas kochał

ale o tym nie mówił



do przebudzenia
w strumieniach ciepłych

łez słów

szła do mnie matka

Nie bój się jesteś w ziemi mówiłem

nikt ci już krzywdy nie zrobi nie zrani nie dotknie

matka z tamtym strachem

tuliła się do mnie

nie bój się jesteś w ziemi

jesteś we mnie nikt cię nie dotknie

nie poniży nie zrani

przedzierałem się przez ten sen ciężko

(O Tadeuszu) W polu, jak chciał zerwać kłosek zboża, a nie mógł, krzyczał do kłoska: puść, puść. Myślał pewnie, że tam w ziemi ktoś trzyma. A jak się o co obraził, wchodził pod stół i wołał: poszedłem w świat. Jeszcze dzieciak nie miał dwóch lat, jak dostałam atak nerki. Pamiętam, jak przyszedł do łóżka i płacząc mówił: musia, niech cię boli, a nie umieraj

"Matka Odchodzi" T.Różewicz

Porażające są te "notki" jego. Autobiograficzne fakty mocniej mną wstrząsają. Choć tu chyba fakt "wielkości" tej osoby ma swój wpływ. Czy to możliwe, żeby "taki człowiek" miał "takie" problemy? Ano możliwe. Co ciekawsze, teraz kiedy już jesteśmy "po" pracy nad Oskarem, myślę sobie, jak podobne są te spostrzeżenia do tych które umieściliśmy w spektaklu.

Tam są takie pojedyncze zdania (i całe pasaże) o których można by oddzielnie pisać. Na początku zwróciło moją uwagę zdanie smutne: (cytuję z pamięci) "muszę mieć suche oczy pisząc treny, żeby pilnować czystości formy". Jakoś jestem w takim punkcie, że tak właśnie się czuję. Mniej odczuwać, żeby więcej mogli inni.

Ten proces odchodzenia matki, refleksje o ojcu, zmagania ze sobą, życie małego chłopca, który jak się obrażał, chował się pod stołem i mówił "poszedłem w świat". Bardzo osobiste. Cieszę się, że wchłonąłem to w siebie.

tego zdjęcia Różewicz by nie zaakceptował pewnie. Wolałby mniej patetyczny pomnik.
przypomina mi się praca nad jego poematem w "Młodzież kontra..." To było wspaniałe spotkanie. 



piątek, 18 lipca 2014

Steinbeck - Ulica Nadbrzeżna - charakterystyka

Cecha charakterystyczna to to, że wplata skrzętnie opisy fauny - np. żółwie chodzące i to jakoś gra w książce; daje poczucie czasu; w ogóle czuć u Steinbecka dużo słońca i potu. Długie słoneczne dni. Temat społeczny i jakąś nieporadną ludzkość bohaterów. Wspaniały jest ten fragment kiedy Mack i chłopaki chcą zrobić imprezę dla doktora i jak im nie wychodzi. I potem druga impreza na którą Doktor się już przygotował i czytał im wiersz (poprzedni post) i wszyscy się swietnie bawili. Cała ta egzystencja jakby pozbawiona sensu, a jednak tak bardzo ludzka. Trwanie. 

frag. tekstu:

Spójrz na nich. To są prawdziwi filozofowie. Zdaje mi się, że Mack i chłopaki wiedzą wszystko, co się kiedykolwiek zdarzyło na świecie, może wiedzą też wszystko, co się zdarzy. Sądzę, że żyją na naszym szczególnym świecie lepiej niż inni ludzie. Kiedy inni zabijają się ambicją, nerwowością i chciwością, oni odpoczywają. My wszyscy, tak zwani dzielni ludzie, jesteśmy chorymi istotami, mamy marne żołądki i marne dusze, ale Mack i chłopaki są zdrowi i zadziwiająco czyści. Robią, co im się podoba. Mogą zaspokajać swe pragnienia nie owijając w bawełnę

— Zawsze wydawało mi się to dziwne — mówił dalej Doktor. — Cechy, jakie podziwiamy w ludziach — uprzejmość i szlachetność, otwartość, uczciwość, mądrość i uczucie — są w naszym systemie charakterystycznymi cechami porażki. A te cechy, którymi pogardzamy — chamstwo, chciwość, zachłanność, podłość, egoizm — są cechami powodzenia. Ludzie podziwiają pierwsze, ale lubią osiągnięcia drugich

