wtorek, 30 grudnia 2014

warsztaty z dialogu i recenzja Drewniaka

...świetny dzień...po udanym Czytaniu Baltazara, robiliśmy zdjęcia do Romea, a potem zrobiłem dwugodzinne warsztaty nad aspektem, który mnie zastanawia od dłuższego czasu: dialogiem. Prof. Bielunas powiedział mi, że w naszym teatrze najsłabiej wygląda DIALOG. Założyłem, że nic o tym nie wiem - tylko sprawdzam.
{Ćwiczenie było tylko jedno - staliśmy w okręgu (9 osób) i podawaliśmy sobie piłkę, lub niewidzialną piłkę, na zasadzie akcja - zwrot i kolejny partner. Wymyślając różne emocje, mówiąc blablablibli, układająć historię z "i" i "ale". Kontynując nić dialogu. Nić i rytm rwał się w momencie wchodzenia intelektu - tzn wymyślania - coś ja ja bym tłumaczył jako pusty przebieg - zamiast dbać o to co ważne, to aktor "kombinuje" - niszcząc rytm dialogu i szansę na jego rozwój. (Nie można też dbać o to jak to powiedzieć, bo też nie wyjdzie - będzie to kombinacja pozbawiona dialogu - tylko formalna gra).
interesującym zabiegiem było też wprowadzenie restrykcji, żeby emocja była w dwóch wektorach - od wolnego do szybkiego; i od cicho do głośno. Ta restrykcja zmusza do innej koncentracji - wyjdzia poza "własne" predyspozycje i wprowadza już silniejsze uczucie grania (w dobrym tego słowa znaczeniu).  }

Od  czasu kiedy profesor to powiedział przyglądałem się temu nie tylko od "zewnątrz", ale też grając z Dominem w Romeo'u.
Po pierwsze bardzo często aktorzy dogrywają sobie nie wiedząc co zrobić kiedy partner mówi. A powinniśmy po prostu słuchać i brać z tego - rozwijać dialog. Co to dokładnie znaczy? Mniej więcej przekłada się to na rytm (sic!), ale wyczuwalne to jest przez napięcie, które nie jest rwane. Jest jakaś wyczuwalna nić między ludźmi, którzy dialogują. Świeża reakcja; bardzo dobry kontakt; słyszenie siebie.
Problem z dialogiem polega nie tylko na nieumiejętności prowadzenia go, ale też na predyspozycjach aktora - tzn predyspozycjach...hm... mentalnych. Przypomina mi się Błażej jak przyszedł do Studia - w ogóle nic nie dawał partnerom; potem w Dziele Sztuki spektakl był o tyle dobry, o ile oni sobie partnerowali.
Domino powiedział coś takiego, że woli mieć zaufanie do siebie... i myślę, że tu jest podstawowy błąd (który ja też powielam grając), że dbamy o siebie, ale już niewiele dajemy partnerowi ufając sobie; ta nić się rwie. Bardzo wyraźnie to czuję grając Romea z młodym. Są momenty bardzo dobre, a są takie jakbyśmy patrzyli na siebie, a każdy idzie we własną stronę. Łukasz grając Bądź ze mną ma też takie momenty - kiedy mógłby wziąć z partnera, patrzy gdzie indziej - i to jest w porządku - ale tym samym utrudnia sobie dialog - I ZMNIEJSZA MOŻLIWOŚCI REAGOWANIA. To ostatnie to podstawowa sprawa - dialog i kontakt dają większe pole manewru. Sprawdziliśmy to z Łukaszem i to absolutnie działa. Tym samym lepiej rozumiem problem Pauliny za plecami Klaudii - to łatwo wzmocnić teraz z tą wiedzą.

Dzień skończył się zaskoczeniem - Łukasz przesłał mi recenzję Drewniaka - najbardziej znanego krytyka teatralnego, który zauważył nasz Bon Voyage. Wszystko odczytał zgodnie z moimi intencjami, co cieszy bardzo, bo różni ludzie próbowali mi wmówić, że tam tego nie ma, co ja zaprojektowałem. Pan Drewniak przyznał temu spektaklowi Grand Prix w Gorzowie. Nie ma co się podniecać szczególnie może, ale to bardzo miłe, że taki gość zauważył nas i nie poddał się tendencji "teatr z małego miasta".

Czytasz Ty Czytam Ja - pierwsza odsłona - AKTUALIZACJA


Od dawna tak dobrze się nie bawiłem na scenie. Bardzo dużo pozytywnej energii i myślenia. Akcja się udała. Trochę trzeba przemyśleć, żeby to trwało 45 minut, nie godzinę, ale ogólnie to super. Dzieciaki kupowały dowcipy. Wykonanie było bardzo przyzwoite. Ja ze swojej strony muszę pamiętać, żeby się nie usztywniać... jak się rozluźniłem (właściwie z powodu Dominika, który był bardzo dobry) to zaczęło mi tak przyjemnie lecieć i pomysły w tekście wpadać do głowy. 

Musimy to powtórzyć. I musimy to rozszerzać. Można by stworzyć takie akcje w szkołach - zorganizować oddzielne grupy czytające. ergo - mieć realny wpływ na poziom inteligencji naszego chojnickiego społeczeństwa (a nie tylko grać spektakle). 
Bardzo dobrze współpracuje się z Jankiem - bez zbędnych pytań - szybko i sprawnie i najważniejsze profesjonalnie. 
Na pewno dobrym pomysłem jest obecność Wszechnicy (w końcu to o to miejsce głównie chodzi), i dobrze sprawdziła się obecność Cooltury - byliśmy autentycznie otoczeni książkami. 
...to mi dało więcej energii niż jakikolwiek spektakl ostatnio. Właściwie to graliśmy tyle tego w tym roku, że zrobiło się jakoś machinalnie. Ta akcja mnie maksymalnie odświeżyła. Poza tym zmusza do koncentracji na słowie znowu - na możliwościach "w słowie". bawieniu się przy tworzeniu postaci; wymusza artykulację, szerokość myślenia. Pomysł z nakryciami głowy trafiony (p. Danka świetne zrobiła); i pomysł z muszkami i białymi koszulami też bardzo dobry. Muzyka daje lekkość. 
Dramaturgia i pomysłowość opiera się na dwóch rzeczach: po pierwsze - dowcip z tekstu; obraz do tekstu; zmiany napieć / po drugie: dowcip wzięty z sytuacji czytających (relacji): przysiadanie się do Błażeja; Dominik Marysia; Wyrwij sobie włosy.
pierwsza recenzja

Romeo i myślenie precyzyjne

...po spektaklu w Chojnicach.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Niedzielne Klapsy

Podsumowanie niedzielnych Klapsów: 
- musimy wejść na próbę Pierwszego Aktu ja tam chyba coś spieprzyłem, jeszcze nie wiem co, ale muszę to zrobić od początku. (zbudować w głowie przyczynowo-skutkowość) 
- Aga Orłowska - super, ALE CICHO. Wyrzucamy mikrofon, żebyś się nauczyła głośno mówić. Kontrola tempa już spoko. 
- Julia - bardzo dobre momenty, ale za SZYBKO. I na próbie było ok artykulacyjnie, na spektaklu tak sobie. (wyćwiczymy)
- Ola - powód do biegania! (brak)
- Klapsy - zajmiemy się tym, żeby tam dać teatr i żeby to było przyjemne - trzeba założyć, że tylko są Klapsy, to byście(my) wtedy zrobili...
- spektakl trwał 35 minut. To zdecydowanie za krótko. Jeszcze się zastanowię co mogę zrobić - myślę, że dodać scenę Klapsów - w ogóle poszerzyć ich zadania. Jak będzie trwać 45 to będzie ok.

Kto otworzył kurtynę (znowu) przed Pierwszym Aktem? 

Wigilia Studia 2014

Rodzina. Tak się ludzie o tym wyrażają i tak się ludzie chyba też czują. Jakoś to ładnie podsumowuje moją rozmowę przedwczorajszą z Leą - o prawdzie. To jest jakoś prawdziwe. To paradoksalnie jedno z tych miejsc gdzie nie trzeba grać. Dostałem piękne życzenia. Żebym zauważyłem i docenił. Tak. Faktycznie mam z tym problem. Po niedzielnych klapsach zadaje sobie pytanie w kogo inwestowałem w tym spektaklu? Powinienem był w ludzi. Zadania są postawione interesujące, ale można by więcej z nich wycisnąć. Sprawić, żeby się zaangażowali. Będę pamiętał przy następnym spektaklu z tą grupą, a i jeszcze tu muszę wejść na próbę pierwszego aktu.
Zdaje sobie sprawę jak ważny będzie rok następny. Wigilia była dla mnie refleksyjna. Podsumowałem sobie ostatnie 10 lat i w normalnych okolicznościach wyznaczyłbym cele na następne lata. Tu się trzeba na chwilę zatrzymać i na poważnie przemyśleć. 
Ktoś mi życzył Pełni, żebym nie wyglądał na takiego rozbitego... 
Było jak zawsze pięknie, świetnie się słucha ludzi, dobrze, że oni mają wiarę. Świetnie mówią o teatrze i jego wpływie na ich życie. Ten dzień zawsze daje mi siłę i wiarę na następne miesiące. 
 

...propozycje

Zbliża się koniec roku. Czas na jakieś podsumowania. Zdaje sobie sprawę jak ważny był ten rok, i jak trudny będzie następny. Jeśli będzie.
Dostałem wczoraj propozycję od prof. Śliwonika napisania serii artykułów do Sceny od strony Praktyka. To wyróżnienie - ta propozycja. A z drugiej strony muszę się zastanowić czy mam coś do powiedzenia.
Bo nie mam pewności...

środa, 17 grudnia 2014

Warsztaty z dialogu.

