Posty

Europa.

Obraz
Kiedy miałem lat 20 (i w górę) przeczytałem masę książek, które pomimo tęgo, że byłem jednym z 30 najlepszych maturzystów woj. pomorskiego, umknęły mi. O niektórych nigdy nie słyszałem. Sprowokował mnie do tego fakt, że mój Mistrz mówił mi o literaturze, o której nie miałem pojęcia. I tak przeczytałem "wszystkich noblistów", książki historyczne, dokumenty, Arystotelesa, Platona, filozofów okresu późniejszego, którzy mnie zaciekawili (Pascala, Schopenhauera, Diderota). I... Niewiele z tego pamiętam...  Ergo: czytam Europę Davisa po raz kolejny. Tym razem dzięki internetowi wszystko, co do czego nie mam pewności, sprawdzam (np. Onomastyka - nigdy chyba nie sprawdziłem co to znaczy; albo gdzie dokładnie położona była Troja, którą później odkrył Heinrich Schliemann - jego książkę też czytałem mając 20-kilka lat). Dużą przyjemność sprawia mi powrót do takiej inwestycji we własną wiedzę.  Oczywiście równocześnie czytam "głupoty" w stylu Gwiezdych Wojen - ale to czytam z k...

Czytanie komuś.

Obraz
Tydzień temu brałem udział w akcji "Dwa Tygodnie z Książką" w Bibliotece Miejskiej w Chojnicach. Zazwyczaj nie robiłem tego sam - traktowaliśmy to jako swoistą zabawę konwencją bibliotekarza - byliśmy więc Molami książkowymi, śpiewaliśmy Kleksy - wszystko to co według nas dodawało kolorytu, i jakoś wykorzystywało nasze umiejętności. W tym roku byłem zmuszony zrobić to sam - i dość długo zastanawiałem się, co wymyślić. W nastroju "zabawnym" nie byłem w ogóle - więc tym razem postawiłem na czytanie wypożyczającym pierwszych stron dwóch książek - oni mieli wybrać, który biorą do domu. (Czytanie odbywało się na słuchawkach, z delikatnym ambientem w tle).  Fajna akcja. Ale nie to przykuło moją uwagę.  Przyszła pani, w wieku mojego taty jak mniemam. I zaczęła opowiadać fragment swojej historii. W ciągu kilku minut przy pewnych okolicznościach można się sporo dowiedzieć o człowieku. Z dużym skupieniem słuchała mojego czytania. A post factum powiedziała, że żałuje, że nikt ...

Wyzwolenie.

Obraz
"Wyzwolenie" Wyspiańskiego to na pewno wyzwanie dla reżysera. Tekst jest arcytrudny (robiłem kiedyś scenariusz z tego dramatu). Scena masek jest długa, pełna tematów, które (dla mnie) powtarzają się - ergo mogą nużyć widza.  Byłem mega pozytywnie zaskoczony spektaklem - jego formą, i jednocześnie uszanowaniem oryginału. ALE: o reakcji widzów też trzeba wspomnieć - jest inna niż moja - dotyczy głównie (z tego co słyszałem) czytelność zabiegów reżyserskich.  Zacznę od zmian koncepcyjnych, które reżyser wprowadził w stosunku do oryginału: - Konrada zmultiplikował (vide zdjęcie) - każdy gra Konrada: świetny zabieg - dynamizujący treść oryginału. Od strony sensów też ciekawy - reżyser prawdopodobnie doszedł do wniosku, że wszystkie treści w tekście są w tej samej materii semantycznej obojętnie kto je wypowiada - no i najważniejsze: sens spektaklu jest - kolektywny - to już nie Konrad jest podmiotem, ani odbiorcą wszelkich treści, tylko CAŁA GRUPA - naród, Polacy, twórcy, politycy ...

Zaufanie. Komunikat.