Łatwo mówić: „Czas wszystko wyleczy”, „ludzie zapomną” i tym podobne truizmy, jeśli człowiek sam nie jest zamieszany w daną sprawę, ale jak jest zamieszany, wtedy czas stoi w miejscu


Elmer Rechanti położył się spać na torze kolejowym i stracił obie nogi.
Gwałtowny i najzupełniej nieoczekiwany sztorm porwał przycumowany do nabrzeża trawler i trzy łodzie i rzucił je pogruchotane i smutne na plażę Del Monte.
Nie było wytłumaczenia dla serii podobnych klęsk. Każdy człowiek czyni wyrzuty samemu sobie. Ludzie w swych znękanych umysłach przypominają sobie tajemnie popełnione grzechy i zastanawiają się, czy to one są przyczyną serii nieszczęść. Ktoś może przypisywać nieszczęścia plamom na słońcu, podczas gdy ktoś inny przywołując na pomoc teorię prawdopodobieństwa nie wierzy w to. Nawet doktorzy nie mieli korzyści we wspomnianym okresie, bo jeśli nawet wiele osób chorowało, to w każdym razie nie na

kolejny genialny Steinbeck - Ulica Nadbrzeżna - wiersz



"Czarne nagietki" 


Widzę Ją w duszy — piękną o piersiach cytryny, 

O twarzy jako gwiazdy nocy złote, 

Krążące nad nią; jej ciało ogarnięte żarem, 

Ranne płonącym miłości oszczepem; 

Moją pierwszą ze wszystkich — ją widzę i wtedy 

Chłód wiecznych śniegów moje serce ścina

Nawet teraz,
Gdyby moja dziewczyna o oczach lotosu
Przyszła znów do mnie znużona brzemieniem
Młodej miłości, wziąłbym ją w ramiona
I z ust jej spijał znowu mocne wino
Jak mały pirat-pszczoła w lekkim locie
Miód słodki spija z nenufaru kwiatów.
Nawet teraz,
Gdybym ujrzał, jak leży otwierając oczy
W niemym pragnieniu, a jej blade ciało
Tak cierpi wskutek mego oddalenia,
Moja miłość stałaby się więzami kwiatów, a noc
czarnowłosą kochanką na dnia piersiach.

Nawet teraz
Moje oczy, co nic nie widzą więcej, wciąż malują
Twarz straconej dziewczyny. O, złote pierścienie
Dotykały policzków jak magnolii płatki,
Jak najbielszy pergamin, gdzie me wargi biedne
Pisały pocałunków wspaniałe oktawy,
Pisały, ale więcej już pisać nie będą.

Nawet teraz
W godzinę śmierci widzę drżenie jej zmęczonych powiek Nad dzikimi oczyma i jej szczupłe ciało
Wiotkie radosnym rozkoszy znużeniem

Czerwone kwiatki były mi pociechą
Wargi szkarłatne, które zwałem swymi,
Były natchnieniem mym i moją troską.
Nawet teraz
Plotą o jej słabości po wszystkich bazarach,
Jej, Co tak silna była, gdy mnie miłowała.
Ludzie, co brzęczą srebrem, chociaż są rabami,
Marszczą tłuszcz wokół oczu; a Jednak
Żaden Książę Miast Morza nie wziął jej do swego
Łoża strasznego. Mała samotnico,
Przylegałaś do mnie jak szata przylega, dziewczyno.

Nawet teraz
Kocham podłużne oczy, co pieszczą jak jedwab,
Stale smutne i stale śmiejące się oczy,
Których rzęsy rzucają we śnie cień tak słodki,
że wygląda jak drugie cudne Jej spojrzenie

Kocham jej usta świeże, ach, pachnące usta.
Włosy faliste, jak dym delikatne,
Lekkie palce i uśmiech jak szmaragd błyszczący.

Nawet teraz
Pamiętam jeszcze twą odpowiedź cichą,
Byliśmy jedną duszą, twa ręka w mych włosach,
I wspomnienie płonące na twych wargach bliskich:
Widziałam, jak Kati kapłanki kochają,
A potem w wykładanej dywanami sali
Rzucają się niedbale gdziekolwiek do snu.

