piątek, 29 maja 2015

Prawda jest taka.

Coś we mnie pękło. I nie chcę już, żeby spektakle się podobały - bardzo pilnowałem się interpretacyjnie. Ale inaczej niż dotychczas. Czas przestaje mi przeszkadzać (jeśli tylko konstrukcja na to pozwala). Czas jest potrzebny.
W czasie tej pracy myślałem tylko o pytaniach Trudnych. Bez odpowiedzi. I o punktach widzenia. Właściwie to jest ta zmiana, o której wczoraj informowałem widzów.
Ten spektakl ewidentnie mógłby wywołać jakąś ciekawą dyskusję. Ta zmiana mnie pociąga. Robię sie też odważniejszy. To może dobrze przed tematem Kołakowskiego, który intelektualnie mnie spala i wymyka mi się.
zdj: Daniel Frymark

czwartek, 28 maja 2015

"Belfer#SHOW" pierwszy kontakt na scenie

Wydarzyło się kilka rzeczy. O kilku rzeczach muszę pamietać. 
Po pierwsze dbać o to, żeby aktorzy byli artystami tzn dawać im w strukturze i intencjach wolność. To świetnie zadziało. Bardzo świeżo było u aktorów. I każdy tworzy (autentycznie TWORZY, nie ODTWARZA) swoją cegiełkę. Tak samo zrobił Sebastian - rozpuścił się w tej strukturze i przeszedł samego siebie. Niosło go. Było to bardzo zróżnicowane. Kilka momentów w trakcie już było takich, że przyszpila. I TO JEST BARDZO WAŻNE. Zauważyłem, że jak mocniej dokręcam śrubę, tym gorzej aktor gra. Tzn OGRANICZA GO KAŻDA DODATKOWA UWAGA natury TECHNICZNEJ (lub interpretacyjnej). I potem podczas grania czuć, że coś go dusi, ale ani jedna strona ani druga nie wie co. Potem przy rozmowie okazuje się, że on sobie coś dorobił do tego, albo ja podpowiedziałem coś czego on się próbuje trzymać kurczowo.
Trzeba bardzo jasno i zwięźle komunikować sensy. Ustawiać strukturę i rytm. I zostawić ich. Efekt wczorajszy wspaniały. Na pewno ten spektakl to przełom w kat. edukacyjnych i pracy z aktorem.
Po drugie, założenia spektaklu się sprawdziły. Jest to spora prowokacja wobec widza; mocnymi środkami prowadzone, może obrazić widza, a jednak to wszystko według mnie służy, żeby się nad tym pochylić. Piotr powiedział, że to smutna historia. A jednak "wesoło" opowiadana. Tzn ogólnie. W szczególe każda scena ma inną konwencję i nastrój. Te różnice w nastrojach są wypracowane na próbach. Na próbie generalnej nie czułem prawie żadnej zmiany. Ale pamiętam że na próbach kiedy wymyślałem te sekwencje. Czułem spore różnice. Muszę pamiętać o tym, żeby kodować wrażenia świeże z pierwszych prób. 
Bardzo dobrze się to zazębia - tzn ta historia. Wspaniale będzie oglądać w jaką stronę to będzie szło. Czuję, że będziemy to teraz często grali. 
Rider świetlny mam wymyślony. Większość operacji jest ok, ale są takie, które mogłyby być płynniejsze. 
 
 


środa, 27 maja 2015

poprawki, żeby nie zginęło

P O P R A W K I    do    "Belfer#SHOW" (po schronisku):
Scena 1:
- wejście robimy takie jak w schronisku
- nie będzie muzyki po "tego potwora" (będzie echo z mikrofonu)

Scena 2:
- SEBA: "sprawdzanie kartkóweczki" - dużo śmiechu - intencja: nabija się z nich przesadnie
- DO WSZYSTKICH - Stop klatka zaczyna się PO tekście Seby "...z obiektu przyjemności zrobić obiekt nauczania" INTENCJA: przestraszyli się go (zrobić to z partnera - Seby)
- OPCJA: (do sprawdzenia) podczas Carmen UCZNIOWIE przerzucają się tekstami "są ważniejsze sprawy" (jest w scenariuszu)

