poniedziałek, 23 grudnia 2013

Przed zapaleniem choinek

Wigilia Studia. Dla mnie najważniejszy dzień w kalendarzu teatralnym. Można pogadać, nacieszyć się obecnością wszystkich ludzi, przejść tą niesamowitą atmosferą. Powiedziałem też, co miałem do powiedzenia, i co musiało być wypowiedziane. Było wspaniale. Jak co roku zresztą. Ta wigilia z powodów dla mnie oczywistych była szczególna.
Przeczytaliśmy "Przed Zapaleniem Choinek" Gałczyńskiego jak to zwykł robić Henryk. Miałem też moment dla siebie, żeby popatrzeć wstecz i w przyszłość. 
Jestem naładowany pozytywną energią. Piękne dostałem życzenia. Takie z troski jakiejś autentycznej. I w ogóle pięknie. Świetlik. Świetlik. Świetlik. To słowo.  

Były prezenty - w zeszłym roku koszulki z logo studia - w tym kubki. Padła propozycja, żeby w przyszłym roku bieliznę darować. :)
PS. Dziewczyny (młode) nazwały ten stół Ostatnią Wieczerzą. Hm...
zdj: Piotr Rutkowski

niedziela, 22 grudnia 2013

"Bądz ze mną. Jestem" - chwilo trwaj. jesteś piękna.

Wczorajszy Oskar był niesamowity. Wszystkie założenia się sprawdziły. Aktorstwo najczęściej trafione w punkt, bez dogrywania, dzielenia frazy bez sensu - poddawanie się treści i założeniom. Dużo bardzo trafionej dyscypliny.
Już teraz wiem, że źle skonstruowałem początek. I jest jeden błąd rytmiczny - przejście między sceną małżeństwa do zdrady. ...
Dziś - 23 grudnia - zredagowałem początek. Da to siłę i usprawiedliwi dalsze wybory. Odbije też od przewidywalności i jednorodności całego spektaklu.
opiszę to później.
ale czuję, że to to, bo mam jakiś dobry dystans. I wszystko się w tym pomyśle składa.

piątek, 20 grudnia 2013

Dwa Różne Spektakle...

Graliśmy premierowo dwa razy "HEYSEL". Spektakl, który już na próbach wydawał mi się silny. Były tam trzy (co najważniejsze) powtarzalne mocne uderzenia. Sprawdziło się to świetnie pierwszego dnia, kiedy graliśmy przed Naczelnikiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz organizatorach Starostwem Powiatowym. To właśnie Starostwo zaproponowało mi wyreżyserowanie tego spektaklu. Pomysł, żeby to było Heysel wymyśliła Majka Cyganowicz. Od samego początku miałem dobre przeczucia. Scenariusz był pode mnie jakby napisany. Majka po prostu zna mój "styl". Dużo rzeczy nieoczywistych i już jakby wpisany skrót kompozycyjny. Historia jest prosta - nie udziwniałem jej, wręcz tworzyłem prostszą. Niezbyt dobrze sprawdzały się sceny z działaczami, więc szybko z nich zrezygnowaliśmy. Po raz pierwszy też jakoś silniej rozważałem konteksty. Badałem jak ludzie związani z piłką reagują na pewne "rozwiązania". (telefonicznie podpuszczając).
 
Pani Naczelnik kupiła spektakl, choć ostatnia scena była źle rozwiązana. Mieliśmy też problem (i ciągle mamy) ze sceną orędzia piłkarzy no i z finałem... Widz był trochę przypadkowy, choć było dużo ludzi związanych z piłką (Chojniczanka, kluby kibica, młodzi piłkarze). Założyliśmy, że przy takim widzu granie będzie ciężkie, a tu... bardzo dobrze wyszło. Autentyczne emocje i wzruszenie. A do tego było to tak pięknie nieoczywiste.
następnego dnia mieliśmy otwarte granie dla mieszkańców i... liczyliśmy, że tam dopiero będzie "niesienie". A tu... klapa. Nic się nie wydarzyło. Żadnego uderzenia. Żadnych emocji. Rozluźnienie. Pomimo tego cieszę się, że tak się stało, bo nareszcie doszedłem do tego co to jest napięcie w aktorze i jak je osiągnąć i dlaczego Piotr bywa nierówny. Oba te przypadki skupiają się wokół dyscypliny aktorskiej. Nigdy nie naturalizować, zawsze grać. I trzymać wypracowane rozwiązania z prób. Nigdy nie rozluźniać się. NIGDY. Ja tak robię, ale ja widzę mojego widza. Oni nie widzą. 

Na bazie tej wiedzy wezmę tylko chłopaków i zrobię z nimi warsztaty. Laboratoryjnie (nie zakładając, że cokolwiek wiem) zbadamy sobie te aspekty. 
Podszedł do mnie jeden z młodych piłkarzy... i powiedział, że bardzo dobrze, że to robimy; że to potrzebne. Też tak myślę. Tu jakoś wierzę, że teatr może zmienić coś, a przynajmniej zostawić żywy obraz Heysel. 
Mamy pierwsze zamówienie na ten spektakl...
PS. Łukasz też ma dziwny okres, ale on umie szukać... chyba znajdzie. Za dużo grania. Ale też dużo spektakli w repertuarze. Musimy jeszcze precyzyjniej pracować. 
zdjęcia: Daniel Frymark; ostatnie: Olek Knitter

środa, 18 grudnia 2013

H E Y S E L - pierwsze granie premierowe

Kilka spraw. Spektakl powstał bardzo szybko, bo świetnie się pracowało w tym składzie. Po drugie, robiłem go na całkowitym dystansie kierując się tylko wyobrażeniem emocjonalnym i jakimś "zdroworozsądkowym" podejściem. Chyba po raz pierwszy odpowiedzialność za treść spektaklu była tak duża. Tyle osób to dotyczy, łatwo można kogoś obrazić, kogoś skrzywdzić, coś nieopatrznie zrozumieć. 
Po raz pierwszy też w 10leciu naszego teatru łączymy sport i teatr. (zawsze tego chciałem). 
Dosyć łatwe było też łamanie nastrojów, wprowadzanie interesujących kontr wzmacniających całość. Jedyna scena, która mnie "drażni" na razie to scena z piłkarzami, choć jest ona jedną z kluczowych.
nie wiem ile jeszcze uda mi sie zrobic... chyba niewiele. smutno.

