Posty

Co to znaczy "łatwo"?

Obraz
Spektakl 9 kwietnia był "łatwiejszy" niż premiera. Aktor, którego widz obdarza świetną energię może więcej. I tak było. Ogólnie przekłada się to na "nowe" możliwości aktorskie. Nawet pauza mogą być w takim układzie dłuższe - oczywiście bez przesady - wszystko można zepsuć "rozpuszczając się" w tej dobrej energii.  Synergia jest wyczuwalna. Gra się inaczej. Nawet sceny, które już były dobre, przy mądrej kontroli, stają się lepsze. A sceny słabe - nagle stają się relatywnie sprawniejsze.  Zapytałem (niektórych) aktorów przed spektaklem, czego by chcieli w tym spektaklu (przeżyć, doświadczyć, nauczyć się, poeksprymentować) . Po chwili przemyśleń usłyszałem odpowiedź. Dość ciekawą. Ale nie poprzestając na tym, podpowiedziałem "co" można zrobić, żeby to osiągnąć. To nie były odkrywcze rzeczy, ale podziałały. W gruncie rzeczy za każdym razem przekonuję się, że aktorstwo zaczyna się w głowie. W ogóle nie na scenie. Szczególnie kiedy gra się po raz kolej...

Hamletycznie - subiektywnie - post właściwy

Obraz
Dzień, w którym oglądałem ten spektakl był... dziwny dla mnie. Chodziły mi po głowie różne myśli. Z tego powodu mogę nie być do końca obiektywny w opisie spektaklu.  Kilka razy w życiu byłem w sytuacji, kiedy myśli odpływały mi w różne strony, podczas oglądania spektaklu - najczęściej nie jest to dobry znak, bo sugeruje, że spektakl nie ma dynamiki, lub/i nie angażuje, brakuje mu często spójności, ogląda się go wrażeniowa.  Raz "odpływanie myśli" było założone przez reżyserkę - zresztą Wielką reżyserkę, Annę Augustynowicz. Po spektaklu ("Wyzwolenie" wg Wyspiańskiego) odbyło się z nią spotkanie, i ona to założenie, że "widz ma podróżować po tematach dookoła spektaklu" zwerbalizowała (dostałem wtedy od niej scenariusz tej sztuki z jej notatkami). Pamiętam, że ja podczas oglądania faktycznie "podróżowałem", ale nie uznałem tego wtedy za atut. (Spektakl był jakoś nierówny - były tam sceny jakby doklejone np. scena (świetna zresztą) tańca maoryjskiego...

Pierwszy raz - Hamletycznie - próby dogadania się.

Obraz
Po raz wtóry zapytałem - nie wierząc specjalnie w sukces - dystrybutora retransmisji spektakli o możliwość pokazania jednego ze spektakli. Na pomysł wpadłem w grudniu zauważając, że w repertuarze mają spektakl z Benedickiem Cumberbatchem. Po rozmowie z panią odpowiedzialną za ten projekt miałem zupełnie inne wrażenie niż kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy chciałem pokazać spektakl "ze świata" u nas - dużo lepsze wrażenie - również jeżeli chodzi o finanse. Po raz pierwszy wydało mi się to możliwe. Skończyła się dystrybucja tego spektaklu z p.Benedictem, więc wspólnie szukaliśmy innego tytułu.  National Theatre of London obserwuję od dawna. Oni tam niesamowicie grają. Nie ma półśrodków, jest prawdziwa emocja, albo zachowawcza poprawność (w miejscach w fabule, które nie wymagają silniejszej emocji absolutnie usprawiedliwiona - co mi po płaczu aktora/ki, kiedy nie ma pod niego odpowiedniej podbudowy głównie natury dramaturgicznej/fabularnej).  Każdemu aktorowi radziłbym się te...

