Posty

"Kanato", Projekt, prof. Komasa.

Obraz
Pokazaliśmy przedsmak koncertu muzycznego "Piosenki od Czapy dla Małolata i Małolaty". Na szczęście w środę zagraliśmy to w Charzykowach - była szansa sprawdzić jak to działa, a co nie działa w ogóle.  Generalnie założenia się sprawdzają. Stać nas jednak na więcej - na większą uwagę na detal. I tak też będzie. Premiera odbędzie się 6 grudnia - do tego czasu zrobimy z tego perełkę.  To co się nie sprawdza to dodatkowe interakcje - mogłem to przewidzieć, ale mam ostatnio trochę więcej ochoty na eksperyment (nie kosztem widza - są to dla niewprawionego oka rzeczy niezauważalne).  Muszę też pomyśleć o większej szlachetności materiału. To, co jest świetne to, że zespół pomimo "kwękania" na początku, zaangażował się w ten karkołomny projekt. Ja i Piotr R. przez kilka dni nie mogliśmy się sprawnie poruszać - to dobry znak - jest tam energia, taka jak była w przypadku "Kleksów". Co dla mnie ciekawe - pewne sceny wymyśliłem bardziej intuicyjnie, nie rozumiejąc ich ...

Kaszubskie wyzwanie!

Obraz
Wczoraj odbył się pierwszy etap "Rodno Mowa". Przygotowywaliśmy się z Janiną Kosiedowską do tego ponad trzy miesiące. Świetnie było wrócić na scenę w dziedzinie, w której czuje się jak ryba w wodzie.  Nie opisywałbym tego doświadczenie, gdyby nie kilka elementów, które mnie samego zaskoczyły.  Po pierwsze wziąłem w tym konkursie udział po raz drugi - pierwszy był dokładnie 30 lat temu; wtedy naturalnie bez żadnej świadomości warsztatu, czy języka.  Po drugie pracowaliśmy z Janką długo - ponad trzy miesiące. Dzięki temu uzyskałem taką sprawność nad tekstem, że w zasadzie poddaje się swojej intuicji (a przy dobrych wiatrach też świadomości) podczas wykonywania. Każde wykonanie jest inne. Myślałem, że to Jankę będzie drażnić, ale ona chyba poczuła, że dzięki temu mam bardzo dużo możliwości, i nigdy nie poddaje się rutynie. Ustawiłem sobie tam tylko kilka miejsc emocjonalnie "pewnych", żebym w tych miejscach zawsze wskakiwał w coś mocnego wewnętrznie (w tych miejscach p...

Przegrać/wygrać

Obraz
Mam różne doświadczenie z pojęciem "wygrać/przegrać" i jego konsekwencjami. W mojej dziedzinie "zwycięstwa" na festiwalach ogólnopolskich rozleniwiają twórców. Szczególnie w sytuacji, kiedy sam na festiwalu oglądam się (w mojej ocenie) lepszy spektakl. Komunikat jest jasny: "tyle wystarczy" - tylko tyle musimy się wysilić, żeby zdobyć nagrodę. To nie jest rozwojowe. W dłuższej perspektywie jest to szkodliwe.   Jeśli na "wejściu" na festiwal jest się z małej miejscowości, a nie z Warszawy, Krakowa itd., wtedy przez pierwsze 15-20 minut najpierw podczas trwania spektaklu trzeba przekonać widza jakością spektaklu, że "to jest dobre", "warto to obejrzeć". Może przesadzam, ale wydaje mi się z (wielokrotnej) obserwacji, że teatry z dużych miast w tym kontekście mają łatwiej.  Z drugiej strony miałem też taki okres w swoim artystycznym życiu, że przestałem się cieszyć zupełnie. I zarażałem tym innych. Tak też nie można. Najlepiej zna...

Co to znaczy "łatwo"?

