Podsumowanie. Ziemia pamięta.
Ten tekst zamierzałem napisać kilka dni premierze, ale "ciągle coś"...
Założenia spektaklu są dobre:
- nie wprost (skrótowo) opowiedzieć najważniejsze momenty z historii: więc wojnę trzynastoletnią, 1920, wybuch wojny.
- podprogowa (bez wyjaśniania) przemycić "chojnickie" symbole (m.in. Hejnał Morawca)
- Chyba każda scena była realizowana według jakiegoś (jak to mówi jeden z moich aktorów) "ODJECHANEGO" pomysłu. Przy pracy nad scenariuszem nie pamiętam, żeby którakolwiek scena była "NORMALNA" (dla mnie nudna, sztampowa). Ale też to różnie może wyglądać w percepcji widza - dla mnie scena "doklejania" drugiej połowy flagi jest mega wzruszająca. Można by po prostu wyjść z flagą i ... nią machać. Dodatkowo ta flaga - POLSKA - jest do końca spektaklu - Chojnice pozostają POLSKIE (również w odległej przyszłości). Widz pewnie takich rzeczy nie dostrzega.
- Projekcje są dobre; doskonale działa pomysł z płachtami w trzech wymiarach - nie tylko z płaskim ekranem (nie wiem dlaczego, ale wpadłem na to, jeszcze za nim zrobiliśmy projekcje).
- Zaskakująco dobrze funkcjonuje scena ze Średniowieczem. Piosenka ma siłę - jeśli chodzi o wykonanie. Mój tekst wymagałby szlifu...ale usiądę do tego, kiedy będę miał więcej czasu.
- Bardzo dobrze wspominam pracę z aktorami, którzy potrzebują coraz mniej moich uwag. Dzięki temu chyba i ja zrobiłem się precyzyjniejszy. i jeszcze szybszy w pracy. Oczywiście jak zwykle słyszałem - "że nie zdążymy", "ta scena z kosmosem bez sensu" i inne takie. Ale jak to mówię zawsze: dopóki nie ma premiery, wszystko jest możliwe. Jest jeszcze jedna zaleta pracy z tym zespołem (ja zresztą też to w sobie ponownie odkryłem): nie ma egoizmu w graniu. Zespół gra ze sobą, pomaga sobie, nie wdzięczy się do widza, inwestuje we wzajemne emocje, no i... "zaangażowanie to pierwsza oznaka talentu" - jeśli to, co projekt robi jest wyjątkowe, to tylko dzięki wyjątkowemu zaangażowaniu.
Teraz wady:
- Rytm niekiedy siada (w kilku scenach). Scena z chusteczkami - dobra w założeniu, ale rozjechała nam się trochę z mojej (i Piotra) własnej winy, bo zacząłem (z nim) śpiewać nie w tym momencie. Ustaliśmy to między sobą, ale zapomnieliśmy powiedzieć innym. (!)
- Najgorszą sceną jest dla mnie walka o Chojnice w przyszłości (nie scena, tylko sama walka) - po prostu nie zrobiłem tego precyzyjnie, i rozjeżdża się. Pojawia się u aktorów udawanie, i, jak to się mówi w teatrze, widać szwy. Do tego, poza pomysłem, jest to mało sprytnie. Ta sekwencja się nie rozwija - a jest pod koniec spektaklu - ergo musi to mieć impakt.
- Technicznie spektakl jest arcytrudny. Chyba nie reżyserowałem niczego tak skomplikowanego dotychczas.
- ten cholerny mundur: już któryś raz słyszę, że kole w oczy, ale... ja nie mam w sobie tyle bezczelności, żeby za publiczne pieniądze kupować mundur z epoki. To jest mundur od mojego brata.
To chyba nie wszystko. Dopiszę, kiedy będę miał czas.


Komentarze
Prześlij komentarz