Hamletycznie - subiektywnie - post właściwy


Dzień, w którym oglądałem ten spektakl był... dziwny dla mnie. Chodziły mi po głowie różne myśli. Z tego powodu mogę nie być do końca obiektywny w opisie spektaklu. 

Kilka razy w życiu byłem w sytuacji, kiedy myśli odpływały mi w różne strony, podczas oglądania spektaklu - najczęściej nie jest to dobry znak, bo sugeruje, że spektakl nie ma dynamiki, lub/i nie angażuje, brakuje mu często spójności, ogląda się go wrażeniowa. 

Raz "odpływanie myśli" było założone przez reżyserkę - zresztą Wielką reżyserkę, Annę Augustynowicz. Po spektaklu ("Wyzwolenie" wg Wyspiańskiego) odbyło się z nią spotkanie, i ona to założenie, że "widz ma podróżować po tematach dookoła spektaklu" zwerbalizowała (dostałem wtedy od niej scenariusz tej sztuki z jej notatkami). Pamiętam, że ja podczas oglądania faktycznie "podróżowałem", ale nie uznałem tego wtedy za atut. (Spektakl był jakoś nierówny - były tam sceny jakby doklejone np. scena (świetna zresztą) tańca maoryjskiego). Nie umiałem też odczytać w jakim kierunku miało to iść.

Wracając do Hamleta - spektakl trzyma w napięciu przez cały czas (trwa 3 godz.). Z powodu zabiegów dość popularnych teraz - czyli inkluzywność ludzi różnego pochodzenia (czarnoskóry Hamlet, chyba homoseksualista, Ofelia - małorosła, Gertruda - hinduska) - nie jest to "typowa" wersja Hamleta, choć fabularnie zgadza się w 100 procentach (nie wyczułem też jakichkolwiek skrótów tekstowych, ale już nie pamiętam tak dobrze całości). Nietypowa - bo tego się jako widzowie nie spodziewamy. W drugiej scenie balu szukałem na sali Ofelii. Może zdradzam jakieś własne ograniczenia myślowe, że Ofelia musi być "jakaś tam", "rutynowo-zwyczajna".

Bardzo dobre są monologi Hamleta (poza "być albo nie być" - ten jest... hm... z braku głębszego słowa "przelecony" - powodu takiego podejścia nie znam - mogę tylko założyć, że twórcy uznali, że np. wszyscy to dobrze znają, więc NIHIL NOVI.). 

Tytułowa postać mnie jednak wkurza. Rozumiem założenie: ma być słaby, skonfliktowany wewnętrznie, niezdolny do decyzji. Niby wszystko ok, ale drażniła mnie ta interpretacja... wolałbym jakiś głębszy "pozytywny" powód "normalnego" człowieka - a tak mam tylko skojarzenie z rozemocjonowanym (dla mnie za mocno gra emocje negatywne) raczej chorym człowiekiem. 

Niezły jest natomiast wydźwięk całości - jak w "Głosach Pamano" Cabre - (i tu wkraczam w sferę moich myśli ogólnie tego dnia, ergo może mało obiektywnych), że "I CO Z TEGO WSZYSTKIEGO?".  Pospierali się. Powalczyli. Zginęli. I... przyszli następni po nich. Ułożą ten mikroświat de novo. Temu wszystkiemu przyglądają się nieme trupy, które straciły życie. W imię czego?

Jest tam kilka scen kongenialnie wymyślonych (zabicie Poloniusza palcem - a wszystko przecież w tym tekście formalnie i znaczeniowo opiera się na "słowach, słowach, słowach") - uruchamiających wyobraźnię, jednocześnie powodujących, że tytuł oryginalnej sztuki jest słuszny - tak, jest to "Hamlet". Nie ma nic gorszego niż nadawanie tytułu oryginału, kiedy robi się daleko idącą adaptację. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Opowieść Wigilijna" - scenariusz

Europa.

Chodzi mi po głowie...