niedziela, 8 grudnia 2013

Warsztaty w Sopocie 2013

Co jakieś kilka lat jestem zapraszany do Sopotu, żeby prowadzić warsztaty z młodymi. W zasadzie dosyć to męczące, bo to cały dzień pracy i koncentracji. Warto, bo widzę, że "mój" system ma już solidne podstawy. Spokojnie i logicznie prowadzę ich przez meandry zagadnienia (kiedyś robiłem wszystko i nic; i też nic z tego nie było): w tym roku zostałem poproszony o pracę nad "emocjami". I było świetnie. Czasami mam wątpliwość czy moich ludzi dobrze prowadzę. Takie warsztaty sprawdzają moje tezy. I dobrze, że okazują się one słuszne. Od razu przekuwają się na nową lepszą aktorską jakość. Na początku jest to trudne, ale gdzieś na granicy drugiej godziny jest nieźle, a pod koniec trzeciej jest już super. Do tego metody pedagogiczne ewoluują w stronę działania. Jedno zdanie "po co to" i od razu ćwiczenia. Chyba dobrze poukładane. Sprawnie przechodzące od jednej sprawy do drugiej z tendencją do rozszerzania tego, co już zostało zrobione. 
Ten weekend był... Wspaniały. Niezapomniany. Magiczny. "I co, że pada śnieg".

piątek, 6 grudnia 2013

dopóki

Siłą teatru nie jest edukacja. Tylko po prostu pokazywanie spraw takimi jakimi są, a nie powinny być. Oczywistości nie wciągają. To na poziomie konceptu. Podobnie na poziomie aktora - oczywistość w interpretacji jest... oczywistością. I nią pozostanie. Tak jak widz pozostanie na powierzchni tej interpretacji. Muszę o tym pamiętać.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Teatr to stan

Co jest w tej robocie najważniejsze? Rozumieć co się robi. Proste.
Teatr to stan. Nie zamyka się w wykonywaniu. Wybiega w życie.
Reżyseria mnie oddala, w aktorstwie znów czuję, że jestem człowiekiem. ("współ")czującym z moim bohaterem, którego prowadzę, lub czasem on mnie ponosi.
Ale wiem po co to robię. Nie zawsze wiedziałem. Czasami na scenie zapominam. Głównie z tremy. 

Podkreślam "Młodym", że istotny jest proces zamiast wygrywania. Teraz wiem, że proces jest wszystkim. Ale nie sam proces - przemyślane działania, które popychają nas. Dmuchają tę niepewną łódeczkę we właściwym kierunku. Właściwy kierunek - to prawda (brakuje mi innego słowa), która "zawsze mnie kosztuje" (Irena Jun). Prawda okupiona procesem poznawczym - co tam jest. Jaka metafora. Czego się chwytam. Jaką szyję podszewkę. Poznanie, zrozumienie, wykonanie. Z tych trzech rzeczy ostatnia jest wypadkową pierwszych. Wierzę w to. Widzę, kiedy tego nie ma. To wyznaje.

Mój teatr to stan.  



poniedziałek, 18 listopada 2013

Recenzja z Kielc...

Jako kolejni na scenie zaprezentowali się nam aktorzy Chojnickiego Studia Rapsodycznego. Odegrali oni spektakl zatytułowany „Versus”. Jest to sztuka traktująca o tematyce tożsamości narodowej, ale i samotności oraz spojrzeniu na wojnę przez ludzi, którzy choć w niej nie uczestniczyli, to wiele przez nią stracili. Artyści w mojej opinii wznieśli się na wyżyny, wspaniałą grą aktorską potrafili zarówno rozśmieszyć widza, pouczyć, wzruszyć, a także zmusić do myślenia. Powiem szczerze, że jeśli kiedykolwiek znów będę miał sposobność do zobaczenia ich na scenie to na pewno skorzystam, a i Was czytelnicy do tego zachęcam. Olbrzymie brawa należą im się zarówno za warsztat jak i olbrzymie pokłady energii, które przelali na publiczność. Byli jednym z najjaśniejszych, wśród przecież tylu jasnych punktów tego Przeglądu.

Był to faktycznie spektakl wyjątkowy. 
Zdjecie zaczerpnięte z portalu Kreatura; autor: Michał Jaroń

piątek, 15 listopada 2013

inauguracja sali w II LO

Było pięknie. Ile te dzieciaki już umieją... niesamowite. Kilka wykonań doskonałych, bo są to własne głosy w sprawie.
Nie wszystko się udało - myślę o finale głównie i niektórych tekstach, ale na tym polega nasza praca. Nie poddawać się, bo się coś nie udało. Drążyć własną skałę dalej.
Dziś też jakoś inaczej spojrzałem na Słowo. Zrozumiałem, że Irena Jun ma rację - faktycznie pięknie dzieciaki mówią. Dbamy o to ciągle.
To był bardzo długi dzień - bo jeszcze mieliśmy próby mikołajka, ale za to JAKIE! Genialne. Wprowadzenie Piotra jest strzałem w 10, który pobudza też innych aktorów. Tak to jest, że oprócz wykonania ważne są TE momenty. Ja to już od dawna cenię i rozumiem. 
Wszyscy byli kontent. A ja nie wierzyłem, że to moje dzieci...
a to był H I T - Aga w finale.. ale mi sie podobało, choć spodziewałem się jakiegoś rozwiązania spontanicznego...

środa, 13 listopada 2013

Versus w Kielcach

Przejechaliśmy ponad 450 km razy dwa w dwa dni. To (za) dużo. Ale: nareszcie poszedł nam spektakl. Był dojrzały, nieprzegrany, i wiele się udało. Widz wszedł jak w masło od początku, więc aktorzy mogli pobrylować. Tym razem to oni decydowali o tym co się dzieje, a nie widz. Przeczytałem jakąś durną recenzję z tego grania, która mnie jakoś zdenerwowała,mimo, że jest dobra, ale w ogóle nie dotyka istoty. Ale to tylko recenzja.
Daria nareszcie inaczej, logicznie, podkreślając nastroje, nie pędząc bezmyślnie rytmicznie. Dominik nie przegrał sprawy - rozsądnie podawał treści w imię idei chciałoby się rzec.
Błażej coraz lepiej tyka Fransua. Oglądałem jaki rodzaj eksperymentu w nim zachodzi, i podoba mi się ten kierunek. Rozszerza w sobie emocje. Daje im szansę. Jeszcze Łukasz powinien iść w tę stronę (to znaczy w stronę pogłębiania siebie; grania bez widza) i będziemy mieli świetny zespół sprawnych aktorsko ludzi, zdolnych do zagrania wszystkiego. Lub prawie.
Teraz tylko grać...
Wytracam własną energię robiąc milion innych rzeczy, które mi są nie potrzebne. Zaskakująco przekładają się one na moją jakość myślenia. Jestem przyzwyczajony do "chodzenia" na wysokich obrotach, na szukaniu nietuzinkowych skojarzeń, więc takie proste teksty są łatwe. Tylko czy w tym czasie nie powinienem robić czegoś innego?
Prof. Bielunas wywrócił mój świat. Teraz koncentruję się dużo bardziej na szczegółach. W tym kontekście jestem bardzo ciekaw co będzie z "Bądź ze mna. Jestem". Windowisko nas trochę podłamało, ale przecież to dopiero początek.
Dobry to czas... mądry... czytałem wywiad z Viki w Czasie Chojnic i też tu jestem pod wrażeniem tego co powiedziała. Jak dojrzale.
....
Przed nami wystąpiła genialna IRENA JUN (w reżyserii SZAJNY!!!!), a po nas bardzo dobry Mąż i żona Kompani Mamro. Oba spektakle chce zaprosić. Irena Jun bardzo chwaliła aktorów. Przede wszystkim za ginące w teatrze zawodowym Słowo. 