Jeszcze przed końcem roku gramy multum różnych spektakli: jutro badz ze mna ze zmianami na próbę. Jesli nie zadziala, tak jak mysle, ze zadziala to nastepnego dnia (tez gramy w Slawecinie) zrezygnuje z tego.
W niedziele trudny Sprzedawca ze zmianami - naprawde lubie to - fajnie bybyło gdyby aktorzy się angażowali. W sobote Romeo ktory dojrzewa sobie. Ostatnie zmiany od strony frazy u Romea trafione.
teraz sie okazuje ze jeszcze raz Heysel sie kroi w Gdansku. ale to nie pewne. No i wigilia... :)

czwartek, 11 grudnia 2014

Etiuda Technikum numer 2 - "profilaktyka"

Przez ostatnie trzy tygodnie pomagałem w stworzeniu spektaklu na bazie scenariusza młodej zdolnej dziewczyny, do tego bardzo wrażliwej i skromnej. Dziewczyna (Oliwia Galikowska) miała świetny pomysł, żeby osadzić historię używek w świecie krasnoludków. Staraliśmy się obudować tę historię (skrótową, bo trwa 13 minut) w świecie komiksu przesady, ale łączyć to z językiem młodzieżowym przez muzykę i rodzaj "brutalności" (albo bezpośredniości - lepsze słowo). Motywem, który prowadziłem tam jest "Wpływ" grupy  na jedną osobę. Krasnoludki, które nam się kojarzą dobrze, nie chcą źle dla Śnieżki. Impuls jest - powiedzmy - dobry. To bawi, śmieszy, kiedy krasnoludek na "smutki" śnieżki, proponuje jej alkohol. "Z nami się nie napijesz".
 Zadziałało zaskakująco dobrze. Młodzież się śmiała, ale jakoś coraz bardziej milkła. A nawet jak się śmiała - to wychodziło z tego, że to oni są na scenie. Historia przez to się nie narzuca, jest opowiedziana lekko, a finał jakoś jest dojmujący kiedy widzimy Śnieżkę w oku kamery leżącą, potrząsaną przez krasnoludka.
To ciekawe, ale przeciwstawiłbym tę historię temu, co robimy w heysel. Tutaj można się zidentyfikować z postaciami, z językiem.
Heysel jednak opowiada historię obcą - cały konflikt bazuje na postaciach, nie ma żadnej identyfikacji. Jest to logiczne wymuszanie myślenia - tzn wymuszanie wyciągnięcia wniosków przez dramat postaci, które widzimy. Co jest silniejsze? Nie wiem... Oba teraz wydają mi się ciekawe. Łatwiej jest kiedy młody widz rozpoznaje siebie wśród bohaterów.


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Warsztaty z Małgorzatą Sikorską Miszczuk

rozwinąć.
- ćw. aktorskie z pozycji - wobec stojącego partnera; dialog "masz - mam" - na zdaniach można to zrobić
- podejście drzewkowe - rozszerzenie sposobu myślenia - łączenie konceptów 5 razy
- wybór konwencji - nie poddawanie się tekstowi

czwartek, 27 listopada 2014

relacja dokładniejsza z "Końca":



relacja dokładniejsza z "Końca":
spektakl dobry, dużo lepszy niż premierowy, sobie ładnie dojrzewa, i teraz to są moje uwagi -
Druga scena - wejście wieśniaków - nic nie narosło tylko się zrobiło od razu głośno, i nie patrzycie na siebie, bo wtedy kiedy jedni już zauważyli guślarkę, to inni jeszcze na boki się patrzą. Najważniejsze ŻEBY ROSŁO.
Głośność - na dużej scenie grać głośno TRZEBA - to do Piotra na początku sceny diabła, i do Klaudii P. w scenie ducha.
Konkretnie:
Viki - przemyśleć tekst pod kątem rytmu - gdzie są pauzy, które burzą rytm (początek sceny); natomiast jak Cię niesie to jest ZAJEBICHO ZDZICHO.
Klaudia P. - głośność (szczególnie zmian w inny głos), nie rozpraszać się!, dyscyplinować włosy, bo nie widać twarzy ergo nie widać emocji (tylko słychać).
Klaudia N. - bardzo się rozwinęła ta scena - jak napieprza tekst, precyzyjniej artykulację (zatrzymania słów) i nie przyspieszać tempa słów, ogrywać sprawy niezależne i przypadkowe - jak lalki spadają, to ograć to.
Kamila - ruch stóp do przodu w tekście o miłości (to gest psychologiczny - dzielenie się z innymi, uruchamia przestrzeń), spojrzeć na tekst pod względem różnicy w natężeniu i rytmie (jest dobrze, ale równo podawany)
Paulina - zdziwiła mnie uwaga Twoja, że było to zbyt zewnętrzne; dla mnie było to doskonałe - nie widzę Pauliny tylko inny byt - widmo (a to coś nowego), guślarka ma świetny nastrój. Początek dziewczynki kompozycyjnie się nie składa zbyt mechanicznie pojawia się ruch wahadłowy, zróbmy to, że ona też walczy trochę z sobą i pojawia się dziewczynka; co do emocji - było zajebiście i świetnie komunikatywnie. Rzadko widuję takie świetne wykonania. To ogromny krok do przodu.
Piotr - głośność momentami; początek sceny dynamiczniej uruchomić, bo poprzednia scena jest statyczna; znaleźć sposób na nóż - chcemy widzieć, że on ją zabije i walczy z sobą - tu jest cały dramat. "chleba i KRWI twojej panie". Poza tym ta droga jest świetna. Początek nie wciąga, bo za dużo jest pauz i są równe.
Ewelina - skontrolować tekst pod kątem tego nad czym pracowaliśmy; nie słyszałem wszystkiego, zbyt równo fraza leci - ma jedno tempo, niewiele się zmienia kompozycyjnie. "pjanej ochocie" - jak są takie problemy to technika wymusza zwolnienie frazy. Krzyk z dziecka jest zbyt zewnętrzny - doprowadzenie się do tego jest ok, ale potem jakbyś zaczynała od nowa tym krzykiem; (nie wiem jak to zrobić, możemy popróbować) - może nie jednorodny krzyk, tylko seria?
TERAZ: WSZYSCY - WYKONANIE W NAJWIĘKSZEJ MIERZE ZALEŻY OD INTERPRETACJI - Jak coś się nie broni, to trzeba zmieniać, sprawdzać na sobie. GRANIE to nie RZECZYWISTOŚĆ - potrzebna jest emocja, ale równie ważna jest KONTROLA TEMPA, FRAZY. Jesteśmy ZAWSZE w teatrze, a więc kopiujemy EMOCJE z Życia, ale KOMPOZYCJA jest TEATRALNA - to znaczy ma inny rytm (najczęściej szybszy, chyba że pojawia się psychologia, to znaczy coś się dzieje w pauzach co zmienia myślenie lub coś dzieje się w akcji, w ruchu) - podporządkowany całości (ze świadomością co było wcześniej co później, i jaki jest nadrzędny cel, CO MAM DO ZAŁATWIENIA, inną pauzę - nigdy nie równą - bo w teatrze nie wszystko ma taką samą WAGĘ, a pauza w jednym temacie w ogóle nie jest realistyczna - te teksty są (prawie) łączone - to znaczy pauza jest bardzo hermetyczna, żeby nie przeszkadzać sobie w prowadzeniu emocji.

Nie działa końcówka zbyt dobrze... niby to o to chodzi, ale kurcze nie działa... nie otwiera głowy...

wtorek, 18 listopada 2014

Woyzeck


W Teatrze Starym w Krakowie widziałem Woyzecka w reż. Grzegorczyka. Zacznę od tego, że opinie są różne (sic!), ale... to jest taki język teatralny, który mi imponuje, porusza, nie ma tam oczywistości, bardzo konsekwentnie prowadzona jest treść pomimo pozornej alogiki. Konstrukcja jest wielowymiarowa - dynamika skontrastowana ze statyką i jak to często bywa sceny statyczne wypadają lepiej od dynamicznych. Czytałem recenzję tego spektaklu, nie kumam jej. Dla mnie ten spektakl opowiada historie indywidualne o zagubieniu, o marnej kondycji moralnej tego świata, i o tym, że nie ma wyjścia z tego. Nie jest to odkrywcze, ale autentycznie porusza za sprawą fenomenalnego aktorstwa na serio.
Takim językiem sam chciałbym operować. Te poszukiwania idące w stronę bardzo ciekawych metafor z jednoczesnymi bardzo ostrymi zmianami napięć i nastrojów, naprawdę są pobudzające.
Do tego zobaczyłem Wiktora Logę - Skarczewskiego, którego pamiętam jako "miłego chłopca" z finału OKRu. Teraz to kawał aktora. Nawet może trochę bym pozazdrościł gdyby nie... refleksja, która miałem jak aktorzy wyszli do braw - tak świetne prawdziwe aktorstwo (naprawdę uruchamiające własne emocje) jakoś nie zostało docenione przez widzów. I aktorzy to czuli. W ogóle nie było radości na ich twarzach. W imię czego oni tak grają? Kto to zrozumie i odczuje?

piątek, 7 listopada 2014

jeszcze Władca...

Po co ja dałem im te krawaty wcześniej i koszule z dlugim rękawem. Przecież to ich postarza. Czy jestem aż tak głupi, żeby tego nie przemyśleć. To elementarna sprawa. Teraz jest dużo lepiej. (nauczyć się odejmować).

i wejść na scenę z tymi poprawkami.

Ostatnie festiwale w tym roku. Wystarczy tego.

Jutro Piotrków Tryb. - bardzo ciekawa obsada, znane teatry. Jedziemy z Dzieckiem, które ostatnio ma szczęście być zauważane znowu.
Pokazujemy na Monobloku Bon Voyage. W jury siedzi G.Wiśniewski - bardzo bym chciał usłyszeć co ma o tym do powiedzenia. To świetny reżyser.
i koniec. i wystarczy. i nagród i wszystkiego (15 nagród w tym roku - to sporo). Tyle się w tym roku wydarzyło.
Teraz trzeba pracować nad kolejnym wskoczeniem na wyższy poziom - Praca nad wokalem. Teraz każdy indywidualnie będzie pracować nad jednym utworem, plus spotkania grupowe z Jankiem. Do maja niczego nie zrobię nowego - tylko ten spektakl z Judytą. Będziemy grali to, co mamy. Zainteresuję się też festiwalem międzynarodowym. Żadnych wysiłków w stronę tego, co już umiemy. Tylko inwestycja w "nowe".
zdjęcie: Gorzów Wlkp - moje wejście w Bon Voyage.

piątek, 31 października 2014

...samobójstwo

...Judyta czeka już dość długo. Ja jeszcze potrzebuję czasu - tylko dlatego, że nie chcę tego skiepścić, a nie mamy materiału dramatycznego sensu stricto. Ten materiał trzeba stworzyć i hier liegt der hund begraben. Nie wiem czy umiem. Właściwie wydaje mi się, że nie umiem. Mam dobre założenia, które mi się wyklarowują wobec "życia" - samobójstwo to grożenie śmiercią, żeby zwrócić uwagę, żeby uzyskać pomoc. (tu mam w głowie niezłą scenę powtarzalną - w momentach słabości aktorka zaczyna dostawać świra i grozi coraz to nowym przedmiotem; jest to scena dynamiczna - bezpośrednim celem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, że widz już nie wierzy, że ona może to zrobić; a ona... może...to zrobić...).
Samobójstwo to poczucie absolutnej samotności. To wydaje się oczywiste, ale wcale takie nie jest. Trzeba uchwycić ten nastrój. Przegrania życia. Braku jutra. Kwintesencją tego myślenia, że ten spektakl nie jest o samobójstwie, tylko o tej właśnie samotności. Tu każdy z nas może poddać się bohaterce - większość z nas, jeśli nie każdy, takie stany przeżywa. Są przecież takie konflikty tragiczne... kiedy nie można czegoś powiedzieć, bo się zna reakcje, albo z obawy przed odpowiedzią drugiej osoby. Albo z jeszcze innych przyczyn, które podpowiada mi wyobraźnia; robimy wtedy głupoty niespodziewane. 
Jak sobie ludzie "radzą" z samotnością (pomysły do spektaklu)... na przykład wymyślają sobie role znanych aktorów... grają przed sobą i widzami. udają znanych i lubianych. Nikt nie przypuszcza co się dzieje w głowie takiego kogoś. (Robin Williams). Konstrukcja spektaklu mogłaby o to się głównie zahaczyć: o udawanie znanych i lubianych; wręcz rozbawianie widowni. "Żeby mnie lubili". Wchodzenie w relacje - które moga okazać się zgubne/samobójcze. 
Ten temat we mnie rośnie. Dojrzewa. Coraz więcej rozumiem z tego, o czym chce opowiedzieć. Cieszę się, że w końcu dotarło do mnie, że to nie o samobójstwie jest/będzie. 
Wielość smsów wysłanych do "przyjaciół", z samotności, z chęci poczucia troski, zainteresowania. Nie każdy przyjaciel odpisuje, bo "coś". Mam nadzieję nigdy nie zostawić moich przyjaciół. Zawsze się interesować ich życiem; a właściwie być zawsze POMOCNYM. 
Zajęcia z p.Olinkiewicz mi się przypominają. Teatr to zespół. Grupa przyjaciół.  To ważniejsze niż jakość teatralna. 


