środa, 31 sierpnia 2016

zmarł Gene Wilder

Dwa dni temu (29 sierpnia). Dopiero natrafiłem na tę wiadomość. To była taka inspiracja. Całe dzieciństwo spędziłem oglądając filmy z nim. Może ktoś z ciekawości je zobaczy - Woman in red, Young Frankenstein, See no evil, hear no evil, i Blazing Saddles (z Harrisonem Fordem, kongenialny film).

Oprócz tego był aktorem teatralnym. Ciekawe podejście do grania humoru. Sam twierdzi, że uczył się 18 lat.  Gra na serio (powiedzmy) - usta nie zdradzają humoru, on dokonuje przeskalowania.

https://www.youtube.com/watch?v=yH97lImrr0Q

https://www.youtube.com/watch?v=-8aJ96O0-_M

środa, 24 sierpnia 2016

Terror w próbach (6) - akt 2

Tak jak myślałem akt II jest zdecydowanie prostszy w prowadzeniu. Ujednoliciliśmy tekst pod jeden konflikt. Dość ciekawie się to przedstawia charakterologicznie - on znudzony, nie wie po co tam jest, jest perwersyjny, ale tez zagubiony - stawiam na to, że on ma gorzej niż ona. I ona - perwersyjna, ale wkurzająca, i histeryczna - fakt, że gra to facet tylko wzmacnia komizm i "wygładza" przegięcia aktorskie (aktor puszcza oko do widza - przecież jestem mężczyzną, dlatego tak gram).
Aktorzy się świetnie pilnują. Już na pierwszej próbie czuję, że pogłębili koncept przez grę. Sytuacyjnie jest to nieskomplikowane, ale różnorodne i nieoczywiste. Bardzo dużo dobrej precyzji. 
Jutro zrobimy cały ten akt w obrazku. 
Trzeci akt też banalnie prosty wydaje mi się. Rozkręciliśmy się. Pod koniec września premiera, ale najpierw przedpremiera, żeby sprawdzić założenia. 