wtorek, 5 listopada 2013

"Wszyscy święci" w Chojnicach

Wczoraj mieliśmy Teatr Polski z Bydgoszczy. Ludzie nie zawiedli - przyszli, mimo że tydzień temu był Drugi Pokój. Drugi Pokój wydaje mi się zbyt powierzchownie dotknął Herberta. Taki był podobno cel spektaklu - "zaznaczyć", ale w 30 minutowej formie mam się wrażenie niepełni (choć Ci ludzie cudni). Do tego dochodzi dźwięk, który był zamazany momentami. Muszą o to dbać. Warsztaty natomiast przemyślane i rewelacyjne.
Jeśli chodzi o Wszystkich Świętych, to bardziej podobało mi się Betlejem Polskie w reżyserii tego samego reżysera (choć oczywiście nazwa jest ni w 5 ni w 9). Spektakl ma lepsze tempo, mimo wszystko jest spójniejszy. Ten jest rozwleczony, brakuje mu wyrazistych konfliktów, budowania nastrojów. Ostatnie 5 minut jest genialne, w reszcie ja się nie odnajduję. Ale wszystkim (prawie) innym sie podobało bardzo. Jest tam wiele rzeczy drażniących jak aktor łamiący czwartą ścianę i opowiadający o świętych. Ostatnie 5 minut jest bardzo dobre, bo buduje obraz jak zwykli ludzie otaczają się kultem i to nie koniecznie religijnym. Zwykłe przedmioty nabierają znaczeń (prawie) sakralnych. Natomiast wymieszanie normalności z sakralnością choć wydaje się ciekawe buduje chaos dramaturgiczny.
Wszystko co dzieje się wcześniej jest arytmiczne, dużo niepotrzebnych (nierozwiązanych) sytuacji - jak scena kiedy lekarz sprząta stół, albo żona wyciąga się na stole przed pacjentem. Znowu mam takie wrażenie, że "jak chcecie to oglądajcie, ale nie musicie". Do tego jest dosyć zewnętrznie grane. Choć chyba taki jest zamysł. Ale to szkoda. Jednak chciałbym od Takiego teatru więcej. 
(Miło było spotkać Pana Rolanda Nowaka, którego pamiętam z Teatru Polskiego w Poznaniu - co to za świetny aktor; pamiętam bardzo dobrze "Księcia Niezłomnego" Calderona). 

czwartek, 31 października 2013

Wejherowo i Windowisko - po.

Wyjazd był nie zbyt dobry teatralnie, choć właściwie to mam dobre przeczucia. Oba spektakle za słabo zagrane - co do "Badź" tak należało założyć, na próbach trzymali się w ryzach rytmów i zadań, na spektaklu rozluźniło się za bardzo. Ale było to pierwsze granie, bez gran całościowych wcześniej. 
"Dziecko" też jedno z najsłabszych jakie widziałem. Na tej dużej sali, ze świecącą jasną podłogą, wkurwionymi technicznymi, i panią poganiającą nas, wpuszczającą widzów kiedy jeszcze światła były nie gotowe. Nikt się nas nie zapytał czy byliśmy gotowi. Jak napisałem do Pani Edyty to się na mnie obraziła chyba. Ale napiszę do nich, żeby chcieć tam jeszcze pojechać. Wyjechaliśmy wkurzeni na siebie ale też na nich za taką organizację. Kto by chciał w takich warunkach pokazywać spektakl. Jak potrzebny jest czas, to jest potrzebny i tyle. 
Dziecko dostało I nagrodę. Nie wiem czy słusznie, ale darowanemu koniowi... itd. Napisałem do Karola P., bo zobaczyłem że nie dostał nic, a ciągle zmaga się z monodramami. On mi się podoba na scenie. Ma temperament, tylko nie ma oka z zewnątrz. Takim okiem mógłbym być ja. Albo ktoś kompetentny w Gdańsku. 
Badz nie dostało nic, choć profesor Bielunas powiedział mi, że za reżyserię brano pod uwagę mnie i Bortkiewicza. Wybrano drugiego. Dwa dni później rozmawialiśmy z profesorem i był bardzo miły. Wyjaśnił mi, że spektakl nie jest zły, że jestem bardzo zdolny i że jeszcze trochę. W jury był też Piotr Ratajczak, którego bardzo cenię. On też jakoś dobrze o tym mówi. Może ten spektakl ma jeszcze szansę. Ja tak myślę. Wierzę. Im się nie podoba, że poszedłem w pozytyw... na końcu. Ale ja dla odmiany tak właśnie chcę. 
Wydarzyło się też trochę rzeczy przykrych interpersonalnych intryg. To mnie zniechęca, ale nie poddam się.

wtorek, 22 października 2013

Wejherowo i Windowisko


będzie ciekawie...
w Wejherowie już zdążyliśmy namieszać przez Błażeja. Jak zwykle my mieszamy. Ale będzie przyjemnie to zagrać tam właśnie. A na Windowisko jedziemy z kaleką :) Łukaszem, który porusza się o kulach. Strasznie to wygląda na próbach, ale co zrobić. I tak się cieszę z wielu względów, że tam będziemy. To zawsze był odkrywczy i stymulujący festiwal.
Dwa dni bardzo intensywne pod znakiem przyjemności z teatru.
PS. taki chciałbym mieć nastrój w scenie krzyża w "Bądź ze mną" jak na zdjęciu.
Jak mi się nie chce brać udziału w konkursie... może uda się kogoś dotknąć, czy jednak jestem jeszcze nie gotowy...

czwartek, 17 października 2013

jak działają skojarzenia..