  

czwartek, 30 października 2014

...jeszcze Władca

...tym elementem usprawiedliwiającym końcową rozmowę telefoniczną mogłoby być walenie do drzwi. Podbijające "zauważyłeś że się boją". Gdyby to umiejętnie wrzucić, a oni by reagowali... to by mogło zadziałać na korzyść. Na etapie oglądania "to zwierz próbuje się dobijać".

ciekawym: zez u prosiaczka kiedy nie widzi? Czy to element groteskowy? czy kontra? (dla mnie kontra; musze to zobaczyć na próbie, żeby się przekonać)

do zrobienia... przemyślenia... sprawdzenia

Władca Much - wprowadzić sceny obecności na wyspie. Pomysł: scena rozpoznania: biegają wokoło; black out; zaczynają istnieć (muza); tylko Jack jeszcze biega (kontra); Prosiaczek podjada w ukryciu - czekoladę - wyciera się w białą koszulę; Ralph zaczyna zajmować się wyspą. Przed śmiercią Simona - dać mu tę scenę, że on ma miniwyspę - poszerzy spektrum wyspy jako przestrzeni i władzy. Jeszcze jeden pomysł (ale ryzykowny - dać w spektaklu dwa wejścia korelujące z końcem spektaklu - dzwonek telefonu lub zamykające się drzwi - coś co podbije finał, bo inaczej jest to nowy element chyba zbyt nagły; nieusprawiedliwiony - może przynoszą jakieś przedmioty jakby z katastrofy do wykorzystania). To wydaje mi się racjonalne. Takie są też podpowiedzi z zewnątrz (dotyczące czasu; zawsze miałem takie wrażenie, ale nigdy nie podjąłem inicjatywy). A poza tym jestem ciekaw. Kiedyś Ewa mi powiedziała, że jej praca już się skończyła (reżyserska). A ja mojej nie kończę nigdy. I to jest też pobudzające.
Bądź ze mną - początek - umieścić Oskara w kontekście superbohatera już obecnego w przestrzeni prostokąta; czekającego na panią różę - pod maskotkami; kontekst interpretacyjny - obudowany maskotkami od rodziców, którzy się boją, więc rekompensują w ten sposób (śmierć); poza tym to uruchomi całą przestrzeń, nada lekkości - faktycznie może trudno się przebić przez formę; dziś pomyślałem jeszcze, że na początku powinien wykorzystywać fakt, że jest chory (ale trzeba sprawdzić czytelność tego dla widza - tzn widz musi wiedzieć, że on jest chory). Zastanawiam się jeszcze nad jego kostiumem - czy nie ma tu jakiegoś konfliktu - Róża ma kitel; Oskar jest zuniwersalizowany. To gdzie to się dzieje? "Tam" gdzie Róża (sądząc po kostiumie), czy "wszędzie" gdzie Oskar?
Sprzedawcy Klapsów - tu jest sporo do zrobienia. wszystko rozpisałem. Potrzebuję dwóch prób z młodymi. To mój ulubiony spektakl na dziś. ogromny potencjał .I czuję, że dobrze ujęty jest temat.
Koniec - po pierwsze sprawy, które widzimy w obrazie. Po czym rozpoznajemy Guślarkę? (w kostiumie) Obudować ją kontekstem - wybranej z ludu maczanej w pogaństwie (inspiracja Dominik). Z Piotrem pracowaliśmy i są efekty. Pomysł: cel: wzmocnić pojawianie się duchów. zbyt przewidywalne są te pojawiania się jeden po drugim. Dać za folią z tyłu wrażenie zbliżania się, przemieszczania. małym światełkiem z tyłu. To otwiera nowe możliwości inscenizacyjne.
Romeo i...  - tu boję się spieprzyć poprawiając. Potrzebna mi jest ostrożność Dominika. ja bym nie uwspółcześniał tego na początku, tylko zerwał z konwencją i wprowadził nową od balu. Stop the medieval music. Zmienić kostium i lecieć po współczesnemu. Powód: jednak jest to archetyp; postać z literatury i tak powinna być kojarzona. W sytuacji takiego skrótu, zabieg zerwania z jednym i wprowadzenia drugiego czasu może zadziałać lepiej niż uwspółcześnianie od poczatku. Pomysłów jest dużo - żeby zagrał dla niej na gitarze i zaśpiewał z dedykacją dla pani w drugim rzędzie. A wcześniej żeby powiedział do niej tekst z piosenki po angielsku. Ja się go zapytam "Is it Shakespeare?". Krótko mówiąc idziemy w stronę nastrojów i serio, żeby śmierć była mocna/uprawomocniona. Tylko spokojnie...i rozsądnie. Pamietając, że interpretacja zawsze pozostaje interpretacją. Nie ma nic ważniejszego. Na pewno nie efekciarstwo. Wszystko co prowadzi do celu.

wtorek, 28 października 2014

na lepszy dzień...

Stanisław zgodził się zrobić z nami spektakl.
...rozwój...

Windowisko 2014

Po raz pierwszy jestem zadowolony z naszego tam występu. Równe aktorstwo. Zespołowość. Interpretacyjnie wyszedł ciężki spektakl, bardzo mroczny. Ale: to dobry kierunek dla naszego teatru. Umacnia mnie w wierze, że to ma sens. A przecież zespół jest ciągle młody.
Cieszy świetna postawa Piotra. Jak dojrzale on istniał w tej przestrzeni. Bez dogrywania (poza "ja się nie bałem"). Wspinamy się po tej drabinie jakości. Jeszcze daleko, ale jednak krok bliżej.
Były tam bardzo dobre spektakle. "Dupa" - świetna rzecz, mądra, z zachwytem dla aktora. Natomiast najsilniejsze wrażenie pozostawił na mnie (do teraz) spektakl "Odloty" Białego Teatru z Olsztyna. Chciałem z tego wyjść, tak bolesne i trafione to jest. Pierwszy raz mam tak, że nie chciałbym tego jeszcze raz zobaczyć. Takie to "dobre" (dla mnie; inni byli mniej trafieni z jakiegoś powodu). Reżysersko jest to skomponowane dopieprzyć, odskoczyć, skontrastować. To ostatnie najsilniej działa, bo ten kontrast bazuje na tak przeciwstawnych elementach (ale w temacie), które się "normalnie" nie łączą; tu działają porażająco... Przez cały spektakl zastanawiałem się czy z tych "prezentacji" sytuacji damsko-męskich jest "wyjście". Oni proponują rozwiązanie: cytat w finale z Szekspira. Smutne. Mam nadzieję nigdy już tego nie widzieć. Gdyby ktoś mi tak kiedyś powiedział, to byłby najlepszy komplement.

poniedziałek, 27 października 2014

Wejherowo - Władca i Bon Voyage



Spektakle równe aktorsko. Interpretacyjnie lepiej wyszedł Władca w Wejherowie - przez pryzmat zabawy jako kontra do okrucieństwa. Spektakl ładnie trzymany z nastrojami różnymi. 
BonVoyage sprawny. Łukasz bardzo dobrze trzymał to. I nareszcie zagrał tak jak go na to stać. Z pełną kontrolą myślową. 
Rozmawialiśmy o monodramie z p. A.G.K., ale jej uwagi jakoś nas nie przekonywały. Przynajmniej na początku. Ale przegadaliśmy to z Łukaszem i jednak ta krytyka znajdzie swoje rozwiązanie sceniczne. Przesuniemy budowanie muzeum do sceny kiedy Łukasz o tym mówi. Wcześniej ułożymy "na kupę" przedmioty. Wpadłem dziś w nocy na jeszcze ciekawszy pomysł, który wzmocni nastroje; wybije muzeum zagłady współczesne - takie podeściki z własnym oświetleniem. 
Pani Suchocka Łukaszowi powiedziała, że musi pracować nad aparatem i on to to dobrze przyjął. Bo przecież też o tym ciągle rozmawiamy. Powiedziała też, że moje wejście być może psuje początek Łukaszowi. To może być prawda. Wypróbujemy, żeby on to zrobił. Trochę w tych podpowiedziach była sugestia mojej megalomanii (gdyby znała prawdę; chyba ciągle mnie postrzega przez pryzmat okru i moich występów)... ciągle ciężko mi się z panią prof. rozmawia, choć ona naprawdę była życzliwa. Tak naprawdę wyjechałem z Wejherowa z myślą prof. Suchockiej. Ona zawsze robiła na mnie wrażenie logicznej osoby (bo zawsze argumentacją trafiała w sedno). Jej słowa do mnie docierają (przeciwnie niż dr Anety; nie wiem dlaczego; jak usłyszałem, że prof. Bielunas ma problem z metaforą, to jakoś w ogóle nie chciało mi się już gadać). Powiedziała, że można pomyśleć o wyjazdach zagranicę. I że ona może pomoże jakieś takie kontakty przekazać. "Żeby się rozwijać". "A Szlanga się nudzi najwyraźniej". Na pewno ma rację. Chcę nowego. Inspiracji. W mojej głowie ciągle jesteśmy tylko chojnickim studiem, ale może to jest możliwe... dla nas. 
To co najważniejsze z tego (długiego zaskakującego) wyjazdu to ZESPÓŁ. POWTARZALNA JAKOŚĆ GRANIA. Coraz silniejsi jesteśmy.      

Grudziądź - Bądź ze mną.

