sobota, 28 lutego 2015

Dokonania Roku - Studio

Studio otrzymało nagrodę w kategorii impreza roku. W zasadzie to dobrze, bo to upamiętnia dla nas to najważniejsze wydarzenie - X lecie Studia. I co ważniejsze - wszyscy aktorzy brali w tym udział. Przedsięwzięcie było ogromne. Bardzo dobrze, że nagrodę odbierał Łukasz, bo on się najwięcej napracował przy tym. 
A same obchody były niesamowite ze szlangowozem i improwizacjami aktorów. Będziemy za 5 lat wspominać X-lecie i fajnie, że ktoś jeszcze to zauważył. 
To co przykre to fakt, że ciągle dużo hejterstwa w internecie. Temu się nie podoba, że ten dostał. Dla tamtego to śmiechu warte, inny miesza z błotem polityków... teraz się uczę (przy pracy z Błażejem),  że musi być swoista równowaga (więc w dupie), ale szkoda, że ludziom odbiera się trochę radości. Właściwie być nominowanym to już źle. My już się nauczyliśmy - Dzieło Sztuki się przypomina - i komentarz, który mi po tym pozostał w głowie, kiedy już nieanonimowy "zero" napisał, że ja będę w teatrze propagował komunizm, bo...powiedzmy... mam to w genach. Jak się o tym myśli, to właściwie śmieszne, ale te kilka lat temu nie miałem takiego dystansu. Wchodziłem w bezcelowe dyskusje nie rozumiejąc, że żeby z kimś dyskutować jednak trzeba mieć trochę dystansu, pokory. Brakowało mi i jednego i drugiego. Kilka lat później patrzyłem jak kilka osób padało ofiarą komentarzy. Najmocniej zabolała mnie rezygnacja osoby z wygranego stanowiska z powodu hejterstwa internetowego, którą podziwiam za "elegancję osobowości" - moją współprowadzącą Nocy Poetów, z którą na scenie czułem się bardzo dobrze. I która zawsze umiała z gracją wybrnąć z trudnych sytuacji.
Razem z Łukaszem nauczyliśmy się sporo. Wyciągać najlepsze z tylu trudnych sytuacji, w których byliśmy. Albo robię o tym spektakl (który później wszystko wygrywa - dzięki "zero" - Dzieło Sztuki, Versus) albo koncentruję się na zadaniach nam postawionych nie sprawdzając co inni myślą (wierząc w idee).
Zeszły rok był najlepszym w historii Studia - nagrody, ale też ogromny rozwój. Inwestycja w sprawy, w które wcześniej nie chciało nam się inwestować. Rodzaj równowagi. Zauważalna zmiana jest też w odbiorze widzów w Polsce.  
Ten rok to świetna (nas rozwijająca) inicjatywa - Czytasz Ty Czytam Ja. Uwielbiam ten projekt. Daje dużo radości wykonawcom. No i wspaniała literatura. W spektaklach koncentruje się na psychologii (żeby się nauczyć wykorzystywać ją trafnie) rezygnując z "mojego" języka. Wolałbym w ogóle nigdzie nie jechać w tym roku (festiwale), ale po pierwsze aktorzy chcą, po drugie trzeba się pokazywać. Celem nadrzędnym jest przygotowanie do wyjazdu zagranicę.

piątek, 27 lutego 2015

zeby nie stracić.

http://ciekawe.org/2015/01/23/niesamowite-obrazy-pelne-iluzji-autorstwa-roberta-gonsalvesa/

czwartek, 26 lutego 2015

Konkurs dla dzieci


Moja córka brała udział w kolejnej edycji "Dzieciństwo Wierszem Malowane". Na początku byłem dość sceptycznie nastawiony, bo ona niczego nie czyta. Tak ubolewam nad tym. Dla niej też jest ten projekt "Czytasz Ty Czytam Ja". Znam przynajmniej jedną osobę, którą podziwiam za wiedzę i wyobraźnię "w słowie pisanym" i też ostatnio się dokształcam.
Ale: wybrała sobie wiersz. I nauczyła się. Bardzo dobrze sama logizuje treść. I przy pewnej dozie lekkiego nacisku, umie też myśleć tekstem. (to ostatnie jest zaskakujące; słyszę tylu starszych recytatorów, których forma usztywnia i potem niewiele się dzieje w tekście). Nie specjalnie natomiast wyczuwa rytm.
I tu prawie popełniłem błąd z własnej przeszłości. Mało brakowało, a sam bym ją zamknął w formie skostniałej na amen. Przegadałem z nią intencje, a jej głowa już się tylko bawiła tym. I autentycznie czuć było świeżość i jej dystansik do tekstu. 
Dostała drugą nagrodę. I choć mnie to nie specjalnie interesuje że ją nagrodzono (to powinna być dobra zabawa, a nie konkurs), to jej to było potrzebne, bo łazi po domu i recytuje. Ucieszyła się z nagrody i twierdzi, że chce teraz czytać.
Wiem dobrze co zrobić, żeby jeszcze lepiej mówiła ten tekst, ale trzymam się tych samych zasad, jak w przypadku moich recytatorów. Żadnego narzucania interpretacji. Langsam i stopniowo trzeba to samemu poznawać. Od logiki i zrozumienia (autora i swojego celu). Żadnych gotowych rozwiązań. 
Ale prawie jej wyłożyłem jak to powinno być. Jak mnie kiedyś Henryk kilka tekstów. Nie mogłem już potem nad nimi pracować. Słyszałem jego ciągle. Poza tym jego wersja była skończoną doskonałością w moich oczach. 
 