Rzeźnia nr 5

Obraz
  Wróciłem do tej książki po 20-kilku latach. Ktoś mi ostatnio opowiadał, że czytał jakąś książkę po jakimś czasie i miał zupełnie inne wrażenia; dokładnie tak samo mam po ponownym przeczytaniu  "Rzeźni nr 5".  Czytałem ją po raz pierwszy pod przymusem na filologii angielskiej. Poza szczątkowymi reminiscencjami z niej - pamiętam tylko, że się męczyłem (pomimo tego, że książka jest relatywnie krótka).  Tym razem - jako, co by nie powiedzieć - starszy facet zupełnie inaczej odbieram tę historię, a najbardziej "skakanie" bohatera w czasie. Czytając miałem ciągle nieodparte wrażenie, że w zasadzie to trochę jakbym ja wspominał życie z perspektywy (umownie nazwijmy to) dojrzałości. To świetny zabieg dramaturgiczny - nie inwestowanie w opisy wspomnień, tylko skoki w czasie.  Dzielę się kilkoma fragmentami:  Rozmowa z kosmitami: „Dlaczego akurat ja? -  To bardzo ziemskie pytanie, panie Pilgrim. Dlaczego pan? A dlaczego my? A dlaczego w ogóle cokolwiek? P...

Skuteczne negocjacje...

Obraz
  Jak wyglądałyby bajki napisane przez np. braci Grimm dziś? Ilość brutalizmu w nich jest niespotykana. Dzieci nie mają z nią problemu, bo doskonale rozumieją bajkową fikcję. Podczas moich spotkań z "Agentem Kotem" zachęcam je do wymyślania różnych scenariuszy danej bajki. Są dzieci, które nie potrafią "odkleić się" od ich rzeczywistości, którą nazwałbym tiktoką (nie ma w tym nic złego - ja też w tym wieku nie potrafiłbym), ale zdarzają się fantastyczne, kreatywne, zabawne pomysły. Dzieci nawet nie przypuszczają, że z taką wyobraźnią mogłyby już spokojnie zacząć pisać/rysować/tworzyć.  Ze spotkania na spotkanie poprawiam swoje warsztaty, biorąc pod uwagę dwie sprawy: a) nie marnowanie czasu własnego - skoro już robimy te spotkania, to trzeba dać z siebie tyle, żeby (potencjalne) było to niezapomniane doświadczenie. b) nie marnowanie czasu dzieci - konkretne zadania do zrobienia, z wyraźnym celem. "Promocja" książki spada na drugi plan, ale ciągle stanowi d...

Trochę filozofii...

Obraz
Wspomniałem niedawno, że od jakiegoś czasu nadrabiam zaległości (albo sobie przypominam) wiedzę historyczną od momentu, kiedy Vis Mayor powiedział "start".  Zacząłem to robić, bo wkurzało mnie, że wiele rzeczy nie pamiętam. (nota bene zrzucam winę na covid -nie wiem czy słusznie, może to po prostu wiek). Cały Bliski Wschód przewędrowałem na kartkach literatury faktu wzdłuż i wszerz. Przyszedł czas na Grecję i Rzym. Tu na pewno zatrzymam się na dłużej, z oczywistej przyczyny - materiału jest, mówiąc delikatnie, sporo.  Korzystam z kilku książek: "Historia rodzinna" Montefiore, starego dobrego Normana Davisa "Europa" (nagroda dla najlepszego maturzysty woj. pomorskiego wreszcie wykorzystana), i moje odkrycie "The complete story of civilization" Willa Duranta (13.000 stron!, na razie przeczytałem 5 procent).  (Dla relaksu czytam obecnie "Akte Atlantis" Cusslera (po niemiecku), wracam do "Rzeźnia nr 5" Vonegutta, czasami jeszcze s...

Czy najsmutniejsza?

Obraz
Zachęcając do słuchania całkowicie darmowych bez reklam opowiadań, przedstawiam trailer jednego z opowiadań.  Chciałbym, żeby komunikował on kilka rzeczy: że opowiadania są zabawne (dzieci podczas spotkań autorskich się śmieją w głos), ale przemycają też poważniejsze treści w nienachalny sposób. No i... "śpiewam" w nich... ;) Dlaczego "Mała S.", czyli Mała Syrenka to najsmutniejsza bajka na świecie? Bo czasami sprawy układają się tak, że nawet pomoc drugiego człowieka (lub kota) w niczym nie może pomóc.  Każdego 3 dnia każdego miesiąca publikuję na youtubie opowiadania. Jestem z nich dość zadowolony. Z każdym napisanym opowiadaniem jestem trochę sprawniejszy.   Całe opowiadanie:  https://www.youtube.com/watch?v=5nenCkZ0-qA&t=341s   Bardzo bym chciał, żeby kanał miał swoich małych odbiorców. Wierzę w tę treść. I polecam subskrybcje.