Pierwszy raz - Hamletycznie - próby dogadania się.


Po raz wtóry zapytałem - nie wierząc specjalnie w sukces - dystrybutora retransmisji spektakli o możliwość pokazania jednego ze spektakli. Na pomysł wpadłem w grudniu zauważając, że w repertuarze mają spektakl z Benedickiem Cumberbatchem. Po rozmowie z panią odpowiedzialną za ten projekt miałem zupełnie inne wrażenie niż kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy chciałem pokazać spektakl "ze świata" u nas - dużo lepsze wrażenie - również jeżeli chodzi o finanse. Po raz pierwszy wydało mi się to możliwe. Skończyła się dystrybucja tego spektaklu z p.Benedictem, więc wspólnie szukaliśmy innego tytułu. 

National Theatre of London obserwuję od dawna. Oni tam niesamowicie grają. Nie ma półśrodków, jest prawdziwa emocja, albo zachowawcza poprawność (w miejscach w fabule, które nie wymagają silniejszej emocji absolutnie usprawiedliwiona - co mi po płaczu aktora/ki, kiedy nie ma pod niego odpowiedniej podbudowy głównie natury dramaturgicznej/fabularnej). 

Każdemu aktorowi radziłbym się temu przyjrzeć. Szczególnie tym, którzy dość tępo (w sensie nie tłumacząc dlaczego) powtarzają że emocja nie jest potrzebna, tym samym usprawiedliwiając swój chłód emocjonalny, powołując się na niewłaściwe argumenty ("to widz ma płakać, a nie aktor" - wszystko się zgadza, ale z czego to wynika?). 

Zupełnie przypadkiem czytam "Poetykę" Arystotelesa, i... nosz... on między innymi o tym świetnie pisze! Jeśli mnie pamięć nie myli w 4 wieku n.e.!

....w następnym poście o spektaklu. 

Miesiąc teatru się jeszcze nie skończył...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Opowieść Wigilijna" - scenariusz

Chodzi mi po głowie...

Europa.