niedziela, 22 lutego 2015

Metafora - cz.1 (podczas wykonywania) - AKTUALIZACJA

Metafora jest przeniesieniem jednej rzeczywistości w drugą. Najbardziej "napakowanym" gatunkiem jest wiersz. Używanie metafory przysparza wykonawcy sporo problemów. Po pierwsze zrozumienie, po drugie wykonanie - to drugie łączy dwa elementy - 1. umieszczenie drugiej rzeczywistości pod metaforą 2. wiarygodność wykonania.

Zacznę od tej drugiej jakości. Wiarygodność w tym przypadku polega na tym, że metafory nie można wypowiedzieć potocznie. Jest to uwaga wynikająca z logiki życia. "Wyniesienie na wierzch" metafory (zabieg ten brzmi podobnie jak cytowanie) ma  s u g e r o w a ć  drugą rzeczywistość - myśl recytatora - "co" ukrywa pod nią. Podawanie jej potocznie niczego innego nie sugeruje - jest to proza jeden do jeden (kopiująca rzeczywistość w skali jeden do jeden). Używając tego elementu skutecznie można (niestety) oszukać odbiorcę, że niby się coś tam myśli. Tworzy się wiarygodny rytm frazy. Metafora lepiej dochodzi do odbiorcy. W ogóle daje się jej szansę dojść.

Jednak bez tego pierwszego elementu - tzn konkretnej myśli, którą recytator ukrywa pod metaforą, nie ma, że się tak sportowo wyrażę, niesienia. Nic się nie dzieje w głowie, tym samym nie ma szansy, żeby cokolwiek się wydarzyło w odbiorcy. Trzeba tu uczciwie powiedzieć, że rzadko komu (z amatorów) chce się budować tę podwójność. W momencie pytania co dana metafora oznacza dla odbiorcy podaje kilka możliwości, tym samym sugerując, że niczego konkretnego się nie chwyta. Tylko ogólnie lawiruje. 

Recytatorzy biorą teksty śmieszne, bo one są najlepiej przyjmowane, lub teksty atrakcyjne gdzie można się popisać aktorsko. A co z tekstami, które trzeba po prostu wypowiedzieć? Te z grupy, które recytator od razu odrzuca, bo "nie da się nic z nim zrobić". 
Dopiero taka recytacja jest sprawdzianem dla recytatora. Najlepszym przykładem jest dla mnie fragment z Biblii "o miłosiernym samarytaninie", który Wiesław Komasa recytował na Verba Sacra w Poznaniu. Wszyscy inni aktorzy wrzeszczeli, w pełnej szerokości perorowali, a on po prostu powiedział. Wszyscy płakali. Oto siła metafory i myśli.

Ciągle dochodzę do jednej myśli - przed wykonywaniem tekstu (powiedzmy w teatrze) już wiadomo co z tego będzie. Ile pracy interpretacyjnej zostało włożonej. Mówię pracy interpretacyjnej, ale w zasadzie chodzi mi o elementarne, charakterystyczne dla sztuki, zastanawianie się jak się tekstowi przysłużyć, jak się w nim odnaleźć. Nie w atrakcyjności jest siła. W ciszy i spokoju - jak mawiał Cohen. Chyba miał rację. Atrakcyjność jest potrzebna tym, którzy potrzebują pobudzenia i (może) tylko to do nich dociera - jak się ich walnie łopatą. Madry recytator buduje tak prezentację, żeby było... przemyślane i "własne"; nie kieruje się tym, żeby wszyscy padli na kolana. 

Słyszałem kilka takich recytacji w życiu naszym Studyjnym. Asia Źróbek, Błażej na OKRze, Agnieszka Szczepanek na próbach, Magda Domka, Jakub Słomiński, Damian Zieliński (na zaduszkach poetyckich w liceum jeszcze), Sylwia Mikołajczyk... i oczywiście może najbardziej Lea.  te najwyraźniej pamiętam. Pamiętam tytuły, nastroje, okoliczności.

zdjęcie: Błażej z Versusa pamiętnego w Kielcach; to a propos prawdy.