Zaskoczony jestem własną łatwością wywoływania skojarzeń, które ładnie przekładają się na sceny. Tak było w przypadku Antygony, tak jest w przypadku seniorów. Obrazy (nie głupie) same się pojawiają od razu. Dziś próbowałem zrobić to z humanem (lubię ich coraz bardziej; podoba mi się co słyszę; dostrzegam zmaganie ze sobą; ale jest też niespodziewana doza szczerości) i spokojnie zaczyna działać. Zaczynają myśleć szerzej, myślę. Traktuje ich tak jak siebie - poważnie - i z podobnym wkurzeniem dla problemu.

wtorek, 15 października 2013

Mikołajek - blisko coraz bliżej

Wczorajsze próby "Mikołajka" całodniowe bardzo dobre. Wyklarował się dobry rytm (ile zachodu kosztuje ustawienie tak precyzyjnie - pytanie czy aktorzy będą pamiętali), wyciągnęliśmy zabawny kontekst przez dodanie sytuacji śmiesznych do sytuacji założonych przez profesora.
Trzy pełne sceny są gotowe. jeszcze dwie. i dorobienie jednej. 
Pozostaje pytanie o kostiumy. Jakoś opór wywołują w nas peruki. Coś jest w tym zbyt odrealnionego. 
Dziś jak się obudziłem pomyślałem o włosach ze sznurków różnokolorowych (i może czapeczkach - ukryć włosy).
Dużo śmiechu, bardzo przyjemnie się pracuje w zespole. Ładne efekty. Słuchamy się nawzajem. 
Oby tak dalej... i grać. To będzie dopiero...

sobota, 12 października 2013

ANTYGONA dla Związku Głuchych - praca, proces, przeszkody, efekt

 
Spektakl się obronił aktorstwem. Brakiem dziur. (oprócz pójścia po łańcuchy - musi to być koło trumny). Karolina bardzo dobrze zagrała finał. Na prawdzie. Bardzo chciała. I wtedy się udaje. Całość sprawna. Ludzie entuzjastyczni, ale trochę przesadzali w tych zachwytach. Prowadzaliśmy spektakl w ciszy. Powiedziałem przed spektaklem, że będzie w ciszy nie po to żeby podzielić ludzi na słyszących i nie. Tylko po to, żeby to był hołd dla niesłyszących, a dla słyszących (tak jak dla mnie) to była szansa poczucia Tej rzeczywistości. bez dźwięku. dla mnie (i dla Łukasza) to już zafunkcjonowało dzień wcześniej. I był to silny obraz. Wypełniany treści przez aktorów. W dobrym nastroju. (Podczas spektaklu było jeszcze lepiej - Karolina przeszła samą siebie w scenie z łańcuchami - wszyscy baliśmy się czy nie powtórzy się jej upadek dzień wcześniej - myślę, że była znowu na granicy, ale poszła na całość, i udało się - bardzo mocne).
Proces tworzenia był trudny - głównie z niemożliwości dotarcia do nich bezpośrednio. What is lost in translation? (temat mojej pracy licencjackiej). Za sprawą tłumacza (bardzo sprawnego) to jednak jest parafraza. Inaczej brzmi. Oni stają sie rytmiczni. OD = DO.

Bardzo się związałem w tymi ludźmi. Bardzo. Było to wyjątkowe. Jak oni się cieszyli, kiedy ludzie zgotowali im Standing Ovation. Mam nadzieję, ze dalej będziemy w kontakcie.
ważne doświadczenie - bo doświadczenie prawdziwego człowieka w teatrze.
Dobrze, że się udało zafascynować widza. Sporo ludzi płakało, choć ta historia nie jest chyba wzruszająca. usłyszałem z kilku ust, że powinniśmy pojechać z tym do Rosji na przegląd, bo oni widzieli "te" teatry i "To" jest dużo lepsze.... Spokojnie... Człowieka udało sie dotknąć, dac inny wymiar.. rzadko to się chyba zdarza.

zdjęcia: ze spektaklu; z odebrania nagrody dla mnie

niedziela, 6 października 2013

festiwal Prapremier w Bydgoszczy - betlejem


Obejrzałem wczoraj Betlejem Polskie Teatru z Wałbrzycha (i cieszę się że to zobaczyłem ogólnie). Pierwsze 30 minut rewelacyjne, potem populizm i kopiowanie tego co już było. Na początku byłem zachwycony, że grają na serio tekst śmieszny. A potem zaczęli małpować. Okol.założone zdaje się są nieźle postawione - w ośrodku społecznym, gdzie wierzy się w cud. Potem wszystko się rozpada konstrukcyjnie. Reżyser używa skrótów, które tylko dla niego są czytelne - to znaczy konkretnie rwie tę historię. Do tego ta historia się kupy nie trzyma. Używanie nazwy Betlejem Polskie, które jednoznacznie odnosi się do Rydla jest (według mojej oceny) nadużyciem. Na omówieniach reżyser śmiało (bez zawahania) powiedział, że po pierwszej próbie doszli do wniosku, że z tekstu Rydla nie zostanie nic. To po co ta nazwa? To nie ma nic wspólnego z Rydlem, bo dotyczy raczej postrzegania społecznego, a u Rydla jest szerze spojrzenie polityczne (w końcu zabory). Czekałem na złamanie w stronę Rydla.
Żałuję, że ten spektakl nie był ukoronowaniem "pięknego" dnia... który był częścią prezentu istotnego.

czwartek, 3 października 2013

Gotowy scenariusz "Bądz ze mną"

Myśląc jak by to zrobił Mistrz Bielunas - M A M. (na pewno nie będzie to tak głębokie jak on by zrobił, ale jest wyjątkowe). Teraz mam wrażenie, że ta historia rozszerza się. Wychodzi poza proste ramy historii chłopca. Idzie to w stronę życia. Nie jest jednoznaczne. Nie kopiuję stanów wzruszenia i smutku. Łamię to myślę umiejętnie. Po raz pierwszy nagrywałem spektakl i potem weryfikowałem. Musze tak robić, bo na zimno obiektywniej sprawdza się interpretację. (prof. też tak robi).
Bardzo dużo sobie obiecuję po tym spektaklu. Świetlik jest czujny i też potwierdził, że lepiej. 
Teraz tylko nie spieprzyć. 
Na Windowisku (gdzie gramy "Badźzemną") w jury będzie profesor. Nie chcę dać ciała, ale też obiecaliśmy sobie z profesorem, że on mi powie co tam jest nie tak. Darzę go jakąś mistyczną wręcz rewerencją. I mam do niego zaufanie.
Podskórnie czuję, że to się sprawdzi. I że (może) profesor będzie zadowolony, że się rozwijam.
zdj: Daniel Frymark

Ważny dzień - Viki w Teatrze Polskim

Dziś jedziemy na premierę spektaklu według Moliera "Skąpo" do Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Jedziemy, bo gra tam moja aktorka Viktoria Szopińska. Coraz więcej ludzi idzie w świat. I dobrze. Bardzo jestem ciekaw spektaklu, ale też jej prowadzonej przez kogoś innego. Czy będzie inna? Czy dbają tam o coś innego niż my? Ciekawe.
Pamiętam jak w wieku 11 lat przyszła do mnie na pierwsze próby. Jeszcze lepiej pamiętam jak występowała Kruszyna na zakończeniu III klas w liceum. Wtedy ucieszyła się, że zapowiedziałem ją jako najmłodszą adeptkę Studia. Ten rok dla niej jest bardzo dobry - wygrała wojewódzki konkurs Poezji Polskiej. Ewa Ignaczak wyraźnie podkreśliła jej wysoki poziom. No i teraz Teatr Polski. Szaleństwo.