Nawet teraz
Pamiętam mądrych mężów, którzy życie swoje
Spędzili w rozmyślaniu. Słuchałem ich rozmów,
Nie znalazłem w nich Jednak soli szeptów mej dziewczyny, Szmeru zmieszanych barw na chwilę przed zaśnięciem;
Małe, przemądre słowa i dowcipne słówka,
Swawolne niby woda, miodne pożądaniem.
Rozbełtana biała piana w zlewie ostygła i zgęstniała. Na nabrzeże szturmował wysoki

przypływ i fale rozbijały się o skały, których nie mogły dosięgnąć od długiego czasu.
Nawet teraz
Pamiętam, że kochałem cyprysy, róże, jasność,
Wielkie błękitne góry, małe szare wzgórza
I morza szum. I dnie słoneczno-złote.
Widziałem dziwne oczy, ręce jak motyle;
Dla mnie rankiem skowronki wzbijały się w niebo,
A dzieci przychodziły kąpać się w strumykach

Wiem, że spijałem gorący smak życia,
Na wielkiej uczcie wznosząc czasze zielone i złote.
Tylko na krótką chwilę olśniła ma dziewczyna

Me oczy strugą wieczystego światła...

czwartek, 17 lipca 2014

finezja polega na szczegółach


zmieniliśmy nacisk we Władcy na "od zabawy". Ta zmiana jest wyraźna i dodaje jakości. Jak mawiał Leonardo "kto nie cieniuje..."
Wszystko można tak potraktować - finezyjnie. Jak najmniej ogólnie. Mi się wydaje, że ja już jestem szczegółowy, ale jest jeszcze jeden poziom wyżej szczegółowości. Rozważania poszczególnych pojedynczych elementów. I to nie do spektaklu, bo przecież czasami z góry wiadomo, że coś będzie nie potrzebne, tylko jako rozumienie tego elementu.

środa, 16 lipca 2014

Władca na OFTS Warszawa


 Graliśmy w Akademii na 4 edycji. Jesteśmy jedynym teatrem, który 4 raz był. I tym razem spektakl się podobał widzom. Aktorzy dostali gromkie brawa. Jury po werdykcie powiedziało, że byliśmy 4. To i tak nieźle. Szczególnie po doświadczeniach teresińskich. Spektakl teraz będzie się rozwijał. Chodzą mi po głowie zmiany, które rozszerzą jakość. Potrzebna jest próba całościowa, żeby zakodować interpretacyjne zmiany. I potrzebne są indywidualne, żeby znaleźć odpowiedni "ton".
Dwa pierwsze miejsca bezsprzecznie należały się. Spektakle są bez zarzutu - precyzyjne. Dopełniane sprawnych aktorstwem. ALE przede wszystkim DOKŁADNE. W języku, obrazie, zmianach rytmów, rozwiązaniach teatralnych. To jest ten poziom, do którego musimy aspirować. Ten poziom, którego jeszcze nie mamy. Może Versus i Dzieło mają taką dość dokładną strukturę. Ale reszta się trochę wymyka, choć chyba trudno powiedzieć, żeby było to słabe.
Jestem nakręcony. I zmotywowany do poszukiwań. Od razu też znalazły się zmiany do Bądź ze mną. Zobaczymy jak bedzie w przypadku robienia następnych spektakli. Trzeba pamiętać, żeby rozszerzać je o drugi biegun. Jak o Śmierci , to też o Życiu przecież. I pilnować interpretacji. Szczerze mówiąc, teraz czuję, że myślę dokładniej.
Błażej niezły, ale to jeszcze nie to. Szczególnie jeśli chodzi o ton. (i nie może stać tyłem).
Całościowo to się nieźle sprawdza. Druga część jest b.dobra. Spektakl ma bardzo silne sceny, ale ma też kilka, których ciągle nie lubię.