piątek, 20 lutego 2015

Diabeł - koncepcja cz IV

"Gdyby rzeczywiście nauczano ludzi, że Adam i Ewa są odpowiedzialni za wszystkie okropności historii ludzkiej, to nieszczęsna para z pewnością byłaby przeklinana i znienawidzona w dziejach chrześcijaństwa; jednak ich wizerunek w folklorze był raczej nacechowany sympatią,.a ich postępek spotykał się z wyrozumiałością: bo i któż potrafi się zawsze opierać pokusie? Zamiast zrzucać odpowiedzialność za nasze nieszczęście na parę protoplastów, przyznajemy poprzez symbol Wygnania, że jesteśmy wyciosani z krzywego drewna (by użyć kantowskiej metafory) i że nie zasługujemy na to, by wieść beztroskie, szczęśliwe i bezczynne życie; takie wyznanie nie brzmi bodaj absurdalnie.Symbol Wygnania zawiera też niewyraźną nadzieję Powrotu do utraconego domu i ufność, że ludzkie cierpienie nie okaże się mimo wszystko daremne, że coś ważnego zostało zyskane na ludzkiej drodze krzyżowej, coś, czego nie można by osiągnąć w inny sposób. Pojęcie feliz culpa jest pośrednią antycypacją Powrotu, który przyniesie coś więcej, niż tylko odbudowanie pierwotnej niewinności. Zakłada ono, że nie powrócimy po prostu do poprzedniego stanu"

"...(Adama i Ewy) Pytanie, czy jest rzeczą sprawiedliwą okrutne karanie ludzkości za drobne przewinienie, które popełniła nieznana para w zamierzchłej przeszłości, nie jest.zawiłą teologiczną zagadką, którą rozwiązać mogliby jedynie wysoko wyspecjalizowani logicy czy prawnicy; jest to problem łatwo zrozumiały dla niepiśmiennych wieśniaków i można tylko zastanawiać się, co ludzi skłoniło do wiary w taki absurd"

"...i że nawet zło, którego byliśmy sprawcami, czy przynajmniej jego część, mogło stać się narzędziem naszego doskonalenia"
 
"Nie możemy pojąć Boskich zasad rządzenia światem, pozostaje nam pewność, że Jego sprawiedliwość ostatecznie zwycięży, że dobro i zło spotka się z właściwą zapłatą; nie ma to jednak nic wspólnego z naszym ziemskim szczęściem i niedolą". Mówiąc krótko, postawa chrześcijanina nie polega na oczekiwaniu nadprzyrodzonych reakcji na jego moralne postępowanie, polega na
zaufaniu do Boga. W obliczu nieszczęść powodowanych przez siły nie podlegające naszej władzy chrześcijanin nauczony jest „oddawać Bogu swoje cierpienie" i ufać"

diabeł - koncepcja cz.3

"...sam fakt, że każdy z nas usiłuje potwierdzić i spotęgować swoje własne, odrębne a iluzoryczne istnienie. Nie wystarczy uwolnić się z niewoli ciała, aby być wolnym od zła; trzeba wyzbyć się pragnień, podtrzymujących izolację, którą sami sobie narzuciliśmy, to zaś oznacza wyzbycie się wszelkich pragnień. Jeśli, miast zaprzęgać rozum dla zaspokajania naszych potrzeb (a wysiłek to próżny, skoro wznoszą się one po nie kończącej się spirali), spróbujemy stłumić je i zdać sobie sprawę z tego, że tak świat, jak i Jaźń nasza to iluzje – możemy osiągnąć stan pełni, gdzie żadne wyimaginowane byty nie wiążą nas w naszej pozornej wyłączności i nie oddzielają od tego, co boskie".

"Ziemia spopielona przez umierające słońce, wszechświat unieruchomiony na zawsze w termodynamicznej równowadze, system słoneczny kurczący się do czarnej dziury. Co się tyczy przeznaczenia ludzi: „rodzili się, cierpieli, umierali", jak to mówi najkrótsza historia świata Anatola France'a. Ostatecznie dzieje wszechświata zdają się historią porażki Bytu w starciu z Nicością materia, życie, gatunek ludzki, inteligencja i twórczość człowieka – wszystko to musi skończyć się zagładą wszystkie nasze wysiłki, cierpienia i przyjemności przepadną na zawsze w pustce, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów"



L. Kołakowski "A jeśli Boga nie ma"

Diabeł koncepcja - cz.2 (Usprawiedliwienie jego istnienia jako "dobrego")

Po pierwsze: różnica między diabłem, a księdzem polega przede wszystkim na tym (w myśleniu spektaklowym), że ten drugi jest człowiekiem - ergo podlega wszelkim procesom ludzkim - ludzkim zawikłaniom i ludzkiej niedoskonałości. Ten pierwszy natomiast (zgodnie z Pismem) wykazuje się ogromną inteligencją - więcej rozumie - jest istotą oddaloną od naszych wyobrażeń - nie ma w nim nic z "horroru" (jeśli chodzi o wygląd). Te cechy - inteligencję i różnicę w pojmowaniu spróbuję przedstawić na zasadzie kontrastu - prawdziwe kazanie zaczyna się kiedy mamy diabła. On, żeby nas przekonać, że to naprawdę on przywdziewa rogi (i może ogon, albo widły), ale tylko naiwnie, żebyśmy rozpoznali go zgodnie z naszymi przyzwyczajeniami, ale wykłada on nam kim jest naprawdę i jak działa jego obecność. "Marriage of heaven and hell" Blake'a. Uniknę w ten sposób prostych rozwiązań, a będę się trzymał wstępnych założeń. 
Cytaty poniżej powinny diabłu pomóc się uprawomocnić: 