To co cieszy, że aktorsko robimy się bardzo równi. Nie mam zastrzeżeń do wykonywanych zadań. Daria też poszła do przodu. Łukasz bardzo sprawnie gra i powtarzalnie co jest bardzo dobrym prognostykiem.
Warunki były trudne, ale spektakl był emocjonalny.
Prof. Kopaczyński (poznaliśmy go w MSW w Warszawie) bardzo chwalił spektakl i twierdzi, że powinniśmy go grać jak najczęściej, bo to mądre i bardzo refleksyjne. On chce przekazać p. Jachowi, że jest taki spektakl. Byłoby śmiesznie gdybyśmy mieli jeździć teraz tak samo z Bądź ze mną jak z Heysel.
Ja oglądałem to z dystansu... i faktycznie ciężko się przebić początkowo przez formę (tak nam powiedziano w Ostrołęce). Znalazłem rozwiązanie: ukryjemy Oskara w tej przestrzeni - obudujemy go maskotkami. To daje niesamowity potencjał interpretacyjny - zabawki od przestraszonych rodziców, rekompensata za umieranie, kostium wstawimy, że on jest superbohaterem z zapasów - od razu podbije kontekst zabawy między nimi w zapasy. Wzmocni inicjalny konflikt. Zaskoczy widza dynamiką.


wtorek, 21 października 2014

PGE Arena - Heysel

Nie będę sie rozwodził nad Heysel. Wydaje mi się, że ten spektakl przechodzi kryzys "nieświeżości". (Podobnie było z Dziełem, Dzieckiem - spektaklami, które były często grane). Pokonała mnie technika na sali PGE - były problemy z dźwiękiem, przez moment z obrazem. Potem okazało się, że ten spektakl faktycznie stanowi dobre tło do dyskusji o bezpieczeństwie. Wszyscy, których słyszałem nawiązywali do tego spektaklu "myślowo". I to od różnych stron. Pan Jach skutecznie (?) udowadniał po spektaklu jak dobre to jest. (to było ciekawe). Ale to, co dobre autentycznie, to to, że spektakl otwiera myśli. Daje pole. (jakoś się to bardzo dobrze wpisuje w moje ostatnie rozważania o idei teatru).
Od strony wykonania: Damian nie łapie niczego dobrego na początku, żadnego stosunku do tematu (potem w scenie z dziennikarką jest już bardzo "jakiś", w emocji). Podobnie Paulina. Brakuje życia postaci - nie wiadomo po co ona przeprowadza ten wywiad. Gdzieś się to zagubiło - cel. Wyobrażenie o tej dziennikarce. Za blisko aktorki. 
Klaudia ma nowe zadanie, bo już swoje umie robić tam regularnie. 
Jeszcze wierzę w ten spektakl. Że może uda się jeszcze lepiej zagrać. Ale teraz aktorzy muszą zacząć myśleć kogo grają. I jakie ma cele postać. No i ostatecznie jak to zrobić. Gdzie to jest w tekście. 
Piotr rozwinie materiał do Heysel w Końcu (choć w heysel jest dobry) (po naszej próbie nad rolą księdza). Kamila jest skuteczna, choć też robi się to dla niej za łatwe. Trzeba sobie teraz utrudniać zadanie.
Ciągle - niezmiennie pod wrażeniem jestem, że ciągle gdzieś chcą ten spektakl. Ciągle. Wyróżnieniem było granie na PGE, ale do mnie najbardziej dotarł dr Darek Łosiński, który normalnym językiem opowiadał o kibicach i jak to wyglada od środka. Jak on z nimi pracuje. To było odkrywcze. Można by było zrobić oddzielny spektakl o tym - o Bremen - w którym kibice dogadują się, że nie będą się zabijali. I o respektowaniu własnej odmienności. Poszerzaniu działań pozytywnych grupy. My, w naszych głowach, wykluczamy kiboli z "rozsądnego życia". To może być krzywdzący błąd. Szczególnie wobec faceta, który coś z tym próbuje zrobić. Nie można dyskredytować. (dr Łosiński podziekował za Heysel, że jest to wielowymiarowe, a nie dające gotowe oceny i recepty - jego zdanie jest istotne, bo on ma wiedzę na ten temat). 
 

środa, 15 października 2014

Ostatni dzień jubileuszu - premiery - aktualizacja



"Klapsy" - obecnie jest to moja ulubiona praca. Pracuję nad każdą sceną indywidualnie. Wszystko rozpisałem. Wyciągnę sceny, żeby spektakl trwał do 45 minut. Wczoraj i dziś pracowałem nad precyzją i nad sensami poszczególnymi. Najłatwiej jest przedstawić rodziców, że nie mają czasu. Ale czy to właśnie dotknie rodzica? Trzeba tym umiejętnie kierować, żeby rodzice byli "od siebie", każde zaaferowane własnym życiem z braku czasu. Komunikujące się szczątkowo. Zostawiające dziecko "głupiej" telewizji.
dodałem scenę kiedy rodzice się rozchodzą szukając pieniedzy na wrotki dla Urszulki i urszulka przejmuje ich dialogi bawiąc się lalkami, które "przypadkowo" wyglądają jak kopie mamy i taty. ładna scena - cel: behawiorystyczne kopiowanie stanów rodziców. Kodowanie ich trybu.

"Romeo i..." - wymyka nam się. Trzeba na zimno to prześledzić znowu. Ustawić w punkty. Pomyśleć o frazach i celach, bo coraz potoczniej nam to wychodzi. Spektakl był już grany 5 razy. Ale co raz, to gorzej. A ja ciągle myślę, że to jest niezłe i że trafia w temat...

"Koniec" - tu jest ciekawie. 30 października przekonamy się czy to faktycznie jest nieudana rzecz, choć praca była cudowna nad tym, czy ludzie już byli zmęczeni po gali. Ja stawiam, że się uda. Przemyślałem kilka scen. Jeszcze się pochylę szczegółowo nad rytmami. Na pewno zrezygnuję z zapalonych zniczy kiedy kładą przy nagrobkach. i wprowadzę te przejścia na ciemności. To są "duchowe" sprawy. Dają dobry nastrój. Tam jest taki potencjał... tylko grać i dbać o aktora. Oni się teraz będą trochę bać to grać, ale poradzimy sobie. Wierzę.

zdjęcia: Daniel Frymark; spektakl "Koniec"; na zdjęciach super

wtorek, 14 października 2014

Ostrołęka - Romeo i... i Bądź ze mną

W Ostrołęce było hardcorowo. Graliśmy Romea dla garstki ludzi, którzy w żadnym z przypadków nie umieli uhonorować innego teatru. Brawa (dla wszystkich spektakli) były zdawkowe. To tak jakby mówili "no my tak teatru nie robimy", albo "tak się teatru nie robi".
Romeo został zdyskwalifikowany, bo to nie monodram. i oczywiście ja też tak mówiłem Bogusi, że nie chciałbym dyskwalifikacji, a ona upewniała, żeby to puścić, bo "zawsze można przekwalifikować". Okazało się, że nie można. Ale spoko. Spektakl był nierówny. Za dużo nerwów. I za mało precyzji. najpierw trzeba nad tym usiąść. Jury powiedziało, że to ciekawe. Aktor, który był w komisji jakoś był za tym spektaklem, bo szczerze starał się podpowiedzieć. Według mnie zabrakło przejścia od śmiesznego do serio. Do tego nie za bardzo był dobry rytm - światło - muzyka. jest nad czym tu pracować. Trzeba wejść na scenę i posiedzieć nad precyzją. Ja muszę przemyśleć założenia wszystkie jeszcze raz. Ten aktor (którego nazwiska nie pamiętam) mówił, żeby zrezygnować z śmiesznych rzeczy... cieżko mi się rezygnuje, ale muszę to na poważnie przemyśleć. Może to wzmocni to przejście.
Bądź ze mną. jestem natomiast poszło bardzo dobrze i tu nasłuchaliśmy się komplementów, które w ogóle nie znalazły wyrazu w werdykcie. Spektakl był bardzo dobrze trzymany. Z dobrą frazą. Z dobrym rytmem. sprawny.
Ogólne wrażenie po powrocie mam takie, że zachęca się mnie do jeszcze większej precyzji. Teraz myślę o postaciach. Jak bardzo trzeba je obudowywać okol. założonymi.
I jeszcze jedno wrażenie - wygrał spektakl zrobiony sprawnie przez kogoś kto ma pojęcie, ale jest to taka zabawa w teatr pt "jesteśmy mądrzy". Reżyser tego spektaklu opowiada o oczywistościach, żeby na końcu powiedzieć "my - młodzież - nie jesteśmy tacy". I znowu mi się przypomina "niech się dzieci bawią". Trochę tak to wygląda. Spektakl musi być o czymś. mieć konstrukcję podporządkowaną od strony myśli. Powinien otwierać myślowo interpretację. Nie dawać gotowych recept. Tego się będę trzymał.

Bon voyage w Gorzowie

1 nagroda w Gorzowie. Jeden z najbardziej znanych krytyków Łukasz Drewniak powiedział dla mnie istotną rzecz, że zna świetnie tekst (bo przyjmował go na konkurs w Poznaniu) i że jest to mądra adaptacja nie zabierająca nic oryginałowi. mimo że na jednego aktora a nie na 7 osób.  Dobrze, że w tym momencie w życiu to usłyszałem od takiej osobowości. Utwierdza mnie to, że poszukiwania idą we właściwym kierunku i że interpretacji nie da się oszukać. Albo mądrze, albo niekoniecznie.
(tak sobie wtedy pomyślałem "jak dobrze, że taka osoba jest w jury, która przede wszystkim interesuje się o czym to jest - podejście do tematu i jak to jest zrobione - język teatralny")
Co jest do pracy:
- pierwsze wejście Fransua - inny rytm, sprawdzić możliwości
- dystans w scenie modlitwy - czego chwyta się aktor (to wcześniej wychodziło)
- prześledzić treść tekstu (zatrzymać się nad pojedynczymi myślami w procesie interpretacyjnym; nie na scenie)
bardzo dobre (i nowe) jest dojrzałe opowiadanie narratora. jest w tym coś autentycznie pozytywnie faktograficznego i męskiego.
Zobaczymy jak to będzie dalej odbierane, ale jeszcze powinniśmy wejść na scenę i nie zatrzymywać się na tej jakości.
zdjęcie: Daniel Frymark

