czwartek, 28 marca 2013

Władca.. przed próbami finalnymi

bilety w jeden dzień wyprzedane.
teraz sprostać oczekiwaniom. Zgodnie z tym co zawsze twierdzę: jest wysiłek, będzie efekt; tu wysiłek wszystkich był ogromny. Jesteśmy zmęczeni, choć czuć, że chcemy to pokazać.
Dopieściłem z Pawłem dziś muzykę. Fajnie wyszło. Daje klimat.
Jutro próba pierwsza z trzech finalnych przed graniem w Chojnicach.
Mam dobre przeczucia, ale będę wiedział we wtorek jak jest naprawdę. Teraz tylko ostatni wysiłek, dopiąć, pokazać, a potem to juz się tylko tym cieszyć. Historia jest silna... tylko czy ktoś to zrozumie? albo inaczej: czy jest co rozumieć.
Zło przychodzi w momencie stworzenia odpowiednich warunków. Ot i cała filozofia.

niedziela, 24 marca 2013

60. OKR w Chojnicach

Odkryłem własny poważny problem w pracy pedagogicznej. Słuchając uczestników etapu naszego doszło do mnie jak bardzo im zależy. Jak wiele wkładają wysiłku, a z drugiej strony jakie to nie pewne jak się nie rozumie jeszcze techniki. To tak jak tworzyć dzieło sztuki bez świadomości z jakiego materiału. Wiem coś o tym. Ile jeszcze nieprzeniknionych rejonów przede mną.A przed nimi jeszcze więcej. Wyprzedzam ich tylko wiekiem i może sposobem podejścia, który dojrzewał we mnie przez lata. I teraz osiąga apogeum myśli.
Zawsze kilku wygrywa, reszta - większość "przegrywa". Przegrana to zniechęcenie. Frustracja. Niepewność bytu. Kwestionowanie. Złość. Niezgoda. A nawet poddanie. "po co to robić skoro nie mam nagrody?". Odpowiadam: bo jest treść i sens. Jest poszukiwanie na serio siebie w tym. Po latach (z własnego doświadczenia) jest z czego czerpać dla siebie i dawać to innym. Nauczyć się dzielić z innymi. Jednak dopada mnie moja nieumiejętność uczenia ludzi co jest ważne - nie wykonanie, a sposób myślenia. Łatwość, którą niektórzy sobie wypracowali, wcale nie przekłada się na jakość artystyczną. Tylko na... łatwość.
Spotkanie na tym konkursie z niesamowitą dojrzałością Darii była wyjątkowa. Wie jak, bo wie po co to mówi. Przebija jej charakter, jej problemy, ONA. Do tego dochodzą właściwości poza intelektem - emocją - głos dobry, barwa, dykcja, rozumienie emocji i przenikania. Nie gwiazdorzenia.
boję się o "tych", którzy ciągle nie rozumieją, a już powinni. Nie che mi się już udawać, że "to troche potrwa" jest właściwe.  Ale ja przestałem być autorytetem. Jestem tylko doradcą jak zrobić lepiej. W kategorii intelektualnej jestem już tylko dla garści kimś może pomocnym.
To nie jest pretensja. Smutna konstatacja. A czas leci. Nie robię się młodszy. Martwię się, ze mój kontakt z młodymi sie zrywa, zmienia. Nawet moi ludzie, którzy mnie szanują, trzymają dość spory, nieznany mi wcześniej, dystans... chyba wynikający z wieku. 
ciągle wierzę. choć zdaję sobie sprawę, że może puszczę w świat człowieka, który będzie Tylko "sprawny". Przekonany do końca świata o swojej genialności... Takim jest łatwiej pewnie... ale czy to chodzi... kurcze, nie. Ale co ja tam wiem.