poniedziałek, 14 lipca 2014

naładowany - Władca po OFTS

- smaczki w tekście (nie grać tematu)
- dać czas w postaci dni - ich entuzjazm do znudzenia - indywidualne zadania zgodne z charakterem - prosiaczek wpieprza. wyciemnienie. zapalenie. inne zadanie. nieporadność "systemu". Ralph wymyśla prawa. Jack trenuje układ uranybachłubudu
- początek - dać tajemnice, żeby się tak nie snuło
- finał: zmienić tempo telefonu ostatniego
- prosiaczek: eksperyment: jak mówi tekst bez okularów: dać mu "kwik kwik" (intencje trzymać - wzruszenie ALBO: że chce się bić.... hm... wymachuje rękami jak bokser nieudolny ale to opcja)
- Jack - niech pomaga na początku, zero zła; chór - zabawna scena oni autentycznie śpiewają wysokim tonem ; mają złożone ręce do amen - cel: zabawna scena
- utrzymać (podkreślić) różnice między J. a R. (dynamika, kontra gapowatość/refleksyjność)

ale jestem nakręcony...
ile inspiracji
i jeszcze jedno: w przyszłym roku nic nie robimy; szkolimy się na warsztatach. Ze mną, ale najważniejsze że beze mnie. Chyba chłopcy mają dosyć.
Łukasz ma b.dobry okres. Teraz to się u niego zacznie... aż przyjemnie patrzeć.


czwartek, 10 lipca 2014

po próbie

teraz kiedy czuję, że lepiej rozumiem rzeczywistość teatralną napotykam problemy zupełnie innej natury pozateatralnej.
Co ratować?
I jeszcze jedno: interpretacja jest zawsze dobra kiedy jest... dobra. Taka mądrość nocna.
(nie szuka się sposobu na dobre wykonywanie aktorów, tylko żeby dać im przestrzeń myśli, żeby ich wykonanie błyszczało wobec myśli o temacie/zadaniu). 

poniedziałek, 7 lipca 2014

Śmierć... lub Koniec


Kiedy zespół dobry, to można poszerzać spektrum języka spektaklu. Szukać rozwiązań. Boże, jaka dobra była to próba... realizuje się wszystko w obrazach i dobrze podawanym tekście. Jeszcze jak ich trochę poniesie. W czwartek dokończymy i utrwalimy. Dokładność i dbałość jest wspaniała. I jeszcze jedna prawda: gdyby nie oni, to by nie było na taką pracę szans.
Spektakl jest pomysłowy, ale też bardzo konsekwentny. Temat ekstrapoluje na prowadzenie tematu "wobec widza". Raczej dobre są zadania aktorskie oprócz dwóch, które muszę przemyśleć. Większość jest wyzwaniem. Jeszcze trzeba pogłębić "wniknięcie" aktorów w środek, ale to się zrobi jak będą grali całość. Obiecujące. Może widzowi też sprawi tyle przyjemności, ile nam.
Wiem, że jest to przygotowanie do Belfra. Muszę tak stawiać zadania, żeby były trudniejsze do realizacji. Żeby się aktorzy rozwinęli jeszcze przed tą pracą.
Finalizować i pokazywać. Po Heysel w Koninie przyjętym owacją na stojąco (?) już czuję, że to już koniec rozwoju tego spektaklu. Swoje zrobił. Paradoksalnie bardzo rozwinął (piszę paradoksalnie, bo tam nie wiele jest do grania niby). I już wystarczy. (chyba też czuję taką atmosferę zmęczenia tym w zespole). Czekałem na Lukasza, aż dojdzie do prawdy w piłkarzu i doszedł, choć inną drogą ("Bądź ze mną").