Scena 3:
- dodajemy tekst: "A mój ojciec mawiał: „nauczać, chłopcze, nauczać, to jest najpiękniejszy zawód na świecie”.
Wzruszające co?
Kiedy byłem dzieckiem wszyscy rodzice spotykali się z nauczycielem. Jednego dnia zobaczyłem ojca w jego najlepszym garniturze.
Na głowie czapka z daszkiem.
W polu ojciec zawsze pracował z gołą głową, ale kiedy jechał do miasta, wkładał czapkę. Przez szacunek mawiał.
I pozdrawiał czapką Pana Nauczyciela – Mojego Pierwszego Nauczyciela Pana Gardon  lekko skłaniając głowę.
Pan Gardon powiedział mu, że jestem dość  zdolnym chłopcem. Ależ ojciec był dumny! Ojciec objął mnie i wyszeptał: Widzisz, chłopcze, ty masz szczęście. Ja ledwo sobie radzę z pisaniem. Czytanie jakoś mi idzie, ale pisanie... A ty będziesz umiał.
Akt I Scena I
Moja pierwsza szkoła. Przychodzi pan Gardon. Mój pierwszy nauczyciel literatury. Ma dwa tysiące lat, a ja jedenaście.  (PODAJE ŁUKASZOWI KSIĄŻKĘ; WYCIĄGA z TORBY)
Wybiera książkę z półki, otwiera ją i czyta: " (wszystko mówi Seba)
INTENCJA: (do Łukasza i do widza z pretensją jak to jest dzisiaj, a jak było kiedyś)
- UCZENNICE podczas Hamleta  - te ruchy trzeba wypełniać treścią - tzn GRAĆ NAIWNE ANIOŁKI konwencja: groteska (przesadne uśmiechy)
- NICKA - "PIerdoły" wybiega, ZATRZYMUJE SIĘ, podejmuje decyzję i wtedy tekst (NIE W BIEGU; to trwa, bo my musimy zajarzyć kto wyszedł i zmienić fokus na NICKĘ)

Scena 4:
- INTENCJA NICKI - Ciekawość i PODEKSCYTOWANIE NOWĄ PRACĄ - PRZEZ CAŁY CZAS Z PARTNEREM (za dużo jest dogrywania z podłogą); Jej podekscytowanie - widzimy, że ona prawie podskakuje na krześle. To rośnie, chociażby w natężeniu podawania tekstu ("etapowość" trademark: d.gostomski)
- finał: Paulina rozegrać psychologicznie - spojrzenie ala "jest durna" i dopiero wtedy tekst. (ja widzę, że Twoja reakcja zaczyna się w połowie tekstu Nicki - to za szybko, znaczy, że nie słyszysz partnera)

Scena 5
- KAMILA pamiętać "że każe im pan grać w teatrze" (nie pojawiło się w schornisku, a to ważne)

Scena 6
- WUEFISTKA - (byłoby świetnie rózowy dresik, może pochodźmy dziś/jutro po lumpeksach; zadzwonię)
Scena zaczyna się tak jak wcześniej: ale oni z boku przyglądają się po gwizdku co oni robią, i dopiero wtedy tekst. To jest świetna scena, ale krótka i dużo się dzieje. Najpierw chwilę oglądają jak tamci "ćwiczą". Potem tekst powtórzony.
- "Dzięki temu masz święty spokój" dopiero jak inni znikną ze sceny
- zamiana KOLEJNOŚCI wstążek: pierwszy ŁUKASZ, potem PAULINA (zróbmy to przed spektaklem), na koniec NICKA
- SMUTNE BELFRY i WESOŁE BELFRY - SEBA - najpierw się przygląda, potem dopiero tekst. Oddzielamy "pauzami" każdą osobę wymienianą. Spokojnie tekst. (ta scena jest świetna, ale za SZYBKA; tekst leci jak z karabinu; muzyka niesie nastrój)
- S W E T R Y (Nicka) - nie mogą iść uczniowie tam!

Scena 7
TA SCENA BĘDZIE ULEGAŁA MODYFIKACJOM

- NICKA rysuje kreskę PO braku odpowiedzi; (opcja: do pytania obraźliwe określenie do widza. Może wybierzmy jednego widza, którego ona męczy; nauczyć się pytań na PAMIĘĆ (pytania: wiedza zbędna, a wymagana w szkole)
- Buszkowi rozmazać szminkę za tablicą
- wejście KLAUDII P. póżniej - po tym jak dziewczyny zejdą. Ubiera płaszcz rodzica i gra "rodzicem", bierze Klaudię Nicę za rękę (jako córkę) i na SCENIE (po waszej prawej przy Sebastianie) grają to.
tekst:
"MOJE DZIECI TO NIE ZWIERZĘTA". intencja: usprawiedliwianie.
MOJA CÓRKA BĘDZIE STUDIOWAĆ ME DY CY (pytanie skierowane do NICKI) NICKA (zawstydzona córka dopowiada niechętnie "NĘ")
wymienianka na co chodzi. w tym czasie głaszcze ją PRZESADNIE PO GŁOWIE. "no to chyba wszystko"... "ukłoń sie państwu" (NICKA kłania się, bierze fotel)