środa, 2 października 2013

wtorek, 1 października 2013

dzisiaj - Badz weryfikacja - Seniorzy - PRL

To był bardzo pracowity dzień. Staram się eliminować zbędne rzeczy. Zamieniam tekst na obraz. Rozszerzam go. Czuję, że to to. Aktorzy muszą popracować sami nad tekstem. Ale kierunek wiem że jest dobry i słuszny. Do 4 sceny na razie wszystko jest precyzyjnie dobre. 
Dziś miałem tez próbę z Seniorami. Już zmęczony. Odżyłem ich energią i chęcią i ich praca. Wypracowali bardzo dobrą jakość (chyba nie zdają sobie sprawy jak dobrą). I są zaangażowani. Jak  przyjemnie się pracowało. Znowu pomysły same się pojawiały. Myślę, że Wojtek Ziółkowski będzie zadowolony z tego co zrobiliśmy z jego tekstem. Pomysł wiem że jest dobry i mądry. Do tego ich wykonanie (a które szczególnie dbam) też jest często w punkt. Reszta dojrzeje. Jeszcze dużo czasu. Podoba mi się to. Jestem zmęczony jak pies, ale tez zadowolony z efektów. Czuję, że to ma sens.

poniedziałek, 30 września 2013

ANIME, festiwal prapremier i to co mnie omija a nie powinno...

mam dużo pozytywu. i chęci pojeżdżenia i pooglądania.
to co poza mna odnajdę gdzie mnie nie ma. proste.... nas nie ma.
www.animofestival.pl/index.php?menu=animo&page=6

V E R S U S w Zninie

Słaby spektakl od strony wykonania, ale też bez porządnej próby. Muzykę zapomniałem i nad ranem Tomasz Pepłiński mi przesyłał mailem. i konwertował. Gdyby on tego nie miał, nie dalibyśmy rady.  pięć minut przed spektaklem maiłem dopiero muzykę. czyli próba o 2 nad ranem była na sucho. (i tak udało się cos poprawić). Spaliśmy na materacach. Rano zmęczeni. Szkoda, że młodzi sami nie mogą ze sobą popróbować emocji jak ja próbuje Lolitę. Za dużo wdzięczenia się do widza. I trzy różne historie opowiadane. Nie było zespołowości. Ciągle widzowie komplementowali, że to ważny spektakl. Ale dostali 60% z tego co tam jest. ALE: nagroda główna i nagroda od jury młodzieżowego. to mnie w ogóle nie uspokoja.
 nagrody: statuetki i sakiewki
jury: Jerzy Welter, Piotr Morawski, Aleksandra Kugacz

środa, 25 września 2013

6 spektakli w 7 dni.

Szaleństwo. 5 spektakl (w 7 dni) na bardzo dobrym poziomie. Przecież to nie tylko spektakl, ale też próba.
Bóg się rodzi w Ciechocinie bardzo dobry. Niuansowy. Właściwie teraz zaczęłaby się zabawa. Może jeśli Łukasz będzie chciał to jeszcze to pogramy. Młodzi bardzo dobrze. Widownia zgotowała im owację na stojąco. To co robi tam Pani Wioletta jest niesamowite. Zawsze (i od zawsze) czuje się tam wspólnotowość. Ona sama ma bardzo dobrą energię. Zaraźliwą. 
Ego w Ogorzelinach - zmiany scen (repetycji)  i porządna próba. Więcej dyscypliny.
Władca Much w Silnie. Znowu widać, że ktoś otwarty i kompetentny prowadzi ten Dom Kultury. Zrezygnowaliśmy (po "Dziecku" w Kłodawie) ze sceny z przekleństwami - ta scena wyszła śmiesznie. Spektakl od 1/3 trzymał niesamowicie. Właściwie zrobił się z tego niezły horror. Bardzo mi się podoba w jaką stronę ten spektakl idzie. Gdyby Błażej wszedł zamiast Dominika byłoby super,ale to nie takie proste. Ambicje i duma. A ja chyba nie umiem z tym walczyć. Chyba można by zrezygnować ze sceny z wodą. Ona ewidentnie obniża tempo i jakość początku. Nie podoba mi się też scena wyboru wodza. Zbyt statyczna. 
"Uśmiech" przyzwoity. Właściwie powtarzalna emocja na otwartym powietrzu. Niezłe wyzwanie dla mojej koncentracji. Coś udało się zbudować. 
"V E R S U S" na festiwalu w Żninie - dwie nagrody (główna i młodzieżowego jury), ALE ciągle to za słabo grane. W tym przypadku broni ich fabuła i pomysł, ale oni rzadko, które sceny bronią. Choć było to granie wzruszające, ruszające.Dominik wdzięczy się do widza, Daria alogicznie zupełnie, Błażej ciągle jeszcze nie w ciągu który dałby mu siłę. I ciągle nie rozszerza emocji przez ciało. Ale to też jeszcze pogramy (znowu Łukasz, czy ja?). Jerzy Welter powiedział (słusznie) przy omówieniach, że dla niego ten spektakl jest zbyt lekko grany. I tu ma rację. Albo przesadzony w krzyku, albo w emocji u narratora. Dominik podsumował kim jest postać którą gra, ale ciągle źle podsumowuje. Ale spoko. Tu widzę ewidentnie ile nam brakuje do renomowanych teatrów. Ale droga jest dobra. 
Robię się coraz bardziej wymagający. W stosunku do siebie i moich ludzi. 
  
   

Snieżka ostatnia

więcej potem.

wystarczy nagród.

