Posty

Zaufanie. Komunikat.

Obraz
Ostatnio zwrócono mi uwagę przed Bitwą Teatralną (oddzielnie ją opiszę - będzie o złych wyborach), że nie komunikuję "o co mi chodzi" precyzyjnie. I trudno mi się z tym zgodzić, ale skoro mój aktor tak mówi, to trzeba się nad tym pochylić.  Myślę, że ten problem dotyczy wielu reżyserów - mówimy jedno, a aktor słyszy to inaczej (!!!).  Lub - gorzej - nie mówimy nic. To ostatnie raczej mnie nie dotyczy - ja nie mówię nic, kiedy po prostu nie mam nic do powiedzenia, lub jak nie znam odpowiedzi na pytania aktorów lub sensownego rozwiązania dla sceny.  Ja mówię (chyba) sporo. Choć przez lata - wydaje mi się - że nauczyłem się hermetyzować uwagi; sprowadzać do jednego zadania. Sam, jako aktor byłem sfrustrowany, kiedy reżyser opowiadał mi, czego by chciał. Choć opowiadanie samo w sobie nie jest złe - bo daje aktorowi szansę własnej interpretacji, to ostatecznie może nie służyc spektaklowi, kiedy reżyser post factum ma pretensje, że "chodziło o co innego". Reżyser przy tak...

Synergia aktor - reżyser

Obraz
Synergia zakłada (chyba) z definicji "dobry" efekt wspólnej kooperacji. Kto ma się w teatrze lepiej dogadywać niż aktor i reżyser? "Wynalazek" reżyserii to relatywnie niedługa tradycja - a przynajmniej w naszym rozumieniu tego słowa. Czy ten "twór" jest w ogóle potrzebny skoro radzono sobie bez niego przez setki lat.  Znane są anegdoty o p. Wajdzie, który opowiada "zaraz przyjdą aktorzy i wszystko zepsują". Moje zdanie jest przeciwne - kiedy przychodzi aktor wtedy dopiero dzieje się magia teatru. Nikt nie umie tego specjalnie nazwać wśród tych, którzy się materią teatru zajmowali (a przynajmniej wśród "największych" nie doczytałem; oczywiście są też tacy przed p. Wajdą, którzy nigdy nie mogli dogadać się z aktorem - stąd np. pomysł "nadmarioneta" Craiga - zastąpienie aktora sztucznym tworem (w uproszczeniu dużym)).  Reżyser - zakładam, że przygotowany do pracy: choćby w głowie rozpisane sceny, posiadający pojęcie co do całości...

Narzucać czy nie? cz.1

Obraz
Założenie: w trakcie myślenia koncepcyjnego; rozpisywania scen przy znajomości całości, i świadomości, 1) o czym jest oryginał 2) w jakim kierunku prowadzić spektakl 3) na ile oryginał należy (trzeba) "dopasować" pod tezę spektaklu. Pytanie brzmi czy należy aktorom narzucać od początku interpretacje. Jakie są takiego działania konsekwencje - pozytywne i negatywne.  Zacznę od tego, że decyzja czy "tak" lub "nie" - moim zdaniem została już zdeterminowana dużo wcześniej niż podczas pracy nad spektaklem. Jest ona zależna od charakteru osoby (i jego doświadczeń). Widziałem spektakle, które są atrakcyjne wizualnie, ale brakuje im sprawnego przebiegu dramaturgicznego. Takie spektakle "zgadzają" mi się z charakterem osób, które je reżyserują (oczywiście mówię o osobach, które znam osobiście).  Podobnie jest z "narzucaniem" interpretacji - są tacy, którzy to robią i wymagają jednego konkretnego wykonania -  kurczowego trzymania się tego. Spodzie...