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rocznica Rapsodycznego

75 lat temu powstał Teatr Rapsodyczny - 22 sierpnia 1941 roku w Krakowie. Z powodów oczywistych był to teatr działający w konspiracji, którego pierwszym założeniem było szerzyć polską literaturę w czasach trudnych. Z tego co pamiętam Mieczysław Kotlarczyk już wcześniej wypracował sobie ideę działania teatru, więc spotkanie 22 sierpnia tylko oficjalnie uruchamiało i cementowało grupę ludzi, którzy mieli być pierwszym zespołem (Danuta Michałowska, Krystyna Dębowska, Halina Królikiewicz, Tadeusz Kwiatkowski, i Karol Wojtyła). Teatr na początku działalności wystawiał spektakle w mieszkaniu prywatnym. Nie były to inscenizacje (w sensie pełnowymiarowych spektakli we współczesnym rozumieniu - z chodzącymi aktorami, grającymi rekwizytymi, scenografią) lecz skromne można by powiedzieć recytacje, często z maskami.
Pierwszym spektaklem zrealizowanym przez Rapsodyków był "Król - Duch" Słowackiego (od którego powstała nazwa - od rapsodów "Króla - Ducha"). Powszechnie przyjęło się, że Teatr Rapsodyczny to teatr żywego słowa.
Z powodów politycznych teatr został rozwiązany ostatecznie w 1967 roku.
Takie są też nasze korzenie - Chojnickiego Studia (nie teatru). Wszystko od początku istnienia naszego teatru zaczynało się od literatury, od słowa, głównie od pracy indywidualnej nad słowem. Nasza nazwa jest przedłużeniem i niejako hołdem w stronę mojego mistrza Henryka Dąbrowskiego, który nauczył mnie wszystkiego, co wiem o Słowie. Wielki specjalista, który uczył się u Ireny Jun. Słyszę w pani Irenie Henryka - tonacje, specyficznie stawiane kropki, przede wszystkim logikę tekstu, i to co Henryk zawsze podkreślał w pracy ze mną: "trzeba mieć coś do powiedzenia".
To ostatnie zdanie nie oznacza tylko byle jakiego zahaczenia się o sens tekstu, ale o pozwolenie sobie wejść głęboko w sferę znaczeniową - zastanawianie się bardziej "co", a nie "jak". To znaczy, że pracy nad tekstem nie zaczyna się od wykonywania, tylko od myślenia. Przy tym dominuje skromność "w ciele" (jak facet bez rąk w naszym logo). Teraz tendencja jest w uruchamianiu ciała, a to co widziałem w tegorocznym finale OKR'u w ogóle wybiega do przodu. Idzie w stronę teatru. Deformuję kategorię recytacji.
Co my mamy z Teatrem Rapsodycznym wspólnego, skoro jesteśmy zaledwie cieniem, czegoś co istniało w poprzednim wieku? Otóż kiedyś miałem przyjemność spotkać się z Danutą Michałowską, która "pobłogosławiła" nasze używanie nazwy Rapsodyczne. To było ważne spotkanie - spotkanie z własnymi korzeniami.
Targają jednak mną wątpliwości czy my jeszcze jesteśmy Rapsodyczni. Ciągle (i tak pewnie będzie dopóki ja prowadzę Studio ideologicznie) jesteśmy "ze słowa". Tam jest początek, wszelka inspiracja, prowadzenie aktora jest "poprzez słowo". Ale aspiracje i kierunki wyznaczone ciągną mnie w kierunku widowiska, "spektaklu - obrazu". Po tylu latach jedna rzecz do mnie doszła - jak chce mieć pewność, że dany moment w spektaklu będzie nośny - trzeba go obudować nietypowym obrazem. To są bardzo ciekawe poszukiwania, dla człowieka, który większość życia recytował. Więc gdzie rapsodyczny? Sam Kotlarczyk w jednym ze swoich pism zdradza, że następnym krokiem w jego działalności byłoby widowisko. Może w tym sensie jesteśmy Rapsodyczni - przez dalsze poszukiwania.
Przez moment nawet zastanawialiśmy się z Łukaszem nad zmianą nazwy teatru, bo w większości miejsc do których jeździmy słyszymy zawsze przed spektaklem obawy, że będzie "nudno". Cierpliwość do tekstu znacznie się zmniejszyła. We wszystkich książkach teoretycznych podkreśla się, że teatr to nie radio. Dopiero po naszych spektaklach widzowie są zaskoczeni, że jest tam koncept inscenizacyjny, skrót myślowy.
Zdradziłem kiedyś moje obawy pani Irenie Jun mówiąc, że jestem już tak daleko od "dobrego" słowa. A ona powiedziała mi, że "rapsodyczne" słychać u mnie w myśleniu.
Pisze te słowa do wszystkich naszych aktorów, żeby mieli świadomość z czego jesteśmy ulepieni.
Grzegorz Szlanga

