Przegrać/wygrać

Mam różne doświadczenie z pojęciem "wygrać/przegrać" i jego konsekwencjami. W mojej dziedzinie "zwycięstwa" na festiwalach ogólnopolskich rozleniwiają twórców. Szczególnie w sytuacji, kiedy sam na festiwalu oglądam się (w mojej ocenie) lepszy spektakl. Komunikat jest jasny: "tyle wystarczy" - tylko tyle musimy się wysilić, żeby zdobyć nagrodę. To nie jest rozwojowe. W dłuższej perspektywie jest to szkodliwe.  

Jeśli na "wejściu" na festiwal jest się z małej miejscowości, a nie z Warszawy, Krakowa itd., wtedy przez pierwsze 15-20 minut najpierw podczas trwania spektaklu trzeba przekonać widza jakością spektaklu, że "to jest dobre", "warto to obejrzeć". Może przesadzam, ale wydaje mi się z (wielokrotnej) obserwacji, że teatry z dużych miast w tym kontekście mają łatwiej. 

Z drugiej strony miałem też taki okres w swoim artystycznym życiu, że przestałem się cieszyć zupełnie. I zarażałem tym innych. Tak też nie można. Najlepiej znaleźć równowagę pomiędzy jednym i drugim - tak byłoby najlepiej. (czytałem niedawno o jednym z odłamów hinduizmu, bazującym właśnie na równowadze). 

Ten post nie jest de facto o teatrze. Tylko o dumie (ku pamięci). Moja córka zdobyła medal na Mistrzostwach Polski w.... boksie (!). Do dziś ludzie się mnie pytają, czy to na pewno aby moja córka ;) 

To jest jej pierwszy medal. Trenuje zaledwie od dwóch lat. Jest bardzo odważna jako zawodniczka (to wiem od trenera). Zdaje się też mieć mocną psychikę. Oglądając jej walki na mistrzostwach jedno jeszcze rzuciło mi się w oczy (jako laikowi) - ma niesamowitą kondycję. Dziewczyny dyszały, a ona świeżutka na ringu. Zdobycie medalu na Mistrzostwach Polski nie udało się ani jej mamie, ani mnie (4 miejsce w sztafecie 4 x 400 m.). 

...nie ucieszyła się z medalu specjalnie. Chciała złoto/srebro. Nie wpłynął na nią nawet fakt, że jest jedyną medalistką woj. pomorskiego wśród kobiet. Nawet nie umieściła tego na swoich social mediach... Poczułem się dumny, że moja córka ma ambicje, że dopadła ją sportowa złość. Łączę to z teatrem znowu - z mojego doświadczenia wynika, że to jest czynnik, który spowoduje, że ona osiągnie zdecydowanie więcej. 

Życie będzie też ją sprawdzać "porażkami". To się zdarza w każdym życiu (trochę patetycznie zabrzmiało, ale taka jest prawda). A sportowym to już nagminnie. Rzecz polega na tym, żeby wiedzieć, co z nią zrobić. 

Ja mojemu zespołowi powiedziałem, że super, że się cieszymy teraz, że jesteśmy pozytywnie oceniani. Owacje i tak dalej. ALE: pierwszym sprawdzianem będzie pierwsza porażka. Dodam więcej: ta porażka będzie wymyślona (wyreżyserowana) przeze mnie. I to, jak zareaguje na nią zespół, zdecyduje o przyszłości naszego teatru. 

Świetnie, że ludzie umieją się cieszyć sukcesami. Tak powinno być. Czasami jednak dochodzi do arogancji typu "jestem najlepszy i teraz zacznę pouczać innych". ZAWSZE SĄ LEPSI. Ta drabina prowadzi prosto do nieba, i ma nieskończoną ilość szczebli. 

Cieszy mnie, że moja córka jest pracowita (nikt jej tego za darmo nie dał), i nie jest arogantem. 

Jestem z niej dumny. I z ciekawością będę obserwował, co będzie dalej. Wicemistrz świata, którego przypadkowo poznałem - po obejrzeniu jej walki (niesamowicie miły człowiek) sam zaproponował, że chciałby mieć z nią zdjęcie, bo ona będzie mistrzynią. 

Nie umieszczam jej zdjęcie, ani nie dzielę się prywatnymi konwersacjami z nią, bo ona by sobie tego nie życzyła. 

Nie przeczyta też nigdy tego wpisu, bo nie wie, że ja spisuję swoje doświadczenia... teatralne ;)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Opowieść Wigilijna" - scenariusz

Chodzi mi po głowie...

Europa.