Co to znaczy "łatwo"?
Synergia jest wyczuwalna. Gra się inaczej. Nawet sceny, które już były dobre, przy mądrej kontroli, stają się lepsze. A sceny słabe - nagle stają się relatywnie sprawniejsze.
Zapytałem (niektórych) aktorów przed spektaklem, czego by chcieli w tym spektaklu (przeżyć, doświadczyć, nauczyć się, poeksprymentować) . Po chwili przemyśleń usłyszałem odpowiedź. Dość ciekawą. Ale nie poprzestając na tym, podpowiedziałem "co" można zrobić, żeby to osiągnąć. To nie były odkrywcze rzeczy, ale podziałały. W gruncie rzeczy za każdym razem przekonuję się, że aktorstwo zaczyna się w głowie. W ogóle nie na scenie. Szczególnie kiedy gra się po raz kolejny. I trzeba rolę stworzyć, a nie odtworzyć.
Ja sprawdzam sobie od jakiegoś czasu - nawet w tej małej rólce pułkownika - rezygnację z siebie na rzecz przelania emocji na partnera. W scenie płk Wrzalińskiego to się udało, ale w kolejnych scenach zacząłem już coś naiwnie dogrywać - jakieś niepotrzebne reakcje. Widać to dobrze na zdjęciach. Ale nie myślałem za dużo o tym, czy spektakl dobrze "idzie", a to już postęp.
Bardzo dobrze zagrała Dareksa. A co ważniejsze - dobrze to nazwała, co się w niej działo. Wyostrzyła ucho na reakcje widza. Zaczęła (nie wdzięcząc się) manipulować reakcjami widza. Tej roli (moim zdaniem) nie da się zagrać lepiej. (Będzie można już tylko inaczej - jako kontrolowany eksperyment).
Na zaskakującej szerokości gra (i śpiewa) Piotr Cz. Piotr R. jak zwykle dobry. On z kolei musi uważać, żeby nie rozluźniać się w tej dobrej energii widza - myślę, że traci wtedy szerokość.
Wracając do już wcześniej dobrych scen - ciekawie obserwowało mi się Dawida. On o tym nie wie (tzn. na poziomie świadomości warsztatu), ale ma świetne nawyki aktorskie nie wiedząc, że je ma - przede wszystkim zawsze podaje tekst bardzo świadomie "de novo" (sic!). Ma ewidentny słuch do dowcipu. Jego sceny były jeszcze lepsze.
Dziewczyny bardzo sprawnie - też wyczuwalna "poprawa" - w tym przypadku dotyczy to akurat "Brunetki, blondynki" nie mam dobrego konceptu na tę scenę. I dziewczyny sprawnie ją uratowały.
Jestem w trakcie pracy nad dwoma tekstami w języku kaszubskim. I jestem właśnie w takim momencie, kiedy przestaję myśleć o zawiłościach językowych, a zaczynam szukać/sprawdzać, co jeszcze w nich odkryje. W spektaklach "swoich" chyba nie powinienem grać dużych ról, ale to się jeszcze okaże, choć to "poszukiwanie" sprawia mi dużą przyjemność (tak jak kiedyś - dawno dawno temu w bardzo odległej galaktyce).
PS. Liczyłem na to, że nie usłyszę, że robię spektakl "polityczny", bo pojawia się Wiceburmistrz, ale ktoś jak zwykle... przepraszam.... uprawia filozofię "nie byłem, to się wypowiem". Zupełnie nietrafione, ale to trzeba zobaczyć, żeby to wiedzieć.

Komentarze
Prześlij komentarz