piątek, 14 czerwca 2013

dobre doświadczenia...

Wydarzyło się: grałem Usmiech  po raz (chyba) ostatni w Chojnicach (mam ochotę podsumować mój warsztat aktorski), prowadziłem b.cenne warsztaty z Patem, i z Eweliną byliśmy na 6. powiatowym konkursie w Kamieniu.
To ostatnie było ciekawe dla Eweliny bo zobaczyła od kuchni jak się podejmuje decyzje w jury, dla mnie ciekawe było spotkanie z instruktorami, z którymi mogłem po ludzku pogadać o problemach przygotowywania młodych; gadaliśmy tez o porażkach i jak one działają (według mnie dobrze). Wszystko to było w atmosferze pogody i chęci do dalszej pracy. Ewelina zaśpiewała jako "gwiazda" i przypomniałem sobie jak ona zaczynała w tym konkursie. Bardzo dużo się nauczyła i piekny jest ten rozwój.
Warsztaty z Patem źle się zaczęły, od obecności 5 osób, ale nawet tam czułem niesamowite zaangażowanie tych młodych. To fajna mądra grupa. Dziś było jeszcze ciekawiej - myślą sami, weryfikują, wyciągają wnioski. Przyjemnie się patrzy na tak zaangażowaną grupę młodych, którym się CHCE. Byłem na warsztatach skupiony na celu warsztatów czyli pozostawieniu ich z pewnymi umiejętnościami, albo ze świadomością w jakim kierunku można to prowadzić. Chyba to było ważne dla nich, a do tego bardzo ładnie podziękowali. Takie gesty są ważne. Warto było poświęcić im czas i podzielić się własnym doswiadczeniem. A do tego nacieszyć się tą energią.
Uśmiech był dobry, wiele znowu przeżyłem, choć chyba zmęczyłem się tym spektaklem i jego "ubogością". Za nic nie oddałbym doświadczenia pracy ze Stanisławem, tego co zrozumiałem, i czego się nauczyłem. Jak przyjemnie otwierają mi się emocje. Moja żona powiedziała, że jest to tak wiarygodne, że człowiek zaczyna się zastanawiać czy to prawda. Jeśli moja żona zadaje sobie takie pytanie, to znaczy, że jestem w tym niezły. Natomiast mam ochotę podsumować dla siebie o co i jak grać (według mnie), ale już padam i nie mam dziś sił. jutro premiera Dominika, i bardzo bym chciał, żeby to było dobre. Jest tam kawał zaangażowania młodych, i dużo pracy Dominika. Może się potknąć na prowadzeniu scen, bo patrzy na nie jak aktor, ale jeszcze jutro zobaczymy na próbach.   

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Ego się rozkręca.

Ładnie dzieci pracują. I co najważniejsze same proponują. I fajne są te rozwiązania. Szukam dla każdego zadania, co nie jest łatwe, w tym układzie ról, ale stopniowo wyłaniają się poszczególne motywy. Jest to przy tym niezła lekcja dla mnie, a i frajda oczekując w podnieceniu następnych scen - "niewiedza" mnie nie debilituje, tylko uskrzydla - w końcu właśnie w momencie robienia następnej sceny zaczynamy od "zera" i szukamy. Tam jest Teatr. Prawdziwy.
Do tego muszę stwierdzić, że dopiero teraz jest Otwarty. Wcześniej zamykałem się w rozwiązaniach, które wcześniej wymyśliłem. Teraz jestem po prostu ciekaw. Ciekaw możliwości NOWYCH. których dodam jest Nieskończenie Wiele. The sky is the limit.
Wszystkie prace, które podejmuje teraz są nastawione na "błąd" - tzn możliwość błędu, ale jednocześnie (tak jak warsztaty z dialogu) dają Nowe możliwościowi.
Do tego zaczynam rozumieć prof. Bielunasa - "Nie kopiować stanu widza." To podejście wymaga absolutnego dystansu do tematu, a jednocześnie bezgranicznego zaangażowania (ale to przed wejściem na scenę albo'i miłości do chęci dotknięcia tematu).