niedziela, 14 sierpnia 2016

Terror w próbach (5) - ciekawa sprawa

Spinamy najtrudniejszy pierwszy akt. Zrobiłem to samo co w przypadku "Dziecka". Spisałem wszystkie błędy. W przypadku tego spektaklu każdy błąd rytmiczny albo aktorski od razu odbija się na całości. Łukasz słusznie zapytał mnie czym się różni ta wersja od tamtej. Ta jest ustawiona na momenty, które mają doprowadzić w widza do znaku zapytania "dlaczego oni go tak traktują" i jaka jest między nimi zależność. Wypunktowane są też tematy, które mają zostać w widzu do drugiego aktu. Tam się wyjaśni zagadka.
Najciekawsze dla mnie było wypracowywanie szczegółów tonacyjnych i logicznych, jak i próba znalezienia subtelności w intencjach.
Szczegóły tonacyjne - "Ktoś miał przylecieć... polecieć... ktoś na kogo można zrobić zamach? Polityk, uczony?" - próbowaliśmy to na kilka sposobów. Nie było to dobre, kiedy pojawiały się pauzy pomiędzy tematami. Czyli zawodziła technika. Ergo: jak ważne jest rytm frazy - od razu traci aktor traci na wiarygodności. Do tego to zdanie "ktoś na kogo...". Seba mówił to do kropki. Zamiast stawiać znak zapytania. To może wydaje się komuś banalne i nieważne. Ale takie zabrudzanie frazy od razu słychać jako zgrzyt - choć trochę nam zajęło dojście do tego, gdzie leży problem.
Bardzo często słyszę bardzo dużo zabaw tonacyjnych, które są związane z zupełnie inną intencją. Odpowiedź: trzeba to robić skromniej i subtelniej. (Libery miał 100 procent racji). Muszę być jeszcze czujny w tych kwestiach. Ja to słyszę, że coś jest nie tak. Wcześniej pozwalałem aktorom tak grać, dlatego, że wierzyłem, że oni sobie "to" znajdą. Ale na ostatniej próbie doszło do mnie, że tego można jednak nie znaleźć, bo odpowiedź jest w błędzie technicznym - jak z tą kropką zamiast znaku zapytania. Podobnie jest z moimi podpowiedziami dotyczącymi pauzy - tu też muszę być precyzyjnieszy, bo ostatecznie nie chodzi o to, żeby leciała tylko emocja, a tekst jest nielogizowany - "...jesteś spóżniony, nie zdąże, a w ogóle to mogłem zginać" - nie wejście w emocje tu jest istotne, tylko kontrola frazy - właśnie świadomość techniczna i logiczna. Inaczej to Piotrowi płynęło (powodem była moja podpowiedź do nich, że nie ma sensu pauzować przesadnie kiedy nie ma powodu - pauzy umieściliśmy tam gdzie widz ma "usłyszeć" zatrzymanie wynikające z fabuły).
Łukasz szuka głosu i dobrze. Dziś mu coś ciekawego wysłałem. To dla mnie zagadka co z tego będzie, ale robimy małe kroki do przodu. I to się na pewno rozwinie. On ma ciekawość co może ze sobą zrobić.
Zadaje sobie jeszcze ostatnie pytanie (bo równocześnie pracuję nad Pinokią, gdzie rozwijam plastyczne obrazy) - co bym zrobił gdyby nie było tekstu... czy tam jest możliwa jeszcze jakaś akcja? Jakieś obrazy? Nie mam wyobraźni...

czwartek, 11 sierpnia 2016

trudne rozmowy - Pinokia

...dzis dzwonil profesor. Opieprzył mnie z góry na dół. i słusznie. Zawsze się uczę kiedy z nim rozmawiam. I tak dziś mam wenę. Połowę udało mi się poprawić. Mam kilka wspaniałych pomysłów. I już wyczuwam jak to nabiera głębi. W gruncie rzeczy to się sprowadza do jednej rzeczy:  myśleć precyzyjniej, nie poddawać się pierwszemu pomysłowi. Pomyśleć głębiej.
I to dziś się udało. Jestem pobudzony i szczęśliwy. Zmieniam myślenie. Jestem precyzyjniejszy. Zdecydowanie. Już sie zagęszcza fabuła. jeszcze trochę koncentracji.

wtorek, 9 sierpnia 2016

"Terror" w próbach (4)