Obraz
Spektakl 9 kwietnia był "łatwiejszy" niż premiera. Aktor, którego widz obdarza świetną energię może więcej. I tak było. Ogólnie przekłada się to na "nowe" możliwości aktorskie. Nawet pauza mogą być w takim układzie dłuższe - oczywiście bez przesady - wszystko można zepsuć "rozpuszczając się" w tej dobrej energii.  Synergia jest wyczuwalna. Gra się inaczej. Nawet sceny, które już były dobre, przy mądrej kontroli, stają się lepsze. A sceny słabe - nagle stają się relatywnie sprawniejsze.  Zapytałem (niektórych) aktorów przed spektaklem, czego by chcieli w tym spektaklu (przeżyć, doświadczyć, nauczyć się, poeksprymentować) . Po chwili przemyśleń usłyszałem odpowiedź. Dość ciekawą. Ale nie poprzestając na tym, podpowiedziałem "co" można zrobić, żeby to osiągnąć. To nie były odkrywcze rzeczy, ale podziałały. W gruncie rzeczy za każdym razem przekonuję się, że aktorstwo zaczyna się w głowie. W ogóle nie na scenie. Szczególnie kiedy gra się po raz kolej...

Hamletycznie - subiektywnie - post właściwy

Obraz
Dzień, w którym oglądałem ten spektakl był... dziwny dla mnie. Chodziły mi po głowie różne myśli. Z tego powodu mogę nie być do końca obiektywny w opisie spektaklu.  Kilka razy w życiu byłem w sytuacji, kiedy myśli odpływały mi w różne strony, podczas oglądania spektaklu - najczęściej nie jest to dobry znak, bo sugeruje, że spektakl nie ma dynamiki, lub/i nie angażuje, brakuje mu często spójności, ogląda się go wrażeniowa.  Raz "odpływanie myśli" było założone przez reżyserkę - zresztą Wielką reżyserkę, Annę Augustynowicz. Po spektaklu ("Wyzwolenie" wg Wyspiańskiego) odbyło się z nią spotkanie, i ona to założenie, że "widz ma podróżować po tematach dookoła spektaklu" zwerbalizowała (dostałem wtedy od niej scenariusz tej sztuki z jej notatkami). Pamiętam, że ja podczas oglądania faktycznie "podróżowałem", ale nie uznałem tego wtedy za atut. (Spektakl był jakoś nierówny - były tam sceny jakby doklejone np. scena (świetna zresztą) tańca maoryjskiego...

Pierwszy raz - Hamletycznie - próby dogadania się.

Obraz
Po raz wtóry zapytałem - nie wierząc specjalnie w sukces - dystrybutora retransmisji spektakli o możliwość pokazania jednego ze spektakli. Na pomysł wpadłem w grudniu zauważając, że w repertuarze mają spektakl z Benedickiem Cumberbatchem. Po rozmowie z panią odpowiedzialną za ten projekt miałem zupełnie inne wrażenie niż kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy chciałem pokazać spektakl "ze świata" u nas - dużo lepsze wrażenie - również jeżeli chodzi o finanse. Po raz pierwszy wydało mi się to możliwe. Skończyła się dystrybucja tego spektaklu z p.Benedictem, więc wspólnie szukaliśmy innego tytułu.  National Theatre of London obserwuję od dawna. Oni tam niesamowicie grają. Nie ma półśrodków, jest prawdziwa emocja, albo zachowawcza poprawność (w miejscach w fabule, które nie wymagają silniejszej emocji absolutnie usprawiedliwiona - co mi po płaczu aktora/ki, kiedy nie ma pod niego odpowiedniej podbudowy głównie natury dramaturgicznej/fabularnej).  Każdemu aktorowi radziłbym się te...

Rzeźnia nr 5

Obraz
  Wróciłem do tej książki po 20-kilku latach. Ktoś mi ostatnio opowiadał, że czytał jakąś książkę po jakimś czasie i miał zupełnie inne wrażenia; dokładnie tak samo mam po ponownym przeczytaniu  "Rzeźni nr 5".  Czytałem ją po raz pierwszy pod przymusem na filologii angielskiej. Poza szczątkowymi reminiscencjami z niej - pamiętam tylko, że się męczyłem (pomimo tego, że książka jest relatywnie krótka).  Tym razem - jako, co by nie powiedzieć - starszy facet zupełnie inaczej odbieram tę historię, a najbardziej "skakanie" bohatera w czasie. Czytając miałem ciągle nieodparte wrażenie, że w zasadzie to trochę jakbym ja wspominał życie z perspektywy (umownie nazwijmy to) dojrzałości. To świetny zabieg dramaturgiczny - nie inwestowanie w opisy wspomnień, tylko skoki w czasie.  Dzielę się kilkoma fragmentami:  Rozmowa z kosmitami: „Dlaczego akurat ja? -  To bardzo ziemskie pytanie, panie Pilgrim. Dlaczego pan? A dlaczego my? A dlaczego w ogóle cokolwiek? P...