wtorek, 27 listopada 2012

rozmowy z prof. Bielunasem


Pan profesor poswięcił mi 2 godziny swojego czasu, żeby odpowiadać na moje (pewnie kretyńskie) pytania. Z wyrozumiałościa odpowiadał. Pozwolił mi wejść na próbę swojego spektaklu "Dzikie Łabędzie" i oczy szeroko mi się otworzyły. Ten rodzaj precyzji jest imponujący. W gruncie rzeczy pracuję podobnie, ale ten rodzaj dbałości o szczegół (juz wcześniej Stanisław powtarzał mi "szczegół jest wszystkim") jest imponujący. i te zmiany, ktore on sygnalizuje aktorom są jakościowe.
Podczas tej dyskusji (po obejrzeniu dwóch moich "najlepszych" spektakli nazwał mój "problem" - brak rozwijania scen, powtarzanie się, słaby dialog u aktorów, monotonna narracja. Przemyślałem. Wszystko to prawda. Dobitniej zrozumiałem na przykładzie, który mi podał w Dziele - scena pogrzebu - czy to jedyna opcja, zeby one płakały? a może rwą włosy z głowy?  a jeszcze wyraźniej kiedy zobaczyłem etiudę na imionach braci w łabędziach - trzy różne emocje. Czas rozkłada się w zalezności od bardzo precyzyjnej budowy fraz.
Jeśli moje podejrzenia są słuszne, po tej pracy wskoczę na nowy dużo wyższy poziom. Na razie przechodzę konflikt wewnętrzny pt "za dużo nut" (tyle lat uczyłem się tego w teatrze alternatywnym). Ale trwanie przy własnym nie jest rozwojowe. Niech ten statek wypłynie... 

zdjęcie: mój ukochany Saul Steinberg, którego odkryłem dzięki książce Gombricha - wspaniałego historyka sztuki; tak odbieram możliwości teatru

czwartek, 22 listopada 2012

wiedzmy - wiedzmin


Po pierwsze jestem do tyłu z postami. Tyle się wydarzyło, a ja nie mam czasu na udokumentowanie tego. Wypada wspomnieć o bardzo ważnym doswiadczeniu teatralnym - rozmowie o moich spektaklach z prof. Bielunasem. To odkrycie, ktore już przekłada się na obecna pracę. Zaczynam intesywnie myśleć, jakby każda scena była oddzielnym spektaklem.

Dziś graliśmy Makbeta. Bardzo nierówny. Momentami bardzo mocny, a momentami bardzo słaby. Aktorzy całkiem nieźle, gdzieś błąd leży po mojej stronie. Wiem kiedy napięcie spada. Teraz wyciągnąć wnioski i do pracy. Może to być dobry spektakl, ale potrzeba mu uwagi. Szekspir potrzebuje uwagi szczególnej. Daje możliwości ale też degraduje sceny nieudane. Jestem gotów do pracy, bo młodzi chyba chcieliby dalej w to zabrnąć. Podoba mi się kontekst - facet, który bez kobiety traci kontekst. Tragizm wpisany w bycie kobietą. Rodzaj poświecenia jak  Hermina u Hessego, żeby Harry mógł żyć.  Jeszcze trzeba to zaakcentować dodatkowo w spektaklu.
Dzis nieudane. Jutro? zależy od pracy.
Wiem, że dziś ludzie wychodzili niezadowoleni z całej imprezy: spektaklu, wystawy, koncertu. Ja też strasznie się broniłem przed byciem. Wstydziłem się po prostu. Nie ważne ile ludzi przychodzi, ale jak wychodzą. Ta grupa przy ponownej szansie się zawaha... 

PO FAKCIE: Makbet został uznany za bardzo dobry spektakl. Oczywiście podtrzymuję moja opinię, ale z drugiej strony to ciekawe, że coś co dla mnie wymaga pracy dodatkowej jest ogólnie lepiej postrzegane niż wypracowany versus na przykład. ciekawe...

wtorek, 6 listopada 2012

trzecia próba Oskara

jesteśmy po graniu powiedzmy przedpremierowym w Kęsowie. Owacja na stojąco. Nie wiem czy słuszna, ale na pewno spektakl był mocny. Bardzo poruszający. Odważnie zagrany. Teraz jak to zwykle bywa z moimi rzeczami dopieszczać i rozwijać. Jest tam kilka pięknych scen. Jestem bardzo ciekaw w jaką stronę to pójdzie. Ale w końcu jestem jakoś zadowolony z przebiegu i wydźwięku całości. Czuje podskórnie, że ta "marionetkowość" jeszcze podbije się w języku teatralnym, choć ona juz jakoś tam jest. Jeszcze ją wyciągnę tylko kilka razy musze zobaczyć spektakl. Jakie to dziwne, że nic poza perfekcja mnie nie interesuje. Precyzja. To słowo ostatnio mnie prześladuje. Coraz więcej czasu spędzam nad kazdym spektaklem. Chodzą za mną. Ewoluują w mojej głowie. Do tego z ta obsadą można osiągnąć wiele, to ważne. Oni są gotowi.
Dziś Daniel robił zdjęcia i wprowadziłem kilka zmian pod koncept.Podczas grania w Kęsowie dwa razu siadło napięcie. Muszę to jeszcze zbadać.
Ten spektakl stał się najważniejszym, bo dla samego siebie jest ot edukacja. Być przy kimś. Do końca. Proste odkrycie. Ciągle widzę moją babcię. Trzeba byc trochę lepszym. Stawać się lepszym.
tytuł roboczy: "Bądz ze mną. Jestem"

czwartek, 1 listopada 2012

jak się wali...

Wszystko byłoby w porzadku...
jak to zwykle bywa ( a moim zyciu ku... nagminnie) po ups muszą być poważne downs.
Promotor nie zaakceptował Versusa i tyle mamy z naszych nagród i recenzji... Tyle z recenji Stanisąłwa którego najbardziej cenie rezysersko, że to skończona "doskonałość" (pomijam przesadę w tych słowach).
Dobra wiadomość jest taka, że jest poziom do któego nie mam dostępu - czyli przy staraniach i wysiłku czegoś nowego mogę sie nauczyć. Zła jest taka, że Versus nie jest tak dobry jak myślę. albo dobry jak na teatr amatorski... "brakuje precyzji aktorskiej i reżyserskiej". To prawda. Rytm jest z aktorów. Od dawna tak pracuję, wierząc że tylko tak oni mogą się rozwinąć. Nie wierzę w zamykanie w sztywnej kontsrukcji, ale też widz ogląda to, więc ma prawo wymagać.
Mogę oblać, czuję to na serio już. Ale mogę też przejść pewien poziom. Wiara, a co ważniejsze wytrwałość i praca. Ale czy to wystarczy?
już nie wiem. (daleki jestem od składania broni).
do tego telefon o Turystach od "oficjela znanego".. jak się wali, to sie wali... z fundamentami..