środa, 23 stycznia 2013

Władca - kolejne sceny

To zdecydowanie najtrudniejsza rzecz jaką robiłem, choć jestem do tego lepiej niż do innych rzeczy przygotowany. Pomysł zaczyna mnie ograniczać, choć trudno powiedzieć, żeby było nie ciekawie. Ciekawe do czego to wszystko nas w efekcie poprowadzi. Najmocniejsza na razie jest scena pierwszej nocy. Chłopcy sobie radzą dobrze. Dobrze pracują. tomek potrzebuje osobnego tutoringu, ale należało założyć, że tak właśnie będzie.
Za to najważniejsza rzecz do mnie doszła - o czym (i jak) to jest. Na jaki świat przyszło moje dziecko. I tu mam genialny pomysł, jeśli się uda. Trzy godziny spałem dziś. Obudziłem się... i było. A tak naprawdę to mi spędzało sen z powiek, że robię historię Goldinga tylko przytakując głową, że się zgadzam z nim. Kluczem do spojenia całości jest scena z bestią - w pustej sali szkoły teatralnej/lub z dzieckiem na ręku w zyciu. Zobaczymy. Koniec stycznia. Ponad połowa w zarysie jest gotowa. 

wtorek, 22 stycznia 2013

Władca Much - zadania na dziś

Dziś spróbujemy puścić z projektora obraz wyspy w tle przestrzeni psychologicznej. To daje nowe możliwości jak i wzmocni wszystkie detale dotyczące tłumu. Nie lubię białych płacht na scenie, ale po Dziele chyba wiem jak to zrobić, żeby nie przeszkadzało.
No i robimy dalej... fabularnie coraz ciekawiej. W teatrze też jest kilka pomysłów.
Zastanawiam się coraz bardziej nad sensem pierwszej sceny. Spróbuję zbudować fabułę całą i wtedy zobaczę jaką klamrę zastosować.
Dziś chodziło mi po głowie więzienie jako miejsce. Ale nie wiem...
Zmęczony jestem faktem robienia tego na dyplom i na datę. Trochę mnie to blokuje, ale też cieszę się na próbach kiedy sobie odkrywamy.


wtorek, 15 stycznia 2013

Władca - po zredagowaniu

Po weryfikacji nagrania 15 minut Władcy profesor Bielunas dał mi wskazówki co dalej. A właściwie od początku jak to teraz ugryźć.
Dziś jestem po próbie i mogę powiedzieć, że zrobiło sie jeszcze mocniejsze - podzielenie na dwa plany - psycholoigiczny - w żywym i strategiczny na wyspie - już nauczyłem się tą zasadą manipulować na moje potrzeby, ale ciągle cos się dzieje. Buduje też rytmy w pauzach inaczej niz dotychczas. Rozkrecam sceny. Na razie wszystko sie kupy trzyma.
Bardzo ważna była też ostatnia rozmowa na temat jezyka teatralnego - ja przyzwyczajony do koniecznego (i potrzebnego) minimalizmu teraz jestem postawiony w sytuacji gdzie trzeba porzucić tę "tendencję" i wypłynąć. Albo może się zanurzyć. Trochę jeszcze brakuje mi tlenu, ale szukam i uczę się. Właściwie to jest nawet przyjemne - ta szerokość.
Opowiedziałem Profesorowi co się dzieje w jednej scenie w Badz ze mna u mnie - a on odpowiedział słowami, które muszę w sobie pielegnować - nie cytowac rzeczywistości, wchodzić głębiej i wyostrzać język teatralny. Przykład - odejście Peggy - u mnie odchodziła od niego - wychodziła z planu. Teraz ona jest. Gaśnie światło - zapala się - jej nie ma. On po omacku szuka jej. Krzyczy z bólu. TO nagłe zerwanie. Była - nie ma. Jest ostrzejsze. Dobitne.  W tym kontekście przemyślałem całość i zredagowałem tekst. Wyrzuciłem przegadane rzeczy. Usprawniłem scenę z rodzicami. I ostatnie sceny. Jak oglądałem go w Kęsowie, było to poruszające. Teraz myślę, będzie jeszcze mocniejsze.
Jaki to przypadek, że mam okazję iść akurat w stronę, której dotad nie rozpoznawałem...
rytm, szerokość, obraz.

czwartek, 10 stycznia 2013

Władca Much - próby (tydzień pierwszy)

Pierwsze próby sceniczne są ciekawe, jeszcze bez weryfikacji profesora. Ułożył się dość ciekawy rytm przynajmniej od sceny na wyspie. Wcześniej albo coś dzieje się za szybko albo za wolno. Nie do końca wiem jak nad tym zapanować - chyba precyzyjnie technicznie przejść przez te sceny. DeWayne twierdzi, że to interesujące i wciągające. Ja ciągle mam swoje watpliwosci, ale raczej dlatego, że to zupełnie coś innego. Coś czego jeszcze nie robiłem. Pytanie przed pracą sceniczną brzmiało jak zbudować napięcie w małym ludziku. teraz jestem bliżej odpowiedzi. Jedno jest pewne rytm dialogów niesie całość (i pomysły). Myślę, że najtrudniejszy etap w gruncie rzeczy mamy za sobą. Te pomysły, które mam na dalsze sceny wydają mi się bardzo ciekawe. Aż by się chciało już to zrobić.
poprawki po dzisiejszej próbie:
- rytm początku: przeredagować wejście Tomka i reakcje facetów - na razie wyglada technicznie
- scena z samolotem - spróbować nad stołem - efekt: że fizycznie lądują na wyspie (bez przesunięcia przestrzeni)
- u aktorów mocniej dociskać śrubę w zmianach emocji - efekt: zaskakiwanie
- przejscia muzyki; koncha - na ktora reaguja inni, nie muzyka - plynniej
Teraz, dziś, myślę, że nie tylko zdążę na czas, ale że ten eksperyment może się powieść. Jednego nie wiem... jak przejdę do realu... ale może tak jak w Dziele Sztuki... dojdzie do mnie przez pracę z partnerami.

O czym to jest? O tym, że przy pewnych okolicznościach wszyscy jesteśmy źli - w rozumieniu ontologicznym. (neutralne zło).