"Diabeł jest substancją konieczną, bez niego świat, jaki znamy, nie miałby racji bytu.
Diabeł jest istotą konieczną, ponieważ jest przyczyną grzechu pierworodnego, z powodu którego pierwsi rodzice zostali wygnani z raju, a więc przyczyną całej historii ludzkości. Po drugie, gdyby nie diabeł, nie doszłoby do wcielenia Syna Bożego, nie byłoby Jezusa Chrystusa i możliwości zbawienia. Po trzecie, dzięki niemu nasze poznanie nie jest pozbawione podstawowego środka do rozwoju moralnego, mianowicie możliwości wyboru. Prawdopodobnie bez diabła niemożliwe byłoby uprawianie nauki i sztuki."

"Zło jest tutaj postrzegane jako środek do większego dobra, co pozwala przypuszczać, że jest ono czymś przygodnym, że można je usunąć. Aby więc ukazać sens przypadkowego zła oraz samą rację stworzenia świata, niektóre teodycee neoplatońskie sugerują, że „[...]Bóg użyczył światu istnienia po to, by sam mógł rosnąć w jego ciele, że potrzebuje wyobcowanych swoich stworzeń, aby własną swoją doskonałość doprowadzić do pełni. Rośnięcie wszechświata, a zwłaszcza rozwój ducha ludzkiego, który wszystkim rzeczom w ruchu ku doskonałości przewodzi, wprowadza Boga samego w proces historyczny. Tak to Bóg sam staje się historycznym Bogiem. U kresu ewolucji kosmicznej nie jest już tym, kim był na początku. Tworzy świat i przyswajając go sobie ponownie, sam się wzbogaca. Póki pielgrzymka ducha nie dobiegnie końca, Bóg sam nie może uchodzić za samowystarczalną i bezczasową doskonałość”. Idea ta uzyskała miano dialektyki negatywności: zło i przypadkowość są niezbędne, aby byt mógł wydobyć z siebie wszystkie swoje możliwości."