wtorek, 30 września 2014

KO NI E C

to zawsze dobra nazwa... koniec.. chyba już się nie mylę

poniedziałek, 22 września 2014

ostatni dzień jubileuszu - aktualizacja 1

Ostatniego dnia graliśmy premiery plus gala.
Gala wyszła rewelacyjnie. Łukasz z chłopakami przygotował zabawne historie związane z naszymi wyjazdami szlangowozem. Pokazało to, że też jesteśmy ludźmi. Często niezadowolonymi z naszych działań. Bardzo to było pozytywne i zabawne. Żałuję, że Henryk niewiele słyszał. Tak mi się przynajmniej wydawało. Tak naprawdę nie miałem nawet okazji z nim pogadać. (piszę to już długo po jubileuszu; dzień po Dniu Nauczyciela). Gdyby nie on, to bym był teraz anglistą. Może miałbym więcej pieniędzy, ale mniejszy wpływ na rzeczywistość własną. (ja nie dostałem żadnych życzeń na Dzień Nauczyciela - trzeba sobie zasłużyć na wszystko). Do Henryka i do Stanisława wysłałem (wysłałbym też do Ewy gdyby nie ostatnie spotkanie z nią). Bez nich nie byłoby niczego. Jaki to dziwny przypadek prowadzi człowieka drogami, których sam nie rozumie. Gdybym 1 października 1999 nie trafił do Zamku, to moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. I życia niektóre też wyglądałyby inaczej. Czy lepiej? nie wiem. Wierzę w siłę teatru - w rodzaj empatii, który teatr wyrabia. Coraz mniej wierzę w spotkanie się na festiwalach, bo coraz więcej jest "trzymania się swego". Nie rozumiemy jako grupa uprawiająca teatr alternatywny, że powinniśmy dbać o to, żeby się nawzajem motywować. Stanowić konkurencję. Tym samym rosnąć/wzrastać jakościowo.
zdj: Daniel Frymark

przedostatni dzień jubileuszu - udane spektakle- aktualizacja

uśmiech - dotarłem do warstwy, którą poznaje na nowo. Manipuluję świadomie widzami. Spektakl był bardzo sprawny. Niewiarygodnie dobry. Jak to się stało? Otóż... kontroluję formę. nie daję za dużo. a otwieram przestrzenie własne. Tym samym konstrukcja spektaklu jest faktycznie podstawą, żeby pootwierać inne rejony. Jestem na dobrym etapie aktorskim, bo moje życie nie daje mi innego odbicia. Jestem tylko reżyserem. Tylko. Fajnie, że Błażej bryluje. Może mam swój wpływ. Albo nie. I też w porządku. Cieszę się jego sukcesem.

sobota, 20 września 2014

spektakle 3. dnia jubilueszu. - AKTUALIZACJA



... r e w e l a c y j n e. zostawić aktorów samych. niech rozwiną.
Pierwszy "Romeo i..." w amfiteatrze. Rewelacyjny. Dojrzały. Zaskakująco dobry mimo, że przy normalnym świetle. Trzymający równo. Wszystkie założenia się sprawdziły.
Potem w chdku. Aktorzy z Władcy powiedzieli mi, że sami zrobili próbę i faktycznie rozwinęli intencje. Czasami fraza zdradza, że nie wychodzi, ale sposób myślenia jest. Nie ma rozwlekania. Jest trzymanie i dynamika. Tylko koniec spartolili, bo zapomnieli, że są te zdania na końcu. Ale spektakl pierwsza klasa. Tomek świetny w halucynacjach. Łukasz rewelacyjny w świeżości. Piotr trzymający rytm dynamiczny.
Wyłuskanie - to cholera trudny spektakl dla widza. Taki metaforyczny. Ale Ola jest niesamowita w tym. Wszystko wypełnia. Niczego nie zostawia pustego. Zmienia nastroje. Manipuluje. Bardzo sprawne to. Lepsze wykonanie niż reżyseria.
Bon Voyage - owacja na stojąco. I słusznie. Łukasz bardzo dobrze. Zmienia, manipuluje. Rozumie, że jest aktorem, więc musi trzymać to wszystko i zmieniać napięcia. Nie wszystko wyszło, ale większość. Bardzo dobry też mój początek. Tak to trzeba robić. Zbudowało się drugie muzeum z przedmiotów ludzi którzy przyszli na spektakl. Łukasz pięknie ogrywał. Pojeździmy z tym jeszcze...
Bardzo dobry dzień. Nastraja na następny. Trudny bo premierowy. 

zdjęcia: Daniel Frymark

dziesiejszy festiwal - Żnin... aktualizacja

Dziecko nierówne...ale z uwagami słusznymi.
Pierwsza część słaba przez Błażeja. Rozwleczona. Przepauzowana. Druga już dynamiczna trzymająca. Jury przyznało spektaklowi Nagrodę Główną i nagrodę reżyserska dla mnie. Mieli uwagi: raz, że pierwsza część rozwlekła. Dobrze, że oni to w ich obecności powiedzieli, że to nie tylko moje zdanie - zdanie najgorszego kapryśnego widza. Ale też zauważyli, żeby dziecko rzucać formalnie bardziej. To bardzo dobra podpowiedź. Buciki i majteczki zmienić na mniejsze. Szukać zróżnicowania większego postaci - choć tu nie mam pomysłu. i chyba z tego nie skorzystam. Różnica jest w ludziach, którzy to grają. pomysł na dwa różne charaktery wziął się z tego, że przecież niezależnie od charakteru ojcowie przeżywają to samo chcąc nie chcąc.

czwartek, 18 września 2014

jeszcze jedno...

Na spotkaniu z córką gen Andersa zrozumiałem jedno. Teatr się robi (z ludźmi), żeby nauczyć się doceniać i współodczuwać w takich momentach kiedy Pani Anders była wzruszona jak Julia śpiewała. TO jest Ten rodzaj edukacji teatralnej. To jest to.
Tego chcę od siebie i od ludzi, którzy ze mną pracują.

bardzo dobre spektakle piątkowe na jubileuszu.

...

o córce gen. Andersa.

... zachować w pamieci. więc muszę opisać. dziś już nie mam siły. zbulwersował mnie komentarz któregoś gówniarza na fbooku. trzeba było być głazem, żeby niczego nie poczuć tam...

środa, 17 września 2014

w najgorszym momencie...

...zachorowałem. Może ze stresu i zmęczenia. (głównie tego drugiego) Dziś finalizuję Klapsy. Głowa mnie boli, ale nic nie poradzę - muszę to dziś skończyć. Jutro się zacznie... Zobaczymy jak będzie.
W nocy śniła mi się liczba 30... ciągle 30... aż do bólu... i się męczyłem nie wiedząc o co chodzi.
Na 20 lecie (?) przemyślę podwójnie zanim wpadnę na genialny pomysł grania 16 spektakli...


poniedziałek, 15 września 2014

przygotowania cd...

Bon Voyage - dużo lepszy niż był, a to za sprawą Łukasza. Wyłuskanie - lepsze niż było, choć Ola nie ma pewności. Tu ta sama zasada, co w bon voyage - trzeba to uruchamiać zmieniając nastroje. U Łukasza z powodu fabuły łatwiej, Ola musi trochę z niczego brać zmiany.
Romeo się rozkręca. Bardzo. Zaczynam lubić ten spektakl bardzo. Jeszcze jak Romeo będzie dbał o wyrazistość i o rozumienie tekstu (bo zadania już bardzo dobrze wypełnia), to będzie super spektakl. I do tego jaki ciekawy eksperyment. Już bym chciał to grać... takie przyjemne oczekiwanie.
Klapsy - zrobiłem dziś sceny rodziców z aktu drugiego. Jest ok. Rozwinie się. Co chwilę coś tam uruchamia ich sceny. Ewidentnie o czymś. Bardzo ciekawy jestem. 
Dowiedziałem się, że będzie prof. Bielunas, Henryk oczywiście, i też przyjedzie Stanisław. Bardzo się cieszę.
...serce mi nie odpuszcza... muszę sobie odpuszczać świat jak wracam do domu...

piątek, 12 września 2014

tydzień przed premierą Końca...

...po dzisiejszej próbie. Najciekawsze jest to, że obrzęd jest bardzo przyzwoicie grany. Zepsuć to może pomysł z łączeniem z halloween. Szkoda by to było zepsuć. Muszę nad tym jutro usiaść i przemyśleć. Są tam bardzo dobre sceny. Ale całościowo brakuje wyrazistego "wyjścia" z postaci Dziadów czy halloweenowców. ... trzeba to przemyśleć na zimno...

źle się zaczęło... jubileusz spektakl 1.

...

czwartek, 11 września 2014

od jutra maraton...

Od jutra będzie maraton dopinania wszystkiego do końca. Szczególnie premier, ale też wznowień. Dziś byłem z Łukaszem na Bon Voyage i najchętniej to bym go postawił w punkcie i niech gra, bo jest autentycznie bardzo dobry. Ja zawsze jęczałem mu, że albo artykulacja, albo nie zmienia emocji, albo inne tam, a dziś patrzyłem i nie wierzyłem, że to ten chłopak z przed 10 lat.
Romeo idzie bardzo dobrze też. Klapsy pierwszy akt bardzo dobry. Drugi do dogrania szczegółów. Śmierć (vel Koniec) bardzo dobra. Tak sprawna w aktorach, przyjemnie się ogląda. A do tego jest to widowisko a la Ego.
Zobaczymy jak widownia przyjmie.
Od jutra trzeba będzie zagryźć zęby i mocno do roboty, żeby tylko nie przegiąć ze zdrowiem... bo wystarczy wysiłek na próbach i już mnie napieprza serce.
więcej jeść (tylko kiedy?), mnie stresu, więcej odpuścić (tylko jak?), nie pozwolić się dobijać.

środa, 10 września 2014

...niby drobiazg

to, czego się uczę w pracy nad Romeo i... to coś co mi było potrzebne. Kwestionuję własne wybory i sprawdzam inne. Nie byłoby to możliwe bez takiego otwarcia Dominika. To dzięki niemu odkrywam inne obszary "sprawdzania" rozwiązań. Dziś zdecydowaliśmy, że aktor zbiera wszystkie "elementy" i to tak wzmacnia tę scenę. Dlaczego wcześniej tego nie zrobiłem? chyba z niedokładności. z nieprzemyślenia.
Myślę, że Dominik może być dobrym aktorem, bo autentycznie szuka w sobie. To jest takie aktorstwo, które mi odpowiada. Szukać w tej materii prawdy, bez grania marnego. Już jest kilka uderzeń w tym spektaklu wynikających z jego sprawności.
Kiedyś (przy Wyłuskaniu w finale OKRu w Słupsku, pewien reżyser powiedział mi, że "coś tam" jest niedobre. Byłem zbulwersowany. Powiedział mi, że przy robieniu trzeba się maksymalnie dystansować. Teraz to rozumiem. Totalnie na zimno. Jak najgorszy widz. To przynosi dobre efekty, bo szuka się gwałtownych zmian nieoczekiwanych. To z kolei kiedyś powiedział mi prof. Bielunas (że musze się nauczyć bardziej ciąć nastroje).

poniedziałek, 8 września 2014

Dziś to czuję...