czwartek, 3 lipca 2014

OKR - finały i Damian

Damianowi nie poszło tak dobrze jak na próbie, głównie z powodów dwóch: rytmu - zrobił się jednostajny, nie miał kontroli nad nim, nie atakował widza różnicami. I drugi - zabrakło trochę dystansu, dość późno się rozkręcił i bawił widza. (tę ostatnią uwagę wpisała sobie również Irena Jun).
I choć faktycznie było słabiej... to ciągle było dobrze. Ten chłopak ma bardzo duży potencjał. Coś jest z organizacją. Chętnie bym go widział w repertuarowych rzeczach, tylko czy można na niego liczyć?
Irena Jun zachęcała go, żeby zdawał do szkoły. Ciekawe czy spróbuje? A co jeśli się dostanie? Warunki ma.
Sam OKR taki jak zawsze. Był sobie werdykt i kiedy wracałem przypominały mi się recytacje całkiem sprawne (choć nierówne). W zasadzie faktycznie trzeba być odpornym pomimo braku nagród. Po prostu tak bywa. Znowu zdenerwowała mnie prof. Suchocka twierdząc jak co roku, że słychać mnie i "biedny" chłopak był ubezwłasnowolniony. Dobrze, że Damian ma kawał mózgu i nie poddał się takiej indoktrynacji. Gdyby ona wiedziała jak ja pracuję, to by nigdy czegoś takiego nie powiedziała. Ale to jest najmniej ważne.
Było tam kilka recytacji na naprawdę wysokim poziomie. Wśród młodzieży chłopak z pierwszą nagrodą był bardzo dobry. I tyle w tej kategorii. W dorosłych - kilka bardzo dobrych (wszystkie nagrodzone oprócz jednej na którą łatwo się nabrać, ale nie wynika ona z kompetencji recytatora). DJ Stachuła ciągle ciekawy, z dużą świadomością, atakujący treścią. Czy to dla niego nie za łatwe? chętnie jeszcze go usłyszę.
Ale mam też taką dziwną konstatację po konkursie:
jak mało można zawrzeć w tej formule. Jak mało treści. Teatr jednak daje zupełnie inne spektrum możliwości wyrazu. Czy nie warto recytować (pisze Rapsodyk!!!)? Warto, jako baza do dalszej pracy. Ideałem jest tu Irena Jun, która pokazywała fragmenty jej monodramów. Wszystko arcysprawne. Jak ona to robi? (w odróżnieniu od innych recytatorów). Tam jest każdy obraz uczciwie zbudowany, dlatego jest taka nośność. Jestem tego pewien. I to muszę sobie zapamiętać. (p.Jun powiedziała, że najmilej z Teatru Polska zapamiętali Chojnice dzięki naszemu teatrowi; to miłe).

środa, 2 lipca 2014

Dziecko dla początkujących - Szamocin

Istotne. Spektakl był bardzo dobry. Ludzie od początku weszli. Był jeden moment gdzie trochę siadła energia, ale tylko dlatego, że spektakl dość szybko się rozkręcił. Chłopaki grają to zawodowo. Nauczyli się dyscypliny. Piotr jest precyzyjniejszy w zadaniach i artykulacji, Błażej w ogóle nie poddaje się widzowi. Ma 100 procent manipulacji widzem. Mądrze, dojrzale.
Poproszono nas, żebyśmy zostali do końca (mimo, że byłem chory) sugerując, że dostaniemy nagrodę. Na omówieniach jasno powiedziano, że jest to spektakl zawodowy. (choć przecież dopiero od jakiegoś czasu aktorzy mają taką sprawność, że bronią go tak dobrze), i że nie ma porównania do innych. Żeby było miło zostaliśmy i...
nic nie dostaliśmy (poza nagrodą publiczności).
Chyba nas nieźle zaskoczył werdykt. W każdym razie ze sporym niesmakiem wyjeżdżaliśmy stamtąd. Po werdykcie podchodziło jury i mówiło, że nie mogli nas porównywać do teatrów mniej doświadczonych. I "że my się nie obrazimy" (a pewnie że się obrazimy). Intencja pewnie była dobra, ale wyszło jak wyszło. Oczywistym jest, że jak ktoś jest najlepszy, to się go nagradza. Inaczej się go nie kwalifikuje do konkursu na tych samych zasadach co inne teatry. Zapłaciliśmy akredytację jak inni. I oczekiwaliśmy tego samego traktowania. Tym bardziej, że Błażej myśli o stypendium artystycznym, a Piotra chcemy wzmocnić w banku.
Kuriozalne. Ale też w pewnym sensie zabawne... życie. Niczego nie bądź pewny. Z nami to w ogóle los lubi się bawić... kiedy się czegoś spodziewamy, to klops i odwrotnie.
To, co istotne - zespół robi się diabelnie sprawny. Łukasz, Piotr, Błażej, (Dominik), Damian. i kilka dziewczyn. A taki młody ciągle.
zdjęcie: przed ogłoszeniem werdyktu :)