"Przyjmijmy następującą hipotezę: pytanie o rację stworzenia świata, który rodzi zło, jest bezpodstawne, ponieważ nic nie stoi na przeszkodzie, aby zło było po prostu dobre. W ten sposób nie odrzucamy diabła, nie przeczymy istnieniu zła w świecie, ponieważ mówiąc „zło” mamy na myśli pewną pozytywną siłę, m e t a z ł o, które obok dobra jest warunkiem wszelkiego bytowania. Dlatego zło należy rozumieć dwojako: jako Zło, czyli to co absolutne, oraz zło w znaczeniu malum culpae czy malum poenae. Ale nawet te ostatnie, spoglądając z szerszej perspektywy, są pozytywne, ponieważ reagując na zło (chociażby poczuciem winy), czy też przeciwdziałając złu (walka z przeciwnościami losu) zbliżamy się do Boga. W obliczu zła rozpoznajemy wartości etyczne i czujemy wewnętrzny sprzeciw, kiedy są one łamane; mniej za sprawą dobra, gdyż nie staramy się niczego zrozumieć, przeżywamy raczej coś niż poznajemy, jesteśmy pasywni. Tak więc częściowym rozwiązaniem problemu zła (jako czystej negatywności) jest jego negacja. Z kolei negacja negacji daje prawdę. W takim razie moja druga teza brzmi:
Diabeł jest czymś realnym i pozytywnym."
" Nie twierdzę, że ludzka wola nie jest skażona, człowiek jest zły, jednakże nie jest tego zła protoplastą. Albowiem zanim upadł Adam, upadł wpierw Lucyfer. Temu przecież biskup z Hippony nigdy nie zaprzeczał."
"I skądże ta energia pochodzi? Jedyna odpowiedź, jaką wiara w jedynego Stwórcę podsuwa, jest taka, że energia ta musi wywodzić się z tego samego źródła, że oko, które spogląda na świat z punktu widzenia całości, potrafi wykryć wszechobejmującą miłość Bożą również w pozornych monstrualnościach, dostrzec miłosierdzie w okrucieństwie, harmonię w walce, nadzieję w rozpaczy, ład w rozkładzie, wzlot w upadku."
"Czy więc możliwe jest, że Boskość ujawnia się nam jako dwie hipostazy, tj. diabła i Trójcy Świętej? Wydaje się to zasadne, jeśli przyjmiemy, że prawda (czy też essentia) nie może być uchwytywana i odtwarzana przez ludzki umysł inaczej niż za pomocą jakiegoś dualizmu, ponieważ tak poznajemy, poprzez kontrast; natomiast obiektywnie patrząc jest to monizm, jedność tego, co zmuszeni jesteśmy - racji swoich ograniczonej władz poznawczych - nazywać dobrem i złem."
" a przecież Bóg nie może się rozwijać, ponieważ już jest doskonały. Dlatego konieczne jest ujęcie tego „zmagania się” za pomocą precyzyjniejszego pojęcia. Tym pojęciem jest m o n o l o g. Tak więc Bóg prowadzi swego rodzaju monolog, którego idee - z racji naszej psychofizycznej konstrukcji - automatycznie ulegają polaryzacji, następnie personifikacji w Boga Ojca i upadłego anioła Lucyfera, aby ostatecznie ulec potocznemu wartościowaniu."
"Czy więc możliwe jest, że Boskość ujawnia się nam jako dwie hipostazy, tj. diabła i Trójcy Świętej? Wydaje się to zasadne, jeśli przyjmiemy, że prawda nie może być uchwycona i odtwarzana przez ludzki umysł inaczej niż za pomocą jakiegoś dualizmu, ponieważ tak poznajemy, poprzez kontrast; natomiast obiektywnie patrząc jest to monizm, jedność tego, co zmuszeni jesteśmy - racji swoich ograniczonej władz poznawczych - nazywać dobrem i złem."
"W tym miejscu zatacza się koło, kuszenie Jezusa nie jest dyskursem dwóch przeciwstawnych sił, tylko monologiem Boga, który występuje tutaj w podwójnej roli - jako Jezus i diabeł."
"W świetle moc jest ogniem miłości Bożej, w ciemnościach zaś jest ona ogniem bożego gniewu, a jednak z jednym tylko ogniem mamy do czynienia. Rozszczepia się on wszakże na dwie zasady, aby jedna objawiała się w drugiej. Albowiem płomień gniewu jest objawieniem wielkiej miłości; w ciemnościach poznane bywa światło, inaczej nie doszłoby do ujawnienia"
" Nie istnieje więc diabeł, jakiego znamy z opowieści i horrorów. Upadek Lucyfera jest tylko mityczną reprezentacją realnej, a w świetle religii nawet koniecznej, struktury bytu. "
"diabeł jest istotą, w której odbija się wieczna dobroć i chwała Boża, gdyż jest on pierwszym stworzonym podmiotem, który ją otrzymał i przekazuje wszystkim niższym bytom."
"A może Bóg [...] jest bardziej do nas podobny, czasem dobry, czasem zły, ale jednak nigdy tak zły, by grzeszników na wieczne męczarnie posyłać?"
" nieobecność absolutnie dobrych lub złych ludzi nie powinna nikogo dziwić. Należy również pamiętać, że Bóg nie jest dobry w tym sensie w jakim potocznie rozumie się dobroć. Określniki takie jak „dobry” lub „zły” mają słaby zasięg i w głównej mierze zależną od zmysłów. Potrafimy zdefiniować Boga i diabła, lecz nie potrafimy powiedzieć, czym jest skryty za nimi Absolut. Podobnie potrafimy powiedzieć, co jest białe, a co czarne, ale nie potrafimy opisać samej barwy. Dlatego Bóg, czy też diabeł, a ściślej to, co się za tymi imionami kryje, jest poza dobrem i złem, jakie znamy z doświadczenia."
" Diabeł jest Bogiem i vice versa. Innymi słowy, diabeł jest najcenniejszą własnością Boga, podobnie jak dla człowieka najcenniejszą własnością jest jego własne życie. Dlaczego użyłem takiego porównania? Życie jest czymś, co człowiek może sobie odebrać, tak samo jak Bóg, który może unicestwić diabła, jednak tego nie czyni, ponieważ przestałby istnieć. Rozwiązanie to wyjaśnia na czym polega korelacja Boga i diabła oraz podtrzymuje wszechmoc i wolność Boga, który m o ż e się unicestwić, mimo że jest wieczny "
  

środa, 18 lutego 2015

Problemy interpretacyjne... diabeł według Kołakowskiego

Doszliśmy z Błażejem do momentu odsłonięcia się księdza. i... tu trzeba poważnie przemyśleć sprawę... myślałem, że już znam odpowiedź, a tu niespodzianka. Teraz trzeba zrobić tak, żeby uwierzyć diabłowi. (przyszedł jako ksiądź, ale zawiódł; teraz odsłania przed nami prawdziwe oblicze). Mam nadzieję, że odpowiedź znajdę (może podpowiedź) w tym artykule o diable.
Jedno wydaje mi się jasne: odsłonięcie się diabła nie czyni go postacią mocną - wręcz przeciwnie - powinien mieć atrybuty, które tylko w naszych oczach pomagają rozpoznać, że to diabeł. np. rogi święcące.
Trudne to .... trudne...
Pierwszy raz mam wrażenie, że tekst coś przede mną ukrywa. Wymyka mi się. Jak wtedy kiedy czytałem Kolankiewicza i musiałem czytać dwa razy, żeby skumać.

wtorek, 17 lutego 2015

Piekło - inpsiracja




Najmocniej działa na mnie ta droga. Gdyby tak postawić się w tej sytuacji - widzieć ten korytarz.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Diabeł - koncepcja