Dziś to czuję, że za "chwilę" będziemy grali 16 spektakli w 4 dni. Dziś natrafiliśmy na pierwszą przeszkodę w Romeo i... . Pierwsza wątpliwość. Ale pod koniec próby chyba znaleźliśmy rozwiązanie. Problem polegał na tym, że nic nie posuwało akcji do przodu. Cała sekwencja (choć logiczna) opowiadała taką samą historię. Ani konfliktu, ani tezy. Statyka. Brak wyrazistych zadań. W końcu zmieniliśmy jedną z cech bohatera. To może być to, ale dopiero jutro się przekonam na świeżo.
 Spektakl chyba nie będzie należał do łatwych - z powodu języka chyba. Metafora jest dość trudna dla "normalnego" widza. Nie poddajemy się. Jutro walczymy z tą materią dalej. 
Przyszła też Aga na próbę Klapsów, ale jakoś czułem, że brakowało mi sił do precyzyjnej pracy. Dobrze się ogląda I akt Klapsów (sensownie to wygląda), i świetnie prowadzi się "Koniec". Jutro z Łukaszem "Bon Voyage" dalej. Romeo. i Klapsy. 
Dziś Łukasz wszedł do biura, spojrzał na mnie i mówi, ze się zastanawia czy ja dożyję do jubileuszu. Albo go przeżyję. Najtrudniej będzie z Uśmiechem, bo najogólniej mówiąc się tak nie oszczędzam.
Na próbie sobotnie Klapsów padłem. Teraz staram się trzymać dystans, żeby się nie wykończyć. Pod koniec dnia czuję serce mocno. Podobnie momentami w ciągu dnia kiedy jest "ostrzej".
W piątek już gramy pierwszy spektakl w Schronisku. I się zacznie... nerwówka.

sobota, 30 sierpnia 2014

Jan Nowicki u nas

Dzięki Ani Kantyce odwiedził moich aktorów Jan Nowicki. Bardzo się cieszyłem z tego spotkania, bo trochę zamieszał moim młodym, którzy myślą o aktorstwie. Powiedział dwie istotne rzeczy, że aktor musi być mądry (czytać, badać, dowiadywać się) i to, że prawdziwe aktorstwo musi aktora kosztować. Z tym ostatnim tak bardzo się zgadzam... zresztą z pierwszym też. Za mało młodzi myślą o tym co będą grać, za mało wiedzy mają na temat lub ważniejsze wokół tematu, który grają. Ja badam przy każdym spektaklu (choć Ola powiedziała mi, że jestem nieprzygotowany do próby przy wznowieniu Wyłuskania), a i tak czuję, że to mało. Za mało. Prof. Bielunas kiedy opowiadał mi o tym co będzie robił, czytał wszystko na ten temat. To tak musi być. Trzeba mieć wiedzę o temacie, żeby poszerzyć sobie możliwości inscenizacyjne i interpretacyjne. Poza tym ta wiedza i to przygotowanie zostanie na zawsze. Nic po wierzchu. Jak mawiał Leonardo tylko głupcy niecieniują. Powoli to do mnie dochodzi. Jak starszy skład grał dla mnie Pinokie, to Łukasz zauważył jak bardzo teraz się precyzyjnie ciśniemy. A to jeszcze nie szczyty, zaledwie wchodzimy na tę niesamowitą górą. U Błażeja - sprawnego aktora - też musi zajść taka potrzeba zbadania przed graniem, tak myślę. Z Łukaszem pracuję regularnie i widzę jaki on się staje sprawny. Jeszcze trochę... i wspólnie będziemy czuli, że to się rozkręca niesamowicie...

Wracając do p. Nowickiego - widać, że ten człowiek ma niesamowitą wiedzę i doświadczenie nie do przecenienia. Do tego byłem zaskoczony jak dobrze słucha i wyłapuje istotne treści (kiedy opowiadałem mu Romea). Z drugiej strony dużo jest w nim też sprzeczności (choć to chyba normalne). "Trochę" obrażał Stanisława w mojej obecności i odkryłem, że jestem lojalnym aktorem, bo definitywnie stanąłem przeciwko takim opisom. Nie ma w tym nic bohaterskiego, ale dobrze to o sobie wiedzieć.
Poza tym Pan Jan pięknie mówi, używa pięknej polszczyzny. Łatwo uwierzyć, że jest pisarzem.chętnie bym przeczytał jego książkę(i).
Jeszcze jedno mi się przypomniało. Jego hierarchia: literatura, muzyka, malarstwo, teatr, film, tv.
Ja bym odpowiedział, że teatr. Ale teraz myślę, że literatura jest tym pierwszym momentem najważniejszym. Bez teatru (może) umiałbym żyć. Bez książek nie.
PS. Jak byli zaskoczeni w Radiu Weekend, że do nas przyjechał...
http://weekendfm.pl/?n=50452&chojnice_-jan_nowicki_zaskoczyl_rannego_powstanca_znany_aktor_nieoczekiwanie_pojawil_sie_w_studiu_weekend_fm

czwartek, 28 sierpnia 2014

R O M E O. aktualizacja

Spektakl nabrał niesamowitych rumieńców.... Dzisiejsza próba - genialna. Wiele się spodziewam po tym...
i niezależnie od efektu końcowego jest to praca najbardziej dojrzała pod względem języka, dlatego, że obaj dbamy o precyzję i żeby nie przedobrzyć w żadną stronę.
Teraz to już samo się (prawie) prowadzi. Dominik weryfikuje swoje aktorstwo i można śmiało powiedzieć, że wszystko pasuje. Ryzykowny wydaje się pomysł z łamaną czwartą ścianą tak dobitnie, ale ma to ogromny sens.
Pilnujemy się nawet jeśli chodzi o muzykę. Jej dobór.
już bym pojechał z tym na windowisko, ale nie. Niech dojrzeje z widzem. I wtedy pojeździmy. Na razie do Ostrołęki to wezmę, że się przetrzeć.
Muszę pamiętać, że jasne rozwiązania i czytelna fabuła to klucz do widza. Nastroje już od dawna umiem osiągać. I umiejętność rezygnacji z pomysłu (najtrudniej) i z tekstu, który "jest dobry", ale daje możliwość zagmatwania.
(tak jakoś jest w "Versusie" momentami - ten spektakl się bardzo podoba widzowi; nie ma tego w "Dziele sztuki", choć ten spektakl chyba nie wszystkim leży).
W każdym razie balansować umiejętnie - jak w przypadku dobrego dania. Trochę tego, trochę tamtego, byleby było smacznie (czyt. mądrze).

...tajny jubileusz


Zespół silnie inspirowany Olą Kanią i Łukaszem zorganizowali mi tajny początek jubileuszu. Odtworzyli "Pinokie", które robiliśmy 8 lat temu. Teraz jak oglądałem ten spektakl, to pomyślałem sobie jakie naiwne to było, ale ludziom się to podobało zarówno od strony wykonania jak i myśli. Ja tam tyle rzeczy nie rozumiałem, choć pamiętam jakie były założenia. Sam postawiłem sobie zadanie, żeby nie pomagać aktorom muzyką - szukać rozwiązań w przestrzeni i języku.
Scenografia - folia. Tylko po to, żeby nie było pustej sceny chyba, bo wcześniejsze rzeczy (niewiele ich było) były z pustą sceną.
Rozwiązania widzę były intuicyjne, nie przemyślane, choć czuje się temat kłamstwa w życiu. I to dominuje w języku. Tę symbolikę dziś zastąpiłbym konkretem (choć wtedy kiedy to oglądałem miałem "dobry okres", bo czuję ostatnio, że sprawnie mi idzie myślenie i wymyślanie).
W każdym razie wieczór wyglądał tak: Dominik mnie wkręcił, że potrzebuje mojej pomocy przy jego spektaklu. Odebrał mnie o 21.15 z domu i zawiózł pod chdk. Zdziwiłem się, że tyle samochodów. Ja mu mówię, że "co to?". A on że "nie wiem". "Acha i zaprosiłem kilka osób". Pomyślałem, że debil, że zaprasza ludzi przed premierą na niegotową rzecz. Wchodzę. Tłum.
Siadam. Ludzie biją brawo. Otwiera się kurtyna i widzę nogi Pinokii w dziwnie znajomej przestrzeni. Pomyślałem - pastisz. Ale leci spektakl i coraz dalej. I wiernie odtworzone (świetne dziewczyny; Jeremi dobry, choć dziewczyny lepsze).
Jakie to ciekawe zobaczyć własną sprawność sprzed 8 lat...
Jestem wdzięczny, że ktoś dla mnie coś takiego wymyślił, akurat wtedy kiedy tego bardzo potrzebowałem.
zdjęcia: Radek Osiński; źródło: chojnice.com

wtorek, 12 sierpnia 2014

Robin Williams is dead



O CAPTAIN! my Captain! our fearful trip is done;

The ship has weather’d every rack, the prize we sought is won;

The port is near, the bells I hear, the people all exulting,

While follow eyes the steady keel, the vessel grim and daring:

    But O heart! heart! heart!
         5
      O the bleeding drops of red,

        Where on the deck my Captain lies,

          Fallen cold and dead.

  
2

O Captain! my Captain! rise up and hear the bells;


Rise up—for you the flag is flung—for you the bugle trills;
  10
For you bouquets and ribbon’d wreaths—for you the shores a-crowding;

For you they call, the swaying mass, their eager faces turning;

    Here Captain! dear father!

      This arm beneath your head;

        It is some dream that on the deck,
  15
          You’ve fallen cold and dead.

  
3

My Captain does not answer, his lips are pale and still;


My father does not feel my arm, he has no pulse nor will;

The ship is anchor’d safe and sound, its voyage closed and done;

From fearful trip, the victor ship, comes in with object won;
  20
    Exult, O shores, and ring, O bells!

      But I, with mournful tread,

        Walk the deck my Captain lies,

          Fallen cold and dead.


Nie żyje Robin Williams. Powiesił się. Cierpiał na depresję. Jestem w szoku. Nie spodziewałem się takiej własnej reakcji. Jakby się skończyła epoka. Wychowałem się na filmach z nim. Jak niewiele wiemy o tym, co się dzieje we wrażliwych umysłach...

Jakoś to rozumiem. 

niedziela, 3 sierpnia 2014

cz.3 "O co pytają nas wielcy filozofowie" Kołakowski

Hobbes
potrzeba bezpieczeństwa i żądza władzy, zarówno nad innymi ludźmi, jak nad środowiskiem. Ponieważ ludzie rodzą się w stanie, w którym tylko własne interesy i własne potrzeby ich zaprzątają, nie dziwota, że w stanie natury ludzie są najczęściej sobie wrogami.

Stan natury nie jest więc krainą szczęśliwości; przeciwnie, życie w tym stanie jest prymitywne, ubogie i krótkie.
Powstała przeto konieczność takiej umowy, która kładzie kres prawom przez naturę samą ustanowionym i tworzy społeczeństwo cywilne albo państwo; w rozwiniętej swojej formie zasługuje ono na miano Lewiatana, sztucznego człowieka, którego ludzie powołują do życia dla własnego bezpieczeństwa

Kartezjusz
Trzeba wykryć absolutny początek wiedzy, odporny na krytykę.
A że mylimy się nieraz, należy zbadać przyczyny błędów. W sławnym a zatrważającym wywodzie zauważa Kartezjusz, że skoro w marzeniach sennych to, co widzimy i słyszymy, zdaje się nam rzeczywiste, to do pomyślenia jest, że to, co na jawie postrzegamy, jest także rodzajem snu, obrazem bez rzeczywistości. Być może jakiś demon złowrogi łudzi nas i podsuwa zmysłom naszym, dla celów sobie wiadomych, fantazmaty, które my za rzeczywistość bierzemy, a które są podobne do sennych urojeń. Czy jest sposób, by się wyrwać z oszustw tego możliwego zwodziciela? Jest. Zwodziciel co do jednego oszukać mnie nie może, mianowicie co do samego tego faktu, że ja tego czy owego doświadczam, coś postrzegam, coś myślę. Jestem przeto. I najpotężniejszy demon nie może mnie w tej sprawie zwodzić.

