W sobotę o 19.00 będzie szansa zobaczyc GENIALNY spektakl prof. Gajewskiego. Widziałem to 4 razy, za każdym razem genialne!!!! Chojniczanie powinni skorzystać.
Jestem w trakcie kończenia scenariusza do "Opowieści wigilijnej". W zasadzie pomysł, żeby akurat to zrobić zrodził się jakby mechanicznie - to znaczy potrzebne było "coś" świątecznego. Początkowo chciałem obsadzić Łukasza jako Scrooge'a, ale im dłużej myślałem o treści, tym bardziej przekonywałem się, że ja powinienem to zagrać. Nastrój postaci jest zbliżony do mojego ogólnego nastroju. Scrooge jest depresyjnym, "ciemno" myślącym, racjonalistą - przynajmniej na początku. Ot powstałby spektakl dla dzieci i dorosłych. Wczoraj doszedłem do sceny, kiedy bohatera odwiedza pierwszy duch - przeszłości. I jakby mnie piorun strzelił. Jednak nie ma przypadku (tekst wybrał mnie ;) ) - wzruszyłem się, kiedy postać wróciła do swojej przeszłości. To dla aktora oznacza, że jest szansa uzyskać jakiś rodzaj prawdy. Wiem, czego się będę w tych scenach chwytać. Nabiera to dla mnie od razu innego sensu. Co do tematu samego tekstu - już od długiego czasu zastan...
Prawda jest taka, że zawiodłem się... Kilka razu zdarzyło mi się zaprosić teatry, których trailery lub fragmenty spektaklu wyglądały interesująco - a potem okazywało się, że samo dzieło jest "mniej udane" (jestem delikatny). Mniej mi to przeszkadza, kiedy okazuje się, że A) spektakl się nie udał po prostu - niedyspozycja aktorów. To się zdarza (często). Spektakl to żywy organizm - rodzaj koniecznej synergii pomiędzy widzami a sceną, (i pomiędzy samymi aktorami) może nie zostać osiągnięty. I w porządku. Ale jeśli wiem, że twórcy robią z założenia słabą rzecz (powtarzam z założenia - tego się nie da oszukać - albo koncepcyjnie spektakl jest przygotowany albo nie), to już nie łatwo przechodzę nad tym do porządku dziennego. Biorę poprawkę na to, co słyszę zewsząd, że jestem zbyt surowy. Trzeba też SOBIE zadać pytanie, czy zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby (koncepcyjnie) festiwal się udał. Piszę tu przez cały czas o fieście. Teatr z Włoch się nie sprawdził - ni...
Wczoraj odbył się pierwszy etap "Rodno Mowa". Przygotowywaliśmy się z Janiną Kosiedowską do tego ponad trzy miesiące. Świetnie było wrócić na scenę w dziedzinie, w której czuje się jak ryba w wodzie. Nie opisywałbym tego doświadczenie, gdyby nie kilka elementów, które mnie samego zaskoczyły. Po pierwsze wziąłem w tym konkursie udział po raz drugi - pierwszy był dokładnie 30 lat temu; wtedy naturalnie bez żadnej świadomości warsztatu, czy języka. Po drugie pracowaliśmy z Janką długo - ponad trzy miesiące. Dzięki temu uzyskałem taką sprawność nad tekstem, że w zasadzie poddaje się swojej intuicji (a przy dobrych wiatrach też świadomości) podczas wykonywania. Każde wykonanie jest inne. Myślałem, że to Jankę będzie drażnić, ale ona chyba poczuła, że dzięki temu mam bardzo dużo możliwości, i nigdy nie poddaje się rutynie. Ustawiłem sobie tam tylko kilka miejsc emocjonalnie "pewnych", żebym w tych miejscach zawsze wskakiwał w coś mocnego wewnętrznie (w tych miejscach p...
Komentarze
Prześlij komentarz