We wtorek kiedy jechałem z Małą do Gdańska miałem bardzo dobry dzień - na myślenie. Wyklarowały mi się pewne rzeczy. Doszedłem do jasnych wniosków - przestały mnie cieszyć nagrody.
Przez jakiś już czas jeżdżę po to, żeby się skonfrontować i zobaczyć ile nam jeszcze brakuje do poziomu teatru zawodowego.
Brakuje nam sporo. Nierówne jest wykonanie co właściwie wydaje się normalne biorąc pod uwagę materię z którą się zmagamy. (Ale jest to też moja wina, bo zostawiam aktorom zbyt dużo swobody; treść się wymyka, jest ledwie dotknięta; długa trwa rozwój treści). Z drugiej strony chyba trudno przejść obok naszych spektakli obojętnie. 
Jednak jakoś kwestionuję (chyba od czasu spotkania z prof. Bielunasem) czy my cokolwiek wyrażamy NAPRAWDĘ. 
Jakoś doszło do mnie gdzie jest problem z Oskarem, że nie samo wywoływanie emocji jest kluczem i co gorsza poddawanie się temu - bo skoro wywołuje emocje to wystarczy (w tym sensie Dzieło jest mocne i Versus, bo dodatkowo daje zaskakujący kontekst), ale wejście G ł ę b i e j. Krótko mówiąc zawsze mi się wydawało, że dużo się zastanawiam, ale teraz dochodzi do mnie, że za MAŁO. Czasem z braku czasu. Głównie z czerpania z tego co znam, z myśli, które mi chodzą po głowie. 
Jeśli chodzi o nagrody, to oczywiście miłe, ale albo coś dotyka, albo nie. Tu najwięcej zależy od podejścia PRZED graniem. Podczas pracy już na scenie bardzo wiele zależy z kim się pracuje. Albo coś niesie NAS, albo nie.W czasie grań aktor zapomina w co gra, mało pracuje sam.
Z kim tu się porównywać... po Zninie podeszła do mnie Pani i zaczęła wychwalać własną grupę i że "trudno będzie z nami wygrać" - kiedyś podzielałem taki punkt widzenia. To było istotne. (choć jak wygrywaliśmy po raz pierwszy Windowisko, dla wszystkich to było wtedy zaskoczenie, coś się we mnie skręcało, że za szybko) Dziś coś się we mnie łamie. Lupa ciągle dekonstruuje własny teatr - rozumiem to. Fajnie jest opowiadać różne historie, ALE trzymanie się tego co się już wypracowało (rodzaj stylu, którym się w miarę sprawnie operuje) jest łatwe. Za łatwe. Nie wiem czy te przemyślenia na coś się przełożą, ale czuję podskórnie, że przechodzę jakąś istotną metamorfozę. Zobaczymy.

zdjęcie: wygrane strzelanie w Kęsowie - "głupi ma zawsze szczęście".
Dobrze, że są młodzi. O tym rodzaju edukacji mam nadzieję nigdy nie zapomnę. 

niedziela, 15 września 2013

E G O w Ogorzelinach - drugi spektakl, weryfikacja efektu

E G O - było to nie tak silne jak w fosie, bo zabrakło doświadczenia w radzeniu sobie z inną przestrzenią. Muzyka jest robiona na dużą przestrzeń w punkt. Tu aktorka stoi i czeka na tekst. (Raz przyspieszyłem i obciąłem jej kawałek tekstu).
Zauważyłem (potwierdzone dobrą krytyką Darii), że faktycznie powielam sceny. Niby ma to snes fabularnie, ale udałoby mi się znależć inny środek. I znajdę go w dwóch scenach. 
Ogólnie spektakl ma bardzo mocne plastyczne sceny, ale szybko pomysł z komputerem się zużywa. W Ogorzelinach jakoś nie doszło chyba do odbiorców o co chodzi (pogłos nagranego głosu Klaudii).
Reasumując: dwie sceny do zmiany, łącznie ze sceną śmierci Klaudii B. i sceną miłości - zbyt w punkt.  Muszę mieć trochę czasu. Na razie mam mały maraton - gramy 5 spektakli (różnych) w 5 dni. Za dużo. Czuję to już. ale też ważne to wszystko.

Prapremiera "Chłopów"

Po trzech dniach warsztatów z prof. Bielunasem, które były bardzo intensywne, pojechałem z nim do Gdyni na prapremierę "Chłopów" w Muzycznym (nowym, wielkie otwarcie). Z profesorem przed lub po warsztatach gadaliśmy sobie o teatrze, a właściwie to ja pytałem, a profesor odpowiadał. Trzy dni słuchałem o tym jaki teatr może być. Tym razem nie to co dostałem od Ewy, albo Stanisława, tylko dużo "pierwotniej" - podejście do tematu i "głębia", czyli od strony "idei". Dotychczas wydawało mi się, że nie najgorzej u mnie z tym, ale teraz zacząłem wątpić. W każdym razie premiera była straszna. Na pewno jest to efekt trzydniowych rozmów - to tak jakbym nagle zobaczył antytezę wszystkiego o czym mówił profesor. Była to bardzo cenna lekcja. I cieszę się, że ten spektakl zobaczyłem, bo bez tego nie miałbym szansy zweryfikować tego "naprawdę".
Nie chce mi się pisać, co w tym spektaklu było nie tak. Wystarczy, że zmieniło się moje podejście do prowadzenia "problemu", przygotowania do spektaklu, i kompozycji scen (repetycji).
Rozumiem też lepiej "odrywać nogi od podłogi", bo w "Chłopach" wszystko jest w punkt i się psychologicznie nie rozwija. A zawsze budujemy jakiś dystans psychologiczny ruchem. Rozwiązania są w ruchu tylko trzema umieć patrzeć szerszą perspektywą, brać z możliwych konfliktów, nie poddawać się tym samym rozwiązaniom, nie kopiować nastrojów. Głębiej, głębiej drążyć i drążyć. Dużą rolę odgrywa tu też przygotowanie przed. Ja od jakiegoś czasu się zawsze przygotowuje, ale teraz myślę, że zbyt powierzchowne są te przygotowania.
Jeszcze nauczyć się eliminowania. Ile razy zdarzyło mi się, że mam jakaś "piękną" scenę i za nic z niej nie chce zrezygnować... a czasami trzeba. Każda scena oddzielnie. Każde słowo przemyśleć.
Inną sprawą jest zaangażowanie dzieciaków... i moje oczekiwania. To że ja kocham teatr, nie musi znaczyć, że inni też... może czas to zrozumieć i pracować z tymi którym się chce. Nie wiem. Walczę z sobą. I swoim podejściem "pedagogicznym". Nie efekt jest ważny, tylko proces. A z drugiej strony zaczyna brakować mi partnerów.    