Ta oto formuła “myślę, więc jestem” stała się jednym z fundamentalnych znaków nowożytnej filozofii. To “więc”
jednak później przepadło, bo Kartezjusz nie chciał, by ten zwrot rozumiano jako wnioskowanie, jako sylogizm z usuniętą przesłanką większą; chodziło nie o wnioskowanie, ale o jeden nieodparty akt intuicji: “myślę, jestem”.
Trzeba zauważyć, że słowo “myślę” w tym kontekście odnosi się do wszystkich

uważał Kartezjusz, że świat jest nieodparcie rządzony prawami mechaniki

Zastanawiając się nad naturą samego siebie, a więc świadomości swojej, duszy swojej, znajduję w niej ideę istoty najdoskonalszej, czyli Boga. Nie mogłem był sam z siebie tej idei wytworzyć, bo sam przecież doskonały nie jestem (sam akt wątpienia tego dowodzi, jeśli dowody są potrzebne). Wnoszę stąd, że owa idea nie jest moim urojeniem, ale została w umyśle moim zaszczepiona przez sam ów byt najdoskonalszy, przez Boga. Bóg więc istnieje. (Inny dowód jest pokrewny ontologicznemu dowodowi Anzelma: istnienie jest formą doskonałości, stąd też byt najdoskonalszy musi istnieć z definicji

Spinoza
poszczególne rzeczy, włączając istoty ludzkie, nie są skończonymi, niezależnie bytującymi stworzeniami Boga, ani nie są Boga cząstkami. Są, jak Spinoza powiada, modyfikacjami substancji, one Boga wyrażają. Substancja sama, czyli Bóg, nie ma części. Nieskończona rozciągłość jest niepodzielna

jeśli pyta kto: skoro wszystko bez reszty w ludzkich działaniach jest tak wyznaczone i nikt nie ma mocy nie czynić tego, co czyni właśnie, czy wolno nam, na przykład, karać ludzi za ich występki, wiedząc, że rządzi ich czynami nieuchronna konieczność? Tak

Uwalnia nas od nienawiści, gniewu, zawiści i pogardy względem innych, poleca nam natomiast zadowalać się tym, co mamy, i pomagać bliźnim. Prowadzi nas ku wolności - nie w sensie zabobonnej wiary w wolną wolę, ale w sensie wyjścia z niewoli złych afektów

"o co pytają nas wielcy filozofowie" cz.2

Powszechny lęk przed śmiercią jest raczej argumentem za śmiertelnością duszy, skoro bowiem natura nic nie robi na próżno, to po cóż miałaby nam wszczepić lęk przed zagładą, gdyby zagłada nie była prawdziwie naszym losem. Są więc liczne argumenty przeciw nieśmiertelności duszy, nie mówiąc o tym, jak okrutna i niesprawiedliwa jest wiara w wieczne kary pośmiertne za nasz

Tak to Rozum, ledwo się narodził, wnet samobójstwo popełnił. Przykro

Ockham
wiemy o Bogu tyle, ile wiemy o skutkach, jakie w świecie byt Jego sprawia.
narzędzie zwane brzytwą Ockhama. 

Owa brzytwa to zasada cytowana najczęściej w wersji nie całkiem dokładnej, choć zgodnej z duchem tej filozofii: nie należy mnożyć bytów ponad konieczność; wersja dosłowna brzmi: “nie należy ustanawiać wielości ponad konieczność”.

Wiara w doświadczenie bezpośrednie jako jedyne wiarygodne źródło naszej wiedzy o świecie ma, oczywiście, konsekwencje teologiczne. Nie znamy przecież Boga dzięki bezpośredniej intuicji, jak znamy świat fizyczny. Świat fizyczny jest po prostu faktem i jak każdy fakt jest czymś przypadkowym (przygodnym)

Leibniz
stworzył świat najlepszy z możliwych, czyli taki, gdzie masa dobra jest maksymalnie wielka w zestawieniu z masą zła. Bóg zrobił przegląd wszystkich światów możliwych i rozwiązał zapewne jakieś nieskończone równanie, które dało ten właśnie wynik. Świat, gdzie by nie było w ogóle zła, był zapewne możliwy, lecz musiałby to być świat zaludniony przez pozbawione woli automaty, Bóg zaś wyliczył, że ten nasz świat, z całym jego złem i cierpieniem, wytwarza nieporównanie więcej dobra niż tamten możliwy, wyzuty z wolności.

Żyjemy przeto w najlepszym z wszystkich możliwych światów

Locke
Uważał po prostu, że Bóg wyposażył nas w uzdolnienia i narzędzia umysłowe, które wystarczają całkiem dla wszystkich naszych zatrudnień praktycznych i nic w tym złego, bo nic nam nie przyjdzie z łamania sobie głowy nad formami substancjalnymi, esencjami rzeczy i zagadkami teologicznymi; wiedza, która jest prawdziwie do życia potrzebna, jest nam przecież dostępna

Wszystko jednak, co wiemy, pochodzi z doświadczenia: gdy przychodzimy na świat, umysł nasz jest jak czysta niezapisana kartka papieru. Z tego sławnego powiedzenia Locke’a wnioskowali nieraz jego wyznawcy, że wszyscy ludzie są z urodzenia równi, nikt nie jest lepszy ani gorszy
Tak to teoria Locke’a uzasadnia prawomocność rewolucji politycznej. 
Wolność, własność, równość obywatelska, tolerancja religijna, poddanie osądowi ludu władzy wykonawczej.



Kołakowski - "O co pytają nas wielcy filozofowie" - usystematyzować cz1.

Szopenhauer
sens jakikolwiek świata jest naszym urojeniem. Jednostka ludzka jest obrazem wszechświata, mikrokosmosem, i życie jej tak samo jest bezcelowe jak życie świata

Kant
Najogólniejsza reguła, zwana przez Kanta imperatywem kategorycznym, żąda, by każdy z nas postępował zawsze i tylko wedle takich reguł, co do których mógłby chcieć, by stały się one zarazem prawem powszechnym. Ten wymóg absolutny i uniwersalny jest nakazem rozumu; ujawnia on, że prawdy moralne są te same dla każdej istoty rozumnej; że nasze własne jednostkowe pragnienia nie liczą się w moralnych sprawach



Hume
Źródłem tego, co wiemy, są impresje, czyli wrażenia zmysłowe, ale także emocje nasze i namiętności: coś widzimy, coś słyszymy, coś kochamy, czegoś chcemy. Impresje są pojedyncze i doraźne, używamy natomiast sądów ogólnych, by podobieństwa między nimi uchwycić. Tylko słowa bywają ogólne, nie rzeczy, nie impresje, nie idee. Obok impresji mamy idee, które w prostej swojej formie są bladymi kopiami impresji, ale które możemy na różne sposoby kombinować, porównywać, związki między nimi wykrywać, a związki te w umyśle sprowadzają się do trzech: podobieństwo, styczność w przestrzeni lub w czasie, zależność przyczynowa

Tymczasem nasze życie zawisło od wiedzy o związkach przyczynowych - wiedzy, której nie ma. To co wiemy jest nieuleczalnie jednostkowe. Z nawyków niepodobna wnioskować o prawdzie. 



Hegel
Wielki metafizyk i teolog 9. wieku, Jan Szkot Eriugena, wtajemniczył nas w dzieje Boga, który, stwarzając świat niedoskonały, naznaczony przypadkowością i złem, prowadzi ów świat ku zjednoczeniu ze sobą i przez to sam dopiero dochodzi do pełni; rozmaitość stworzenia nie jest, mimo to, u kresu kosmicznego dramatu unicestwiona, lecz przechowuje się w swoim całym bogactwie. Akt stworzenia jest Bogu potrzebny: dopiero przez samo-wyobcowanie i jakby samo-zaprzeczenie swej nieskończoności, i wreszcie ponowne wchłonięcie stworzonego bytu, Bóg dochodzi do swej pełni. Znajdujemy podobny schemat u różnych chrześcijańskich myślicieli...

mamy najpierw się upewnić, czy to, co obserwujemy na danym etapie rozwoju, jest prawdziwie rzeczywiste, czy też, być może, rzeczywistość tylko udaje, a naprawdę jest u progu zagłady i lada chwila będzie zdmuchnięte przez nieodpartą siłę postępu

A jeśli wskaźniki do oceny postępu istnieją, czy wolno twierdzić, że dzieje ludzkie w rzeczy samej są postępem


czwartek, 31 lipca 2014

spektakl "Romeo"

Jestem bardzo ciekaw tego spektaklu (tzn kiedy powstanie). Okazuje się, że tę historię można poprowadzić ze strony (tylko) Romea. W założeniu jest to odpowiedź na "...i Julia" gdzie "jęczy się" jakie to kobiety są naiwne i biedne. Dobrze. Ten spektakl w pewnym sensie będzie potwierdzeniem tej tezy. Mówię w pewnym sensie, bo jest szansa na to, że z jednej strony będzie to ku przestrodze (tytuł powinien brzmieć Romeo (czaszka - symbol). Kropka).
Interesująco się pracuje. Trochę jeszcze intuicyjnie, ale ostre są zmiany nastrojów. Jest w tym rodzaj bezczelności, który chciałbym utrzymać do prawie końca. Muszę się tylko pilnować, żeby nie stanąć na drugim końcu bieguna (przeciwnie do Idy). Jeśli on się zakocha, to dlatego, że wpadł we własną pułapkę.

niedziela, 20 lipca 2014

Matka - fragmenty

Nie mogę pracować; to coś strasznego. Nie mogę myśleć. Czy się przebudzę? Żyję we śnie. Co więc robię; czym jestem?

Czuję się zniszczony. Osypuje się bez przerwy. Coś osypuje się, spada. Nie mogę się wyzwolić; jestem zamknięty, zostałem zamknięty, zamknięto mnie, zamknąłem się. Życie moje składa się z nielicznych przebudzeń i ciągłej mordęgi - jakby zostało już przed dwudziestu laty okaleczone, przełamane. Jestem zrównoważonym szaleńcem, dumnym robaczkiem, spokojnym awanturnikiem - tak strasznie kocham las i wieś -a siedzę na Śląsku, siedzę całe czerwce i lipce, i sierpnie zamknięty w tym pokoju nad kilkoma pokreślonymi kartkami papieru.