W dwa dni napisaliśmy scenariusz całości (oczywiście od dwóch miesięcy pracuję nad koncepcją). Jakoś się nawzajem tak nakręcamy, że pomysłów przybywa. Z mojej strony najważniejsza decyzja to czy ma pójść w filozofię, która nie doprecyzowuje tematu teatrem, czy zrobić jak zwykle robię. Właściwie w tym zdaniu jest odpowiedź. Trzeba inaczej do tego podejść. Poza tym ten tekst jest tak "szeroki" i tak otwiera głowę. Tak paradoksalnie stawia temat, że jeśli będą (a będą) go słuchać osoby, które są silnie przekonane do swoich poglądów (jak zero na przykład), to to może wywrócić czyjś system wartości. Ewidentnie Kołakowski pobudza do myślenia. Pozostaje na końcu znak zapytania czy takie myślenie (jego) jest w ogóle możliwe. 
Korci mnie, żeby umieścić 4 w trójcy - konkretnie w instalacji trójwymiarowej, która (XXI) buduje Trójcę Świętą. "On" dosiada" się. 
Znaleźliśmy też rodzaj przebiegu - że językiem jest zmęczenie - wszelkie czynności wychodzą od tego, że ksiądz podczas kazania się męczy (pije wodę, siada w fotelu, rozbiera się). Przeistoczenie też z tego wynika i nagle nagość gra z nami - skojarzenie coś pierwotnego, strasznego może, zwierzęcego. (inspiracja: Bosch). 
Błażej jest ewidentnie nakręcony i przygotowany do takiej pracy. Czysta przyjemność. 

Chce tam umieścić taką wizję, że jeśli piekło istnieje, to trzeba się go zacząć bać. Nie wydarza to się w tekście tylko gdzieś w przeistoczeniu. W nastroju strachu - nie w samym piekle. 


niedziela, 15 lutego 2015

Drugi raz - porwanie profesora Gąbki


Pomysł na te czytania (performatywne) raczej bazuje na pójściu pod prąd - przeciwko upodobaniom widzów. Odejściu od estetyki obrazu telewizyjnego, i zaproponowaniu w zamian dzieciom (i dorosłym) uruchomienie wyobraźni. Bo po co kopiować coś co już mają na wyciągnięcie ręki. (Mam nadzieję, że będę się tego trzymać). Wierzę, że jest to szansa, żeby nasiąknąć inną jakością (niekoniecznie lepszą, ale na pewno trudniejszą, bo przestajemy słuchać; jeśli faktycznie inną, to może prowadzić do "nowego" spojrzenia widza).
Z naszej strony jest to autoteliczna zabawa (masło maślane) totalna. Pozwalamy sobie na dużo. Tym razem na za dużo, ale ... Boże... było wspaniale. Bawiłem się jak nigdy na scenie. To takie przyjemne być w grupie, którą się lubi, wymieniać się energią i stwarzać sytuacje. Konstrukcja jest dobra i sztywna, ale tu (w odróżnieniu od spektakli repertuarowych) tworzymy na poczekaniu nowe rozwiązania. Jakie to pobudzające.
Dzieci chyba dobrze się bawiły, choć na pewno nie było to łatwe. Czuje się, że jeszcze dzieci nie są przygotowane na czytanie. Ale jeszcze kilkanaście razy i będzie super.
Następny pomysł mam też inny - zrobić wyspę - i czytanie o piratach - marzenie każdego chłopca. Czytamy na leżakach, w okularach przeciwsłonecznych. I nagle zaczynają się bitwy piratów. Trzeba zrobić tratwę, flagi pirackie i autentyczne bitwy na szpady. Wyobrażam sobie jaką będziemy mieli polewkę. Dać damsel in distress. Ale będzie zabawa.

