Noc Poetów 2026
Popełniłem jeden znaczący błąd - zaplanowałem Fiestę i Noc Poetów tydzień po tygodniu. Słyszałem, że dla turystów to był najlepszy układ, ale ja przypłaciłem to zdrowiem.
Sama noc poetów była ciekawa. Oczywiście jak zwykle włącza mi się samokrytyka. Ale po kolei:
Prolog - wyszedł zaskakująco dobrze. Nie ustawiałem tematu. Pomyślałem, że najciekawiej byłoby sprawdzić w jaką stronę ludzi z Projektu ciągnie - szczególnie po kilku latach wspólnej pracy. Efekty niesamowite. Bardzo dużo wrażliwości, i czułości. Co ważne wtedy, kiedy nie muszą "podporządkowywać" się ustalonemu scenariuszowi. (Ja i tak zawsze pytam jak się odnajdują w "zadanym" temacie, ale tu mieli pełną wolności). Dzięki temu ja też mogłem wypowiedzieć się po kaszubsku.
Na początku nie mogłem się skupić, ale jak już "wszedłem" do środka emocji i tekstu, to było całkiem przyzwoicie. (Poza językiem, który mi się fonetycznie wymyka).
Piotr Matczuk i Pontek. Fajna muza. Jedyne co mi przeszkadza to proporcje wykonywania. Myślę, że jeśli podajemy, że gwiazdą jest Artur Pontek jego udział powinien być większy. Tu przebijał się charakter Piotra bardziej.
Irena Jun - jechałem po nią w dwie strony 900 km, żeby mogła wystąpić u nas. Pani Profesor - nota bene od której dostałem jedną z najważniejszych nagród w mojej artystycznej karierze (mówiłem wiersz, który ona też znała. Powiedziała mi, że mówię to lepiej od niej. Wątpię, żeby to była prawda, ale zapamiętałem to jako komplement, który jest cenniejszy niż zwycięstwo w finale 50. OKR'u.).
Napiszę uczciwie - pani profesor ma 90 lat. Jechałem po nią, myśląc, że od 10 lat się z nią umawiam na występ w Chojnicach. Nie ma co ukrywać, że nikt nie żyje wiecznie. Bardzo mi na tym zależało. Udało się. Jej występ był pełen jej klasy, ciepła, nienachalnego wspaniałego kontaktu z publiczności.
Jej dom wygląda jak muzeum pamięci. Pełen piękna, ciepła.
W samochodzie rozmawialiśmy o sztuce, recytowaliśmy wiersze. Pani Profesor pięknie mówi. Jej zdania są pełne... "poezji". Nienawidzę patetyzowania (właśnie chyba to robię), ale słucha się jej jak Toccaty Bacha (różne rytmy, pauzy, instrument jeden - głos).
Widownia przyjęła ją przepięknie, jak wtedy kiedy był Wiesław Komasa. Zachczenie się o te dwie komety choć na chwilę "u mnie" należy do najcenniejszych doświadczeń. Myślę, że widzowie też byli oczarowani.
Artur Andrus to klasa intelektualna. Trochę wycofany - aż chciałoby się móc zajrzeć w głąb jego głowy, jak myśli, co mu chodzi po głowie... Padał deszcz - ograł to mistrzowsko.
Z prof. Jun mam piękne zdjęcia na scenie, jako jej "pomagacz".

Komentarze
Prześlij komentarz