niedziela, 17 marca 2013

... 90 km do Bydgoszczy z prof.Bielunasem


Spektakl gotowy. I finał. Nie będę się juz zastanawiał czy lepiej jest czy gorzej. Jest Tak. Do tego gdzie kucharek 6... i tak dalej.
Chłopcy bardzo dobrze. Łukasz zaskakująco szeroko. Można się go przestraszyć. Takiego go nie znałem. (Przypomina mi się refleksja Brook'a kiedy robił film). Do tego chłopcy zaufali profesorowi, a ja dzięki temu mogę teraz pracować z nimi nad rzeczami, o których milczę.
Wiem doskonale w która stronę należy ich prowadzić. Łukaszowi już wiele chyba nie będę umiał zaproponować w dalszych spektaklach. Jest chyba na moim poziomie i ja już na razie więcej nie umiem. Choć wyczuwam różnicę w umiejętności prowadzenia emocji - konkretnie różnicowania natężeń i mozliwości tonacyjnych. No i kopiowania innych postaci. (czy może cos tam jeszcze jest! :)
Profesor chyba jest zaskoczony poziomem aktorskim. To fajne. 
Natomiast rozmowa w drodze do Bydgoszczy była najważniejsza rozmową, jaką odbyłem ostatnio o teatrze.

- język artystyczny (nie rzeczywistość; kompozycja)
- ostrość języka

- nie podawać się emocji, którą widz już ma
- nie obserwator, a uczestnik
- katharsis - to głębsze zrozumienie egzystencji
- reżyser z bólu
- aktor - nauka emocji w pełnej szerokości (jednak!) i gotowości

zdjęcie: z prób u nas; z kamery

sobota, 16 marca 2013

Na świezo... prof. Bielunas w Chojnicach


Weryfikacja naszej pracy jest niezła. Po pierwsze dostaję sygnał, że moje rozwiązania są zbyt abstrakcyjne - wykraczają poza logikę (realizmu?) scen. Muszę to sprawdzić. Faktycznie szukam rozwiązań nietypowych - rodzaju "pomysłu", który będzie też ciągnął sens. Profesor powiedział "teatr nie znosi pomysłu". Już to kiedyś słyszałem, ale te "pomysły" staram się zahaczać o rzeczywistość. Może niezbyt wyraźnie. Po drugie: lubię dodawać drugie dno do tekstu, a tu najczęściej obraz jest dopełnieniem realnym - to sprawia, że "łatwiej" się to ogląda. Czyli, że utrudniam... tak może być. 
Łukasz bardzo dobrze już się czuję w tym, pomimo świeżego wejścia. Tomek do pracy indywidualnej. Dominik i Piotr b.dobrze. 
Dziś przed końcem pracy zagrali to w całości i już to się osadza. Już było całkiem emocjonalne, a z drugiej strony ma wiele różnych barw i rytmów. Zmieniliśmy kolejność scen, ale to na korzyść. Sam myślałem o tym. 
A teraz o najważniejszym - dziś zrozumiałem sposób myślenia profesora - kategoria czytelność i rytm wynikający z logiki wydarzeń - stąd "pauzy" nie męczą, tylko rozkłada się to inaczej w czasie. (W "Bądź ze mną. Jestem" już tego z powodzeniem spróbowałem - różne rytmy, a jednocześnie pewna ekspozycyjność scen zależna od sensów).
Jeszcze tego języka do końca nie rozumiem. niedługo będę miał szansę. Myślę, że profesor jeszcze do nas przyjedzie na warsztaty. Wykonał tez ładny gest w stronę Dominika proponując, że go przesłucha. To ważne.
Jutro jeszcze cały dzień na próbach z nim. Wspaniały, ciepły człowiek. 

