Czytanie komuś.
Tydzień temu brałem udział w akcji "Dwa Tygodnie z Książką" w Bibliotece Miejskiej w Chojnicach. Zazwyczaj nie robiłem tego sam - traktowaliśmy to jako swoistą zabawę konwencją bibliotekarza - byliśmy więc Molami książkowymi, śpiewaliśmy Kleksy - wszystko to co według nas dodawało kolorytu, i jakoś wykorzystywało nasze umiejętności.
W tym roku byłem zmuszony zrobić to sam - i dość długo zastanawiałem się, co wymyślić. W nastroju "zabawnym" nie byłem w ogóle - więc tym razem postawiłem na czytanie wypożyczającym pierwszych stron dwóch książek - oni mieli wybrać, który biorą do domu. (Czytanie odbywało się na słuchawkach, z delikatnym ambientem w tle).
Fajna akcja. Ale nie to przykuło moją uwagę.
Przyszła pani, w wieku mojego taty jak mniemam. I zaczęła opowiadać fragment swojej historii. W ciągu kilku minut przy pewnych okolicznościach można się sporo dowiedzieć o człowieku. Z dużym skupieniem słuchała mojego czytania. A post factum powiedziała, że żałuje, że nikt jej nie czyta... że jest samotna. Opowiadała o tym z uśmiechem na twarzy - chyba zadowolona z przypadkowego spotkania.
Uderzyło to we mnie falą wtedy - nie patetyczną o "misji". Ludzki odruch - bo ja taką akcję dla ludzi samotnych (każdych w zasadzie) mógłbym robić częściej, jeśli mieliby się poczuć lepiej. Na moment. Uwieczniam ten fakt na blogu, żeby nie zapomnieć.
Na zdjęciu nie ta pani, o której piszę. Mam jej zdjęcie, ale nie wiem, czy by sobie życzyła, żeby ktoś je tu zamieszczał.
Komentarze
Prześlij komentarz