wtorek, 3 września 2013

warsztaty z prof. Bielunasem - Młodzież kontra.. Mikołaj - dzień1

Tak jak myślałem to spotkanie jest owocne. Owocne, bo mogę zapytać o rzeczy, które mnie interesują w teatrze i wiem, że zawsze usłyszę przemyślaną odpowiedź.
Co do samych warsztatów - jestem ogólnie zaskoczony. Czasami na plus, czasami na minus. To dopiero pierwszy dzień, ale widać od razu kto nie rozumie metody pracy opartej na dystansie. Oni potrzebują pomocy i myślę, że dziś z profesorem się tym zajmiemy. Świeże pierwszaki to mają. Jest dystans i nie ma przekombinowania w tekście. Trzymać intencję. Moi bardziej doświadczeni część bardzo dobra, a część szuka nie w tych rejonach nie wiedząc czego się chwycić, najczęściej odnosząc to do dramatu. I robi się poważnie. Dystans jest tą umiejętnością zniekształcenia/wyolbrzymienia rzeczywistości. Od strony aktora ja zawsze wiem, że coś ma być śmieszne i grając te partie "uśmiecham się" do tekstu i rozluźniam go formalnie. Dobrym przykładem jest postać Julii, która nic jakby nie robi tylko (sic!) trzyma formę postaci (znudzony, leniwy, nieprzytomny gość) i jest w tekście. Tym samym nadaje mu dobry charakter. Wyciąga jedną cechę charakterystyczną i bawi się nią. 
To, co dla mnie jest bardzo ciekawe, to sama praca nad tekstem profesora. (Trochę Stanisław, ale inaczej) - szukanie przebiegu w tekście na różnych rytmach i intencjach nie oczywistych. Ciągła zmiana, która buduję różnorodną dynamikę tekstu. "Rozłożenie frazy w pauzach daje więcej możliwości rytmicznych". Ja zawsze mówiłem, że nie ma sensu dzielić frazy jeśli pauza jest niepotrzebna. To też prawda, ale rozłożenie frazy uczy dywersyfikowania tempa podawania - nie jest na jedno kopyto. Nawet jak bohater krzyczy, to może nie krzyczy - tylko: trzyma swoją postać. 
Dobrym przykładem jest reakcja Mikołaja na Jadwigę. Opowiada o niej. Dzieli frazę do kropki eksponując tekst. A swoje nią zainteresowanie zdradza jednym słowem "tak". Jest to dużo mocniejsze, niż prowadzenie tej frazy jednorodnie z intencją od początku "jestem zainteresowany". 
No i to czego ja najwyraźniej nie rozumiem: zaufanie do tempa. Jako aktor kumam, ale młodzi tego w ogóle nie robią, więc ja ich tego nie nauczyłem, a przecież w krzyku, który jest wolniejszy, jest inna siła. 
W dialogach najłatwiej jest drzeć się, ale inteligentniej jest szukać kontr. (to tak do Versusa właściwie się odnosi. Tak główny problem mieliśmy z formą tekstu Fransua. Jesteśmy tak jednostajni).
Tyle po pierwszym dniu.    

fragment ważnej dyskusji

  • FRAGMENT JEDNEJ Z WAŻNIEJSZYCH WEWNETRZNYCH DYSKSUJI o sensie OKRu i nagrodach. Widać tu mądrość "starego" składu, który już rozumie.
    Grzegorz Szlanga tego jeszcze nie wiem jak przekonać ludzi o wartości poezji, prozy bez popadania w patos, a zarazem oddając temu należną wartość... dzisiaj próbowałem, ale już mam sygnały, że jednak wynik konkursu się najbardziej zapisuje w waszej świadomości. (powiem wam też że czasami źle jest wygrać, bo wygrana usypia czujność; stwarza poczucie "jestem dobry i wystarczy", a to jest śmierć dla życia (pseudo)artystycznego). Myślę, że wiem co mówię. (Na pewno z Łukaszem tego doświadczyliśmy - jak oczyszczająca jest porażka). Bardzo mi zależy, żebyśmy umieli rozmawiać z widzem. Ale też umieli sobie dać szansę. SPOSÓB MYŚLENIA. Wyjątkowy. Jednostkowy. "Mój". Tylko to jest ważne w tym świecie. "nie wyszło" - z tym trzeba się pogodzić. To jest nasz chleb powszedni. zadowoleni zawsze będą przegrywać. Bo do kogo się porównują... ? Wierzę w nas. (Zobaczcie jak w dzisiejszym spektaklu aktorka nie zagrywa, nie gwiazdorzy, a ile buduje i jak dojrzale... jesteśmy w jej głowie na chwilę...) Jak mnie najdzie to jeszcze napiszę coś...


  • Grzegorz Szlanga Łukasz, napisz czego się nauczyliśmy...

  •  nawet jak wszystko to jest jasne, klarowane i zgadzamy się w 100% to konkurs to konkurs a wynik to wynik ( wieemmmm genialne) więc zawsze porażka boli i przegrana taką porażką zawsze będzie a wygrana odwrotnie , tego się nie da ominąć


  • Grzegorz Szlanga zależy od "mądrości" recytatora.

    jeśli Ty przegrasz konkurs lub tego typu rzecz, to wyciągniesz wnioski , będziesz lepszy itd... aleee porażka Cie zaboli , na pewno



  • Grzegorz Szlanga hm... kiedyś tak. Teraz nie. ale kwestia światopogladowa. bardziej zaboli mnie wywyzszenie wśród lepszych.

  •  przestałeś być człowiekiem

  • Grzegorz Szlanga dobre podsumowanie. dziękuję.
     OKR... Dziwne to wydarzenie. Z jednej strony ktoś stoi sam na scenie i mówi a z drugiej ktoś go słucha (jeśli ma fart) i jeszcze ktoś go ocenia (a może nie go, tylko jego warsztat? chyba tak jest precyzyjniej). To nie jest łatwe. Potrzeba odwagi żeby wyjść na scenę na tych kilka minut i mówić do ludzi - czasem obcych, czasem przyjaciół, czasem rywali - kwestia spojrzenia. Trzeba odwagi i motywacji. Różne rzeczy nas motywują - kogoś tam nagrody, kogoś tam chęć zwyciężenia, innego potrzeba sprawdzenia się, ale czasem jak się na tym konkursie posiedzi i posłucha to zdarza się, że na scenę wyjdzie człowiek, który przyszedł tu coś nam powiedzieć. To jest jego motywacja - ma nam, sobie do powiedzenia coś ważnego. Więc taki gość staje przed nami, patrzy na nas, mówi, a my słuchamy. Nieważne, że gość sepleni, mówi banały, a lat ma trzynaście. Ważne, że widzimy człowieka, który nie ściemnia. Jest prawdziwy i to co mówi to też jest prawda. Jego prawda. Nie efekciarski popis tylko coś znacznie mniejszego. Jakby kawałek spowiedzi. I nie da się go nie słuchać. Nie da się nie patrzeć w te oczy, które nie chcą się nam podlizać tylko mówią i każą się słuchać. Jedzie się po takim konkursie do domu i jak pytają Cię jak było to pamiętasz albo nie pamiętasz gościa, który wygrał, ale tego który wwiercił Ci się w mózg, który kazał Ci siedzieć na dupie i słuchać, bo to co mówi jest istotne pamiętasz doskonale. I będziesz go pamiętać jutro i za rok jak znów pojedziesz na konkurs. Drodzy konkursowicze, życzę Wam, żebyście mieli szansę chociaż raz w życiu być tym człowiekiem.


