Turniej Miast


To już pieśń przeszłości, ale warto opisać to z mojej perspektywy. 

Przygotowań do takiego wydarzenia, jak się łatwo domyślić, jest dużo (za dużo, żeby to nie kosztowało masę energii). Postawiłem sobie za zadanie, żeby to było atrakcyjne dla widza. Wpadłem na taki pomysł: przegrana drużyna tatuuje sobie herb miasta przeciwników. Na początku myślałem, że uda nam się tylko jakąś tanią, źle wyglądającą kopię herbu przygotować jako tatuaż. Technologia natomiast poszła tak do przodu, że zamówiliśmy (za niewielką cenę) świetne kolorowe tatuaże. 

Wiedziałem, że jeśli ja ogłoszę taki "zakład", to nie będzie to miała oglądalności. Ergo - poprosiłem Burmistrza, żeby nagrał krótki filmik według mojego scenariusza. Udało się. Nasz Burmistrz świetnie to "gra" - jest wiarygodny i naturalny.  

Nie musiałem długo przekonywać Grzegorza Stawiaka (reżysera drugiego spektaklu), żeby jego (dużo młodszy od mojego) zespół się zgodził. 

Od początku wiedziałem też, że dramaturgię wydarzenia "pociągniemy" w tę stronę, że ktokolwiek przegra, to i tak drugi zespół będzie się solidaryzował - czyli również miał wytatuowany herb. 

My "wygraliśmy". Nasz spektakl myślę był przyjemniejszy po prostu dla widza. Albo widzowie głosowali na swoich - to też możliwe, choć zapowiadałem, żeby tak nie było. Osobiście najlepiej przemyślaną wersję miałem, gdybyśmy przegrali. Ale tak to jest. Spektakl Grzegorza jest na pewno poważniejszy, bardziej wymagający dla widza; jest też dość długi - i chyba z tego co opowiadali ludzie - powtarzają się tam tematy. Bez wątpienia Grzegorz jest lepszym reżyserem niż ja, i wie co robi na scenie. 

To ciekawe, że akurat z nim się ponownie spotkałem. Piszę "ponownie", bo kiedy rozkręcałem teatr w Chojnicach, to właśnie on przyjechał zagrać u nas spektakle za niewielkie pieniądze, które zreszta wypłaciłem z własnej kieszeni wtedy. Inna ciekawostka - dotycząca przypadków - że pierwszy zawodowy spektakl grałem właśnie w Dzierżoniowie. Grzegorz bardzo mi wtedy pomógł - jego spektakle miały klimat, i były (jak zawsze) "mądre". 

Nasz spektakl miał swoje dobre strony: po pierwsze był zdecydowanie mocniej grany niż wcześniej. Do tego stopnia, że jedną scenę zagraliśmy, a właściwie PRZEgraliśmy. Nie mogę nie wspomnieć o scenie futurystycznej - w punkt! (poza samą sceną walki - nie mam na to dobrego pomysłu). 

Maria Eichler zasugerowała zrobienie drugiej części (w sensie historycznym). Nie wiem, czy znajdę nośny pomysł. Jakiś wehikuł, który nie będzie kopią języka teatralnego "Ziemia pamięta", a jednocześnie nie będzie NIE nawiązywał do "ziemia...". Nie może być już też tak "śmiesznie" z powodu czasu, o którym się opowiada...  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Kanato", Projekt, prof. Komasa.

Noc Poetów 2026

"Opowieść Wigilijna" - scenariusz