W czasie ostatniej rozmowy powiedział do mnie Staff: "Nie trzeba się ścieśniać... to nawet wpływa na pisanie, to wywiera ujemny wpływ". Zrozumiałem Go - to sprawdza się na mnie.Wazon potoczył się kilka centymetrów i zatrzymał się na krawędzi stołu. W środku miał niebieskawe światło. Wiedziałem, co będzie dalej. Bardzo się bałem. Nawet zacząłem się modlić: "Aniele boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój, rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy...", ale coś mnie kusiło i znów pociągnąłem serwetę. Teraz już w to nie wierzę, ale wtedy diabeł się tam zjawił, diabeł wyciągnął moją rękę i szarpnął. Ja naprawdę nie chciałem. Jeszcze mogłem w ostatniej chwili chwycić wazon, bo obrócił się powoli, jakby dokoła siebie, i bardzo powoli spadał na podłogę. Naprawdę spadał powoli i mogłem go złapać w powietrzu... ale diabeł przytrzymał moje ręce. Ja teraz też się śmieję. Ale tylko ten jeden raz w życiu diabeł mnie skusił. Potem zawsze grzeszyłem na własne Tato, powiedz mi,

czy warto jest żyć?"

Ojciec przyglądał się kółkom dymu

strząsał popiół z papierosa

i powiedział

"pewnie, że warto!"

potem spojrzał na mnie

"co z tobą... Tadziu!..."

Wtedy zrozumiałem

że Ojciec nas kochał

ale o tym nie mówił



do przebudzenia
w strumieniach ciepłych

łez słów

szła do mnie matka

Nie bój się jesteś w ziemi mówiłem

nikt ci już krzywdy nie zrobi nie zrani nie dotknie

matka z tamtym strachem

tuliła się do mnie

nie bój się jesteś w ziemi

jesteś we mnie nikt cię nie dotknie

nie poniży nie zrani

przedzierałem się przez ten sen ciężko

(O Tadeuszu) W polu, jak chciał zerwać kłosek zboża, a nie mógł, krzyczał do kłoska: puść, puść. Myślał pewnie, że tam w ziemi ktoś trzyma. A jak się o co obraził, wchodził pod stół i wołał: poszedłem w świat. Jeszcze dzieciak nie miał dwóch lat, jak dostałam atak nerki. Pamiętam, jak przyszedł do łóżka i płacząc mówił: musia, niech cię boli, a nie umieraj

"Matka Odchodzi" T.Różewicz

Porażające są te "notki" jego. Autobiograficzne fakty mocniej mną wstrząsają. Choć tu chyba fakt "wielkości" tej osoby ma swój wpływ. Czy to możliwe, żeby "taki człowiek" miał "takie" problemy? Ano możliwe. Co ciekawsze, teraz kiedy już jesteśmy "po" pracy nad Oskarem, myślę sobie, jak podobne są te spostrzeżenia do tych które umieściliśmy w spektaklu.

Tam są takie pojedyncze zdania (i całe pasaże) o których można by oddzielnie pisać. Na początku zwróciło moją uwagę zdanie smutne: (cytuję z pamięci) "muszę mieć suche oczy pisząc treny, żeby pilnować czystości formy". Jakoś jestem w takim punkcie, że tak właśnie się czuję. Mniej odczuwać, żeby więcej mogli inni.

Ten proces odchodzenia matki, refleksje o ojcu, zmagania ze sobą, życie małego chłopca, który jak się obrażał, chował się pod stołem i mówił "poszedłem w świat". Bardzo osobiste. Cieszę się, że wchłonąłem to w siebie.

tego zdjęcia Różewicz by nie zaakceptował pewnie. Wolałby mniej patetyczny pomnik.
przypomina mi się praca nad jego poematem w "Młodzież kontra..." To było wspaniałe spotkanie. 



piątek, 18 lipca 2014

Steinbeck - Ulica Nadbrzeżna - charakterystyka

Cecha charakterystyczna to to, że wplata skrzętnie opisy fauny - np. żółwie chodzące i to jakoś gra w książce; daje poczucie czasu; w ogóle czuć u Steinbecka dużo słońca i potu. Długie słoneczne dni. Temat społeczny i jakąś nieporadną ludzkość bohaterów. Wspaniały jest ten fragment kiedy Mack i chłopaki chcą zrobić imprezę dla doktora i jak im nie wychodzi. I potem druga impreza na którą Doktor się już przygotował i czytał im wiersz (poprzedni post) i wszyscy się swietnie bawili. Cała ta egzystencja jakby pozbawiona sensu, a jednak tak bardzo ludzka. Trwanie. 

frag. tekstu:

Spójrz na nich. To są prawdziwi filozofowie. Zdaje mi się, że Mack i chłopaki wiedzą wszystko, co się kiedykolwiek zdarzyło na świecie, może wiedzą też wszystko, co się zdarzy. Sądzę, że żyją na naszym szczególnym świecie lepiej niż inni ludzie. Kiedy inni zabijają się ambicją, nerwowością i chciwością, oni odpoczywają. My wszyscy, tak zwani dzielni ludzie, jesteśmy chorymi istotami, mamy marne żołądki i marne dusze, ale Mack i chłopaki są zdrowi i zadziwiająco czyści. Robią, co im się podoba. Mogą zaspokajać swe pragnienia nie owijając w bawełnę

— Zawsze wydawało mi się to dziwne — mówił dalej Doktor. — Cechy, jakie podziwiamy w ludziach — uprzejmość i szlachetność, otwartość, uczciwość, mądrość i uczucie — są w naszym systemie charakterystycznymi cechami porażki. A te cechy, którymi pogardzamy — chamstwo, chciwość, zachłanność, podłość, egoizm — są cechami powodzenia. Ludzie podziwiają pierwsze, ale lubią osiągnięcia drugich

Łatwo mówić: „Czas wszystko wyleczy”, „ludzie zapomną” i tym podobne truizmy, jeśli człowiek sam nie jest zamieszany w daną sprawę, ale jak jest zamieszany, wtedy czas stoi w miejscu


Elmer Rechanti położył się spać na torze kolejowym i stracił obie nogi.
Gwałtowny i najzupełniej nieoczekiwany sztorm porwał przycumowany do nabrzeża trawler i trzy łodzie i rzucił je pogruchotane i smutne na plażę Del Monte.
Nie było wytłumaczenia dla serii podobnych klęsk. Każdy człowiek czyni wyrzuty samemu sobie. Ludzie w swych znękanych umysłach przypominają sobie tajemnie popełnione grzechy i zastanawiają się, czy to one są przyczyną serii nieszczęść. Ktoś może przypisywać nieszczęścia plamom na słońcu, podczas gdy ktoś inny przywołując na pomoc teorię prawdopodobieństwa nie wierzy w to. Nawet doktorzy nie mieli korzyści we wspomnianym okresie, bo jeśli nawet wiele osób chorowało, to w każdym razie nie na

kolejny genialny Steinbeck - Ulica Nadbrzeżna - wiersz



"Czarne nagietki" 


Widzę Ją w duszy — piękną o piersiach cytryny, 

O twarzy jako gwiazdy nocy złote, 

Krążące nad nią; jej ciało ogarnięte żarem, 

Ranne płonącym miłości oszczepem; 

Moją pierwszą ze wszystkich — ją widzę i wtedy 

Chłód wiecznych śniegów moje serce ścina

Nawet teraz,
Gdyby moja dziewczyna o oczach lotosu
Przyszła znów do mnie znużona brzemieniem
Młodej miłości, wziąłbym ją w ramiona
I z ust jej spijał znowu mocne wino
Jak mały pirat-pszczoła w lekkim locie
Miód słodki spija z nenufaru kwiatów.
Nawet teraz,
Gdybym ujrzał, jak leży otwierając oczy
W niemym pragnieniu, a jej blade ciało
Tak cierpi wskutek mego oddalenia,
Moja miłość stałaby się więzami kwiatów, a noc
czarnowłosą kochanką na dnia piersiach.

Nawet teraz
Moje oczy, co nic nie widzą więcej, wciąż malują
Twarz straconej dziewczyny. O, złote pierścienie
Dotykały policzków jak magnolii płatki,
Jak najbielszy pergamin, gdzie me wargi biedne
Pisały pocałunków wspaniałe oktawy,
Pisały, ale więcej już pisać nie będą.

Nawet teraz
W godzinę śmierci widzę drżenie jej zmęczonych powiek Nad dzikimi oczyma i jej szczupłe ciało
Wiotkie radosnym rozkoszy znużeniem

Czerwone kwiatki były mi pociechą
Wargi szkarłatne, które zwałem swymi,
Były natchnieniem mym i moją troską.
Nawet teraz
Plotą o jej słabości po wszystkich bazarach,
Jej, Co tak silna była, gdy mnie miłowała.
Ludzie, co brzęczą srebrem, chociaż są rabami,
Marszczą tłuszcz wokół oczu; a Jednak
Żaden Książę Miast Morza nie wziął jej do swego
Łoża strasznego. Mała samotnico,
Przylegałaś do mnie jak szata przylega, dziewczyno.

Nawet teraz
Kocham podłużne oczy, co pieszczą jak jedwab,
Stale smutne i stale śmiejące się oczy,
Których rzęsy rzucają we śnie cień tak słodki,
że wygląda jak drugie cudne Jej spojrzenie

Kocham jej usta świeże, ach, pachnące usta.
Włosy faliste, jak dym delikatne,
Lekkie palce i uśmiech jak szmaragd błyszczący.

Nawet teraz
Pamiętam jeszcze twą odpowiedź cichą,
Byliśmy jedną duszą, twa ręka w mych włosach,
I wspomnienie płonące na twych wargach bliskich:
Widziałam, jak Kati kapłanki kochają,
A potem w wykładanej dywanami sali
Rzucają się niedbale gdziekolwiek do snu.

Nawet teraz
Pamiętam mądrych mężów, którzy życie swoje
Spędzili w rozmyślaniu. Słuchałem ich rozmów,
Nie znalazłem w nich Jednak soli szeptów mej dziewczyny, Szmeru zmieszanych barw na chwilę przed zaśnięciem;
Małe, przemądre słowa i dowcipne słówka,
Swawolne niby woda, miodne pożądaniem.
Rozbełtana biała piana w zlewie ostygła i zgęstniała. Na nabrzeże szturmował wysoki

przypływ i fale rozbijały się o skały, których nie mogły dosięgnąć od długiego czasu.
Nawet teraz
Pamiętam, że kochałem cyprysy, róże, jasność,
Wielkie błękitne góry, małe szare wzgórza
I morza szum. I dnie słoneczno-złote.
Widziałem dziwne oczy, ręce jak motyle;
Dla mnie rankiem skowronki wzbijały się w niebo,
A dzieci przychodziły kąpać się w strumykach

Wiem, że spijałem gorący smak życia,
Na wielkiej uczcie wznosząc czasze zielone i złote.
Tylko na krótką chwilę olśniła ma dziewczyna

Me oczy strugą wieczystego światła...