czwartek, 14 marca 2013

"Bądź" w Poznaniu i "Władca" ostatnie sceny


"Bądź ze mną. Jestem" poza jedną sceną jest czyściutki. Zmiany emocjonalne są spore. Dosyć dramatycznie z "miłego" robi się "tragiczne". Teatr podpowiada, że powinno być tam jakieś złamanie tragedii dla bardziej wyszukanego katharsis. Jest to dość oczyszczające, a przede wszystkim jednak prawdziwe - nawet jeśli w teatrze "tak się nie robi".
Te zmiany ostatnie po Konarzynach są bardzo dobre. I znowu: nie trzymać się ustalonego raz rozwiązania - działać na korzyść odbiorcy wykorzystując elementy dla sensów. Nie zostawiać elementów informacyjnych (przejścia pomiędzy scenami). I... odrywać nogi od podłogi.
Łukasz wszedł do Władcy z konieczności. Profesor jednak tego wymagał - rozdzielenia ról Prosiaczka i Jacka. I właściwie otwiera to nowe możliwości - rozgrywanie konfliktów. Jednak świetnie się to rozwija. Szkoda, że ma w tym Błażeja - byłby zespół doskonały, ale musimy sobie poradzić. Dodatkowo, tym razem nie ja podejmuję ostateczne decyzje.
Spektakl jest silny. Gęstnieje tak jak lubię. Nabiera koloru. Wyobrażam sobie to w całości i myślę, że jest to piorunujące. Bawię się konfliktami, uruchomieniami, wydźwiękami. Dość zaskakująco buduję obrazy - na przykład scenę kiedy Łukasz jest na barana. 
Jestem ciekaw jak to się sprawdzi z widzem. Jeszcze nie znam finału... (i nie wiem jak zabić Prosiaczka - wiem tylko, że nie można śmiercią obarczyć Jacka, żeby go nie osłabiać - tłum go zabija. Wina jest płynna, niczyja, więc wszystkich).
"...a ja jestem zwierz. Jakby zwierz to było coś co można wytropić i zabić". 

poniedziałek, 4 marca 2013

próba weryfikacyjna - drugi dzień


Eksperymentuje z zasadą "odrywać nogi od podłogi" - robię tak samo jak dotychczas, szukam podejścia emocjonalnego tylko teraz przez ruch. 
Jestem bardzo ciekaw jak to zostanie przyjęte teraz. Spektakl jest wzmocniony kontekstami przez ciało. Jeśli ktos podda się temu, to może dostać ciekawą historię. Poszukiwania od pasa w dół bardzo ciekawe. nie spodziewałem się takich zmian. Ten rodzaj prowadzenia skutkuje również innym rozłożeniem w czasie - nie ma nadmiaru tekstu. Jest tyle i jest potrzbne. Resztę dopowiada obraz. 
Wzmocniliśmy scenę odejścia Peggy. Scenę kaplicy. Miłości. i dodaliśmy detale - takie jak prowadzenie gestów w rozszerzeniu. Właściwie zasada jest taka sama jak w prowadzeniu tekstu - pozwolić się gestowi rozwijać - nie rwać go. 
Bardzo to ciekawe. Juz się nie mogę doczekać pierwszej weryfikacji z widzem. Jutro gramy przed Poznaniem.  

sobota, 2 marca 2013

Badź ze mną. Jestem. - próby weryfikujące


Jestem mocno zaskoczony. Zawsze wiedziałem, że dosc szybko adaptuję (lub próbuję) otrzymaną wiedzę, ale to przerasta moje oczekiwania. Zrobiliśmy próbę po długim czasie - i wszystko jest jasne. Dbałość o detal jest niesamowita. Sam się złapałem na zastosowywaniu zasady "odrywać nogi od podłogi". Po raz pierwszy spojrzałem na aktora od pasa w dół - jakkolwiek dziwnie to brzmi :)
Do tego te zmiany są jakościowe. Co się zmieniło? Czy potrafię to opisać? Mam potrzebę dopełniania relacji przez ruch. Jak pięknie odnalazła się sytuacja kaplicy. Proste rzeczy, ale jakże skuteczne. Kodują się w aktorze. Do tego dochodzą sprawy rytmu, który w przypadku takiego spektaklu - postawionego tylko na aktorów - i wierzącego w tę historię - potrzebuje zadania w ruchu. Na razie jest pięknie.
Jutro kolejna próba.
(I am broken by the recent events in the house of culture and the threat of being expelled; not to mention the perfect timing of a facebook turn down. I'm so down that I'm not reacting even though I want to)
(Dokonania Roku - the prize is the least important thing - We - the actors - and Friends finally met and had a chance to talk. I guess I love them. Michal was mistaken. but life goes on... and with these people at my side we are able to work Miracles and I'm not talking about theater)