Hamletycznie - subiektywnie - post właściwy
Dzień, w którym oglądałem ten spektakl był... dziwny dla mnie. Chodziły mi po głowie różne myśli. Z tego powodu mogę nie być do końca obiektywny w opisie spektaklu. Kilka razy w życiu byłem w sytuacji, kiedy myśli odpływały mi w różne strony, podczas oglądania spektaklu - najczęściej nie jest to dobry znak, bo sugeruje, że spektakl nie ma dynamiki, lub/i nie angażuje, brakuje mu często spójności, ogląda się go wrażeniowa. Raz "odpływanie myśli" było założone przez reżyserkę - zresztą Wielką reżyserkę, Annę Augustynowicz. Po spektaklu ("Wyzwolenie" wg Wyspiańskiego) odbyło się z nią spotkanie, i ona to założenie, że "widz ma podróżować po tematach dookoła spektaklu" zwerbalizowała (dostałem wtedy od niej scenariusz tej sztuki z jej notatkami). Pamiętam, że ja podczas oglądania faktycznie "podróżowałem", ale nie uznałem tego wtedy za atut. (Spektakl był jakoś nierówny - były tam sceny jakby doklejone np. scena (świetna zresztą) tańca maoryjskiego...