Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2025

Narzucać czy nie? cz.1

Obraz
Założenie: w trakcie myślenia koncepcyjnego; rozpisywania scen przy znajomości całości, i świadomości, 1) o czym jest oryginał 2) w jakim kierunku prowadzić spektakl 3) na ile oryginał należy (trzeba) "dopasować" pod tezę spektaklu. Pytanie brzmi czy należy aktorom narzucać od początku interpretacje. Jakie są takiego działania konsekwencje - pozytywne i negatywne.  Zacznę od tego, że decyzja czy "tak" lub "nie" - moim zdaniem została już zdeterminowana dużo wcześniej niż podczas pracy nad spektaklem. Jest ona zależna od charakteru osoby (i jego doświadczeń). Widziałem spektakle, które są atrakcyjne wizualnie, ale brakuje im sprawnego przebiegu dramaturgicznego. Takie spektakle "zgadzają" mi się z charakterem osób, które je reżyserują (oczywiście mówię o osobach, które znam osobiście).  Podobnie jest z "narzucaniem" interpretacji - są tacy, którzy to robią i wymagają jednego konkretnego wykonania -  kurczowego trzymania się tego. Spodzie...

Pomysły, próby, wykonania

Obraz
Od pomysłu - poprzez próby - do wykonania droga nie jest długa; wymaga tylko przygotowania od strony reżysera i aktora PRZED. Wchodzą tu w grę kilka "wybory" dotyczące metody pracy - dochodzenia do efektu:  1. pierwszy wybór - narzucać interpretację od początku? 2. drugi - naciskać, żeby wykonanie było zawsze takie samo? 3. obraz sceniczny - obudować wykonanie "ciekawym" obrazem, zostawić wykonawcę samemu sobie. Kiedy stosuję, którą metodę. Jakie są konsekwencje każdej z nich. Co zauważyłem "w Polsce".  4. kostium/kolor.  5. współpraca z ludźmi. 6. pierwsze wykonanie - sukces/porażka. Czy zmieniać koncepcję? i którą - reżyserką, czy aktorską (wykonawczą).  7. przekonywanie aktora do "wizji" - jakim sposobem?  8. wykonanie martwe - co wtedy? 9. kto bierze odpowiedzialność za całość? I co za tym idzie.  W najbliższych dniach odpowiem sobie na te pytania. Jak tylko pozwoli mi czas. Już dawno to dla siebie nazwałem - teraz czas, żeby aktorzy wiedziel...

Śmierć i inne sprawy.

Koleżanka zapytała mnie na jakim etapie żałoby jestem. Odpisałem uczciwie, że na razie jest ok. Odpisała, że "acha, więc jeszcze cię zmiecie z planszy". Więc czekam... na razie najważniejsze było skupienie się na innych (innym).  Śmierć jest (również poza innymi sprawami) biurokratycznym wyzwaniem. I może to dobrze... nie można zarazić obcych ludzi (nawet chyba nie wypada) swoją emocjonalnością. Stojąc w przychodni uśmiecham się do pań - od nich zależy czy można zrobić kolejny krok. Będąc w kościele - uśmiecham się do księdza, prosząc/pytając o możliwości pochówku.  Mógłbym coś też napisać o śmierci na zdjęciu. Ale zostawię tylko to zdanie - bez komentarza.  Celowo nie piszę tu o mamie - nie dlatego, że "jest mi ciężko", "teraz jest trudny okres", itd. Jeśli coś z tego ma miejsce - niech to będzie wewnątrz. Niech się ułoży. Rozpoznaje swój inny stan emocjonalny przez to, że głośniej się śmieje. (to chyba też znak, że emocje wychodzące na zewnątrz są "...