sobota, 14 lutego 2015

pauza - Aktualizacja cz.I

Czytam o malarstwie. Sporo mi się wyklarowuje. Czytam o możliwościach odczytywania obrazu i technikach malarskich. Wszystko to odnoszę do mojej wiedzy o teatrze (porównuję).
Malarstwo, jak granie na instrumencie, wymaga umiejętności typowo technicznych. Nie można o tym zapominać w procesie edukacyjnym. Piszę to w kontekście mojego artykułu, który będzie w najnowszej Scenie o tym, ze najważniejsze to mieć coś do powiedzenia. To na pewno prawda (idea sztuki). (Umiejąc już "co", tylko rozważania nad "jak" mogą poszerzyć możliwości wykonawcy). W najprostszej linii zastanawianie się nad "jak" prowadzi do możliwości stosowania większego wachlarza środków.
Wśród tych spraw, tylko jedna wydaje mi się (na razie) w moim mniemaniu niezmienna - używanie pauzy. Pauza, która łamie frazę nigdy nie może być ot tak wrzucona, bo burzy komunikatywność myśli; tzn trudniej jest uchwycić intencję mówiącego. Sprawdziłem to słuchając aktorów, których uważam za wspaniałych. Żaden z nich (Barciś np) łamie frazy w środku ot tak. Nie wiem czy jest to wyuczone czy intuicyjne, ale komunikat jest czytelny i "realistyczny" (bardzo wiarygodny).
Pauza również zamyka temat - to oczywiste. Umiejętnie wykorzystana wybije najważniejsze momenty (tzn każda pauza wcześniej stosowana zmniejsza efekt tej "emocjonalnej" - najważniejszej treściowo.  Przypadkowa pauza bardzo psuje logikę, prawie wybija z myśli wykonawce - wrażenie jest takie jakby wykonawca nie wiedział co mówi. Słyszę to teraz w "czytasz ty - czytam ja". Podobnie jest z pauzą, która graficznie jest przecinkiem. Czasami ów przecinek jest tylko kwestią wymagań gramatyki języka polskiego i nie powinien generować pauzy u wykonawcy, bo myśl leci dalej (tzn nie ma powodu; wystarczy porównać do jez. angielskiego gdzie przed "że" nie musi być przecinka). Zatrzymywanie się często wybija z rytmu i intencji - odrealnia frazę - odbiera jej wiarygodność - robi się zagrana fraza - odtworzona.
W wierszu klasycznym pauza średniówkowa jest tylko wstrzymaniem frazy -  nie melodyjnym zawieszeniem "na kołku" (melodią w górę). Pauza wyznacza rytm wiersza - kierując się grafika - podział na wersy i na strofy. Długość pauzy między wersami będzie zależna od logiki, ale na pewno ta pauza będzie krótsza niż między strofami (najwyraźniej tak został zaprojektowany rytm przez autora). Tu trzeba pamiętać, że w wierszu trzeba słyszeć pewien rytm (nie rym!). Jest to cecha, która odróżnia wiersz od prozy (brzmieniowo).
cdn...

czwartek, 12 lutego 2015

Belfer - dzien trzeci

Zrobilismy calosc w obrazku. materiału jest wiecej niz potrzebuje. po raz pierwszy mam wiecej materialu i mam mozlimosc dodawania lub odejmowania w zaleznosci odpotrzeb kompozycyjnych. Niektore sceny nawet w obrazku juz sa bardzo mocne albo z powodu psychologii interesujacej albo rozwiazania samego w sobie albo kontrastywnego laczenia scen.
Najwiekszym problemem bedzie laczenie fragmentow. Mysle, ze tu nalezy dzialac jak w przypadku sceny Kamilii, Seby, i Lukasza. Kiedy fokus przenosi sie z Seby naLukasza, boten drugi ma reakcje na dzialanie Kamili.
Zaczelismyjuzczyscic poczatek.

środa, 11 lutego 2015

Belfer - praca nad spektaklem (dwa pierwsze dni)

Jesteśmy po dwóch dniach. Praca idzie nieźle. Wczoraj się tak nakręciłem, że połowę w obrazku zrobiliśmy. Niektóre sceny są interesujące i pewnie zostaną, co do innych mam wątpliwości. Poza tym jak zaczniemy to kleić to na pewno jeszcze konstrukcja ulegnie modyfikacji.
Podstawowe założenia:
- jesteśmy w teatrze; nauczyciel-aktor, który musi i jego asystenci-uczniowie, którzy pomagają w opowiedzeniu tej historii.
- historia jest fragmentaryczna z mnóstwem goingbacków - zostawiam to (choć korci, żeby jeszcze intensywniej poprzestawiać kolejność), (pytanie brzmi: dlaczego autor rozwija dalej te fragmentaryczne historie chociaż już wiemy, że nie belfer jest tu ofiarą - odpowiedź może też jest prosta - żeby widz został postawiony wobec dylematu kto tu ma rację; a racji nie ma nikt; zakładam, że jestem tu najbliżej bezosobowej narracji, o której rozmawiałem ze Stanisławem)
- aktorzy grają przed nami różne role
- materiał ma charakter prowokacyjny (ma zmusić do postawienia się po jednej ze stron, choć według mnie to niemożliwe, i dobrze)
- łamiemy od początku czwartą ścianę
- dramaturgia jest prosta - śmieszne/serio/refleksja
- język teatralny nieograniczony, bo przecież jest to fikcja

Trzeciego dnia mam nadzieję dojść do końca fabularnie i zacząć to weryfikować.
Aktorzy grający w tym wszystko potrafią zrobić. To niesamowite, ale tak jest. Jak zmieniam im zadanie, to oni od razu to robią i od razu bardzo wiarygodnie. Nie ma problemu z dystansem, ani z serio. To robi na mnie wrażenie. Lata pracy się właśnie zwracają im. A przecież to dopiero początek.