Scena 8
- KAMILA napisz sobie to zdanie pełne "więc ładna kobieta..." i podejmij decyzję albo mówisz je w całości, albo rwiesz gdzieś je (niekoniecznie tam gdzie obecnie jest rwane)

Scena 9
- ZAMIANA MIEJSC - Klaudia Podolska jest nie koło belfra tylko trochę dalej, żeby zacząć od tego że ona czołga się do belfra (potrzebny czas)
- z Łukaszem pożegnaj się "w jego języku" - np. "żołwik"

Scena 10
- VI wejścia i zejścia bardzo wolno (nie patrzeć w podłogę)

Scena 11
- nic

Scena 12
- SEBA - świeżość podania tekstu jest super, ale nie poddawaj się takiemu rozwiązaniu że zawsze po jednym słowie podajesz. może częśc frazy, a potem jedno słowo (po tak to się bardzo rwie na TAKIEGO SAMEGO RYTMICZNE CZĘŚCI)
- przed jazzem - zapowiedz muzykę "one, two, three...go"

Scena finałowa
- zejście SEBY - "pokonany" (poczuć się przegranym znaleźć do tego gest psychologiczny w postaci kroku - wolnego, ciężkiego - to tylko podpowiedzi w każdym razie ZNACZĄCEGO to)

OSTATNIA PROSTA. To może być dobry spektakl. Jeszcze trochę wytrwałości. Jutro chciałbym z Pauliną i Buszkową i Podolską K. iść rano po lumpeksach, żeby znaleźć ubiór do uczniów. Coś charakterystycznego.

niedziela, 24 maja 2015

Belfer - już niecały tydzień

Muszę rozpracować światła. na pewno się to rozwija. Dziś na finale popłakałem się. O to mi chodziło kilka lat temu.
 (Viktoria pierwszy raz weszła na próbę i od razu jestem zadowolony. Stary kontra młody - kontra świeża idea).
Ciekawe czy tak też będzie w przypadku widza. Jest ciężko. Im bliżej do premiery, tym więcej się pojawia wątpliwości. Nie chciałbym zrobić idiotów z aktorów. To jest dla mnie najważniejsze. Tyle pracy ile oni wykonali. Interpretacyjnie wszystko jest super. Tylko czy widza to zainteresuje. Czy ktoś myśli jak my. Ten spektakl otwiera głowę na ten temat. Daje refleksję, która może długo chodzić. Każdego z nas to dotyczy. Ale spektakl to spektakl. Nigdy nie wiadomo.
Już bym chciał to sprawdzić z widzem. Po raz pierwszy dałem się z siebie absolutnie wszystko. Tyle umiem. A jednak jest niepokój. Tym bardziej, że rzeczy wokoło nie służą.
"tato, a może belfrowie to bogowie, którzy zstąpili na ziemię". Nie wytrzymałem. Nie mogłem mówić. Emocje puściły. czyli jest szansa.
Czy to się komuś udzieli?