Obraz
Ostatnio zwrócono mi uwagę przed Bitwą Teatralną (oddzielnie ją opiszę - będzie o złych wyborach), że nie komunikuję "o co mi chodzi" precyzyjnie. I trudno mi się z tym zgodzić, ale skoro mój aktor tak mówi, to trzeba się nad tym pochylić.  Myślę, że ten problem dotyczy wielu reżyserów - mówimy jedno, a aktor słyszy to inaczej (!!!).  Lub - gorzej - nie mówimy nic. To ostatnie raczej mnie nie dotyczy - ja nie mówię nic, kiedy po prostu nie mam nic do powiedzenia, lub jak nie znam odpowiedzi na pytania aktorów lub sensownego rozwiązania dla sceny.  Ja mówię (chyba) sporo. Choć przez lata - wydaje mi się - że nauczyłem się hermetyzować uwagi; sprowadzać do jednego zadania. Sam, jako aktor byłem sfrustrowany, kiedy reżyser opowiadał mi, czego by chciał. Choć opowiadanie samo w sobie nie jest złe - bo daje aktorowi szansę własnej interpretacji, to ostatecznie może nie służyc spektaklowi, kiedy reżyser post factum ma pretensje, że "chodziło o co innego". Reżyser przy tak...

Synergia aktor - reżyser

Obraz
Synergia zakłada (chyba) z definicji "dobry" efekt wspólnej kooperacji. Kto ma się w teatrze lepiej dogadywać niż aktor i reżyser? "Wynalazek" reżyserii to relatywnie niedługa tradycja - a przynajmniej w naszym rozumieniu tego słowa. Czy ten "twór" jest w ogóle potrzebny skoro radzono sobie bez niego przez setki lat.  Znane są anegdoty o p. Wajdzie, który opowiada "zaraz przyjdą aktorzy i wszystko zepsują". Moje zdanie jest przeciwne - kiedy przychodzi aktor wtedy dopiero dzieje się magia teatru. Nikt nie umie tego specjalnie nazwać wśród tych, którzy się materią teatru zajmowali (a przynajmniej wśród "największych" nie doczytałem; oczywiście są też tacy przed p. Wajdą, którzy nigdy nie mogli dogadać się z aktorem - stąd np. pomysł "nadmarioneta" Craiga - zastąpienie aktora sztucznym tworem (w uproszczeniu dużym)).  Reżyser - zakładam, że przygotowany do pracy: choćby w głowie rozpisane sceny, posiadający pojęcie co do całości...

Narzucać czy nie? cz.1

Obraz
Założenie: w trakcie myślenia koncepcyjnego; rozpisywania scen przy znajomości całości, i świadomości, 1) o czym jest oryginał 2) w jakim kierunku prowadzić spektakl 3) na ile oryginał należy (trzeba) "dopasować" pod tezę spektaklu. Pytanie brzmi czy należy aktorom narzucać od początku interpretacje. Jakie są takiego działania konsekwencje - pozytywne i negatywne.  Zacznę od tego, że decyzja czy "tak" lub "nie" - moim zdaniem została już zdeterminowana dużo wcześniej niż podczas pracy nad spektaklem. Jest ona zależna od charakteru osoby (i jego doświadczeń). Widziałem spektakle, które są atrakcyjne wizualnie, ale brakuje im sprawnego przebiegu dramaturgicznego. Takie spektakle "zgadzają" mi się z charakterem osób, które je reżyserują (oczywiście mówię o osobach, które znam osobiście).  Podobnie jest z "narzucaniem" interpretacji - są tacy, którzy to robią i wymagają jednego konkretnego wykonania -  kurczowego trzymania się tego. Spodzie...

Pomysły, próby, wykonania

Obraz
Od pomysłu - poprzez próby - do wykonania droga nie jest długa; wymaga tylko przygotowania od strony reżysera i aktora PRZED. Wchodzą tu w grę kilka "wybory" dotyczące metody pracy - dochodzenia do efektu:  1. pierwszy wybór - narzucać interpretację od początku? 2. drugi - naciskać, żeby wykonanie było zawsze takie samo? 3. obraz sceniczny - obudować wykonanie "ciekawym" obrazem, zostawić wykonawcę samemu sobie. Kiedy stosuję, którą metodę. Jakie są konsekwencje każdej z nich. Co zauważyłem "w Polsce".  4. kostium/kolor.  5. współpraca z ludźmi. 6. pierwsze wykonanie - sukces/porażka. Czy zmieniać koncepcję? i którą - reżyserką, czy aktorską (wykonawczą).  7. przekonywanie aktora do "wizji" - jakim sposobem?  8. wykonanie martwe - co wtedy? 9. kto bierze odpowiedzialność za całość? I co za tym idzie.  W najbliższych dniach odpowiem sobie na te pytania. Jak tylko pozwoli mi czas. Już dawno to dla siebie nazwałem - teraz czas, żeby aktorzy wiedziel...