  •  A ja dorzucam się do życzeń Błażeja i życzę byście zawsze pozostali tymi osobami, które w momencie, gdy na scenie pojawią się inni, mający coś do powiedzenia ludzie, potrafili ich usłyszeć i zaczerpnąć od nich naukę. Byście potrafili wejść z nimi w dyskurs. Niech Każdy okr, nie-okr, będzie dla Was spotkaniem z drugim człowiekiem, czasem dzielenia się Waszą prawdą, wymianą myśli

  • Hmm...długo się zastanawiałam, czy napisać. Wydaje mi się, że trzeba zadać sobie pytanie "po co" wychodzi się na scenę., po co bierze się udział w tym konkursie. Spróbujcie. Bo przecież OKR jest to konkurs. Ale konkurs wyjątkowy (jak dla mnie). OKR to miejsce spotkania się przyjaciół, ludzi chcących podzielić się swoją myślą, historią. Grzechu zadawał chyba każdemu z nas kiedyś (ważne jak dla mnie) pytanie": czy kochamy siebie na scenie czy scenę w sobie". Pamiętam Stachuriadę w 2 LO. Był Shadow, Piotr Pawlicki z gitarrrrrą, świece i przyjaciele. Pamiętam jak słuchaliśmy siebie. Wiele osób pierwszy raz miało możliwość porozmawiania z innymi własnie w taki sposób. Tekstami innych osób, ale wypowiadanymi z własnych ust, z serca. To było "coś". Poznań- Marcinowy Laur.
    Do tej pory "chodzę" na OKRy. Z czystej przyjemności. Aby Was poznać, dowiedzieć się czegoś od Was, uśmiechnąć, zastanowić. Zwolnić. Porozmawiać. Do zobaczenia na tym OKRze w (mam nadzieję) Sopocie!

     pamiętam, jak na pewnym OKR-ze nie przeszłam dalej do wojewódzkiego. Pewna "osoba" uważała, ze powinnam, bo byłam świetna. Sama również czułam, że było w tym dużo prawdy, że włożyłam w teksty cząstkę siebie, nic nie udawałam. Zawód był chwilowy. Moi teatralni przyjaciele przeszli dalej. Nie pozwoliłam, żeby ta porażka odcięła mi drogę do prawdziwej radości z ich szczęścia. Kibicowałam z całych sił i szczerze cieszyłam się z nimi. A porażkę... zamieniłam w siły do dalszej pracy. Ale tylko tym przykładem mogę się pochwalić, okazuje się, że nie zawsze z wiekiem człowiek staje się mądrzejszy. Jednak wiem, że pamięć o tamtym wydarzeniu, daje nadzieję, na przyszłość.. I oświadczam wszem i wobec... "na wygnaniu" daleko.. ja jeszcze nie skończyłam. Mam chwilową przerwę, ale już niedługo praca ostro się rozpocznie. Pasja i własna satysfakcja, bez presji wielkiej kariery. Tylko praca, doskonalenie siebie i dzielenie się tą radością z innymi. Pozdrawiam stary ukochany skład i ten późniejszy nigdy nie poznany i ten nowy, niekoniecznie anonimowy

poniedziałek, 2 września 2013

zaczyna sie... :)

Jutro zaczynamy z prof. Bielunasem Mikołajka. Mam bardzo dobre przeczucie... co do wszystkiego. Nauki ciąg dalszy.

środa, 28 sierpnia 2013

Jestem przygotowany do sezonu (wrzesień - grudzień)

Do grudnia mam plan. Robię za dużo rzeczy naraz, ale ten czas wakacyjny był dobry, bo sie zdążyłem do większości solidnie przygotować. Z młodymi będę miał trzy rzeczy do grania - bardzo różne w charakterze i w zadaniach dla nich. Belfer (4 spektakl) będzie najtrudniejszy, ale też najprzyjemniejszy.
Festiwale - juz wiem co i gdzie. 
I warsztaty z prof. Bielunasem i  moje zajęcia indywidualne.
Wszystko jest ready.
Żeby tylko pary wystarczyło i ich zaangażowania (i czasu!)
Dziś rozpisałem Młodzież kontra...wojna i pomysł (skonsultowany z Wandą) wydaje nam obojgu się świetny.  
Zdecydowałem się grać na Monobloku (przyciśnięty nadzieją :). 
Grałem już Uśmiech ponad 20 razy. Sporo. Czuję jak dojrzało. W Szczecinie było niesamowicie. 
Zaskakujące jest to, że przy moich obliczeniach do grudnia zagramy ok. 75 spektakli. WOW! Tego jeszcze nie było. A i Łukasz coś wspominał o Bon Voyage... to było cholera dobre. Choc teraz bym to troche zmodyfikował.
 
 

piątek, 23 sierpnia 2013

Zajawka "Dziecka dla początkujących"

organizuję do końca nasze zajawki ze spektakli, żeby była pełna dokumentacja naszej działalności. A i lda potomnych może...

czwartek, 22 sierpnia 2013

nasze logo w postaci filmowej jako zajawka treści

realizacja: Magdalena Tatera
Takie ot. Do wyświetlania przed filmami naszymi.

wtorek, 20 sierpnia 2013

już tego nie zagramy więc...

To był ładny spektakl. Świetnie się pracowało. I fajnie się rozkręcał. Zagraliśmy go raz na festiwalu w Wejherowie i dostał tam pierwszą nagrodę. Potem zrobiliśmy wersję monodramową z Michałem i (za własne pieniądze) pojechałem z nim do Wrocławia, i tam zagrał przyzwoicie, tylko nie poradził sobie z przedmiotami, ale ciągle było to w duchu "Różewicza". Siedzący w komisji dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie odczytał to jako szyderę i tylko szyderę. I nie wiem czy to mój błąd w reżyserii czy w ich powierzchownym oglądaniu. Wydaje mi się (choć pewności nie mam), że to drugie jest prawdopodobne. Sądząc po rzeczach, które nagradzali pozytywnym komentarzem, a były... dość (żeby nikogo nie obrazić) banalne. Oczywiście istnieje druga możliwość że to nasze było mało komunikatywne. Michał (wtedy) miał prawo sobie nie do końca poradzić. To był jego pierwszy tak poważny festiwal i pierwszy monodram (a to trudne bardzo).
nagranie z premierowego grania
ciekawy błąd w finale: spada świeczka, aktor nie podnosi, mimo że kończy się całość jego twarzą w świetle i zdmuchnięciem.  

piątek, 16 sierpnia 2013

czas zrobić nowy

 
Już czas na nowe trailery. Jak wrócę, to się tym zajmę. Ten się udał nieźle. Kiedy to było...

dzisiejszy pomysł


Z konieczności jestem na 10dniowym urlopie i przychodzą mi dziwne pomysły do głowy. Dziś za sprawą gry komputerowej Julki pomyślałem, że chętnie bym zrobił dziwny młodzież kontra Ninja. Ten pomysł nie ma walorów artystycznych, ale mogłaby być dla wszystkich niezła zabawa.
Jest tam dużo walorów takich jak honor, precyzja, oddanie. Wyobrażam sobie kilka scen, które mogłyby być nawet silne. I do tego same dziewczyny i dwóch facetów. Gdyby młodzi chcieli się pobawić, to bym to zrobił. Czemu nie? (Dla nich bym popracował nad postaciowaniem).
- latarnie noszone
- atak ninja
- walka
- osamotnienie w walce
- harakiri
- walka z bosem
- rytuał
- muzyka tak charakterystyczna