sobota, 23 maja 2015

Belfer#SHOW

...po próbie całościowej. tylko potrzebny jest mocny finał. I wiem, że tak będzie. Od strony aktora (edukacji) prawie zawsze zadania są trudne i wymagają kontaktu z partnerem. O d tej strony będę tego pilnować. Totalnie się poddałem. I mogłobym nie puścić tego w ogóle (ale to są prywatne rzeczy).  Ale jestem to winny ludziom którzy wykonali kawał roboty i się zaangażowali. I chyba wierzą w to. Interpretacyjnie w ogóle nie staram się robić wrażenia (po raz pierwszy chyba). Wszystko się kupy trzyma. Łączy się. Odpowiada na pytania ważne. Znajduje się to wszystko w tym spektrum szkoły i rozszerza się na człowieka i jego problemy. Sebastian pięknie rozpuszcza się w tej formie. Młodzi też się starają. Dobrze jest. Po wczorajszej próbie, to duży zastrzyk. Boli mnie serce. Chciałbym dotrwać do premiery bez stresu w miarę możliwości. Ale to chyba niemożliwe. To że udało mi się funkcjonować dziś to też cud. Ale tym razem działam już wobec ludzi którzy mnie otaczają i nie mogę ich zawieźć. 
Spektakl ma znamiona dobrego. Zobaczymy jak widzowie bedą to przyjmowali. W zadaniach aktorskich trzeba się rozpuścić i poszukać sobie uderzeniowości, która (czuję) jest w partnerstwie. 
Słabe dni... nie wiem co zrobić.... ale to (spektakl) jest dobre. Jest co pokazywać. I z sceny których nie lubiłem są aktywne i dobre (dyrektorka i Gardon; i tam są ciekawe zadania). Najtrudniejsza jest scena gwałtu. Za dużo tam robimy. Trzeba to uprościć, ale musze mieć czas. 
Niesamowite jak pewne konteksty teraz funkcjonują. Co za zbicia napięć. 
...w gruncie rzeczy jeszcze ta premiera i błażeja. I tyle.

piątek, 22 maja 2015

Damian w Warszawie, Michał w Sopocie, Błażej w Gdyni

Tak się jakoś składa, że nadszedł taki moment, kiedy zauważam owoce mojej pracy (w którą stronę idą ludzie, którzy u mnie zaczynali lub zaczynają). To miłe patrzeć jak oni się rozwijają.
 Michał Meller otrzymał 2. nagrodę na Wojewódzkim Konkursie Poezji Polskiej w Sopocie - choć trochę jęczał, że Tylko drugą (gwiazda cholera), a Damian Szmagliński zagrał w Warszawie w teatrze Sióstr Fijewskich. Do tego zebrał dobre recenzje. Chyba się też zapalił (ale to tylko moje przeczucie), żeby jednak startować do Akademii Teatralnej.
Wreszcie Błażej wyreżyserował swój pierwszy spektakl. Bardzo przyzwoitą formą oblekł to, ciekawie manipulując emocjami. Jeszcze długa droga przed nim. I trudna droga rozczarowań czasami. Ale początek świetny. Ja się uczyłem wszystkiego od początku. Od pierwszych słów. A oni już są na takim poziomie. 
To budujące. Jak nic innego nie zostanie z naszego teatru, to to co się dzieje obecnie z ludźmi. I to nie tylko z tymi trzema.

zdjęcie: Damian w spektaklu w Warszawie

Moje myślenie teatralne bardzo się obecnie zmienia. Już mi nie wystarcza robienie spektakli. Wchodzę teraz dość głęboko w siebie. W każdym razie głębiej niż dotychczas. To "inne". Wynika z jakiegoś buntu. Nie chęci (sic!) do samego teatru.

czwartek, 14 maja 2015

Teatrzyk - Belfer#SHOW

Większość scen jest indywidualnie gotowa. Skutecznie pracowaliśmy nad konkretem i precyzją. Ładnie się to rozwija. Raczej nie ma tam niepotrzebnych elementów. Scena śmierci jest mocna. Potem napięciowo też wszystko się zgadza. Bardzo świadomie teraz prowadzę to, bez wkręcania się. Ma to dramaturgię bokserską - przypieprzyć, odskoczyć. Aktorzy mają swoje dobre pomysły i to jest świetne. Najsłabsze sceny są dwie, ale dam się temu rozwinąć bez ingerencji przez jakiś czas.
W poniedziałek kończę pracę nad indywidualnymi scenami. I wtedy zobaczymy to w całości. Nigdy nie byłem tak zorganizowany i przygotowany. Bardzo jestem już ciekaw efektu. Przypadkowo się złożyło, że przynajmniej raz zagramy przedpremierowo. Pierwsze spotkanie z widzem zweryfikuje jak on to odbiera. Z mojej strony pilnuję balansu, żeby nie oskarżać nikogo, żeby dać widzowi czas.
Wszystkie rozwiązania są podporządkowane tytułowi - show - gra w różne konwencje aktorskie i o dziwo jest to pobudzające i nie powoduje zgrzytów. 
Największym problemem są kostiumy, o które zaraz trzeba będzie zadbać. I tu nie mam pojęcia