wtorek, 10 lutego 2015

Czytasz Ty Czytam Ja - Mały Książę


 Tym razem było trochę inaczej. Miałem takie wrażenie, że stać nas na więcej. Ja się czułem w zasadzie bardzo dobrze, ale... nie wiem... w każdym razie trzeba przeredagować tekst - skrócić. Wyrzucić opisowość i w ostatnich rozdziałach doprecyzować o co biega, bo to nie jest jasne, choć tekst o tym mówi (ale nie interpretacja).
To co było wspaniałe, to Danki Wolińskiej animacje... niesamowite. Umówiliśmy się, że jeszcze nad tym popracujemy, ale to naprawdę było pobudzające. Jaką ona ma wyobraźnię niesamowitą. Tym samym spełniłem swoje marzenie o umieszczeniu Steinberga na scenie w jakiejś formie.
Zrobimy to jeszcze raz za miesiąc mam nadzieję.
Trzeba jednak dodać trochę pobudzenia w animacji przy końcu. Pozbyć się (niektórych) opisów. Ujednolicić interpretację. Dodać więcej teatru. Muza Janka Łangowskiego dużo lepiej się wpisywała się niż za pierwszym razem. Jego wyobraźnia też jest nieograniczona. Świetna ta muza.

Niech teraz minie z tydzień i wrócę do tekstu. Wszyscy twierdzą, że ten projekt ma sens. Dla mnie jest to przede wszystkim powrót do słowa. Jasnego, zrozumiałego, zinterpretowanego, z poszukiwaniem podtekstu i tworzenia go na nowo. Podczas spektaklu przychodzą nam też nowe pomysły (nie zawsze dobre), ale jest to dzięki temu żywe.

zdjęcia: źródło www.chojnice24.pl

środa, 4 lutego 2015

psychologia - warsztaty - "Balladyna"

Próbowaliśmy w ciągu trzech dni znaleźć narzędzia (posługiwać się nimi) do znalezienia postaci - ich cech definiujących charakter (od nóg postaci do frazy). Szukaliśmy zadań postaci (czyli do czego zmierzają) które determinuje sposób myślenia. To jest trochę tak, że postać mówi jedno (często niezgodnie z  pierwotną intencją tekstu lub logiką), a robi co innego.
Ta niezgodność z logiką polega na szukaniu psychologii działań - wobec nadrzędnego celu postaci. Jeśli Goplana pocałuje Grabka, to odda mu się na zawsze... a więc jest to prawdopodobnie rodzaj "obrzędu" dla niej... wstrząsa nią... ergo może być oszołomiona - i tak też podawać tekst. (jej celem jest zdobyć Grabka - tzn jej wyśnione marzenie o nim - ona nie widzi w nim tym kim on jest, a więc "prostakiem".)
Szukaliśmy też samoinicjatywy, żeby aktorzy umieli sami proponować. I tu się ładnie udało. Złapałem się kilka razy na gaszeniu inicjatywy, ale jak tylko zdawałem sobie sprawę, to od razu robiliśmy to, co proponowali. Można aktórów zostawić. Ba, trzeba.
ALE: nie wszyscy są gotowi na takie podejście. Łączenie ludzi zdeterminowych do pracy z ludźmi leniwymi, to błąd. Zdenerował mnie Tomek, który nie przeczytał tekstu, bo ma inne sprawy. To po co bierze udział skoro nie ma czasu? To tylko spowalnia pracę tym, którzy się przygotowywali. Zaczynam być niecierpliwy, co jest wysoce niepedagogiczne. Ale pedagogiczne jest podejście uczące, że żeby był efekt, musi być wysiłek. (od lat w to wierzę i też się zmuszam do dodatkowych wysiłków)
Z mojej strony trzymałem się litery tekstu; bez żadnych własnych pomysłów (w moim stylu) (jeszcze...) i inwestując tylko w aktorów. To było bardzo ciekawe, bo oni potrafią sami, choć nie przyzwyczaiłem ich do tego. Ale potrafią...
Przygotowałem wczoraj trzy sceny już okrojonego tekstu, ale zachowując wypracowaną na scenie psychologię. Zmieniłem trochę założenia Aliny i Balladyny, bo nic z tego wynikało ciekawego. Niech każdy z bohaterów pragnie miłości, co ona (- miłość) z nimi zrobi... wiadomo...

niedziela, 1 lutego 2015

Ostatnie zmiany w Romeo

To znaczy te (poniżej) zmiany trzeba poddać weryfikacji z widzem..
Po tym graniu dla młodzieży zacząłem się poważnie zastanawiać czy tam w ogóle jest szansa, żeby ktokolwiek uwierzył, że on się zakochał. Oczywiście można powiedzieć, że to niedopowiedzenie jest w jakimś sensie ciekawe, ale nam obu zależało, żeby on za miłość umarł - prawdziwą. A jednak... cokolwiek by nie powiedział do Julii zawsze wpada to interpretacyjnie w wątpliwość - czy to naprawdę ta miłość.
Zrozmiałem, że trzeba znaleźć gdzie indziej rozwiązanie. (Młody bardzo podobne miał przemyślenia). Zbudowaliśmy dodatkową scenę gdzie Romeo pyta "kim jestem" reagując na niedowierzanie (śmiechy) publiczności. W intymnej rozmowie ze mną on nazywa co się z nim dzieje. I myślę, że teraz to ma szansę... sprawdzimy. Tylko trzeba sprowokować granie.