"Kanato", Projekt, prof. Komasa.


Pokazaliśmy przedsmak koncertu muzycznego "Piosenki od Czapy dla Małolata i Małolaty". Na szczęście w środę zagraliśmy to w Charzykowach - była szansa sprawdzić jak to działa, a co nie działa w ogóle. 

Generalnie założenia się sprawdzają. Stać nas jednak na więcej - na większą uwagę na detal. I tak też będzie. Premiera odbędzie się 6 grudnia - do tego czasu zrobimy z tego perełkę. 

To co się nie sprawdza to dodatkowe interakcje - mogłem to przewidzieć, ale mam ostatnio trochę więcej ochoty na eksperyment (nie kosztem widza - są to dla niewprawionego oka rzeczy niezauważalne). 

Muszę też pomyśleć o większej szlachetności materiału. To, co jest świetne to, że zespół pomimo "kwękania" na początku, zaangażował się w ten karkołomny projekt. Ja i Piotr R. przez kilka dni nie mogliśmy się sprawnie poruszać - to dobry znak - jest tam energia, taka jak była w przypadku "Kleksów".

Co dla mnie ciekawe - pewne sceny wymyśliłem bardziej intuicyjnie, nie rozumiejąc ich pełnego wydźwięku - np. scena bez zębów - przecież śpiewają to "dojrzali ludzie" (czyt. boomerzy), więc ma to sens, że "wypluwają" zęby. Poczułem tę warstwę znaczeniową dopiero podczas grania w Fosie. 

Nie wszystkim moim aktorom podoba się, że nie zamykam formy scen. Otwieram ją w pewnych miejscach - świadomie - żeby sprawdzić, w co ta forma się rozwinie. Np. w scenie z Piotrem R., kiedy jesteśmy pieskami, mamy obrożę na szyi - podawałem tę obrożę, żeby dzieci mnie prowadziły "na spacer" - wcześniej nie było to wykoncypowane. 

Potencjał jest. Potrzeba tylko spokoju i pracy. Na scenie przy światłach będzie to wyglądało spektakularnie. 

Obejrzałem w teatrze tv spektakl "Kantato", złożony z wierszy Brzechwy. Bardzo ładnie opowiedziane wiersze, ze świetnym motywem przewodnim (tu pięknie grający Brzechwę prof. Komasa - jeszcze do tego wrócę). Nie ma tam nie wiadomo jakich pomysłów, ale jest bardzo rzetelnie podane słowo, obudowane nieskomplikowaną (ale skuteczną) formą teatralną. 


O prof. Komasie: nie mam pojęcia, czy dobrze odczytuje, czy sobie może "wkręciłem", ale ta rola idealnie pasuje do profesora (dla tych, którzy nie wiedzą o kim mówię: był we wspaniałej formie na Nocy Poetów; a ja rok wcześniej przypadkowo byłem na jego ostatnim dyplomie w Szkole Teatralnej w Warszawie, kiedy byłem asystentem). Miałem wrażenie, że gra na jakimś ogromnym wzruszeniu, jak zwykle z piękną nieoczywistą (rozluźnioną) frazą. I znowu - może przesadzam - ale wydaje mi się, że w ostatniej scenie (pięknej) zespół (łącznie z Anną Seniuk) jest wzruszony. Scena (dla mnie) opowiada o odchodzeniu. 

...a może tylko ja się wzruszyłem. Opowiem o tym innej mistrzyni słowa, która będzie na Nocy Poetów w tym roku u nas - Irenie Jun (która przyjaźni się z nim; zrobili kilka spektakli razem). 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Opowieść Wigilijna" - scenariusz

Chodzi mi po głowie...

Krótko, na temat...