Pomysły, próby, wykonania

Obraz
Od pomysłu - poprzez próby - do wykonania droga nie jest długa; wymaga tylko przygotowania od strony reżysera i aktora PRZED. Wchodzą tu w grę kilka "wybory" dotyczące metody pracy - dochodzenia do efektu:  1. pierwszy wybór - narzucać interpretację od początku? 2. drugi - naciskać, żeby wykonanie było zawsze takie samo? 3. obraz sceniczny - obudować wykonanie "ciekawym" obrazem, zostawić wykonawcę samemu sobie. Kiedy stosuję, którą metodę. Jakie są konsekwencje każdej z nich. Co zauważyłem "w Polsce".  4. kostium/kolor.  5. współpraca z ludźmi. 6. pierwsze wykonanie - sukces/porażka. Czy zmieniać koncepcję? i którą - reżyserką, czy aktorską (wykonawczą).  7. przekonywanie aktora do "wizji" - jakim sposobem?  8. wykonanie martwe - co wtedy? 9. kto bierze odpowiedzialność za całość? I co za tym idzie.  W najbliższych dniach odpowiem sobie na te pytania. Jak tylko pozwoli mi czas. Już dawno to dla siebie nazwałem - teraz czas, żeby aktorzy wiedziel...

Śmierć i inne sprawy.

Koleżanka zapytała mnie na jakim etapie żałoby jestem. Odpisałem uczciwie, że na razie jest ok. Odpisała, że "acha, więc jeszcze cię zmiecie z planszy". Więc czekam... na razie najważniejsze było skupienie się na innych (innym).  Śmierć jest (również poza innymi sprawami) biurokratycznym wyzwaniem. I może to dobrze... nie można zarazić obcych ludzi (nawet chyba nie wypada) swoją emocjonalnością. Stojąc w przychodni uśmiecham się do pań - od nich zależy czy można zrobić kolejny krok. Będąc w kościele - uśmiecham się do księdza, prosząc/pytając o możliwości pochówku.  Mógłbym coś też napisać o śmierci na zdjęciu. Ale zostawię tylko to zdanie - bez komentarza.  Celowo nie piszę tu o mamie - nie dlatego, że "jest mi ciężko", "teraz jest trudny okres", itd. Jeśli coś z tego ma miejsce - niech to będzie wewnątrz. Niech się ułoży. Rozpoznaje swój inny stan emocjonalny przez to, że głośniej się śmieje. (to chyba też znak, że emocje wychodzące na zewnątrz są "...

Idzie nowe...

Obraz
Musiałem sobie zadać pytanie: w co zainwestować energię prywatnie i zawodowo, (jak i w Projekcie 41).  Prywatnie wiem, że trzeba sfinalizować certyfikatem swoją znajomość niemieckiego - ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu zostałem sklasyfikowany na C1. To na pewno dlatego, że bardzo dużo czytam w tym języku. O gramatyce mam mgliste pojęcie... co niestety przekłada się na mój brak precyzji w mówieniu. Ale to nic. Trzeba nauczyć się też gramatyki. Tak zrobiłem w jeż. angielskim kiedy miałem 18 lat (zmusił mnie do tego mój nauczyciel w liceum Marek Pruski).  W Projekcie 41 - prawda jest taka, że trzeba pracować nad projektami, które a) będzie można grać wszędzie i wiele razy b) nad którymi będzie można pracować w grupach. Zebranie całego zespołu na próbę robi się zaskakująco trudne. Zdaje sobie sprawę, że kiedy ja odwołuję próbę, tworzy to pewnego rodzaju precedens i rozluźnia zespół. Teraz postaram się trzymać w poniedziałków.  Cele są ambitne. Na razie nie zdradzam. Jestem w d...

Tyle ile wysiłku włożysz, taki będziesz miał efekt.

Obraz
To jest stara prawda, której trzymam się od dawna. I sprawdza mi się to (prawie) w 100 procentach. Na efekt składa się wiele czynników naturalnie. I poza wymiernymi - czyli przygotowaniem reżysera do pracy nad spektaklem (u mnie kilka miesięcy), poprzez pracę własną aktora (choćby myślenie o tym), do samego premierowego pokazu - są też sprawy niewymierne:  Do nich należy brak pomysłu. Nie na całość. Bo jak się nie ma wiążącego wyjściowego pomysłu na całość - to spektakl nigdy nie nabierze sensownego kształtu. Brak pomysłu na pojedyncze sceny natomiast - to już inna sprawa - czasami po prostu nie ma i kropka. Ja się aktorom (może niesłusznie) przyznaję otwarcie, że "nie wiem", albo "jeszcze nie wiem". Czasami "w tygodniu" przychodzi do mnie ciekawe rozwiązanie (tylko o takich mówię - nie o tautologiach, lub oczywistościach nie motywujących widza), a czasami męczę się strasznie - i nic. I w porządku... choć w momencie kiedy napisałem te ostatnie słowa, od ra...