Jeszcze mam taką uwagę do siebie natury dziwnej... ze spektakli, które oglądałem w Warszawie w zeszłym roku najwięcej pamiętam z... "teatru wolandejskiego". Jestem tym faktem mocno zaskoczony. Natomiast wiem dlaczego pamiętam go lepiej niż Pijaną Sypialnię... czas... Ten sam powód dla którego oglądając Warlikowskiego mam autentycznie czas na zastanowienie się. 
W teatrach inscenizacyjnych (i amatorskich) dba się o rytm pobudzający, żeby za wszelką cenę "trzymało"... ja niebezpiecznie chce odpłynąć na wody mi nieznane, gdzie czas płynie wolniej.
Złapałem nieznaną mi dotąd kontrolę nad formą. Może udałoby sie widza przekonać do "nudy"? 
Ale to z Błażejem. Belfer jest dynamiczny. Ciągle coś się zmienia. choć rozwiązania są pomysłowe, ale proste. Niczego nie utrudniam (chyba) widzowi.

wtorek, 12 maja 2015

Belfer Show - powrót


Wczoraj zrobiliśmy dwie sceny pierwsze - kluczowe. Stawiają tezę, wyznaczają język. Borykam się raczej z takim myśleniem, że za dużo jest później "wstawek". Prościutki ten początek. Potem się rozwija. Wprowadziłem scenę bitwy na muzykę z myślą, że to wzmocni konflikt między uczniami a belfrem, ale to jeszcze nie to. Jest w tej scenie coś z obrazka, którego tak chce uniknąć. Wyciągnąć sens: przeciwstawić muzę dzisiejszą wobec tego czego on słuchał. Bez oceny.Bez nachalności. Może rozwiązanie jest w innym układzie muzy nie wobec widza tylko wobec nich samych...
Staram się pilnować, żeby aktorzy nie udawali mi niczego. Dziś robimy dalej, choć jestem totalnie nie w nastroju, ale może to dobrze.
Istotną rolę w spektaklu gra muzyka - bo on zawsze chciał być muzykiem. Jego muza, kontra ich. Muza jako wyznacznik zmiany czasów. Czy to nie naiwne?

sobota, 9 maja 2015

Another World. Ray Bradbury

Today, I have been looking for a piece of text to help a friend and I encountered something which I have not read carefully enough(or maybe have not read at all as I have no memory of it).
It's DeWayne's favorite short story book which includes "the ice cream suit" that DeWayne cherished so much. I wanted to share this as it brings back memories of a dear friend:

'All I know is it's really the end of the beginning. The Stone Age, Bronze Age, Iron Age; from now on we'll lump all those together under one big name for when we walked on Earth and heard the birds at morning and cried with envy. Maybe we'll call it the Earth Age, or maybe the Age of Gravity. Millions of years we fought gravity. When we were amoebas and fish we struggled to get out of the sea without gravity crushing us. Once safe on the shore we fought to stand upright without gravity breaking our new invention, the spine; tried to walk without stumbling, run without falling. A billion years, Gravity kept us home, mocked us with wind and clouds, cabbage-moths and locusts. That's what's so god-awful big about tonight . . . it's the end of old man Gravity and the Age we'll remember him by, for once and all. I don't know where they'll divide the Ages, at the Persians who dreamt of flying-carpets, or the Chinese who all unknowing celebrated birthdays and New Years with strung ladyfingers and high skyrockets (...) or some minute, some incredible second in the next hour. But we're in at the end of a billion years' trying, the end of something long and to us humans, anyway, honourable.'
      Three minutes . . . two minutes, fifty-nine seconds . . . two minutes fifty-eight seconds. . . .
      'Yes' He could hardly hear his wife's voice. 'Yes . . . I believe that's true.'
      Two minutes, he thought. Ready? Ready? Ready? The far radio voice calling. Ready! Ready! Ready! The quick faint replies from the humming rocket. Check! Check! Check!
      Tonight, he thought, even if we fail with this first, we'll send a second and a third ship and move on out to all the planets and, later, all the stars. We'll just keep going until the big words like immortal and for ever take on meaning. Big words, yes, that's what we want. Continuity. Since our tongues first moved in our mouths, we've asked, What does it all mean? No other question made sense, with death breathing down our necks. But just let us settle in on ten thousand worlds spinning around ten thousand alien suns and the question will fade away. Man will be endless and infinite, even as space is endless and infinite. Man will go on, as space goes on, for ever. Individuals will die, as always, but our history will reach as far as we'll ever need to see into the future, and with the knowledge of our survival for all time to come, we'll know security and thus the answer we've always searched for. Gifted with life, the least we can do is preserve and pass on the gift to infinity. That's a goal worth shooting for.
      The wicker chairs whispered ever so softly on the grass.
      One minute.
      'One minute,' he said, aloud.
      'Oh!' His wife moved suddenly, to seize his hands. 'I hope that Bob . . .'
      'He'll be all right!'
      'Oh, God, take care. . . .'
      Thirty seconds.
      'Watch, now.'
      Fifteen, ten, five . . .
      'Watch!'
      Four, three, two, one.
      'There! There! Oh, there, there!'
      They both cried out. They both stood. The chairs toppled back, fell flat on the lawn. The man and his wife swayed, their hands struggled to find each other. They saw the brightening colour in the sky and, ten seconds later, the great uprising comet burn the air, put out the stars, and rush away in firelight to become another star in the returning profusion of the Milky Way. The man and wife held each other as if they had stumbled on the rim of an incredible cliff that faced an abyss so deep and dark there seemed no end to it. Staring up, they heard themselves sobbing and crying. Only after a long time were they able to speak.
      'It got away, it did, didn't it?'
      'Yes . . . '
      'It's all right, isn't it?'
      'Yes . . . yes . . . '
      'It didn't fall back . . . ?'
      'No, no, it's all right, Bob's all right, it's all right.'
      They stood away from each other at last.
      He touched his face with his hand and looked at his wet fingers. 'I'll be damned,' he said, 'I'll be damned

