Wyzwolenie.






















"Wyzwolenie" Wyspiańskiego to na pewno wyzwanie dla reżysera. Tekst jest arcytrudny (robiłem kiedyś scenariusz z tego dramatu). Scena masek jest długa, pełna tematów, które (dla mnie) powtarzają się - ergo mogą nużyć widza. 

Byłem mega pozytywnie zaskoczony spektaklem - jego formą, i jednocześnie uszanowaniem oryginału. ALE: o reakcji widzów też trzeba wspomnieć - jest inna niż moja - dotyczy głównie (z tego co słyszałem) czytelność zabiegów reżyserskich. 

Zacznę od zmian koncepcyjnych, które reżyser wprowadził w stosunku do oryginału:

- Konrada zmultiplikował (vide zdjęcie) - każdy gra Konrada: świetny zabieg - dynamizujący treść oryginału. Od strony sensów też ciekawy - reżyser prawdopodobnie doszedł do wniosku, że wszystkie treści w tekście są w tej samej materii semantycznej obojętnie kto je wypowiada - no i najważniejsze: sens spektaklu jest - kolektywny - to już nie Konrad jest podmiotem, ani odbiorcą wszelkich treści, tylko CAŁA GRUPA - naród, Polacy, twórcy, politycy opowiadają wobec nas tę historię.  Konrad - to Polak. 
- Postaci są trupami (zdjęcie) - istniejącymi w "nieczasie" (mogłyby istnieć w każdej przestrzeni czasowej), na naszych oczach tworzą frazę tekstu (jak twórcy lub/i zombie - powyginani w większości). 
-  Konwencja Teatru w Teatrze została zachowana z jednym wyjątkiem - tekst pierwszej sceny podzielił na dwie sceny - pierwszą i "przedostatnią" (jedną z końcowych): od strony sensu niesamowicie skuteczne - podbija tezę spektaklu: "my tu coś sobie gramy, a życie prawdziwe (poza teatrem) się toczy!". Dodatkowo jest jeden element, który obojętnie czy w pierwszej części "fikcji" teatru, czy w scenie kiedy teatr już się "skończył" pozostaje niezmienny - postać trzymająca pochodnię (świetny symbol, mega kreatywnie i sensownie wykorzystany). Ta postać to - moje skojarzenia (część wynoszę z tekstu) - literatura, los, aspekt twórczy, przeznaczenie, konieczność dziejowa, historyczna nieskończoność. To, że znajduję niejednoznaczne "szerokie" określenia dla tej postaci też moim zdaniem działa na korzyść spektaklu (szczególnie dla tych, którzy nie czytali dramatu). 
- Formalnie spektakl jest w obrazie bardzo atrakcyjny - oryginalny tekst daje szansę na wykorzystanie realnie i na oczach widza MACHINY teatralnej. Mamy więc jeżdżące dekoracje ("Dekoracyje" ;). To wszystko zgodne z oryginałem - w ramach konwencji Konrada - aktora - który "grywał Hamlety". Jesteśmy więc w teatrze - widz ma o tym wiedzieć - przez ten pryzmat ma rozumieć sceny odgrywające się na scenie. 
- Do oryginału dodano - scenę "współczesną" płonącego (dla mnie Ukraińca - sugeruje to muzyka w tle) człowieka który zatacza się na proscenium - wyciąga rękę do widza. I pada. Bardzo silny obraz - niesamowicie silny przekaz - "zaraz to my się spalimy", "patrzymy na cierpienie narodu", "może za chwilę to nas czeka" - to myśli, które miałem, oglądając tę scenę. Drugą sceną, która z pewnością jest inna niż w tekście - to scena z racami czerwonymi - robi się z tego scena buntu, (skojarzenia z marszem 11 listopada). Wszystko bardzo metaforycznie, niejednoznacznie... po prostu świetne. 
- UNIWERSALIZM: ten spektakl powinni zobaczyć politycy - z jednej przyczyny - spektakl nikogo nie obraża - jest zwierciadłem. Pokazuje jedną rzecz - zacietrzewienie ideologiczne, bez sens kłotni, nikt nie ma racji, i wszyscy mają racje. Ja tak oryginału nie odczytałem - i dlatego uważam, że całość jest warta zobaczenia przez każdego.  Martwi mnie, to co usłyszałem w kuluarach - że spektakl nieczytelny. Dla mnie wszystko (chyba) było jasne. Nawet kiedy nie ma jednej odpowiedzi, a jest ich wiele - to świetnie - rozszerza to możliwości interpretacyjne dla każdego. Byleby zadać sobie pytanie o znaczenie. W tej formie teatralnej nie ma przypadkowych "dekoracji" - wszystko znaczy, niesie sens. 

Co myślał reżyser... - według mnie - oczywiście nie mogę mieć pojęcia, ale jak to sobie wyobrażam. Jakie to jest w stosunku do innych jego spektakli, które widziałem - to też warto opisać. Next time. 

reżyseria: Jan Klata - uwielbiam jego spektakle - mam wrażenie, że widzę autentyczną pracę reżysera, czuję jego przygotowanie. To sama przyjemność! A nawet trochę zazdrości ;) 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Opowieść Wigilijna" - scenariusz

Europa.

Chodzi mi po głowie...