Robię się coraz wolniejszy w pracy, bo (chyba) coraz precyzyjniejszy. Pewnie kilka lat temu już bym miał to skończone, a nadal siedzimy nad pierwszym aktem - najtrudniejszym. Reszta na pewno pójdzie szybko, ale muszę to do września mieć skończone. Więc musze zawsze być super przygotowany na próby (i antycypować możliwe problemy). Pierwszy akt to głównie czystość rytmiczna. ALE TEŻ:
dziś mieliśmy z Łukaszem rozmowę o postaci. On mówi, że nie ma się czego chwycić (wewnętrznie; on czuje, że jest zbyt podobny do Piotra - tego nie chcemy). Ja podchodzę do tego zupełnie inaczej - potrzebna jest mi zmiana charakteru - przez zewnętrzne znamiona (barwę głosu, sposób chodzenia), żeby ludzie, którzy oglądali Łukasza wcześniej (i Piotra) nie rozpoznali go. Do tego potrzebny jest eksperyment, otwarta głowa, którą obaj mamy. Ale też przyznanie, że możemy polec na tym, bo to nowe. Nie chce robić tego kosztem Łukasza, ale czuję, że to jest potrzebne, żeby znowu jakąś granicę aktorstwa pokonać. Dobrze, że jesteśmy wszyscy czujni, i że oni zadają pytania, które zmuszają nas wszystkich do czujności.
Nieźle się to ogląda. Pauzy działają - zawsze odsłaniają wagę danego momentu. Jeśli widz postawi znak zapytania skąd ta "dziwność" to jesteśmy wygrani.
Teraz uwaga jest na - 1. rytmie sceny 2. precyzji intencji (często intencja jest zabrudzona jakimiś dodatkowymi intencjami przypadkowymi) 3. postaciowaniu (bo to nie pełnokrwista postać, w której można się rozpuścić (tylko Sebastian ma taką możliwość, bo gra jednorodną postać, a przecież też schodzi ze sceny i tym samym rozluźnia postać).
Dziś zastanawia mnie jedno: czy postać to zawsze psychologia? mi w ogóle nie przeszkadzało, że Łukasz (jak twierdzi) nie miał się czego chwycić (psychologicznie). Ale to on się musi czuć komfortowo. To znowu będzie tak, że z grania na granie będzie się to rozwijało w aktorach.

Pinokia - inspiracja - scena 6 - kosmos

Inspiracja do sceny 6. Pinokia odsłania kurtynę. Widzimy ogromny ekran z gwiazdami. Ona stoi plecami do nas. Jest malutka. Ogrom wszechświata. Muzyka podobna do tej w nagraniu - a przynajmniej w tym samym nastroju.

gaze

W scenariuszu to pierwsza scena, która zmienia dramaturgię całości. Nadaje jej głębię. Odciąga od śmiechu. Na moment robi się kontemplacyjne.

piątek, 5 sierpnia 2016

Pinokia - podejście drugie i The Meaning of Life

Skończyłem pisać scenariusz do Pinokii. Samo zamknięcie tego w formie zajęło mi cztery dni. (plus dwa miesiące zastanawiania się). Trzy po 14 godzin przed komputerem z książkami) i jeden (8h). Ciekawie się patrzy na ten sam tekst na nowo i do tego z nowymi wytycznymi - pod teatr plastyczny. Jak zwykle gdy wracam do tekstu zastanawia mnie dlaczego czegoś nie wykorzystałem. Minęło 10 lat od premiery tego spektaklu, i chyba nie byłem przygotowany porządnie do zrobienia tego wtedy. Teraz wszystko jest dla mnie jasne. Jest tam jeden tekst, którego potencjału w ogóle nie wykorzystałem wcześniej:

Pinokia: Wiedziałam, miałam to zakodowane, że świat tam na zewnątrz jest wspaniały. Tak, w domu mam poczciwego Dżeppetta, ale na tym świat się nie kończy. Jestem pewna, że tam czeka mnie coś wspaniałego. W górze gwiazdy! Jest tam Syriusz, Wenus, Aldebaran! Gwiazdy wysyłają światło także po śmierci, całymi latami! Kłamią, udają, że są żywe! Księżyc udaje, że świeci, a jego światło jest tylko odbiciem słonecznego światła, i księżyc kłamie. Tamto drzewo też kłamie, na użytek poetów udaje, że jest nagim szkieletem! I patrz na tego gekona, który wtapia się w mur, on też kłamie, bo inaczej skonałby z głodu. Cała natura kłamie! CIcho sza!  Dżeppetto zabroniłby mi wychodzić gdyby mnie usłyszał. (głośniej, jakby wobec śpiącego Dżeppetta) Ach, co za krajobraz! Wprost poraża szczerością! Nikt tutaj nie kłamie.