I'm a billion years old, he told himself; I'm one minute old. I'm one inch, not ten thousand miles, tall. I look down and can't see my feet they're so far off and gone away below.
      He moved the lawnmower. The grass, showering up, fell softly around him; he relished and savoured it and felt that he was all mankind bathing at last in the fresh waters of the fountain of youth.
      Thus bathed, he remembered the song again, about the wheels and the faith and the grace of God being way up there in the middle of the sky where that single star, among a million motionless stars, dared to move and keep on moving.
      Then he finished cutting the grass.'
 
Ray Bradbury. When I read any of his books I feel tranquility. And I am a little boy again who makes use of his imagination. Now, as a grown man, I feel as if I were reading it surrounded by haze or mist. 
Thank you DeWayne for showing this to me.  What unbelievable literature.



środa, 6 maja 2015

Rozmowy w Elsynorze

dzisiaj to: (uderzyło; dawno nie przeczytałem czegoś tak doskonale definiującego problem)
Grotowski. Teksty zebrane.

HAMLET: Człowiek poszukuje Graala - naczynia, które jak ze szmaragdu wyrzeźbione jest z nieskończoności, które wyzwala człowieka od słabości. I Graal jest, jest osiągalny, jest niemal w naszych rękach, ponieważ w naszych rękach jest wyjście poza samego siebie, poza ograniczność i kruchość egocentryzmu - ku innym istotom ludzkim (...)

Jeśli wymagacie ode mnie, abym jednym wyłacznie słowem zdefiniował kształt Mojego  Teatru - powiem, że jest teatrem problemu.

(...)

Jak bigoci na swoje męki płciowe - obaj uczuleni jesteście na wyłączność swoich świętych sposobów. Waszą prywatną sprawą, przyjaciele, jest to - co przeżywacie na scenie. Nie trzeba o tym mówić. Ale przeżycia tłumu, który spogląda na was z widowni - nie są już waszą sprawą prywatną. 

(...)

Jest pięć palców, które spierają się o hegemonię w dłoni ludzkiej, ponieważ nie znają Motta, któremu przeznaczone są (jest) służyć, spieracie się  - przyjaciele - o królowanie w teatrze. Nie znacie Motta. Motto to wyjście poza samego siebie, poza ograniczność i kruchość egocentryzmu - ku innym istotom ludzkim, ku przyrodzie, w świadomości tej powszechnej jedności, której wyrazem najwyższym i najbardziej godnym sprawiedliwości, współczucia, pomocy jest człowiek.

... i jeszcze to:
"Teatr jest sztuką chwili, ale sztuka jest współtwórcą swojego czasu."


wtorek, 5 maja 2015

Premiera w niedzielę.

Dużo pracy włożyli w to twórcy. Sam jestem ciekaw jak to wyjdzie. Zapowiada się bardzo dobrze.
Niedziela o 11.30 i 14.00 w Chojnickim Domu Kultury.