To doskonałe. Ona zamknięta w czterech ścianach, z samotnym Dżeppettem, który szuka partnerki w robocie, i uczy ją nieświadomie kłamania. A ona, powiedzmy, ma to w sobie "zapisane". (według tezy, że "Człowiek z natury kłamie, a prawda zdarza mu się". Dlatego też kiedy Dżeppetto zabrania jej wychodzić, prawdopodobnie, żeby a) ją zatrzymać przy sobie, ale też b) żeby ją ochronić przed "tym" światem. I nagle ona widzi wspaniałe niebo pełne gwiazd... Jest malutka w kontraście do tego obrazu. Zaledwie pyłek. I ogarnia ją zachwyt. (Żeby zaraz odkryć jakiż to świat i czym się rządzi).

W pierwszej wersji ten fragment był mówiony za czwartą ścianę i raczej groteskowo. Teraz widzę w tym świetną kontrę, do tego co się dzieje wcześniej.

Ten tekst jest bardzo atrakcyjny. I łatwo nim wyśmiać XXI wiem. Ludzie przyjdą do teatru, pośmieją się, i wrócą do domu. To za proste i w ogóle nie oddaje siły tego tekstu. Według mnie jest tu dużo zagubienia, przytłoczenia informacjami, życie w konwenansach, nieumiejętność dogadania się z powodu własnych interesów (albo raczej po prostu intencji). Samotność i zagubienie. Czytając to czuję podobne wibracje jak w przypadku dramatów Becketta. Dojmujący smutek. I bezsens. A do tego komercja XXI wieku. Wieku wygodnego życia i dostępu do wszystkiego.

Dobrze się w to wpisuje "The Meaning of Life" Monthy Pythona. O to samo chodzi. Tylko może z innej strony. I znowu (jak w przypadku innych ich produkcji) ciekawym językiem absurdów i zaskoczeń. Warto zobaczyć ten film. Pod tą warstwą absurdu jest dużo samotności i zagubienia. Czy tylko ja tak czuję? Najlepsza scena: (co znaczy kontra!)
https://www.youtube.com/watch?v=fUspLVStPbk

środa, 3 sierpnia 2016

Terror - w próbach (2)

Brakuje pracy indywidualnej - świadomości samego tekstu i znajomości tekstu. Trzeba postawić akcenty logiczne precyzyjniej i wypracować frazowanie. Na razie jest to zbyt przypadkowe. I "dowolne". Czasami w ogóle nie słyszę myśli.
Rytmy zaczynają być czytelne i czyste. Umyka mi precyzja całości pierwszego aktu. Wszystko jest postawione na aktora i to mi nie do końca pasuje - ale to prawdopodobnie kwestia pracy. Zadanie postawione jest tak, żeby postaciować każdego bohatera (poza pasażerem, który jako jedyny jest jednorodną postacią przez cały dramat). Tak, żeby nie udało się rozpoznać aktora. To trudne, ale możliwe. Samo się nie zrobi. I wymaga wysiłku. 
Trzeba też pamiętać, że rytmika tu jest ważna, bo za dużo jest tekstu (i właściwie wszystko się w nim dzieje) więc, żeby pauzy działały (pauzy umieściłem w momentach "psychologii") trzeba rozwijać akcję we fragmentach przed nimi. Nie rozpieprzać ich dodatkowymi pauzami.
Dziś zamykamy obraz pierwszego aktu. I zaczniemy postaciować. Inspiracją będzie SNL. 


poniedziałek, 1 sierpnia 2016